Tag Archive: Sudety


Apogeum i upadek pana na Waldsztejnie.

1. Gustaw Adolf, wkroczył jako obrońca protestantyzmu na teatr wojny trzydziestoletniej przy pełnym wsparciu politycznym „arcykatolickiej” Francji, która chciała osłabić Habsburgów. Długie ramię kardynała Richelieu doprowadziło do zawarcia rozejmu w trwającej od trzech lat wojnie z Polską. Rozejm zawarty w Starej Wsi – Altmarku 26 września 1629 roku, sankcjonował szwedzkie zdobycze w Inflantach i dawał Gustawowi Adolfowi wpływy z ceł z części portów pruskich. Szwedzi zablokowali również osiem okrętów polskich, które oddano do dyspozycji floty cesarskiej  w Wismarze, zgromadzona tam flota skapitulowała ostatecznie przed Szwedami w roku 1632. Gustaw Adolf, zawierając rozejm z Polską rozwiązywał sobie ręce do wkroczenia na teren Rzeszy, gdzie protestanci, stojący w obliczu edyktu restytucyjnego nakazującego im zwrot zabranych Kościołowi katolickiemu majątków według stanu z okresu pokoju augsburskiego to jest 75 lat wstecz, przywitali go początkowo z nadzieją. Oczywiście celem króla Szwecji nie była ich obrona przed edyktem restytucyjnym Ferdynanda, lecz po prostu zdobycie łupów materialnych i zysków terytorialnych. Jednakże sprzeciw w krajach Rzeszy wobec edyktu oraz opisana w poprzednim odcinku dymisja Albrechta Wallensteina przez cesarza Ferdynanda II dały Gustawowi Adolfowi niespodziewanie dodatkowe atuty. Do powyższej dymisji doszło przy współdziałaniu elektorów protestanckich oraz katolika Maksymiliana bawarskiego na zjeździe w Regensburgu, w sierpniu roku 1630, i to mimo wieści o wylądowaniu wojsk króla Szwedów na Pomorzu Zachodnim, na początku lipca tegoż roku.

Armia ta złożona ze Szwedów, Finów i najemników liczyła na razie niecałe 20 000 żołnierzy, w większości głodnych, obdartych i żądnych łupów. Stopniowo wzmacniała siły i do listopada 1630 roku liczyła ponad 40 000. Brak pieniędzy nie pozwolił Gustawowi Adolfowi na razie na rozwinięcie szerszej akcji zaczepnej. W styczniu 1631 roku król Szwecji doszedł jednak do porozumienia z kardynałem Richelieu – w zamian za obietnicę ataku wyłącznie na cesarza, z pominięciem domen Ligi Katolickiej, w tym w szczególności Maksymiliana bawarskiego, którego Francuzi planowali przeciągnąć na swoją stronę, Gustaw Adolf miał otrzymać pięcioletnie subsydia pozwalające mu pustoszyć bez przeszkód habsburskie domeny. Układ podpisano w Baerwalde. Z kolei 31 maja 1631 roku układem z Fontaineblau Richelieu udzielił gwarancji bezpieczeństwa Maksymilianowi bawarskiemu. Cesarz znalazł się tym samym politycznie w dość nieciekawej sytuacji, wspierany jedynie przez uwikłaną w konflikt w Niderlandach Hiszpanię.

Rozpoczynając kampanię w Rzeszy, Gustaw Adolf planował wykorzystać sytuację w Magdeburgu, który 27 lipca 1630 roku podstępem wyjęto spod kontroli sił cesarskich. Zajął je  Chrystian Wilhelm – dawny rządca miasta. Magdeburg obległy w odpowiedzi siły cesarskie Pappenheima, a od marca roku 1631 także Jana Tilly’ego, łącznie około 25 000 ludzi. Gustaw Adolf, który w międzyczasie w lutym 1631 roku zajął część Meklemburgii, postanowił zmaksymalizować korzyści z tej sytuacji. Zostawiając protestantów w Magdeburgu samym sobie, ruszył nieniepokojony na południe wzdłuż Odry, zajmując 13 kwietnia Frankfurt, a dwa tygodnie później Gorzów. 20 maja 1631 padł wprawdzie po długim oblężeniu Magdeburg, splądrowany przez nieopłaconych żołnierzy Tillyego, jednakże w tym czasie Gustaw Adolf znalazł się już na czele około 30-tysięcznej armii pod Berlinem, zmuszając elektora brandenburskiego Georga Wilhelma do negocjacji. 20 czerwca 1631 elektor Hohenzollern skapitulował i zgodził się na zapłatę Szwedom sporej kontrybucji oraz okupację przez nich większości brandenburskich miast. W lipcu Szwedzi przekroczyli Łabę, zaś 12 września 1631 roku, elektor saski Johann Georg Wettin przyłączył się po krótkim wahaniu do wojny po stronie Gustawa Adolfa. Przewidziawszy takie ryzyko, dowódca cesarski Tilly 5 września wkroczył do Saksonii, rozbrajając załogę Merseburga, a 15 września zajął Lipsk.

Połączone siły szwedzko-saskie liczyły ponad 40 tysięcy żołnierzy, Tilly mógł im przeciwstawić armię o około 10 tysięcy mniej liczną, liczącą zaledwie 27 dział to jest ponad połowę mniej niż przeciwnicy. 17 września 1631 roku na północ od Lipska, pod Breitenfeld, po kilkugodzinnej bitwie poniósł porażkę. Sukcesy Gustawa Adolfa, którego nazywano lwem protestantyzmu, skłoniły Anglię do ponownego zaangażowania się w konflikt w Rzeszy. Rządzący od roku 1625, po śmierci Jakuba, Karol Stuart obiecał Szwedowi przysłanie 20-tysięcznych posiłków. W sierpniu 1631 roku 6000 Anglików pod Hamiltonem wylądowało w Szczecinie, kierując się w górę Odry na Śląsk. Sam Gustaw Adolf ruszył z wojskiem nad Ren, gdzie spotkał się w styczniu 1632 roku z „królem zimowym” Fryderykiem V. Zaoferował mu stosunek lenny i odzyskanie palatynatu pod warunkiem…. pokrycia przez Anglików wydatków wojennych w wysokości 25 tysięcy funtów szterlingów miesięcznie oraz dostarczenia mu dodatkowych posiłków w liczbie 12 tysięcy ludzi. Stuart się nie zgodził i ostatnia szansa odzyskania palatynatu przez Fryderyka upadła, a on sam zmarł pod koniec listopada tegoż roku.

Sam Gustaw Adolf, który w Rzeszy wykorzystywał system kontrybucji wprowadzony wcześniej przez Wallensteina i wymknął się spod kontroli nawet dyplomacji francuskiej nie przeżył jednak nieszczęsnego reńskiego palatyna. Zginął w krwawej, pyrrusowej bitwie pod Luetzen 16 listopada 1632 roku. Naprzeciwko niego stanął wtedy człowiek, po którego cesarz Ferdynand znów sięgnął by ocalić Rzeszę – Albrecht von Wallenstein.

2. Sytuacja w Rzeszy po bitwie pod Breitenfeld oraz wymknięcie się spod kontroli francuskiej szwedzkiego lwa skłoniły księcia Maksymiliana bawarskiego, który próbował wcześniej porozumienia z Ludwikiem XIII francuskim, do szukania na nowo porozumienia z cesarzem Ferdynandem. Jego elementem była zgoda na przywrócenie do łask Wallensteina, którego dymisji w roku 1630 Maksymilian był jednym z głównych sprawców. Ferdynand o powrót Wallensteina starał się dyskretnie właściwie już od jego zdymisjonowania, a bardziej stanowczo – od kwietnia 1631 kiedy Gustaw Adolf w pochodzie na Brandenburgię zajął Frankfurt nad Odrą. Jak pisze G. Mortimer w swojej pracy Wallenstein. The Enigma of the Thirty Years War, w roku 1631 negocjacje z Wallensteinem prowadzili także sprzymierzeni ze Szwedami Sasi. Negocjacjom sprzyjał fakt, że sprzymierzone ze Szwedami wojska saskie pod niedawnym towarzyszem broni Wallensteina – generałem  Hansem Georgiem von Arnimem przez Górne Łużyce wkroczyły w listopadzie 1631 do Czech, nie napotykając oporu i zajmując 15-tego tego miesiąca Pragę. To właśnie Arnim był uczestnikiem rozmów z Wallensteinem. Drugim z kontaktów Wallensteina był kolejny weteran wojny trzydziestoletniej, opisywany w poprzednim odcinkach – hrabia Henryk Mattias Thurn, który wówczas służył jako dyplomata szwedzki w Brandenburgii. Jak wskazuje Mortimer, z korespondencji wynika Thurn prowadził w roku 1631 negocjacje o przydzielenie „pewnemu kawalerowi”, „książęcej osobie” armii w liczbie 12 000 żołnierzy i 18 dział celem operacji na terenie Czech. Gustaw Adolf ostatecznie odmówił, uznając po sukcesie pod Breitenfeld, iż działania w Czechach są mu zbędne i nakazując Arnimowi powrót do Brandenburgii. Czy chodziło o Wallensteina można się jedynie domyślać, wiadomo natomiast, że ten aż do listopada 1631 zajmował mimo zabiegów cesarza, postawę wyczekującą. Dopiero w grudniu 1631 roku, to jest w okresie zimowej przerwy w działaniach wojennych, udał się do Znojma na rozmowy z Ferdynandem.

Sprawę ugody z cesarzem sfinalizowano ostatecznie po pokonaniu oporu Maksymiliana bawarskiego, 13 kwietnia 1632 roku. Warunki porozumienia nie są dokładnie znane. Wiadomo że Wallenstein zażądał m.in. naczelnego dowództwa i szerokich plenipotencji politycznych, tak by inni książęta Rzeszy nie mogli się mu opierać. Cesarz podjął decyzję we właściwym momencie. 30 kwietnia 1632 zmarł w wyniku zakażenia po ranie od kuli armatniej w potyczce ze Szwedami nad rzeką Lech, zwycięzca spod Białej Góry Johann von Tilly, jedyny właściwie pozostały obok Wallensteina autorytet dowódczy. Bitwę nad rzeką Lech stoczoną 15 kwietnia 1632 wygrał ponownie Gustaw Adolf, jak należy jednak zauważyć, dysponując prawie dwukrotną przewagą liczebną i 3,5-krotną przewagą artyleryjską.

Na początku maja 1632 roku Gustaw Adolf uderzył na dolinę górnego Dunaju. Nie udało mu się zająć Ingolstadt, ale 17 maja zajął i splądrował stolicę Maksymiliana bawarskiego – Monachium. Tymczasem Wallenstein zebrał ponad 60-tysięczną armię i z jej połową ruszył na Czechy i Śląsk, spędzając mniej liczne wojska saskie, liczące ok. 10 tys. żołnierzy. W maju oddziały generała Baltazara Marradasa dokonały ze Śląska wypadu w rejon Lubania na Górnych Łużycach zaś w czerwcu wyprawa feldmarszałka Hannibala von Schauenberga zajęła Zgorzelec i Żytawę.

Wallenstein wzywany przez cesarza, skierował się na zachód by połączyć siły z Maksymilianem bawarskim. Powyższe wykorzystał niezwłocznie elektor saski Johann Georg Wettyn, wysyłając w lipcu von Arnima by ponownie najechał Śląsk. Arnim miał do dyspozycji ponad 20-tysięczną armię złożoną z Sasów, Brandenburczyków i Szwedów. Tymi ostatnimi dowodził długoletni najemnik szkocki w służbie szwedzkiej Jacob MacDougall (Duwall). Sasi przez Bolesławiec i Żagań dotarli pod Głogów, który zajęto. Siły cesarskie pod ponad 60-letnim Hiszpanem Marradasem, który przybył pospiesznie z Czech, były nieco słabsze liczebnie. Zgromadziły się w Ścinawie na odrzańskim szlaku z Głogowa do Wrocławia. Marradas nie był uważany za dobrego dowódcę – na jesieni poprzedniego roku bez walki wycofał się spod Pragi, oddając ją w ręce von Arnima. Tym razem było podobnie – uderzenie saskie 29 sierpnia 1632 zepchnęło cesarskich na umocnione pozycje na wzgórzu w widłach Zimnicy i Odry. Sasi postanowili przeprawić się poniżej pod Dziewinem, budując most pontonowy, który bezskutecznie próbowali zniszczyć ludzie Marradasa 4 września. Wobec przeprawy przeciwnika przez Odrę Marradas wycofał się, a Arnim zajął część Wrocławia i Świdnicę, gdzie osadził saską załogę. Bramy przed Szwedami i Sasami otwarli książęta legniccy i brzescy, a ich oddziały doszły aż do Nysy, Opola i Raciborza. Na ich zapleczu pozostały cesarskie załogi w Lubaniu, Żytawie i Zgorzelcu. We Wrocławiu Sasi zajęli 7 września Ostrów Tumski. Ich działania spowodowały pożar wyspy, którego ofiarą padły m.in. biblioteka kapituły, dach i hełm jednej z wież katedry, a także dachy kościołów św. Piotra i Pawła oraz św. Idziego. 10 września zbezczeszczono i splądrowano katedrę, kradnąc m.in. srebrne elementy skrzyni ołtarza głównego biskupa Jerina (srebrne figury ukryto wcześniej przez łupieżcami), ograbiono też kościół kolegiacki i domy kanoników. Mimo iż miasto Wrocław ogłosiło neutralność, Sasom pomagał w plądrowaniu miejscowy motłoch. Arnim wprowadził na kapitulnej wyspie protestanckie porządki – górną część kolegiaty św. Krzyża zajęli luteranie, a dolną przeznaczono na stajnie.

W odpowiedzi na działania Sasów Wallenstein, którego Gustaw Adolf próbował rozbić pod Alte Veste 3 września 1632 roku, wysłał do Saksonii rajd sześciu tysięcy Chorwatów Holka, po czym pociągnął z głównym wojskiem. Gustaw Adolf ruszył za nim i 16 listopada 1632, mając do dyspozycji prawie 20 tysięcy żołnierzy i 20 ciężkich dział dopadł Wallensteina pod Luetzen. Ten ostatni dysponował równą artylerią, ale zaledwie 13 tysiącami zbrojnych. Poniesione w bitwie straty Szwedów były większe, ale ostatecznie to Wallenstein ustąpił pola i zdecydował się wycofać do Czech, rezygnując z uderzenia na Saksonię. Jak już wcześniej nadmieniono, w trakcie walki pod Luetzen zginął dwukrotnie postrzelony Gustaw Adolf. Dowództwo armii protestanckiej zostało podzielone – obok Arnima powołano do komendy weterana wojny czeskiej Henryka Matthiasa Thurna.

3. Nastała zima. Na Śląsku, zajętym przez Sasów, została pod biskupią Nysą armia feldmarszałka Macieja Gallasa, licząca kilkanaście tysięcy zbrojnych, blokując bramy kłodzką i morawską. Wallenstein, pozostawiając jako przyczółek Żytawę, wycofał się na ziemie habsburskie, co oznaczało poniesienie przez cesarza kosztów zimowania wojsk i wywołało zrozumiałe niezadowolenie w Wiedniu. Kolejną przyczyną niezadowolenia była ocena, że pod Luetzen niewykorzystano pokaźnej szansy na zwycięstwo. W Pradze Wallenstein zwołał naprędce trybunał, który skazał na śmierć 17 żołnierzy, w tym 12 oficerów winnych rzekomo tchórzostwa, a z tym niepowodzenia we wspomnianej bitwie. Wątpliwości wobec Wallensteina zaczęły się jednak pojawiać. Powiększyły je wydarzenia roku 1633. Kampanię roku 1633 Wallenstein rozpoczął bowiem od próby rokowań z von Arnimem, którego chciał skłonić do odstąpienia przez Sasów strony szwedzkiej. Nie wiadomo do końca czym generał się kierował, bowiem wobec braku zdecydowanego sukcesu w polu szanse na pozytywny wynik były niewielkie. Mimo śmierci Gustawa Adolfa Szwedzi zajmowali całą północ Rzeszy, a polityką Szwecji niezmiennie kierował kanclerz Alex von Oxenstierna, który objął funkcję regenta małoletniej królowej Krystyny (swoją drogą bardzo ciekawa postać, która nolens volens przyczyniła się do potopu szwedzkiego, wprowadzając na tron Szwecji palatyna Dwóch Mostów Karola Gustawa, a następnie przeszła na katolicyzm, abdykowała i uciekła w roku 1654 w przebraniu przez Rzeszę do Rzymu).

Rokowania jakie podjął Wallenstein ze swoim dawnym towarzyszem broni w kwietniu roku 1633 nie przyniosły rezultatu i 5 maja wyruszył z Pragi na kolejną kampanię. Wojska skoncentrowały się w rejonie Hradca Kralove. Wobec ponownego wkroczenia przez Arnima na Śląsk na początku czerwca Wallenstein wkroczył na Śląsk, dysponując 35-tysięczną armią oraz 28 działami. Kierował się przez Kotlinę Kłodzką, Ziębice i Niemczę w stronę zajmowanej przez Szwedów i Sasów Świdnicy. 31 maja w rejonie Ząbkowic połączył się z Gallasem. 6 czerwca obie wojujące strony spotkały się pod Oleszną koło Łagiewnik, ale po spotkaniu z Arnimem, 7 czerwca Wallenstein zaproponował rozejm i negocjacje. Według Arnima, który przekazał raport o tym spotkaniu elektorowi saskiemu, Wallenstein uważał, że działania wojenne powinny zostać zawieszone oraz powinno się osiągnąć porozumienie zmierzające do zapewnienia wolności religijnej, jak odebrał to von Arnim – na zasadach obowiązujących w roku 1618.

Arnim zajął następnie pozycje pod Świdnicą – w Bolesławicach. Na miasto 4 lipca 1633 bezskutecznie uderzył Wallenstein, ale prowadzone dalej układy wskazywały, że mogła to być próba pozorowana. Obie armie trapiły problemy – w saskiej szerzył się głód, w tej Wallensteina – dyzenteria. Do powyższego doszła zaraza morowa, która przywleczona wraz z wojną pustoszyła Śląsk. We Wrocławiu zmarło około 18 tysięcy osób – prawie połowa mieszkańców miasta, w Legnicy i Jeleniej Górze – ponad 2 tysiące ludzi. Mimo to Wallenstein, którego wspierał wierny towarzysz, pan na Gryfie i Chojniku, Hans Ulryk von Schaffgotsch, dysponował w sumie ponad 30 tysiącami żołnierzy, Arnim – ok. 20 tysiącami. Rozmowy były z punktu widzenia strony cesarskiej bezproduktywne – w sierpniu 1633 protestanccy książęta z Legnicy, Brzegu i Oleśnicy oraz miasto Wrocław zawarły ze szwedzkimi dowódcami układ o współpracy, którego nie potwierdzili jednak ani elektor saski, ani brandenburski. Ponownie próbowano siedzieć na „dwóch stołkach”, zastrzegając, że układ nie narusza ich zobowiązań wobec cesarza jako króla czeskiego. Powyższe działanie mogło być spójne z rozmowami Wallenstein – Arnim, w których, jak sugerował Arnim, i co potwierdzali cesarscy obserwatorzy w obozie Wallensteina, pojawiał się wątek do powrotu do statusu z okresu Listu majestatycznego oraz połączenia sił Wallensteina i protestanckich elektorów przeciwko osobom, które naruszałyby ten status. Taki charakter planowanego porozumienia, osładzano w korespondencji w cesarzem, wskazując, że w pierwszej kolejności uderzenie zwróciłoby się przeciw Szwedom. Po drugiej stronie, hrabia Thurn pisał w końcu sierpnia 1633 do szwedzkiego regenta Oxenstierny, że Wallenstein zapewni wygnanie jezuitów z całego obszaru cesarstwa, co skłoni cesarza do abdykacji i udania się do Hiszpanii. Arnim spotkał się z Oxenstierną 12 września 1633, proponując mu zorganizowanie rozmów pokojowych we Wrocławiu i wskazując, że Wallenstein pozostaje w złych stosunkach z dworem cesarskim, mając z jednej strony pretensje za dymisję w roku 1630, z drugiej napotykając nieufność po stronie cesarza i jego doradców. Miał za to, wedle Arnima, poparcie swoich oficerów i w razie braku porozumienia był gotowy na przymierze ze Szwedami.

We wrześniu 1633 Wallenstein doszedł do wniosku, że negocjacje nie przyniosą rezultatu. Jednocześnie, musiały do niego docierać głosy krytyki jego bezczynności, którą przypisywano zdradzieckim zamiarom (być może wpływ miał również długotrwały syfilis, który niszczył zdrowie generała). Jednakże spotykał się dalej z wysłannikami von Arnima, któremu donoszono, że Wallenstein jest przekonany, że wszystkie obce wojska czy to szwedzkie czy francuskie, czy hiszpańskie powinny zostać usunięte z terenu Rzeszy celem przywrócenia status quo z okresu panowania Rudolfa i Macieja. Wallenstein uważał, że w pierwszej kolejności należy podjąć interwencję przeciw szwedzkiemu zagrożeniu, w dalszej kolejności francuskiemu i hiszpańskiemu, na co z kolei nie zgadzał się von Arnim. Taka próba balansowania przez Wallensteina prowadzona w roku 1633 zamiast działań wojennych miała doprowadzić wkrótce do jego tragicznego końca. Arnim, obawiając się, że treść jego negocjacji z Wallensteinem wyjdzie wobec Szwedów, pospieszył z zapewnieniem o lojalności wobec Oxenstierny swojej i wojsk saskich, dodając cynicznie, że nie wie co książę Frydlantu uzyskał dzięki rozejmowi, ale był on bardzo użyteczny dla Szwedów i Sasów bo zachowali swoją armię. Jak zobaczymy nie pomogło mu to naprawić nadszarpniętego zaufania w oczach Oxenstierny. Śląsk tymczasem pustoszyła wspomniana już wyżej zaraza – w roku 1633 zmarła połowa mieszkańców Wrocławia tj. około 18 000, w innych miejscowościach panowała równie wysoka śmiertelność, a największe nasilenie epidemii miało miejsce we wrześniu.

4. Wobec opisanej sytuacji, obozujący nadal pod Świdnicą Wallenstein nie przedłużył rozejmu, który zakończył się 19 września. Wysłał natomiast na Łużyce oddział Gallasa, by zagroził Saksonii. Arnim zareagował i na początku października wycofał się ze Śląska, pozostawiając załogi w kluczowych twierdzach. Wallenstein 6 października zajął zamek Grodziec, potem Złotoryję i Chojnów, podchodząc pod Ścinawę, gdzie skoncentrowało się około 5 tysięcy Szwedów i Sasów pod wodzą Duwalla i hrabiego Henryka Matthiasa von Thurna, częściowo w starych okopach Marradasa z zeszłego roku. Zamiast walki rozpoczęto ponownie rozmowy. 11 października 1633 Thurn poddał się, wyrażając zgodę na kapitulację miast śląskich, w których znajdowały się szwedzkie załogi, co jednak uszanowały tylko Głogów i Legnica. Ich książęta uciekli do Polski. Wallenstein zwolnił następnie Thurna, w liście do cesarza wyjaśniając, że więcej pożytku nieporadny na wojnie hrabia przyniesie na czele wrogich wojsk niż w więzieniu. Nie odpowiadał również na wezwania Ferdynanda by zamiast bezczynnie przebywać na Śląsku, tracąc czas na negocjacje podjął bardziej zdecydowane działania. Podzielił siły i zostawiając część pod dowództwem Schaffgotscha na Śląsku, pociągnął na zachód. Pod koniec października 1633 roku Wallenstein na wieść o możliwości ataku Sasów na Czechy, w rejonie Krosna Odrzańskiego wstrzymał marsz na Saksonię niedaleko od jej granic. Niewielki korpus Goetza kontynuował pochód, zajmując Frankfurt nad Odrą i Gorzów. Z kolei wojska feldmarszała Illowa zdobyły Zgorzelec.

Sam Wallenstein dotarł do Zgorzelca 4 listopada i podjął ponownie negocjacje z wysłannikami elektorów saskiego i brandenburskiego, wzywając ich do połączenia sił celem uniknięcia dalszego pustoszenia Cesarstwa przez obce wojska oraz przywrócenia zasad religijnego i świeckiego pokoju obowiązujących za cesarzy Rudolfa i Macieja. Trzy tygodnie później Wallenstein otrzymał negatywną odpowiedź obu elektorów, uzależnionych od Szwedów.

W tym samym czasie w Wiedniu coraz bardziej ciążyła samowola Wallensteina, zwłaszcza że wojska Bernharda weimarskiego pustoszyły dziedziny bawarskie pod Ulm, a książę Maksymilian prosił bezskutecznie cesarza o pomoc. Wallenstein wezwania ignorował, uważając że przemieszczenie jego wojsk zagrozi Czechom (gdzie miał większość dóbr). 4 listopada 1633 Bernhard stanął pod ważną twierdzą – Regensburgiem (Ratyzbona). 16 listopada Wallenstein zdecydował się wreszcie na ruch wojsk do Czech, ale przypuszczalnie pozorowany, bowiem dwa dni wcześniej Regensburg skapitulował. W tej sytuacji Wallenstein skierował do Pilzna, gdzie zamierzał przezimować, ponownie w wyczerpanych działaniami wojennymi dobrach habsburskich, wykonując kolejne niemrawe ruchy na linii doliny Dunaju, bez żadnej akcji zbrojnej.

5. Nic dziwnego, że znaczna część własnych oficerów Wallensteina, w tym Piccolomini, oskarżała o przed cesarzem o zdradę. Zarzucano mu prowadzenie rokowań ze Szwedami w sprawie tronu czeskiego dla siebie oraz świadome lekceważenie próśb cesarskich o wsparcie na pograniczu Bawarii. Cesarz miał mu za złe powiększającą się ruinę własnych dóbr oraz odmowę pomocy Regensburgowi. Do przeciwników Wallensteina na dworze należał m.in. morawski kardynał Dietrichstein, a także krewny generała Wilhelma Slavata, jak również dawny przeciwnik spod Białej Góry Henryk Schlick. Wallenstein utracił też poparcie potężnego sojusznika jakim był Hiszpan hrabia Olivares. Przeciw Wallensteinowi przemawiało także tajemnicze spotkanie wyższych oficerów, które odbyło się w Pilźnie 11 stycznia 1634 roku, podczas którego oczekiwano ich przysięgi wierności wobec generała „aż do śmierci”. Jeszcze przed końcem roku 1633 zausznik Wallensteina Trczka pisał w swojej korespondencji do łącznika z dworem saskim, że Wallenstein postanowił się porozumieć nie tylko z Brandenburczykami i Sasami, ale również ze Szwedami i Francuzami. Wallenstein oczekiwał z kolei na kontakt od Arnima, który na początku lutego 1634 udał się do Berlina, lecz elektor brandenburski nie wyraził zainteresowania układami z Wallensteinem. Arnim kursował więc między Berlinem a Dreznem, których panowie grali wyraźnie na zwłokę. Wallenstein równolegle sondował dwór cesarski, wskazując na możliwość swojej rezygnacji za zapewnienie mu bezpieczeństwa i spłatę długu cesarza wobec niego, który obliczał na 300 tysięcy talarów.

Ferdynand nie ufał już jednak Wallensteinowi. Piccolomini donosił Wiedniowi, że słyszał od Wallensteina, że ten zamierzał przejść z armią na stronę szwedzka. Szalę przeważyły wieści o przysiędze pilzneńskiej i w połowie stycznia 1634 cesarz podjął decyzję o konieczności zdecydowanego działania w sprawie Wallensteina. 24 stycznia Ferdynand podpisał patent informujący o złożeniu Wallensteina z dowództwa i zwalniający oficerów z posłuszeństwa Wallensteinowi. Publikację patentu wstrzymano, a podczas sekretnych obrad padła kwestia konieczności aresztowania konspiratorów i doprowadzenia ich do Wiednia, zaś w razie konieczności – eliminacji spośród żywych. Na początku lutego trwała akcja zapewniania sobie lojalności oficerów, którą prowadzili mianowany na nowego dowódcę Gallas, Aldringer i Piccolomini. 18 lutego 1634 roku Ferdynand wydał patent proskrypcyjny zawierający zarzuty pod adresem Wallensteina, w tym planów spisku przeciw cesarzowi, oraz ogłaszający dymisję generała. Oficjalnie żadnego nakazu aresztowania ani wyroku śmierci. Dzień wcześniej w Wiedniu został aresztowany główny sojusznik Wallensteina – hrabia Scherffenberg.

Wallenstein wysłał tymczasem z Pilzna do Wiednia posłańca z zapewnieniem lojalności wobec cesarza, którego zatrzymano pod Wiedniem i doprowadzono dopiero 22 lutego na dwór cesarski. 20 lutego zwołał zebranie oficerów, stwierdzając że kwestia przysięgi musiała zostać w Wiedniu źle zrozumiana i proponując nowy jej tekst, zawierający  stwierdzenie o lojalności wobec Ferdynanda. Zaplanowano zgromadzenie wojska w Pradze, ale rejon stolicy Czech został wczesniej zabezpieczony przez Gallasa. Rankiem 22 lutego 1634 Wallenstein, wysyłając uprzednio posłańca do Frydlantu z misją by zabezpieczono pieniądze przed konfiskatą cesarską oraz zabierając z Pilzna co się dało opuścił miasto, udając się na zachód w stronę Chebu. Po drodze miał się spotkać z regimentem dragonów pod wodzą irlandzkiego pułkownika Waltera Butlera, z kolei dowódca załogi Chebu szkocki podpułkownik John Gordon miał utrzymać dla niego miasto i ignorować rozkazy z innych stron. Analogiczną wiadomość Wallenstein wysłał do jego zastępcy szkockiego majora Waltera Leslie. Równolegle, posłano do wojsk szwedzkich i saskich, w tym do Arnima i księcia Bernharda weimarskiego, prosząc o przybycie oddziałów w pobliże Chebu. Butler oświadczył, że otrzymał rozkaz od Gallasa by nie słuchać Wallensteina, jednak tymczasowo podporządkował się temu ostatniemu. Równocześnie, by zabezpieczyć się z drugiej strony, kolejnej nocy wysłał potajemnie wiadomość do hrabiego Piccolominiego idącego w ślad za Wallensteinem z 3 tysiącami jazdy, że pozostaje lojalny wobec cesarza i udaje się do Chebu pod przymusem. Część oddziałów opuściła po drodze Wallensteina.

24 lutego Wallenstein dotarł do Chebu, gdzie, wbrew rozkazom Gallasa, otwarto mu bramy. Nie spodziewał się odstępstwa okazujących mu dotychczas lojalność Butlera, Gordona i Lesliego. Jak relacjonowali później sami zainteresowani przeraziły ich groźby Wallensteina pod adresem domu austriackiego, zaś towarzysz generała Chrystian Illow zapowiadał rychłe przybycie do Chebu wojsk szwedzkich i saskich. 25 lutego, w sobotę, nie czekając na przybycie wrogich wojsk trzej oficerowie z wysp postanowili działać. Zaprosili zauszników Wallensteina, w tym Illowa i Trczkę, na ucztę do zamku, on sam odmówił. Wieczorem, podczas uczty uzbrojeni ludzie Butlera, Gordona i Lesliego z okrzykiem: kto jest dobrym sługą cesarza? wpadli do sali jadalnej. Wywiązała się krótka walka. Adam Trczka zdołał uciec na dziedziniec, lecz zamkowa brama była zamknięta i tam dopadli go irlandzcy wartownicy. Spiskowcy zastanawiali się teraz co począć z Wallensteinem, który przebywał w mieście na kwaterze, to jest czy go pojmać i przekazać cesarzowi czy zabić. Na miasto wysłano patrole irlandzkie, ale panowała niepewność czy zapowiedzi Illowa i Trczki o nadciągających wojskach szwedzkich i saskich były prawdziwe, ponadto wieści o krwawej biesiadzie w zamku dotarły do miasta. Przed północą podjęto decyzję i Butler z przybocznymi ruszył na rynek, obstawiając kwaterę Wallensteina. Sam nie zamierzał wchodzić do środka – zastąpił go kapitan Walter Devereux, który przebił sztychem generała. Bernhard z Weimaru , prawdopodobnie nie ufając w przejście Wallensteina na jego stronę nie wysłał posiłków generałowi. Główny pośrednik między Wallensteinem a dworem saskim Franz Albrecht von Sachsen-Lauenburg, wracając ze swojej misji u Bernharda w Ratyzbonie, został pojmany przez dragonów Butlera. Wstąpił następnie na służbę cesarską, w której służył aż do śmierci w roku 1642, w boju ze Szwedami w rejonie Świdnicy.

Wierny kompan Wallensteina, Hans Ulryk von Schaffgotsch, sygnatariusz obu nieszczęsnych przysiąg pilzneńskich, został aresztowany na rozkaz hrabiego Colloredo 24 lutego 1634 roku. Przypuszczalnie śledzono jego korespondencję z Trczką i Wallensteinem (list do Trczki z lutego 1634 był jednym z dowodów w procesie). Został osadzony w Kłodzku. Przewieziony do Wiednia, potem Pilzna i Ratyzbony. Postawiono mu zarzut wspólnego z Wallensteinem zamiaru obalenia cesarza w jego księstwach dziedzicznych i przejęcia władzy w krajach do niego należących, na dowód czego wskazywano m.in. przysięgę pilzneńską oraz spisane przez Schaffgotscha notatki o planach zmiany ustroju Śląska. Podczas procesu był poddawany torturom, nie ujawnił jednak dodatkowych informacji o spisku. 5 lipca 1635 roku Schaffgotsch został skazany na śmierć za zdradę. Podczas procesu nie pomógł mu zapewne fakt, że w roku 1619 brał udział w koronacji praskiej palatyna Fryderyka, a następnie witał go w lutym 1620 roku we Wrocławiu, zaś po Białej Górze jedynie dobre układy z elektorem saskim ocaliły go przed represjami za bunt ze strony hrabiego von Dohny oraz zapewniły możliwość ugody z cesarzem. Wprawdzie Schaffgotsch brał udział pod komendą Wallensteina po stronie cesarskiej w kolejnej, „duńskiej” odsłonie wojny trzydziestoletniej, jednakże zażyłość z Wallensteinem oraz głównymi pomysłodawcami porozumienia z Sasami – Trczką i Illowem, działała na jego niekorzyść. Wyrok śmierci na Schaffgotschu wykonano 23 lipca 1635 w Ratyzbonie. Miecz katowski, którym ścięto Schaffgotscha znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Rozległe śląskie dobra Schaffgotscha zostały skonfiskowane na mocy edyktu ogłoszonego 11 marca 1634 przez Georga Ludwiga hrabiego Starhemberga. Część ich odzyskał Krzysztof Leopold Schaffgotsch (późniejszy hrabia i starosta księstwa świdnicko-jaworskiego) jeszcze trakcie wojny trzydziestoletniej dzięki służbie cesarzowi. Tymczasem Śląsk zajmowały siły cesarskie pod dowództwem Rudolfa Colloredo. Druga grupa pod wodzą Hieronima Colloredo skoncentrowała się w rejonie Żytawy. Na początku maja 1634 Sasi uderzyli na Górne Łużyce, skapitulowała przed nimi cesarska załoga Budziszyna. 13 maja Arnim pokonał pod Legnicą Hieronima Colloredo, następnie ruszył pod Głogów, gdzie doszło do konfliktu o łup z sojusznikami – Szwedami pod dowództwem Johana Banera. Rudolf Colloredo, mający kilkanaście tysięcy żołnierzy blokował tymczasem pod Bolkowem Bramę Lubawską. W lipcu Szwedzi ruszyli na południe, podpalając 9 lipca Gryfów i kierując się na Żytawę, pod którą ruszył też Arnim z Sasami. 11 lipca wojska saskie obległy Żytawę, zdobywając ją 13 lipca. Pod miasto dotarli 14 lipca Szwedzi, zmuszając wcześniej do kapitulacji Frydlant. Teraz obie sprzymierzone armie ruszyły na Czechy. Druga strona, ustępując pustoszyła okolice. 19 lipca maruderzy cesarscy podpalili przedmieścia Jeleniej Góry a pożar rozprzestrzenił się na całe miasto, niszcząc jego zabudowę. Pomoc wysłana przez Hieronima Colloredo przybyła za późno, choć część sprawców powieszono.

Decydujące wydarzenia odbywały się jednak gdzie indziej. 6 września 1634 roku doszło między wojskami cesarskimi i hiszpańskimi a szwedzko-saskimi do bitwy pod Nordlingen, w której porażka strony protestanckiej doprowadziła do wycofania się Szwedów i Sasów z Czech oraz kolejnego pasma układów. W listopadzie roku 1634 r. miasta śląskie podjęły negocjacje z cesarzem. 30 maja 1535 elektor saski, mając dość szwedzkich sojuszników zawarł pokój z cesarzem w Pradze. W czerwcu 1635 roku ogłoszono reces dodatkowy pokoju praskiego dotyczący Śląska, zakładający wycofanie się Ferdynanda z edyktu restytucyjnego (oficjalnie zawieszono jego wykonanie) oraz przywrócenie wolności religijnej pod warunkiem zwrócenia się do cesarza o łaskę i wyrzeczenia sojuszy antycesarskich. W rezultacie miasta śląskie, w tym Wrocław, ponownie uznały władzę cesarza. Z uwagi na utrzymywanie własnego wojska Wrocław popadł wówczas w olbrzymie zaległości z tytułu żołdu, co powodowało w roku 1636 szereg starć, zakończonych m.in. dwoma publicznymi egzekucjami żołnierzy na rynku (28 marca i 26 kwietnia).

Na znak protestu przeciw porozumieniu z cesarzem Hans Georg von Arnim wystąpił z saskiej służby. W roku 1637 pochwycony na rozkaz kanclerza Szwecji Axela Oxenstierny, który przypisywał mu knucie spisku z Wallensteinem przeciw Szwedom i zabrany aż do Sztokholmu, skąd uciekł w roku 1638 do Hamburga. Wstąpił następnie ponownie na służbę cesarską przeciw Szwecji, ale zmarł w Dreźnie w roku 1641. Mimo układu Ślązaków i Sasów z cesarzem, Szwedzi, którzy bardzo na wojnie się bogacili, nie zamierzali się wycofywać. Na Śląsku operowały ich wojska, niektóre aż do zawarcia traktatów westfalskich w roku 1648. Ale o tym w kolejnej części.

Dokument pilzneński z 11-12 stycznia 1634 r., zawierający przysięgę wierności Wallensteinowi (źródło)

Reklamy

Cz. II

Duńczycy na Śląsku

W wyniku wygnania Johanna Georga Hohenzollerna i przekazania jego domeny karniowskiej hrabiemu von Dohna na Śląsku zmienił się układ sił politycznych. Wcześniej istniała pozorna równowaga, w której pięciu książąt śląskich było katolikami (ze Świdnicy, Jawora, Nysy, Cieszyna oraz księstwa opolsko-raciborskiego), a pięciu należało do różnych konfesji protestanckich (Piastowie z Brzegu i Legnicy oraz Hohenzollern z Karniowa – kalwini, Podiebradowicze z Oleśnicy i Ziębic – ewangelicy).

Na arenie międzynarodowej wojna przeniosła się do reńskiego Palatynatu, który wojska cesarskie zajęły w roku 1622. Dowódca wojsk „króla zimowego” Fryderyka Ernst von Mansfeld wycofał się do protestanckich Niderlandów, gdzie przebywał były wybraniec Czechów na tron praski. Nie oznaczało to jednak końca wojny, której podsycaniem z boku zajęła się Anglia, oczywiście działając, cudzymi rękami. Jeszcze w roku 1620 doszło do wystąpień francuskich kalwinów (Hugenotów), którzy planowali na części Francji stworzyć coś na wzór protestanckich Niderlandów przeciw Ludwikowi XIII. Zakończyło się ono ugodą w Montpellier w październiku 1622, która właściwie zachowywała status quo i nic nie załatwiała. Stanowiła jedynie rodzaj rozejmu przed kolejnymi starciami. Wybuchły one w lutym roku 1625, rozpoczynając się ofensywą hugenocką na atlantyckim wybrzeżu Francji, podjętą przez Benjamina, księcia Soubise, który ogłosił się „admirałem kościoła protestanckiego”. Soubise znalazł wsparcie u hugenotów z La Rochelle, jednak flota protestancka została ostatecznie pokonana we wrześniu 1625 roku. W roku 1627 wybuchła kolejna rebelia, wsparta już otwarcie przez Anglię, która wysłała na pomoc hugenotom oddziały księcia Buckinghama. To wtedy doszło do sławetnego oblężenia La Rochelle prowadzonego z inicjatywy kardynała Richelieu. Twierdza hugenocka poddała się w październiku roku 1628 po 14 miesiącach oblężenia.

Anglia nie próżnowała też na innych frontach – w roku 1624 trzy razy był w Londynie hrabia Mansfeld, rozmawiając o „odświeżeniu” konfliktu w Rzeszy. Został przyjęty w stolicy Anglii owacyjnie. Otrzymał wsparcie zarówno pieniężne, jak i w formie zaciągów, z którymi w styczniu roku 1625 wyruszył z Dover do Niderlandów. Operacja w Rzeszy miała być prowadzona pod egidą luterańskiego króla Danii Chrystiana IV, który miał wystąpić w konflikcie jako jeden z elektorów Rzeszy – książę Holsztynu. Jakub Stuart obiecał mu zarówno posiłki szkockie, jak i angielskie w łącznej liczbie około 20 000 żołnierzy. Chrystiana IV wspierał też po cichu Ludwik XIII, grający na osłabienie znaczenia Habsburgów. Głównym sojusznikiem Duńczyków w Rzeszy miała być Saksonia. Zachęcony przez tak licznie deklarowane wsparcie Chrystian ruszył na południe. Jego armią dowodził wspomniany hrabia Mansfeld.

W odpowiedzi na zagrożenie Ferdynand Habsburg powierzył dowództwo nad armią Albrechtowi von Wallensteinowi. Wallenstein zaoferował cesarzowi zaciąg na własny koszt 50-tysięcznej armii w zamian za prawo do łupów na Duńczykach. Ferdynand się zgodził i Waldstein otrzymał tytuł generała oraz księcia Frydlantu w północno-zachodnich Czechach. Zaciągi rozpoczął w czerwcu 1625 roku. W maju 1625 Ferdynand wykonał także ważny gest wobec króla Polski Zygmunta III Wazy, popierając nominację jego syna, 12-letniego Karola Ferdynanda Wazy na biskupstwo wrocławskie. Karol Ferdynand nie posiadał wyższych święceń kapłańskich i pełnił następnie wyłącznie zarząd świecki diecezji wrocławskiej (od roku 1640 także płockiej).

Zebrane przez Wallensteina siły w liczbie około 20 000 ludzi zagrodziły w kwietniu 1625 drogę Mansfeldowi przy przeprawie przed Łabę pod Dessau. 25 kwietnia Mansfeld, lekceważąc wroga, uderzył przez rzekę na czele około 12 000 żołnierzy, zanim jeszcze przybyły główne siły Wallensteina, lecz Johann von Aldringen z artylerią odparł natarcie. W trakcie boju nadciągnął Wallenstein i oskrzydlając pozycje przeciwnika rozbił go całkowicie, nie podejmując jednak pościgu. Mansfeld wycofał się do Brandenburgii, gdzie zbierał siły. W drugiej połowie maja wybuchła rebelia w górnej Austrii, gdzie protestanci wystąpili przeciw działaniom represyjnym gubernatora Hersberstorffa za poparcie przez nich powstania czeskiego, stłumiona dopiero na jesieni roku 1626. Do Mansfelda dołączyły posiłki duńskie pod wodzą księcia Weimaru Johanna Ernsta.

Dysponując na początku czerwca 1626 już 20 tysiącami żołnierzy Mansfeld ruszył na Śląsk, zamierzając dotrzeć na Węgry i połączyć z podnoszącym znów głowę Bethlenem Gaborem, by spróbować uderzenia na Wiedeń. Armia protestancka ciągnęła wzdłuż Odry przez Głogów, Wrocław, Brzeg i Opole, zajmując kolejne miasta i plądrując po drodze srodze. Śląscy protestanci nie czynili Duńczykom żadnych przeszkód, co cesarz miał im poczytać za ponowną zdradę. Mansfeld dotarł przez Górny Śląsk, gdzie opór stawiły Gliwice, na Morawy i Węgry. Tu okazało się, że Morawianie nie są skłonni do poparcia powstania. Jedną z przyczyn była okoliczność, że za Mansfeldem i Duńczykami ciągnęły wojska Wallensteina, które w sierpniu 1626 wkroczyły na teren Śląska. Również Bethlen Gabor, na wieść o tym, że Mansfeld ciągnie za plecami taki „bagaż”, postanowił ponownie porozumieć się z cesarzem, zawierając 11 listopada 1626 kolejny rozejm. Sytuacja w wojsku protestanckim zdemoralizowanym wobec takich wieści, które skurczyło się do około 5000 żołnierzy, była fatalna. Mansfeld wszedł w konflikt z Johanem Ernstem i zrezygnował z dowództwa, planując przedostać się do Wenecji. Zmarł pod koniec listopada 1626 w rejonie bośniackiego Sarajewa. 20 grudnia 1626 Bethlen Gabor zawarł z Ferdynandem pokój w Preszburgu. Rozbicie sojuszu duńsko-siedmiogrodzkiego przekonało elektora brandenburskiego Georga Wilhelma Hohenzollerna do przystąpienia w maju 1627 do przymierza z cesarstwem.

Nadeszła zima i protestanckie oddziały powróciły na Śląsk. 2 lutego 1627 próbowały ponownie zdobyć Gliwice, jednak atak się nie powiódł. Wobec wieści o zbieraniu się we Frydlancie sporych wojsk Wallensteina, zwinięto oblężenie. Na Śląsku opawskim – w Karniowie i Opawie zgromadziły się jednak liczące około 13 000 żołnierzy siły protestanckie pod wodzą kondotiera w służbie duńskiej Joachima von Mitzlaffa. Przeciw nim Wallenstein skoncentrował w czerwcu 1627 roku w rejonie Nysy około 40-tysięczną armię. Na podstawie świeżego przymierza z elektorem brandenburskim od północnego-zachodu nadciągały wzdłuż Odry oddziały brandenburskie pod wodzą protestanta Hansa Georga von Arnima, którego Wallenstein rok wcześniej namówił do przejścia na służbę cesarską. Obawiając się zamknięcia kleszczy, Mitzlaff ruszył na północ z 4-tysiącami jazdy, pozostawiając resztę oddziałów na pastwę Wallensteina. Przez następne miesiące trwało oczyszczanie Śląska przez Wallensteina z resztek wojsk protestanckich, za co Wallenstein został nagrodzony możliwością zakupu księstwa żagańskiego. 3 sierpnia został rozbity główny oddział Mitzlaffa,  a na początku września Wallenstein był już nad Łabą w rejonie Hamburga.

Ferdynand na wieść o przychylnej Mansfeldowi postawie Śląska cofnął postanowienia akordu drezdeńskiego. Same Gliwice cesarz nagrodził przywilejami i nowym herbem. W Czechach rok 1627 zapisał się wygnaniem braci czeskich, którzy udali się na Śląsk, a potem do Rzeczypospolitej. W roku 1628 Chrystian IV zwrócił się ku królowi Szwecji Gustawowi Adolfowi, który tymczasem najeżdżał północną Rzeczpospolitą. Mimo zwycięstwa Wallensteina w bitwie pod Wolgast (Wołogoszczą) na Pomorzu Zachodnim w sierpniu 1628, wobec zagrożenia duńsko-szwedzkim sojuszem cesarz zdecydował się na wariant pokojowy. W zawartym w Lubece przez Wallensteina w maju roku 1629 traktacie nie udało się jednak wymóc na Duńczykach pokrycia kosztów wojennej awantury.

6 marca 1629 cesarz wydał edykt restytucyjny mający na celu zrealizowanie postanowień… układu augsburskiego. Oznaczało to nakaz zwrotu Kościołowi katolickiemu wszelkich dóbr zagarniętych przez protestantów po pokoju passawskim roku 1552 i powrotu do status quo z tego okresu. Oznaczało również, że wojna definitywnie się nie zakończy. Na Śląsku Ferdynand ograniczył rolę starosty generalnego, będącego wcześniej królewskim namiestnikiem, czyniąc z niego głównego urzędnika kolegialnego Urzędu Zwierzchniego, złożonego dodatkowo z kanclerza i trójki radców.

Na teatr wojny trzydziestoletniej miał wkrótce wkroczyć, po zmuszeniu Polski do finansowania własnej kampanii w Rzeszy, wojowniczy król Szwecji Gustaw Adolf. Pretekstem była obrona praw protestantów w Rzeszy. Co ciekawe, kozłem ofiarnym całej sytuacji stał się Wallenstein, który miał zapewnić wykonanie edyktu. Gdy Ferdynand w roku 1630 szukał porozumienia z protestanckimi elektorami Rzeszy m.in. w sprawie elekcji swojego syna, ci przy wsparciu głównego przeciwnika generała – Maksymiliana Bawarskiego wymogli na nim dymisję Wallensteina. Sam edykt restytucyjny nie został nigdy wykonany i został wycofany po interwencji szwedzkiej – w układzie praskim z roku 1635 cesarz zgodził się na uznanie status quo z roku 1627. Wallenstein już wtedy nie żył, zabity 25 lutego 1634 przez najemnych Irlandczyków i Szkotów podczas próby ucieczki na szwedzką stronę, po tym jak 18 lutego tegoż roku cesarz ogłosił, że oskarża go o zdradę główną. Arnim, który w roku 1629 nieudolnie wspierał Polaków podczas wojny ze Szwecją, przeszedł następnie wraz z Brandenburgią do obozu szwedzkiego i był jednym z protestanckich generałów, z którym Wallenstein miał zawiązywać w roku 1633 spisek przeciw cesarzowi. Ale o tym szerzej w następnym odcinku.

Księga sudeckich demonów (16/2)

BOŻY BOJOWNICY W SUDETACH (16/2) – Rewolucja nie rozszerzana pożera własne dzieci

Ekstremiści i radykalni ekstermiści

Taboryci, słuchacze Jana Żeliwskiego, zmierzający do wywrócenia porządku świeckiego i religijnego, niszczący praskie kościoły i wrzucający do Wełtawy zwłoki króla Wacława, byli niewątpliwie XV-wiecznymi rewolucjonistami – dziś byśmy powiedzieli ekstremistami. Rychło okazało się jednak, że żagiew rewolucji przyciągnęła element jeszcze bardziej radykalny. Gdy wieść o niej rozbiegła się po Europie do Czech przybyła grupa zwana pikardami. Pochodzenie nazwy pikardów nie jest pewne. Według jednych wywodzi się ona od imć pana Pikarda z Flandrii, który poprowadził swą sektę z nietolerancyjnego, inkwizycyjnego Zachodu do ziemi obiecanej Czech. Inni twierdzą, że jest zniekształceniem nazwy innej herezji – „begardów”. Eneasz Sylwiusz Piccolomini, późniejszy papież Pius II, obserwator czasów ówczesnych, uważał, że wyjaśnienie jest prostsze – mianowicie, że jej początków należy szukać w francuskiej Pikardii. Pikardzi wynaleźli na nowo herezję z okresu wczesnego chrześcijaństwa, odwołującą się do pierwotnej niewinności Adama, wymienianą m.in. przez św. Augustyna z Hippony. Adamici nazywali swoje zgromadzenie rajem i wprowadzali w życie swoje wyobrażenie o niewinności czasów Edenu. Rozwinięciem powyższej ideologii był konsekwentny brak rozróżniania czynów pod względem zła i dobra, przyjęcie praktyki „świętej” nagości oraz odrzucenie monogamii i własności.

Pikardzi osiedlili się w miejscu, jak im się wydawało, najbardziej przyjaznym możliwym, to jest w południowych Czechach nad Neżarką – dopływem pobliskiej rzeki Łużnice, nad którą, nieco bardziej na północ znajdowało się przesławne wzgórze, a wkrótce – miasto Tabor. Nad Neżarką pikardzi założyli komunę propagującą swoje idee to jest nudyzm, wolną kopulację (w tym oczywiście także np. kazirodczą), bez diabelskiego bagażu w postaci własności prywatnej. Uważali również, że przywracają raj na ziemi i, podobnie jak taboryci, uznawali się za „synów Bożych”.  Okazało się jednak, że taboryci nie zniosą konkurencji w tej kwestii. W lutym roku 1421 wygnano 200 pikardów z Taboru, a w kwietniu tego samego roku przesławny hetman Jan Żiżka, podjął działania zbrojne przeciw wspólnocie. Zapłonęły stosy w Klokotach i Pradze. Dwóch przywódców  sekty – Martina Huszkę i Prokopa zwanego Ślepcem pojmał na Morawach bojownik Dziwisz Borek z Miletinka. Jeńców wydano arcybiskupowi praskiemu Konradowi z Wechty, który właśnie postanowił przyjąć cztery husyckie artykuły. Zostali spaleni w Rudnicy nad Łabą 21 sierpnia roku 1421. Działania przeciw pikardom kontynuowano i 21 października koło Bernatic rozbito następną grupę Piotra Kanisza. Długosz rozprawę z pikardami opisuje tak: „Przywędrował bowiem pod te czasy do Czech z Gallii Belgickiej niejaki Pikard, który szalbierstwem pozyskawszy sobie między ludem obojej płci wziętość, i namówiwszy swych zwolenników, aby chodzili nago, nazwał ich Adamitami; sam zaś mieniąc się synem Bożym, kazał się zwać Adamem. Dopuścił swej gawiedzi wspólności żon, które jednak za jego radą pojmować mieli; a osiadłszy z oną hałastrą na wyspie rzeki Luzińca, napadał i łupił sąsiednie włości. Przeciw tym wszetecznikom Zyżka, acz sam występny, brzydzący się przecież tak sprośną rozpustą, wyprowadził swoje wojsko, opanował wyspę i wszystkich onych Adamitów mieczem i ogniem wytępił, dwóch tylko przy życiu zostawiwszy, aby się od nich wywiedział o wyobrażeniach i przesądach tego ludu. Ci męczeni i paleni na stosie, śmiejąc się i wyśpiewując znosili z wytrwałością śmierć i katusze.” (Długosz: Kroniki…, tom 4). Żiżka, rozprawiając się z pikardami (podobnie jak z katolikami) uważał się za biblijnego sędziego. W centrum i kultowej, i pozakultowej sfery Taboru spoczywał Stary Testament – za model ustrojowy przyjęto ten wynikający z części Tory – Księgi Powtórzonego Prawa. Słowo „pikard” na długo stało się w Czechach synonimem kacerza, przy czym określenia tego używali także czasem husyci wobec katolików.

Od krucjat Luksemburczyka do wypraw śląskich

Co ciekawe, pogromcy pikardów Jan Żiżka i Dziwisz Borek z Miletinka dwa lata później – 4 sierpnia 1423 roku stanęli naprzeciw siebie na placu boju w Strasznym Dworze koło Hradca Kralove. Wojska związku praskiego dowodzone przez Borka poniosły wtedy klęskę z rąk taborytów. Było kolejne starcie między husyckimi frakcjami, połączonymi wcześniej na siłę wobec wspólnego wroga – Zygmunta Luksemburczyka. Po śmierci Wacława IV w sierpniu 1419 roku, podczas gdy plądrowano kościoły Pragi i rozbijano królewskie trumny, Zygmunt odbył we wrześniu 1419 zjazd z Jagiełłą w Nowym Sączu. Jak pisze Długosz, podczas zjazdu Jagiełło dawał Zygmuntowi radę niezwłocznego stłumienia buntu w Czechach: „aby wszystkie inne sprawy opuściwszy, jak najrychlej pośpieszył do Czech, a po załatwieniu spraw publicznych, starał się utłumić podnosząco się na nowo po śmierci króla Wacława odszczepieństwo Wiklefitów, tudzież innych burzycielów zamachy”. Zygmunt, który na zjazd przybył w otoczeniu panów czeskich i miał na głowie kwestię turecką – odmówił. Niedługo potem zawarł jednak rozejm z Turkami i w grudniu, przed Bożym Narodzeniem, przybył do morawskiego Brna, dokąd zwołał stany czeskie. Do Brna przybyła także królowa wdowa Zofia, składając rządy w ręce powinowatego. Zygmunt wezwał zbuntowanych prażan do ukorzenia się i zburzenia fortyfikacji oblężniczych wzniesionych przeciw królewskim zamkom, czego oczywiście nie wykonano.

Jak pisze Długosz o sytuacji pod koniec 1419 roku „leniwo przystępował Zygmunt król Rzymski i Węgierski do potłumienia odszczepieństwa zaczynającego w Czechach podnosić głowę; nagle więc przybrało siły i tak dalece się wzmogło, że kacerze zbrojno uderzyli na wiarę i religią chrześciańską. Zwolennicy tej zgubnej zarazy zmuszali wszystkich do przyjmowania Ciała Pańskiego pod obiema postaciami, i do zachowywania innych obrządków swego błędnego wyznania. A ponieważ rzeczeni heretycy utrzymywali, że kościołowi nie godziło się dóbr doczesnych posiadać, i owszem występkiem było ich posiadanie, zaczem wielu Czechów świeckiego stanu, chwyciwszy się takiej zasady, wielce chciwości ich dogadzającej, pod przewodem Jana Zyżki z Trosznowy, naprzód klasztor Kartuzów w Pradze napadli i złupili, mnichów tamecznych rozpędzili, a w części wymordowali, mury zaś klasztorne) z ziemią zrównali, i dobra rzeczonego klasztoru zabrali. Potem klasztor Cystersów, czyli tak zwany Kralowy dwór (Aula Regia) o milę od Pragi odległy, z równą srogością spustoszyli i do gruntu zniszczyli, zabrawszy także jego majątek; ciało króla Wacława świeżo zmarłego, w tymże klasztorze pochowano, wydobyli z grobu i w rzekę Mołdawę wrzucili, wojując razem z żywemi i umarłemi.”

Na początek 1420 Zygmunt zwołał sejm Rzeszy do Wrocławia. Sejm ten znany jest u nas z wydania przez Zygmunta niekorzystnego dla Polski wyroku w sporze z Krzyżakami – zatwierdzającego pokój toruński z roku 1411, od którego zresztą Polacy złożyli niezwłocznie apelację do papieża Marcina. Poselstwu czeskiemu, które do Wrocławia przybyło, a w którym uczestniczył m.in. Hynek Kruszyna z Lichtenburka, Zygmunt postawił warunek – bezwarunkowe złożenie broni przez prażan. Równocześnie postanowił dać przykład surowości. Pod koniec lutego 1420 roku we Wrocławiu odbyła się egzekucja uczestników rozruchów miejskich z roku 1418. 15 marca 1420 spalono na stosie Jana Krasę – jednego z przywódców buntu praskiego z zeszłego roku. 17 marca 1420 Zygmunt nakazał we Wrocławiu odczytanie bulli Marcina V z 1 marca dającej cesarzowi upoważnienie w odpowiedzi na zeszłoroczny bunt w Pradze do zorganizowania krucjaty przeciw husytom. Wyprawa zbrojna, na którą wojska gromadziły się w Świdnicy, miała umożliwić spacyfikowanie buntu i koronację Zygmunta na króla Czech.

Wobec wieści ze Śląska kalisznicy przestali posłować i postanowili ostatecznie przyłączyć się do taborytów, którzy w międzyczasie prowadzili cały czas działania zbrojne. Przygotowywali nimi rychłe drugie przyjście Chrystusa. Odwoływano się nawet do proroctwa z księgi Izajasza o pięciu miastach, którymi w wydaniu czeskim miały być Pilzno, Żatec, Łuny, Slany i Klatovy (por. N. Housley: Religious Warfare in Europe, 1400-1536. p. 37). Jako centrum ruchu taboryckiego założono nad Łużnicem wspomniane już miasto Tabor. Taboryci uważali się za posłańców Boga, którzy będą zwiastować Apokalipsę i powiodą lud w góry, jak zapowiadały Ewangelie, by go ocalić w dzień gniewu. Na razie jednak trzeba było się zająć utrzymującym się w różnych miastach Czech oporem papistów. Pod koniec marca 1420 roku Jan Żiżka rozbił oddziały katolickie pod Sudomierzem. W kwietniu pojął ofensywę przeciw sprzyjającym katolikom miastom Mlada Vozice, Sedlice, Pisek, Strakonice, Prachatice, zakończoną sukcesem. Kalisznicy tymczasem postanowili znaleźć polityczne wyjście z sytuacji, proponując w kwietniu przez rycerza Wernera z Rankowa czeską koronę Jagielle. Propozycja ta, wobec powstałej sytuacji, nie miała oczywiście szans akceptacji, choć Czechowi udzielono grzecznej odpowiedzi wymijające. Po koniec kwietnia ruszyły wojska Luksemburczyka z Czech na Śląsk. W pierwszej kolejności podjęto próbę obrony terenów wiernych cesarzowi. Oddział krzyżowców Piotra Sternberga próbował obrony Beneszowa przed taborytami, został jednak rozbity, a miasto spalono. Porażką zakończyły się również działania w rejonie Kutnej Hory.

Żiżka na wieść o wyprawie Zygmunta ściągnął tymczasem 22 maja do Pragi, gdzie trwało oblężenie Hradczan i gdzie przybyli także horebici ze wschodnich Czech pod wodzą opisywanego już tu nieraz Hinka Kruszyny z Lichtenburka (nazwa pochodziła od kolejnej góry Horeb – koło Hradca Kralove nazwanej w biblijnym stylu). Rozbito oddział krzyżowców próbujący dostarczyć zapasy do zamków na Hradczanach i Wyszehradzie. 12 czerwca wojska Luksemburczyka, które bez walki zajęły Hradec Kralove, podeszły pod Pragę i dostarczyły pomoc na Hradczany. Pod koniec czerwca rozpoczęło się oblężenie miasta. Szacowanie sił krzyżowców na 100 tysięcy żołnierzy, biorąc pod uwagę czas przygotowania krucjaty należy uznać za znacznie przesadzone (dla porównania np. w krucjacie tureckiej pod Nikopolis w roku 1396 Zygmunt dysponował ok. 10-15 tys. żołnierzy). Powyższe potwierdza także fakt, iż straty krzyżowców w porażce na Witkowej Górze 14 lipca, która doprowadziła do niepowodzenia oblężenia Pragi, określa się na 300 rycerzy (i nieznaną ilość piechoty). 28 lipca Zygmunt został koronowany w katedrze św. Wita na Hradczanach na króla Czech, ale musiał odstąpić od oblężenia Pragi, wycofując się do oddalonej o 70 kilometrów od Pragi Kutnej Hory. Żiżka i jego taktyka obronna przyniosły husytom sukces.

Dalsze działania zbrojne miały charakter lokalny – Żiżka ruszył na południe, gdzie działały sprzyjające cesarzowi oddziały Ołdrzycha z Rożemberka. 12 października Ołdrzych został pokonany pod Małym Borem, ale straty taborytów były dotkliwe. 15 września pozostający w Pradze Hinek Kruszyna podjął oblężenie zamku wyszehradzkiego. Wobec rozpaczliwej sytuacji zamku Zygmunt podjął próbę odsieczy – 1 listopada doszło do bitwy pod Wyszehradem, przy czym husyci znali plany cesarskie, przejęli bowiem kuriera, który miał je dostarczyć na zamek. Bezpośrednio przed bitwą część wojsk Zygmunta przeszła na stronę husycką, mimo to cesarscy mieli liczebną przewagę. Zniwelowała ją jednak skuteczna taktyka obronna husytów z użyciem broni palnej – po załamaniu się ataku przeciwnika, oddziały Żiżki i Kruszyny przeszły do kontrataku i zmusiły cesarskich do odwrotu. Bezpośrednim rezultatem niepowodzenia Zygmunta była kapitulacja Wyszehradu i ostateczne niepowodzenie kampanii roku 1420. W lutym roku 1421 Zygmunt wrócił do Brna, a potem na Węgry. Zamek hradczański bronił się do czerwca roku 1421.

Husyci, nad którymi dowództwo objął Żiżka, zdobywali tymczasem kolejne czeskie miasteczka. Jak pisze Długosz „było w okolicy Pilzna wiele klasztorów, bogatych i pięknie pobudowanych, z których pięć Zyżka ogniem zniszczył. W klasztorze zaś Kladrowskim, że był obronniejszy, załogę osadził. Tu Zygmunt z wojskiem swojem podstąpił: ale widząc zbliżającego się Zyżkę, uciekł nikczemnie. Zyżka potem zwrócił się pod Pilzno, lecz po daremnem kuszeniu się o jego zdobycie (załoga bowiem dzielnie go broniła), pobliskie miasto spalił wraz z ludem i kapłanami, którzy napróżno błagali przebaczenia. Przy dobywaniu potem miasteczka Rab drugie oko utracił. Nie porzucił przecież dlatego obozowych trudów ani rycerskiego zawodu, i lud ślepy ślepego miał wodza. Prażanie dobywszy miasta Berauny (Verona), w którem Zygmunt miał załogę, wymordowali mieszkańców, mała ledwo część zachowawszy przy życiu. Miasto Niemiecki Brod (Brod Theutonicum), Kutnę i wiele innych, które się popoddawały, zagarnęli pod swoję władzę.”

Trwały równolegle próby przekonania przez kaliszników Jagiełły lub co najmniej Witolda do objęcia oferowanego przez husytów tronu. Już pod koniec lipca 1420 roku do Wolborza udał się w tej sprawie Hynek z Waldsteinu, który stawiał nierealny warunek przyjęcia przez Jagiełłę czterech artykułów praskich. Na zjeździe łęczyckim szlachta opowiedziała się przeciw, tak z uwagi na problem buntu husytów wobec Kościoła, jak i koronacji Zygmunta. Posłowi dano grzeczną odpowiedź, że król ubolewa nad sytuacją w Czechach i oferuje mediację co do pogodzenia z królem Zygmuntem, a w razie niemożności pogodzenia musi się jeszcze naradzić. Co do opcji polskiej, podniesionej ponownie w listopadzie 1420 po odstąpieniu wojsk Zygmunta spod Pragi – znaczna część taborytów, w tym Mikołaj z Husi, była jej otwarcie przeciwna. Mimo to uchwalono kolejne poselstwo Hynka z Waldsteinu i Hynka Kruszyny z Lichtenburka do Jagiełły. Odbyło się ono jeszcze w tym samym roku, a jak wskazuje, Długosz „po rozważeniu poselstwa Czechów i długich o niem naradach, nikt nie był za tem, aby król Władysław przyjmował rządy królestwa zarażonego wielorakiemi błędy odszczepieństwa, i wystawionego na burze i klęski wojen domowych, zwłaszcza kiedy żył prawy dziedzic jego i następca, Zygmunt król Rzymski i Węgierski, uznany od poważniejszej liczby Czechów i już na króla koronowany. Dano więc w tej treści posłom Czeskim odpowiedź. Władysław król objawiając im postanowienie swoje, oświadczył: „że rad przestaje na własnem królestwie Polskiem, i żadnego obcego nie potrzebuje; a tem mniej ma chęci do przyjęcia rządów królestwa Czeskiego, że przyswoiło sobie zasady od kościoła katolickiego potępione.” Mimo niepowodzenia w Niepołomicach Czesi ponowili próbę na początku roku 1421 – bez powodzenia, więc zwrócili się teraz do Witolda. Ten wysłał do Pragi w swoim imieniu, który miał sprawdzić polityczne możliwości koronacji, bratanka Jagiełły Zygmunta Korybutowicza. Korybutowicz bez konsultacji z Witoldem przyjął artykuły praskie. Popierali go kalisznicy, zaufania taborytów nie budził. W roku 1423 Witold nakazał Korybutowiczowi powrót do kraju, ten jednak w roku następnym, już we własnym imieniu znalazł się ponownie w Czechach, koronując się nawet w Pradze na króla. Nie otrzymał większego poparcia, był jednak aktywnym uczestnikiem dalszych awantur husyckich.

Niepowodzeniem kończyły się kolejne próby Luksemburczyka odzyskania kontroli nad Czechami w latach 1421, 1422 i 1427 roku. Gdy oddziały Żiżki wyrzynały ostatnich pikardów, na jesieni roku 1421 ruszyła druga wyprawa Zygmunta. W grudniu roku 1421 wojska krzyżowców zajęły wprawdzie Kutną Horę, ale wojska husyckie zdołały się wycofać (stąd pisze się o zwycięstwie husytów pod Kutną Horą), ale 6 stycznia roku następnego zostały zaskoczone pod Nebodivicami, a potem pokonane pod Habrem. Husyci stosowali prostą, acz skuteczną taktykę – ostrzał z broni palnej spod osłony wozów, a potem uderzenie bezpośrednie, gdy przeciwnik wydawał się osłabiony. I tu mamy jednak do czynienia z wyolbrzymianiem sił Luksemburczyka i ich strat (np. anglojęzyczna wikipedia podaje przy walkach o Kutną Horę siły krzyżowców na 100 tysięcy jazdy (!), byłaby to zatem chyba największa armia średniowiecza, która następnie w ciągu 2 tygodni najzwyczajniej wyparowała). Żiżka zdobył 8 stycznia Niemiecki Brod, w którego broniło około 2000 krzyżowców (jak wspomnieliśmy według opracowań 98 000 zniknęło w trzech starciach od 21 grudnia), przejęto zapasy Luksemburczyka. Do niewoli dostał się wówczas broniący miasta Zawisza Czarny. W roku 1422 miała miejsce kolejna nieudana wyprawa, na następną trzeba było czekać do roku 1427 – została pobita pod Tachowem przez następcę Żiżki Prokopa Gołego.

Po odparciu Luksemburczyka w roku 1420 władzę w Pradze przejął obóz radykalny pod przewodnictwem kaznodziei husyckiego Jana Żeliwskiego – owego przywódcy defenestracji roku 1419. Wprowadził on rządy purytańskie np. zakazano gier hazardowych, zaś kobietom zakazano noszenia ozdób. Gdy po zjeździe w Czasławiu w czerwcu 1421 przewagę zaczęli zyskiwać kalikstyni, Żeliwski przy pomocy warstw najbiedniejszych zorganizował pucz i przejął pod koniec czerwca władzę w Pradze. Rozpoczęło się wyszukiwanie wrogów rewolucji, których traktowano terrorem. Żeliwski objął także dowództwo wojsk prażan i taborytów, wyprawiając się do wschodnich Czech, a następnie pod Most, gdzie 5 sierpnia odniósł porażkę w bitwie z wojskami miśnieńskimi. Po tym wypadku dowództwo wojskowe przejął Żiżka, lecz Żeliwski utrzymał władzę w Pradze, dobierając sobie do pomocy jako hetmana Jana Hvezdę z Vicemilic. Terror trwał, a po egzekucji kalisznika Jana Sadla z Kościelca, utrakwiści zaczęli obawiać się o własne życie. Po odparciu wyprawy Luksemburczyka z końca roku 1421, kalisznicy przystąpili do akcji przeciw radykałom. Powołali trybunał, przed którym 6 marca 1422 roku postawiono Żeliwskiego, skazano i stracono. Na wieść o tym w Pradze wybuchły zamieszki wywołane przez skrzydło radykalne, co doprowadziło do dalszych zniszczeń miasta. Nie oszczędzono tym razem i żydów, którzy jeszcze w roku 1420 wspierali husytów przy obronie miasta (por. L. I. Newmann, op. cit., p. 450).

W roku 1423, jak wspomniano Witold wycofał się z pomysłu królowania nad czeskimi husytami, i odwołał swojego plenipotenta Zygmunta Korybutowicza, który narobił mu kłopotów przyjęciem artykułów praskich. Husyci zostali pozostawieni samym sobie i w braku, jak na razie wroga zewnętrznego (Luksemburczyk musiał zająć się problemami Węgier) przystąpili do wali przeciw sobie. Utrakwiści utworzyli wspomniany związek praski, przeciw któremu wystąpili taboryci. Ci ostatni mieli Żiżkę, który pokonał pod koniec kwietnia tego roku kaliszników Czenka z Wartenburga pod Horzicami. Kolejne starcia miały miejsce w sierpniu w rejonie Hradca Kralove, w którym taboryci dokonali przewrotu i wezwali Żiżkę na pomoc. Żiżka pokonał prażan pod Strasznym Dworem, a walki trwały aż do września następnego roku, kończąc się porozumieniem w Libieniu. Do ugody przyczynił się powrót w czerwcu 1424 roku Zygmunta Korybutowicza, który przyprowadził 1500 zbrojnych i tym razem chciał sam zostać królem, za co spotkała go ekskomunika i konfiskata dóbr zarządzona przez Jagiełłę. Korybutowicz objął rządy w Pradze, wzywając do pojednania między Żiżką a Utrakwistami. Po śmierci Żiżki w październiku 1424 został wodzem wojsk husyckich, wiodło mu się w Czechach aż do roku 1427 kiedy został oskarżony o potajemne konszachty z Luksemburczykiem i uwięziony na zamku Waldsztejn w Czeskim Raju. Ponowny sojusz taktyczny między taborytami a kalisznikami umożliwił kolejną próbę eksportu rewolucji na Morawy na jesieni roku 1424.

W roku następnym, aby nie powtórzyła się sytuacja konfliktu i aby dać podzielonym husytom jakiś silny element, który ich łączy, kolejny, po śmierci Żiżki przywódca taborytów – Prokop Goły, wpadł na pomysł, który otrzymał potem nazwę „prześwietnych jazd”. Proponował – w braku póki co wypraw Luksemburczyka na Czechy – wyjście poza ich granice. Może nie z „husycką prawdą”, która, jak to wskazano była mocno się różniąca, ale z rozładowaniem napięcia „Bożych bojowników” i zaspokojeniem ich potrzeb materialnych w drodze łupienia Edomitów, Amalekitów i Moabitów. W listopadzie roku 1425 uderzono na miasto Retz w Austrii, w grudniu – na śląskie pogranicze. Spalono kościoły w Bardzie i klasztor cystersów w Kamieńcu Ząbkowickim. I tu dochodzimy do epizodu związanego z tytułem naszej opowieści.

CZĘŚĆ I

CZĘŚĆ III