Archive for Luty, 2019


Magia i tabloidy

I. Do napisania tego tekstu skłoniła mnie refleksja nad akcjami łączącymi dzisiejsze Ząbkowice Śląskie z aferą grabarzy we Frankensteinie przełomu XVI i XVII wieku, w tym próbą promowania miasta przy użyciu zielonkawego ludzika – monstrum z kreskówek. Postaci stanowiącej przetworzenie zdarzeń z XVII-wiecznej niemieckiej rzeczywistości – tej faktycznej i tej już przekształconej – medialnej przez XIX-wieczny romantyzm angielski z całą jego fascynacją tym co przerażające i paskudne (i nie chodzi tu o poliamorię i paczworkowość Shelleya czy Byrona) oraz dzisiejsze czasy post-kultury, w których fascynacja ta zrzuciła zwiewne okrycie poezji, przechodząc w stadium nagiej prozaicznej trywialności czy też brutalności. A jednym z elementów owej refleksji było to iż niemieckie tabloidy zachowują popularność w naszym kraju czy to w aktualnym wydaniu czy też sprzed lat ponad już czterystu.

II. Jednym z głównych źródeł powoływanych przy wszelakich tekstach o aferze grabarzy z Frankensteinu jest prasowy tytuł „Newe Zeytung”, jak wynika ze stopki, wydawany przez imć pana „Brieff und Kunst malera” Georga Kressa. Redaktora i wydawcę niezwykle zasłużonego dla rozwoju i wolności prasy w Augsburgu na przełomie XVI i XVII stulecia. W roku 1591 wydał on np. broszurę pod następującym przydługim nagłówkiem: Erschröckliche und zuvor nie erhörte newe Zeitung, welcher massen im Landt zu Gülch uber dreyhundert Weibspersonen, mit dem Teuffel sich verbunden, in wolffs gestalt sich verwandlen können, und wie vil Männer, Knaben und vichs sie umgebrachtn haben, deren dann auf den 6. tag May, im Jar 1591 zu Ostmilich, zwo Meil von Gülch, 85. Mit dem Fewer gestrafft worden sein, Allen fromen Frauwen vnd Mägden zur Warnung und Exempel in Truck verfast. Jak donoszono panu Kressowi i jak pan Kress donosił w owym tekście dalej: wszem i wobec w księstwie Juelich, z pomocą diabła, dziewczęta i kobiety masowo zamieniały się w wilki, które następnie zabijały podróżnych i wyrywały im serca oraz dziesiątkowały żywinę. Liczbę podejrzanych szacowano na ponad trzy setki. W rezultacie pochwycono i spalono 85 oskarżonych o wilkołactwo. Jak na tabloid przystało, centralną część artykułu stanowiła okazała ilustracja porażających wieści, na której m.in. wilkołak czy też raczej wilkołaczka, idąc na dwóch nogach wygania biednych chłopów z obejścia.
Sprawa była o tyle istotna społecznie że dwa lata wcześniej bauer spod Kolonii Peter Stumpp czy też Stubbe po torturze przyznał się że jako wilkołak z Bedburga zabił przy pomocy diabelskich sił szesnaście osób. Akta jego procesu nie zachowały się, znany jest on z ówczesnych, niezwykle drastycznych doniesień prasowych – z Niderlandów, Anglii i Danii o jego działalności, nie wiemy zatem czy rzeczywiście była to kwestia seryjnego mordercy czy też „prawdę czasu” zwielokrotniła „prawda ekranu”. Niemiecka debata publiczna o czarostwie i podobnym złoczynieniu była wówczas dość gorąca. Na przykład w elektoracie Trewiru, w latach 80-tych XVI w., za rządów księcia biskupa Johanna von Schoenenberga doszło do licznych procesów o czary, zakończonych 368 egzekucjami. Sprawę rozpoczęło w roku 1581 zeznanie miejscowego chłopca, który oświadczył że został zaprowadzony na sabat i poddany torturom. Dało to początek fali oskarżeń i wspomnianych procesów. Wśród osób uznanych za winne i skazanych znalazł się wysoki urzędnik trewirski Dietrich Flade. Sufragan trewirski Peter Binsfeld sporządził nawet osobny traktat na temat procedowania w sprawach o złoczynienie i czarostwo: De confessionibus maleficorum et sagarum, zajmując jednak stanowisko kwestionujące realność niektórych zarzutów np. przemiany w wilkołaka.

G. Kress – Ilustracja tekstu o wilkołakach z Juelich

III. Masowe oskarżenia o czary, procesy i wykonywane w ich wyniku egzekucje można śmiało uznać za niemiecki fenomen drugiej połowy XVI i początku XVII wieku. Kraje Rzeszy, niezależnie od konfesji religijnej ich władców, stanowiły wówczas wielkie europejskie centrum spraw o czary a sama epoka stanowiła ich apogeum. Jednocześnie była to epoka ekspansji prasy i druku, Drukarze i ilustratorzy tacy jak imć pan Kress mieli zatem zajęcie, zaś, jak wyżej wskazano, tabloidowy charakter przekazu informacji, w którym słowu pisanemu towarzyszyły ekspresyjne, okazałe ryciny doskonale się sprawdzał. Metodę tę wypróbowano podczas wojny propagandowej po wystąpieniu Lutra, w ramach której np. Łukasz Cranach Starszy, autor wrocławskiej Madonny pod Jodłami, wykonywał ryciny do pamfletów Lutra przeciw papiestwu, tak jednoznaczne w swoim przekazie jak np. grupa niemieckich chłopów puszczających wiatry wprost w papieża czy scena z papieżami i kardynałami wychodzącymi z odbytu demonicznego monstrum. Wątki fekalne, czy też, mówiąc bardziej fachowo – skatologiczne – były jak widać szczególnie cenione.
Oczywiście relacje z bieżących wydarzeń takich jak przedziwne wypadki w Augsburgu czy triumfalny wjazd do miasta lwa północy – Gustawa Adolfa (tego, który zabrał nam Inflanty gdyśmy z Turkiem pod Chocimem wojowali a potem najechał Pomorze i wyciskał cła z pruskich portów, wreszcie za pieniądze kardynała ministra arcychrześcijańskiego króla Francji Richelieu zapewnił protestantom niemieckim bratnią pomoc tak iż nie zostali pokonani wojna trzydziestoletnia trwała prawie dwadzieścia lat dłużej a przy okazji Szwedzi poplądrowali sobie ile dusza pragnęła) nie musiały być w ten sposób koloryzowane, co nie znaczy że nie były tabloidowe.
Podobnie tabloidowy charakter miał znany nam tekst Kressa z końca roku 1606 o wydarzeniach we Frankensteinie, gdzie epatowano tak szatą graficzną, jak i liczbami – „ponad 1500 osób, młodych i starych, zmarłych od trucicielskiego proszku… Niech Pan Bóg zachowa nas od tak złych, diabelskich serc i wykorzeni je spośród nas jak wspomnianych… Amen.” – kończył pobożny luterański drukarz i ilustrator Kress.

G. Kress – Tekst o grabarzach z Frankensteinu z ilustracją

O samym Kressie i realiach funkcjonowania ówczesnego jego fachu w Augsburgu można przeczytać np. w dostępnym tekście P. Stolla: The Imperial City of Augsburg and the Printed Image in the 17th and 18th Centuries, https://opus.bibliothek.uni-augsburg.de/opus4/frontdoor/deliver/index/docId/3705/file/Stoll_empire_of_prints.pdf.
Opisuje w nim boom jaki nastąpił w branży drukarsko-grawerskiej w tym mieście na początku XVII wieku, przy czym Kress cieszył się mniejszą popularnością niż Dominicus Custos, który trafił na służbę samego cesarza Rudolfa (tego od Pragi, alchemii i kabały). Do Augsburga trafił z Antwerpii, skąd wyjechał, gdy nie udała się protestancka rebelia, stłumiona przez tercios księcia Parmy Aleksandra. W Augsburgu, mieście znanej konfesji luterańskiej Melanchtona z roku 1530, sytuacja była odwrotna – protestanccy drukarze mieli tu monopol, a miasto, obok Strasburga czy Norymbergi stanowiło główny ośrodek luterańskiej propagandy (jak wskazuje Stoll – nawet wyprzedzając oba pozostałe miasta zaś „jednocześnie, pisma w obronie katolicyzmu najwyraźniej nie wychodziły z augsburskich drukarni”). Sytuacja zaczęła zmieniać się pod koniec XVI wieku kiedy to arcybiskup Kolonii von Waldburg sprowadził doń jezuitów, którzy otworzyli w mieście szkołę a w niedalekim Dillingen – uczelnię katolicką. Sam biskup przeszedł jednak wkrótce na kalwinizm co spowodowało wojnę o elektorat Kolonii. Mimo to, jak pisze Stoll, jeszcze w roku 1679 wszyscy rytownicy z Augsburga byli protestantami, zaś w roku 1701 – jeden katolik w tym fachu przypadał na 24 protestantów. Oczywiście, kwestie pragmatyczno-finansowe często zyskiwały przewagę nad religijnymi i przedsiębiorcy przyjmowali zlecenia także od katolików. Sam Kress zmarł w roku 1632 to jest roku wspomnianego wjazdu króla Szwecji do Augsburga.

G. Kress – Gustaw Adolf wjeżdżający do Augsburga

IV. Wróćmy jednak do przedmiotu zainteresowania imć pana Kressa w postaci wydarzeń z pogranicza świata naturalnego. Niezależnie od dokonywanych nadużyć procesowych czy samosądów zjawisko czarów czy też maleficium miało wówczas bowiem swoje ramy dogmatyczne i prawne. Samo pojęcie zła wyrządzonego z wezwaniem sił demonicznych napotykamy już w Starym Testamencie. Czary zdecydowanie potępiał Pięcioksiąg (Wj 22,17-18, Pwt 18,11-12, Kpł 19,26-31), przewidując karę śmierci dla osób nimi się parających, zaś Mojżesza możemy uznać za twórcę czegoś na kształt starożytnej inkwizycji. Przestrzegał przed nimi m.in. helleński filozof Platon, żyjący na przełomie V i IV wieku przed Chrystusem, porównując czyniących czary do dzikich zwierząt. Zakaz szkodzenia poprzez czary zawierała też starorzymska (V w. przed Chrystusem) ustawa Dwunastu Tablic, a cesarz Oktawian August kazał palić księgi z zakresu magii. W chrześcijaństwie przestrzegali przed czarami zarówno Apostołowie, np. Paweł Apostoł (List do Galatów 5,20, scena z „synem diabła” Bar-Jezusem z 13 rozdziału Dziejów Apostolskich, palenie ksiąg magicznych w Efezie – Dz 19, 17-19), Piotr Apostoł (postać Szymona Maga w 8 rozdziale Dziejów Apostolskich) czy Objawienie św. Jana (Ap 21,8) jak i synody starożytne oraz późniejsze (np. synod w Elwirze – pocz. IV w. wskazując że wiążą się one z aktem bałwochwalstwa, w Ancyrze – 314, czy Laodycei w roku 375, a potem m.in. synod w Trullo – 692). Tertulian pisał o magii pochodzącej od szatana, nawiązywanie kontaktów z demonami surowo potępiał Augustyn z Hippony, podkreślając szkodliwość magii jako działalności prowadzonej pod wpływem szatana. Zakaz czarów pod karą śmierci przewidywały również dalej ustawodawstwa cesarskie, np. Konstancjusza II z roku 357 czy Justyniana z roku 529, ale także penalizowały je inne prawodawstwa np. wizygockie.
Równocześnie potępiano zabobon (np. sam Augustyn kwestionował możliwość przemiany człowieka w ciało zwierzęce, wskazując że może jedynie dojść do iluzji że tak się stało) oraz nadużycia w postaci wynikających z zabobonu „polowań na czarownice”. Miały one miejsce najwyraźniej w krajach germańskich, które w starożytności pozostawały (po klęsce Warusa w Lesie Teutoburskim) poza granicami Imperium Rzymskiego. Kapitularz Karola Wielkiego i synod w Paderbornie (785), po podboju Saksonów przez Karola Wielkiego wprowadził bowiem karę śmierci na tego kto zaślepiony przez diabła i zarażony pogańskimi błędami, uznaje inną osobę za wiedźmę spożywającą ludzkie mięso i z tego powodu ją pali. Jednocześnie jednak Karol Wielki w wydanych pod koniec tegoż dziesięciolecia prawach zakazał czarów i wróżbiarstwa pod karą niewoli a w przypadkach szkodzących – nawet śmierci.

G. Kress – Dziwne wypadki w rejonie Augsburga

W IX wieku przeciw zabobonom występował m.in. biskup Agobard z Lyonu, stając w obronie rzekomych płanetników, którym sąsiedzi zarzucali że podróżowali po niebie i zabierali płody rolne – przed niedorzecznymi oskarżeniami. Zmarły w Trewirze na początku tegoż stulecia Reginald z Pruem w traktacie De ecclesiasticis disciplinis biadał nad opowieściami samotnych niewiast, które zwiedzione iluzjami uważają że nocą na grzbietach zwierząc wyjeżdżają na sabaty, napominając księży aby pouczali lud o nieprawdziwości tych opowieści, pochodzących z natchnienia złego ducha. Zredagowana przez niego instrukcja z jednego synodów piętnująca dawanie wiary tego typu opowieściom oraz przypisywanie diabłu tego co może jedynie sam Bóg została potem jako tzw. Canon episcopi włączona do XII-wiecznego zbioru prawa kanonicznego Gracjana. Jednocześnie instrukcja nie zwalniała biskupów od podejmowania działań w celu wyeliminowania praktyk czarów poprzez upominanie i pokutę.
Decretum czyli zbiór praw biskupa Wormacji Burcharda z 1 połowy XI wieku wskazuje na to iż problem wiedźm był wówczas dalej aktualny, przy czym sam autor uznawał za istniejące trucicielskie praktyki czarownic, natomiast odmawiał im nadprzyrodzonych mocy przypisywanych przez ludowe opowieści, m.in. podróży na zwierzętach na sabaty. Wiarę w nie uznawał za poważny grzech. W roku 1080 papież Grzegorz VII upominał króla Danii by nie skazywał na śmierć domniemanych czarownic pod zarzutem spowodowania klęsk nieurodzaju czy burzy.
Za pontyfikatu jego imiennika Grzegorza IX doszło jednak do rozprzestrzeniania się po Europie manichejskich sekt nihilistycznych – akcentujących zło wszelkiej materii. Cesarz niemiecki Fryderyk II, zakazując w swoim edykcie ich działalności podawał dość obszerną ich listę, liczącą około dwadzieścia pozycji. Na wschodzie znani byli wcześniej – zwano ich bogomilcami czy też bułgarami. W roku 1224 Fryderyk wprowadził w Lombardii karę śmierci poprzez spalenie dla skazanych heretyków (jako odpowiednik starożytnej kary za zdradę stanu), zaś w roku 1233 rozciągnął jej stosowanie także na inne ziemie cesarstwa. Papież Grzegorz zaaprobował wydawanie uznanych przez sądy kościelne za heretyków świeckiemu ramieniu.
Zastanawia jest co spowodowało takie zaostrzenie podejścia, bo nie można wszystkiego zrzucać na tzw. renesans rzymskiego prawa karnego oraz pojawiające się konflikty między papieżem a cesarzem. Jak wskazuje H. Mann, mogły mieć na to wpływ doniesienia z krajów niemieckich dotyczące działalności sekty zwanej lucyferianami o jej odrażających rytuałach. Grzegorz IX potępił ją w bulli Vox in Rama , tj. „wołanie w Rama”, której początek odwoływał się do rzezi niewiniątek. Bulla zawiera szczegółowy opis rytuałów, o których doniesiono do Rzymu z Niemiec m.in. obejmujących wzywanie szatana, orgie przeciw naturze oraz kradzież Hostii z kościołów, które wrzucano do latryn. Bulla została skierowana do syna cesarza Fryderyka – Henryka oraz arcybiskupa Moguncji Zygfryda by podjęli działania zaradcze przeciw owemu satanizmowi.
Wyśledzenie sekty oraz postawienie jej członków pod sąd zostało powierzone osobie całkowicie nieodpowiedniej, choć na pozór świątobliwej – spowiednikowi królowej węgierskiej Elżbiety – Konradowi z Marburga, który w celu podniesienia skuteczności podjął współpracę z osobami, które formułowały fałszywe oskarżenia pod adresem różnych osób. Proceder wyszedł gdy o sprzyjanie lucyferianom oskarżono hrabiego Sayn Henryka, który, uwięziony, uzyskał protekcję rady Moguncji i jej arcybiskupa. Postanowiono o nadużyciach Konrada poinformować Rzym, w międzyczasie zaś padł on ofiarą samosądu z rąk krewniaków poszkodowanych. Grzegorz IX potępił zabójców ale jednocześnie nakazał by duchowni powstrzymywali się od udziału w procesach, w których występują nadużycia pod karą kanoniczną. Równolegle powierzył zakonowi dominikanów zwalczanie herezji.

G. Kress – wydarzenia roku 1614 w Czechach

V. Wśród owych dominikanów w Niemczech, w Kolonii znajdował się wówczas wnikliwy teolog i filozof Albert, któremu potomni mieli nadać przydomek Magnus czyli wielki. Do zakonu wstąpił w roku 1223, niedługo po jego utworzeniu. Prowadził różnego rodzaju badania i doświadczenia przyrodnicze, m.in. z zakresu botaniki, mineralogii i chemii, śledząc naturalne związki przyczynowe. Nieżyczliwi przypisywali mu uprawianie magii i alchemii, choć, jak zaznaczał, nie podzielał fascynacji Awicenny sztuką magii. Uczniem Alberta, który od roku 1245 towarzyszył mistrzowi w Paryżu, zaś od roku 1248 w Kolonii, był Tomasz z Akwinu. Jest to informacja dość ważna, tak z uwagi na rolę i dorobek Akwinaty, jak i to iż w swoich dziełach teologicznych i filozoficznych poruszał temat czarów i magii, zbierając dorobek wcześniejszych uczonych Kościoła i filozofów na ten temat. Spotykamy ową kwestię m.in. w Summie teologicznej, gdzie św. Tomasz pisze tak [ST I – q. 114: Napastliwość złych duchów]:
„Ani złe duchy, ani żadne stworzenie nie mogą czynić cudu branego we właściwym znaczeniu; może go czynić tylko Bóg. (…) Cudem we właściwym znaczeniu jest to, co dokonuje się poza porządkiem całej stworzonej natury, a do tego porządku należy wszelka moc stworzenia. Niekiedy jednak cudem w szerszym znaczeniu zwie się to, co przekracza ludzkie możności i poznanie. I w tym znaczeniu złe duchy mogą czynić cuda; wywołują one zdumienie u ludzi, jako że przekraczają ich możności i poznanie. Toć i gdy jakiś człowiek uczyni coś, co przekracza możności i poznanie drugiego człowieka, to przez to wzbudza w nim podziw dla swojego dzieła tak dalece, że wydaje się jemu, iż cudu dokonał (…)Wszystkie przemiany cielesnych rzeczy, kttóre mogą dokonać się przez niektóre naturalne siły (…) mogą stać się wskutek działania złych duchów posługujących się takowymi nasionami (…). Natomiast te przemiany cielesnych rzeczy, które nie mogą stać się mocą natury, żadną miarą nie mogą być dokonane w sposób prawdziwy działaniem złych duchów; np. żeby ludzkie ciało zamieniło się w ciało zwierzęcia nierozumnego albo żeby ciało zmarłego człowieka z powrotem ożyło. A jeżeli coś takiego wydaje się dziać na skutek działania złych duchów to nie jest to coś prawdziwego i rzeczywistego, a tylko mamidło. A może ono powstać w człowieku w dwojaki sposób: Pierwszy, wewnątrz; chodzi o to, że – jak wyżej powiedziano – zły duch może działać na wyobraźnię, a także na cielesne zmysły tak, że człowiek widzi coś inaczej niż rzeczywiście jest. Mówią, że to niekiedy dzieje się mocą niektórych cielesnych rzeczy. Drugi, na zewnątrz człowieka, bo tak: zły duch może z powietrza ukształtować sobie ciało dowolnej formy i postawy przybrać je i w nim widzialnie się ukazywać.”
Jak widać Akwinata uznawał działanie złych duchów, ale umiejscawiał je głównie we wprowadzaniu człowieka w błąd co do rzekomej cudowności danego zdarzenia bądź jego zaistnienia w ogóle. Jednocześnie przestrzegał przed próbami kontaktów ze złymi duchami. W tej samej Sumie teologicznej [II-II, q. 90] zastanawia się nad kwestią „czy wolno zaklinać szatanów?”, pisząc:
„Dwojaki jest sposób zaklinania: 1) przez prośbę lub wezwanie ze względu na cześć Bożą; 2) przez pewne zniewolenie. Otóż w pierwszy sposób nie wolno zaklinać szatanów, gdyż sposób ten wyraża pewną życzliwość i przyjaźń, jakiej nie wolno nam utrzymywać z szatanami. Natomiast drugi sposób, a więc przez pewne zniewolenie, niekiedy jest dozwolony, a niekiedy niedozwolony. Szatani bowiem w tym życiu są naszymi wrogami, ich zaś czynności nie podlegają naszej władzy, ale tylko władzy Boga i świętych Aniołów, gdyż, jak mówi św. Augustyn, duch sprawiedliwy ma moc nad duchem buntowniczym. Możemy natomiast zaklinać szatanów zniewalając ich jako nieprzyjaciół, przez moc Imienia Bożego, by nam nie szkodzili na duszy lub na ciele, a to na podstawie władzy, danej nam przez Chrystusa w myśl Jego słów (Łk 10, 19): „Oto dałem wam moc deptania po wężach i skorpionach i po całej mocy nie przyjaciela, a nic wam nie zaszkodzi”. Nie wolno natomiast zaklinać ich po to, by czegoś dowiedzieć się od nich, lub coś uzyskać od nich, gdyż to byłoby nawiązaniem pewnego towarzystwa z nimi – chyba gdyby ktoś za szczególnym natchnieniem Objawienia Bożego uczynił coś takiego za przykładem niektórych świętych, którzy posłużyli się działaniem szatanów do spowodowania pewnych skutków (…) Czarnoksięstwo posługuje się zaklęciami i wezwaniem szatanów dla uzyskania od nich czegoś lub by poznać coś. A to jest niedozwolone. (…) Chodzi tu o zaklinanie wzywające pomocy szatanów celem zrobienia lub poznania czegoś, a więc zakładające pewne towarzystwo z nimi. Natomiast odpędzanie ich przez zaklęcie stanowi wyrzeczenie się ich towarzystwa”.
Równocześnie, uznając realność sił demonicznych, lecz ograniczony, zwłaszcza wolną wolą człowieka, ich wpływ na niego, napiętnował zabobony, do których zaliczał wróżbiarstwo i gusła [ST II-II, q. 92]:
„Zabobon sprzeciwia się religijności przez nadmiar nie dlatego, by więcej oddawał czci Bogu niż prawdziwa religijność, ale dlatego że oddaje cześć Bożą albo temu, czemu nie należy jej składać, albo w nienależyty sposób. (…) Kiedy indziej zaś bywa, że się składa tę cześć komu się nie należy, a mianowicie stworzeniu – i z tego względu mamy różne gatunki zabobonów podług różnych celów czci Bożej. Najpierw bowiem cześć Boża zmierza do wyrażenia szacunku wobec Boga. Z tego względu pierwszym gatunkiem tego rodzaju zabobonu będzie bałwochwalstwo, które w sposób niewłaściwy oddaje cześć Bożą stworzeniu. Po drugie cześć Boża zmierza również do pouczenia człowieka przez Boga, któremu składa tę cześć. Z tego względu drugim gatunkiem zabobonów jest wróżbiarstwo, które radzi się szatanów na podstawie pewnej, jawnej lub domyślnej umowy z nimi. Po trzecie cześć Boża ma na celu kierowanie czynnościami ludzkimi, zgodnie z przykazaniami Boga, którego czci. Ze względu na to zachodzi trzeci gatunek zabobonów, tego rodzaju w postaci tajemnych praktyk, czyli guseł”.

 

G. Kress – Biadania nieszczęśnika

Akwinata rozróżniał jednocześnie różne rodzaje wróżbiarstwa i guseł oraz różne stopnie grzechu z nimi związane [ST II-II, Q. 94] „Prawdziwe wróżbiarstwo ma miejsce tylko wtedy, gdy ktoś w niewłaściwy sposób przywłaszcza sobie przepowiadanie rzeczy przyszłych. A to jest grzechem. Jasne więc, że wróżbiarstwo jest zawsze grzechem. (…)Nie jest wróżbiarstwem umiejętność przewidywania przyszłych zdarzeń, zachodzących z konieczności lub często, ale zapowiadanie wypadków przyszłych, do których poznania nie są zdolne żadne umiejętności czy nauki, ale tylko złudne i czcze gusła, wprowadzone przez szatańskie oszustwa (…) Zabobon ma miejsce nie tylko, gdy ktoś szatanom składa ofiary przez bałwochwalstwo, ale także gdy ktoś wzywa ich pomocy do zrobienia lub poznania czegoś. Otóż wszelkie wróżbiarstwo pochodzi z działania szatańskiego: albo wprost, gdy wyraźnie wzywa się szatana, by ujawnił rzeczy przyszłe, albo dlatego, że szatani wtrącają się do czczych wysiłków poznania przyszłości, by umysł ludzki napełnić próżnością. (…)wszelkie wróżenie posługuje się jakąś radą i mocą szatańską do poznania przyszłych wydarzeń. Niekiedy wróżbici wzywają tej pomocy wyraźnie, niekiedy zaś demoni w sposób ukryty wpływają na poznanie rzeczy przyszłych nieznanych ludziom, im zaś znanych w sposób, który omówiliśmy gdzie indziej. Wyraźnie wezwane demony zwykły przepowiadać przyszłość w rozmaity sposób. Niekiedy zjawiają się w postaci jakiegoś mamidła działającego na wzrok lub słuch, wypowiadając wróżby o przyszłości. Takie wróżenie nazywamy omamianiem. Niekiedy natomiast ujawnia się przyszłość przy pomocy snów, i wówczas mamy wróżenie ze snów. Niekiedy zaś przez zjawienie się lub mowę umarłych, i wtedy mamy do czynienia z wywoływaniem duchów, czyli nekromancją (w języku greckim „necros” znaczy „zmarły”, „mancja” zaś to samo, co „wróżenie”) gdyż posługuje się pewnymi czarami, używa nawet krwi, tak by wydawało się, że zmarli przychodzą, by wróżyć i odpowiadać na pytania. Niekiedy zapowiadają rzeczy przyszłe przez żywych przy pomocy rozmaitych chwytów, jakimi np. posługiwały się pytie, tak zwane – według św. Izydora) – od Apollina Pytyjskiego, zwanego ojcem wieszczb. Niekiedy przepowiada się zdarzenia przyszłe przy pomocy kształtów i znaków w rzeczach nieożywionych; jeśli się wróży na podstawie ciał ziemskich, np. drzewa, żelaza, gładzonego kamienia, zachodzi geomancja, jeśli na podstawie wody – hydromancja, jeśli na podstawie znaków w powietrzu – eromancja, jeśli na podstawie znaków w ogniu pyromancja; jeśli na podstawie pewnych znaków w wnętrznościach zwierząt, składanych na ofiarę bożkom wtedy zachodzi zoomancja. Natomiast wróżby odbywające się bez wyraźnego wzywania czartów można podzielić na dwa rodzaje: pierwszy zachodzi wtedy, gdy celem poznania przyszłości bada się układ pewnych rzeczy, takich jak położenie oraz ruch gwiazd, i tym się zajmuje astrologia (a jej wyznawców zwiemy wróżbitami urodzinowymi, gdyż wróżą na podstawie układu ciał niebieskich w dniu urodzin). Inni wróżą z lotu i głosów ptaków czy innych zwierząt, a jeszcze inni na podstawie kichania ludzkiego lub odruchów członków ciała. Takie wróżby nazwano augurium, które pochodzi od avium garritus (świergotanie ptaków) lub auspicium, czyli podglądaniem ptaków; przy czym pierwszy wyraz odnosi się do uszu, drugi do oczu, gdyż tymi dwoma zmysłami najbardziej możemy rozpoznawać ptaki. (…)We wszystkich powyższych odmianach jest ten sam ogólny przedmiot grzechu, ale nie ten sam przedmiot szczególny, gdyż cięższym jest grzechem wzywać czartów niż czynić coś, co daje czartom sposobność do mieszania się.”

G. Kress – Zjawisko na niebie nad Augsburgiem

Najcięższym stopniem guseł i wróżbiarstwa było zatem wzywanie demonów:
„Wszelkie wróżenie przez wzywanie czartów jest niedozwolone, a, to z dwóch powodów. 1. Ze względu na umowę wyraźnie zawartą z czartem przez samo jego wezwanie, będące podstawą wróżenia. A to jest bezwzględnie wzbronione. Dlatego prorok Izajasz (28, 15) przytacza słowa niektórych współczesnych: „Zawarliśmy przymierze ze śmiercią i z piekłem uczyniliśmy zmowę”. Jeszcze cięższym jest grzechem składanie ofiary lub czci zawezwanemu czartu. 2. Ze względu na przyszłe zdarzenie. Czart bowiem, który zmierza do zguby człowieka, przy pomocy swych odpowiedzi, choćby nawet mówił prawdę, przyzwyczaja go do wierzenia mu, by nakłonić go do tego, co sprzeciwia się zbawieniu ludzkiemu. (…) Żadna korzyść doczesna nie może wyrównać szkody, jaka zagraża zbawieniu duszy przez poznanie rzeczy tajemnych za wezwaniem czarta.”
Jednocześnie Akwinata wykluczał naturalne oddziaływanie na wolę i umysł człowieka ciał niebieskich, krytykując astrologów, lecz jedynie jako przyjmujących błędne założenie, bezpodstawne założenie i narażających się przez to na wprowadzenie w błą przez siły demoniczne:
„Ciała niebieskie nie mogą wprost działać na umysł i wolę, gdyż przeciwne twierdzenie byłoby uznaniem, że umysł nie różni się zasadniczo od zmysłu (…)Ciała cielesne nie mogą więc być same przez się przyczyną działań z wolnej woli. Mogą jednak wolę przysposabiać przez swe oddziaływanie na ciało ludzkie, a tym samym na władze zmysłowe, które są czynnościami cielesnych narządów, skłaniających do czynów ludzkich. Otóż władze zmysłowe podlegają rozumowi, jak wykazał Filozof, i dlatego nie narzucają wolnej woli żadnej konieczności, owszem wręcz przeciwnie, człowiek dzięki rozumowi może działać wbrew temu, ku czemu skłania go oddziaływanie ciał niebieskich. Jeśli więc ktoś używałby badania gwiazd do przewidywania przyszłych przygodnych i przypadkowych wypadków alba do pewnego poznania przyszłych czynności ludzkich, czyniłby to na podstawie błędnego i bezpodstawnego poglądu. A w ten sposób działanie czarta wmieszałoby się do tego. Dlatego takie wróżenie jest jako zabobon niedozwolone.”
Od powyższego św. Tomasz odróżniał przewidywanie na podstawie ruchu ciał niebieskich zjawisk przyrodniczych: „Natomiast, gdyby ktoś posługiwał się badaniem gwiazd do przewidywania tych przyszłych rzeczy, których ciała niebieskie są przyczyną, np. że nastanie posucha lub przyjdzie deszcz itp., wówczas tego rodzaju przewidywanie nie będzie wróżeniem wzbronionym ani zabobonem.”
Szczegółowe rozważania poświęcił też kwestii snów: „wróżenie oparte na fałszywym poglądzie jest zabobonem i rzeczą niedozwoloną. Dlatego należy zbadać, co jest prawdziwego w przewidywaniu przyszłości na podstawie snów. Otóż niekiedy sny są przyczyną przyszłych wydarzeń, np. gdy to, co człowiek widział we śnie tak go przejmie, iż pobudzi go do zrobienia czegoś lub zaniechania. Niekiedy zaś sny są znakami pewnych przyszłych wydarzeń, jeśli tak sny, jak i owe przyszłe wydarzenia mają wspólną przyczynę. Otóż w ten właśnie sposób bardzo wiele przewidywań przyszłych wydarzeń pochodzi ze snów. Trzeba więc zbadać, jaka jest przyczyna snów, czy przyczyna ta maże być źródłem owych przyszłych wydarzeń, i czy można je poznać. Otóż należy wiedzieć, że przyczyna snów niekiedy jest wewnętrzna, a niekiedy zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna snów jest dwojaka: psychiczna i fizjologiczna. Pierwsza zachodzi wtedy, gdy podczas snu w fantazji człowieka pojawia się to, o czym na jawie myślał, i co pociągało jego uczucie. Tego rodzaju przyczyna snów nie jest przyczyną przyszłych wydarzeń, lecz ma się da nich przygodnie. Jeśli razem występują, to tylko na skutek przypadku. Niekiedy jednak wewnętrzna przyczyna snów jest cielesna, gdyż wskutek wewnętrznego przysposobienia ciała wytwarzają się w wyobraźni śpiącego pewne zmiany, odpowiadające temu przysposobieniu. Np. człowiekowi, którego ciało obfituje w chłodne płyny śni się, że jest w wodzie lub w śniegu. Dlatego lekarze zalecają badanie snów celem poznania wewnętrznego stanu. Zewnętrzna zaś przyczyna snów jest również dwojaka: cielesna i duchowa (…) Przyczyną duchową jest niekiedy Bóg, który za pośrednictwem Aniołów czasem objawia coś ludziom podczas snu, zgodnie z słowami Pisma św. (Liczb 12, 8): „Jeśli kto jest między wami prorokiem Pańskim, ukażę się mu, albo przez sen będę mówił do niego”. Niekiedy zaś wskutek działania czartów w wyobraźni śpiącego pojawiają się takie rzeczy, które ujawniają zdarzenia przyszłe tym, którzy z czartami zawarli umowę. Należy więc stwierdzić, że jeśli ktoś posługuje się snami do poznania przyszłości, w miarę jak te sny pochodzą z objawienia Bożego, albo z wewnętrznej lub zewnętrznej przyczyny naturalnej, nie wychodząc poza granice skuteczności tychże przyczyn, wówczas wróżenie z nich nie będzie wzbronione. Jeśli natomiast wróżenie pochodziłoby z objawienia czartowskiego na podstawie wyraźnej umowy z nimi przez wezwanie ich, albo tylko domyślnej, gdy tego rodzaju wróżenie rozciąga się na to, na co nie może się rozciągać, wówczas wróżenie będzie niedozwolone i zabobonne.” Od wróżbiarstwa Akwinata odróżniał też uzyskiwanie wyroku przy pomocy losowania „z należytym szacunkiem dla Boga.”

G. Kress – niezwykłe wydarzenia roku 1618 i 1619 na Węgrzech i w innych miejscach

O magii św. Tomasz z Akwinu pisał jako o praktyce zabobonnej „niedozwolonej i nieskutecznej” [ST II-II, q. 96]: „Niedozwolona, gdyż posługuje się do uzyskania wiedzy tym, co samo przez się nie jest zdolne do jej zdobycia, np. patrzenie na pewne kształty, wypowiadanie pewnych niezrozumiałych słów itp. Dlatego magia nie posługuje się nimi jako przyczynami, ale jako znakami. Ale nie takimi znakami, jakie ustanowił Bóg, np. sakramenta św., ale znakami czczymi, a więc opartymi na pewne j umowie z czartami. Dlatego św. Augustyn uczy, że chrześcijanin winien odtrącić od siebie wszelką magię i unikać jej, podobnie jak i wszelkich innych zwodniczych i szkodliwych zabobonów. Magia jest również nieskuteczna do zdobycia wiedzy. Skoro bowiem nie posługuje się naturalnym dla człowieka sposobem zdobycia wiedzy, a mianowicie poszukiwaniem i nauką, wobec tego oczekuje tej wiedzy albo od Boga, albo od czartów. (…) Zdobywanie wiedzy jest rzeczą dobrą. Nie jest jednak dobre jej zdobywanie w niewłaściwy sposób. A tak właśnie czyni magia. (…)Wypytywanie czartów o przyszłość jest grzechem nie tylko dlatego, że oni jej nie znają, ale także dlatego, że jest nawiązywaniem z nimi towarzystwa.” Jak zaznacza magię należy odróżnić od nauki i wykorzystywania naturalnych związków przyczynowych:
„Wolno posługiwać się naturalnymi przyczynami do wywołania właściwych im skutków. Jeśli natomiast nie można w sposób naturalny spowodować owych skutków, to jasne że czynności względnie przedmiotów, którymi ktoś się posługuje do wywołania owych skutków, nie traktuje się jako przyczyn tychże skutków, ale tylko jako ich znaków. A to już wchodzi „do umowy znaków zawartej z czartem”, jak się wyraża św. Augustyn (…)Potęga władzy Bożej rozciąga się także na czartów, tak że Bóg może się nimi posługiwać, do czego tylko chce. Natomiast ludziom nie powierzono władzy nad czartami, by wolno było nimi się posługiwać, ale nakazano nam prowadzić z nimi wojnę. Dlatego w żaden sposób nie wolno posługiwać się ich pomocą na podstawie jawnego lub domyślnego układu z nimi.”
Wywody św. Tomasza o magii i oddziaływaniu sił demonicznych przepełnione są przekonaniem że złe duchy posiadają wyższy poziom intelektu niż człowiek stąd też mogą na człowieka, wykorzystując to, oddziaływać, zaś lekceważenie ich istnienia jest błędem [ST, Suplement, q. 58]: „Niektórzy twierdzili, że urzeczenie istnieje tylko w mniemaniu ludzi przypisujących urokom skutki naturalne nieznanych przyczyn. Ale takie twierdzenie sprzeciwia się powadze Świętych, którzy przyznają czartom władzę nad ciałami i nad wyobraźnią ludzką, kiedy im Bóg na to zezwoli. Dlatego czarownicy przez czartów mogą wykonywać pewne znaki. Powyższe mniemanie pochodzi z braku wiary czy z niedowierzania. Myślą bowiem, że czarci istnieją, tylko w przesądach pospólstwa, np. gdy człowiek przypisuje diabłu strachy, które sam sobie stwarza, kiedy wskutek zbyt podnieconej wyobraźni ukazują się zmysłom takie kształty, jakie im poddaje fantazja, wytwarzając przeświadczenie, że sie widzi diabłów. Prawdziwa wiara odrzuca takie mniemanie, gdyż każe nam przyjąć, że część aniołów została strącona z nieba i stała się demonami (Łk 10, 17; 11, 14; Ap. 12, 7). Szatani dzięki subtelności swej natury mogą dokonać wiele rzeczy, których my nie potrafimy zrobić. Tych więc ludzi, którzy nakłaniają czarty do robienia takich rzeczy nazywamy czarownikami. ”
Temat zabobonów i magii pojawia się również w Sumie przeciw poganom, w której Akwinata przestrzega przed sprowadzaniem działania złych duchów do sfery wyobraźni [ScG Ks. III, 104] „Gdyby zaś ktoś powiedział, że tego rodzaju zjawy nie ukazują się zmysłom zewnętrznym, lecz tylko wyobraźni, nie wydaje się to w pierwszej chwili prawdziwe. Formy wyobrażone ukazują się bowiem jako rzeczy prawdziwe tylko, gdy nie działają zmysły zewnętrzne; niemożliwe jest bowiem, by poznawano podobieństwo jako rzecz samą chyba że naturalny zmysł osądzający jest skrępowany. Takie rozmowy zaś i zjawy przeżywają ludzie, którzy swobodnie posługują się zmysłami zewnętrznymi. Nie jest więc możliwe, by tego rodzaju rzeczy widziane i słyszane pochodziły tylko od wyobraźni. Prócz tego, formy wyobraźni nie mogą powodować poznania intelektualnego, przewyższającego naturalną lub nabytą zdolność intelektu; widzimy to także na przykładzie snów, w których, chociaż mamy pewne wskazania na przyszłość, to jednak nie każdy, który śni, rozumie znaczenie snu. Przez tego rodzaju zaś zjawy lub głosy, które pojawiają się w działaniu mistrzów magii, zdarza się często ludziom jakieś poznanie intelektualne rzeczy, które przewyższa zdolność ich intelektu, na przykład wykrycie ukrytych skarbów, ujawnienie złodziei, a czasem nawet zdarzają się prawdziwe odpowiedzi z zakresu nauki. Trzeba więc, by te zjawy lub głosy nie pochodziły jedynie od wyobraźni, albo przynajmniej, by się to stało mocą nie samego tylko ciała niebieskiego, ale jakiegoś wyższego umysłu, który by człowieka za pomocą tych wyobrażeń przywiódł do poznania tych rzeczy.”
Jak wywodził dalej [ScG Ks. III, 105] „Należy jeszcze zbadać, skąd pochodzi skuteczność sztuk magicznych. Łatwo to będzie uczynić, gdy rozważymy sposób ich postępowania. Posługują się oni bowiem słowami magicznymi, ażeby wywołać pewne określone skutki. Słowo zaś jako słowo magiczne ma moc tylko od jakiegoś intelektu, czy to od intelektu człowieka, który mówi, czy od intelektu, do którego jest skierowane. Ma ją od intelektu człowieka, który mówi, gdy na przykład dany intelekt ma moc tak wielką, że sama jego myśl może być przyczyną rzeczy, którą to myśl za pomocą słowa realizuje w pewien sposób w rzeczach, które ma uczynić. Ma słowo zaś moc od intelektu tego, do którego słowa są skierowane, gdy na przykład intelekt słuchającego odbiera znaczenie słowa, i to go skłania do uczynienia czegoś. Nie można zaś powiedzieć, by skuteczność owych słów magicznych, które wymawiają mistrzowie magii, pochodziła od ich intelektu. (…)Wynika więc stąd, że tego rodzaju skutki działań pochodzą od jakiegoś intelektu, do którego zwrócona jest mowa wypowiadającego owe słowa. Przemawia za tym fakt, że takimi wyrazami znaczącymi, których używają mistrzowie magii, są wezwania, błagania, zaklinania albo też rozkazy, jak gdyby z kimś drugim rozmawiali. Podobnie w zwyczajach sztuki magicznej używa się pewnych określonych symboli i figur. (…) Posługują się figurami tylko jakby znakami, nie ma bowiem innej możliwości. Znakami zaś się posługujemy tylko w stosunku do tych, którzy je rozumieją. A zatem sztuki magiczne otrzymują skuteczność w działaniu od innej istoty poznającej intelektem, do której kierują się słowa mistrza magii. (…) Okazuje to samo i nazwa, którą tym figurom się nadaje, nazywając je symbolami. Symbol bowiem jest to znak. Przez to rozumiemy, że posługują się tymi figurami tylko jako znakami, okazywanymi jakiejś naturze obdarzonej intelektem.” Jednocześnie ponownie napominał przed paraniem się czarami [ScG Ks. III, 106]:
„Dobrze uformowany intelekt nie powinien bowiem patronować czemuś, co się sprzeciwia cnocie. W sztukach magicznych zaś tak właśnie się dzieje; prowadzą bowiem przeważnie do cudzołóstw, kradzieży, zabójstw i tym podobnych złych czynów. Stąd ci, którzy się tymi sztukami posługują, nazywają się złoczyńcami. Natura intelektualna, z której pomocy korzystają tego rodzaju sztuki, nie jest więc moralnie dobra.”

G. Kress – pożar w Augsburgu

VI. Owe, przytoczone dość obszernie, wywody św. Tomasza z Akwinu, są dość istotne, gdyż stanowiły punkt odniesienia dla potomnych. Jak widzimy Akwinata kieruje się tu tzw. common sense, to znaczy uznaje istnienie intelektu w postaci złych duchów, zło kontaktów z nimi, ale przestrzega przed przecenianiem ich działania oraz wskazuje na różne formy zabobonów. W praktyce XIII-wiecznych inkwizytorów odnotowujemy przypadek z Tuluzy, w Landgwedocji z roku 1275 gdzie doszło do uznania przez inkwizytora winną czarów jednej z miejscowych kobiet, oskarżoną m.in. o zabójstwo dzieci w celach rytualnych. Została ona wydana na spalenie. Nie były to jednak przypadki częste, choć papieże zwracali uwagę na problem czarów – w bulli Accusatus z roku 1258 Aleksander IV wskazywał że przyzywanie sił demonicznych może zostać uznane za przejaw herezji. W roku 1326 rezydujący w Awinionie papież Jan XXII wydał bullę Super illius specula, która wskazywała że czary są współpracą z demonami, które to praktyki powinny być traktowane jako odpowiadające herezji i podlegające ekskomunice, co powodowało objęcie ich jurysdykcją inkwizytorów. Było to po tym jak król Francji Filip Piękny oskarżył o przyzywanie diabła templariuszy a w roku 1315 oskarżono o czary jego bliskiego zaufanego – de Marigny’ego. W trakcie samego pontyfikatu Jana XXII, w roku 1317 pojawiły się oskarżenia o planowanie zamachu na życie papieża przez biskupa Cahors – w grę miała wchodzić nie tylko naturalna trucizna ale również tajemne praktyki nad przedstawiającą papieża lalką z wosku.
Jeden z najbardziej znanych inkwizytorów owego okresu, działający na trudnym terenie wspomnianej Tuluzy, Bernard Gui w swoim podręczniku dla inkwizytorów nazwanym Praktyką inkwizycji heretyckiej nieprawości, o zabobonach oczywiście wspomninał, umieszczając przydatne formuły przepytywania czarnoksiężników i wróżbitów, którzy w ten czy inny sposób przywoływali demony bądź udawali że to czynią, co sprzedawali magiczne mikstury i uroki, czy czynili zaklęcia nad wspomnianymi figurkami woskowymi, bądź, co gorsza, skradzionymi z kościołów Hostiami czy relikwiami. Inny znany XIV-wieczny inkwizytor, okresu po Czarnej Śmierci, Mikołaj Ejmeryk w swym Dyrektorium z roku 1376 potwierdzał spostrzeżenia Guidoniego odnośnie satanistycznych praktyk, przy czym czynił rozróżnienie na zwykłych wróżbitów, którzy nie przyzywali demonów i nie wyznawali herezji oraz czarowników, którzy się tym zajmowali. Ejmeryk opisywał w swym dziele różne metody przyzywania demonów: poprzez obietnicę posłuszeństwa i oddawania czci demonom, poprzez przyzywanie ich by poznać przyszłość albo wykorzystać w innym celu, czy też poprzez pomieszanie ich imion z imionami świętymi. Za błąd uznawał natomiast przekonanie zajmujących się czarami że można dzięki magii złamać wolną wolę człowieka. Opisywał również liczne konfiskaty ksiąg z zakresu czarnej magii, w tym tzw. Księgi Salomona opisującej składanie ofiar i modlitw demonom. Zdemaskował jednego z ich autorów – marrano: Rajmunda z Tarragony, który konwertował i wstąpił do dominikanów by pod przykrywką parać się pisaniem kompediów z czarnej magii. Inkwizycja działała zatem ale płonęły raczej stosy z księgami niż czarownicami.

VII. Początek owej wielkiej, zasygnalizowanej na wstępie fali rozpraw z praktykującymi magię upatruje się w Niemczech, pod koniec XV wieku kiedy to opublikowano sławny dziś Młot na czarownice czyli Malleus malleficarum. Dzieło ojca inkwizytora Heinricha Kramera obszernie cytowało Akwinatę a w opisie przypadków praktycznych – traktat z lat 30-tych tegoż stulecia Mrowisko (Formicarius) pióra niemieckiego dominikanina Johanna Nidera oraz XIV-wieczne wywody proceduralne z Dyrektorium – podręcznika dla inkwizytorów Mikołaja Ejmeryka. Sam Kramer wkrótce popadł konflikt z miejscowymi współbraćmi z zakonu dominikanów oraz biskupem Bressanone (Brixen), a Malleus został dość krytycznie przyjęte w innych krajach m.in. ostrzegała przed nim utworzona w roku 1478 Inkwizycja Hiszpańska, w latach 1521-76 nie był w ogóle wydawany, a potem przyćmiły go traktaty protestanta Bodina i jezuity Delrio. Sam Kramer wyjechał z Niemiec i po pobycie w Wenecji, żywot skończył na Morawach. Jak się wskazuje, działalność inkwizytorów niemieckich znalazła oparcie w dokumencie z Rzymu, gdy, w roku 1484 papież Innocenty VIII w bulli Summis desiderantes affectibus (którą Kramer zamieścił w swoim dziele), wymienił zakazane czarnoksięskie praktyki, w tym m.in. czynienie szkody w bydle i płodach rolnych, powodowanie poronień u kobiet i zwierząt, powodowanie chorób. A, ściślej rzecz ujmując, Innocenty podsumował w owej bulli doniesienia z górnych Niemiec, w tym obszarów diecezji mogunckiej, kolońskiej, trewirskiej, salzburskiej i bremeńskiej, wedle których „wiele osób obu płci, nie zważając na swe własne zbawienie i porzucając wiarę katolicką, oddaje się do dyspozycji diabłom i poprzez zwe zaklęcia, uroki, czary oraz inne ohydne przesądy i wróżbiarstwo, wykroczenia, zbrodnie i występki”, wyrządzając szereg szkód na duszy i ciele oraz w majątku bliźnich. Jak pisze Ludwik von Pastor w swojej Historii papieży (vol. 5, tł. za wyd. angielskim): „wszelkie dowody pokazują że na długo przed bullą Innocentego VIII, wierzenia w czary utrzymywały się w Niemczech (…) Choć nie było wówczas tak wiele egzekucji jak później, jest jasne że procesy o czary miały miejsce na długo przed bullą z roku 1484. Jednakże zwykle w takie procesy ingerowały władze świeckie, podczas gdy w procesie prowadzonym przez Inkwizycję, współdziałanie władzy świeckiej następowało dopiero po zakończeniu procesu (…) Bulla nie zawiera jakichkolwiek dogmatycznych stwierdzeń na temat czarów. Zakłada możliwość demonicznego wpływu na istoty ludzkie, co Kościół zawsze utrzymywał, lecz nie rości sobie autorytetu dogmatycznego do oceny poszczególnych spraw jakie miały miejsce w owym momencie (…) Bulla nie wprowadzała żadnego nowego elementów do dotychczasowych poglądów na temat czarów. Absurdem jest wskazywanie że stanowiła powód okrutnego postępowania wobec czarownic, skoro widzimy już w Zwierciadle saskim [spis świeckiego niemieckiego prawa zwyczajowego z 1 poł. XIII w. używanego również na ziemiach polskich] że spalenie żywcem stanowiło sankcję karną dla czarownicy. Jedyne co uczynił Innocenty VIII to potwierdzenie jurysdykcji inkwizytorów nad tego typu sprawami.”
Czarami zajmowali się zatem również sędziowie świeccy – w 1 połowie XV wieku sędzia z Delfinatu Tholosan napisał traktat O błędach magików i czarownic opisujący procesy związane z czarami jakie prowadził w regionie. Renesansowy kodeks karny cesarstwa z roku 1532 – Constitutio Criminalis Carolina, przyjęty na sejmach Rzeszy w Augsburgu i Ratyzbonie, także uznawała czary szkodzące ludziom (§ 109) za przestępstwo karane spaleniem na stosie: „Jeśli ktoś przy sprawowaniu czarów wyrządzi ludziom szkodę lub jakąś krzywdę podlega karze śmierci przez spalenie. Natomiast za samo zajmowanie się czarami, należy karać stosownie do okoliczności i charakteru czarów…”. Owa penalizacja i uznanie czarów za przestępstwo nie powinna dziwić i oburzać tych, którzy dziś chcą karać za tzw. mowę nienawiści. Co do samej kary – kara śmierci poprzez spalenie nie była zastrzeżona jedynie dla opisanych czarów, np. § 116 Caroliny przewidywał analogiczną karę za akty przeciw naturze, w których człowiek oddaje się rozpuście ze zwierzęciem bądź mężczyzna z mężczyzną, lub niewiasta z niewiastą. Oczywiście Carolina sankcjonowała użycie tortury jako środka procesowego, choć poddawała go ograniczeniom. W proceduralnym przepisie § 52 określono sposób postępowania z podejrzanym o czary (tł. za: https://pages.uoregon.edu/dluebke/Witches442/ConstitutioCriminalis.html#Sorcery%20questions): „jeśli ktoś przyznaje się do czarostwa, powinien zostać również rozpytany o powody i okoliczności (jak wyżej) a ponadto jak, kiedy i gdzie czary miały miejsce – przy użyciu jakich słów lub czynów. Ponadto, jeśli badana osoba oświadczy że ukrył lub zatrzymał coś co miało spowodować owe czary, wówczas należy podjąć próbę znalezienia tego. Jeśli jednakże pomienione czary zostały popełnione przy użyciu innych rzeczy poprzez słowo lub czyn, wówczas rzeczy te również powinny zostać przebadane czy nie są poddane czarom. Osobę tę należy również zapytać od kogo pobrała nauki tychże czarów i jak do nich doszło, oraz czy stosowała owe czary przeciw większej liczbie osób, przeciw komu i jaka szkoda została wyrządzona.” W niektórych krajach niemieckich sankcje były jeszcze ostrzejsze – np. w Saksonii, którą rządził luterański elektor August w roku 1572 wprowadzono karę spalenia na stosie za jakikolwiek rodzaj czarów. Oczywiście, i tu prawo dopuszczało uzyskiwanie przyznania się do winy poprzez stosowanie tortury. Wiodącą rolę w apogeum procesów miały odegrać właśnie świeckie sądy, przy czym, jak się uważa tam gdzie stosowano Carolinę, w tym wynikające z niej ograniczenia dotyczące tortur brak było nadużyć na masową skalę. Prawo przeciw czarom z sankcją kary śmierci istniało również w innych krajach np. w protestanckiej Anglii i Szkocji (której król Jakub VI, późniejszy król Anglii napisał traktat Demonologia). Jak pisze M. Bailey w Historical Dictionary of Witchcraft: „kiedy polowanie na czarownice zaczęło wzrastać ponownie w 2 połowie XVI wieku, za znaczącą większość procesów o czary w Europie odpowiadały sądy świeckie. Jedynymi znaczącymi wyjątkami były Hiszpania i Włochy, gdzie wiele spraw było podległe odpowiednio Hiszpańskiej i Rzymskiej Inkwizycji. Warto zauważyć że ściganie czarownic było znacznie mniej surowe w owych regionach, z mniejszą całkowitą liczbą procesów per capita i znacząco mniejszą liczbą egzekucji niż w wielu krajach północy.”

VIII. W XVI wieku trwał zamęt i napięcia w Niemczech spowodowane buntami chłopskimi i konfliktami religijnymi po wystąpieniu Lutra. Jak pisał H. Heine, „reformacja” stworzyła w Niemczech swoistą próżnię, w której przestano wierzyć w świętych i opowieści o nich, natomiast nie przestano wierzyć w zaklęcia i siły demoniczne: „Luter nie wierzy już w katolickie cuda, lecz nadal wierzy w moc diabła. Jego ‚mowy stołowe’ są pełne osobliwych anegdot o sztuce diabelskiej, koboldach i czarownicach. W swej udręce często uważa że zaangażował się w walkę z diabłem osobiście. W Wartburgu, gdzie tłumaczy Nowy Testament, był tak niepokojony przez diabła że rzucił w jego głowę kałamarzem.” Ekstrema takie jak komuna anabaptystów w Munsterze (1534-35) powodowały nawet sojusze między katolikami a luteranami w celu ich wyeliminowania. W kręgach arystokratycznych zresztą często decyzja o przynależności wyznaniowej miała charakter pragmatyczny – np. w księstwie elektorskim Kolonii arcybiskupi von Wied (zm. 1546) i von Waldburg (zm. 1583) przeszli po pewnym okresie protestantyzmu tajonego na otwarty. Bywały przypadki że księża katoliccy byli oskarżani o czary, np. Franciszek Salezy został pomówiony przez kalwinistów z Thonon nad Jeziorem Genewskim o… udział w sabacie.
Ponadto, jak należy podkreślić XVI wiek to rozkwit okultyzmu – czas popularności żydowskiej Księgi Abramelina z wskazówkami jak wezwać i związać dwunastu właców oraz książąt piekieł, obrony sztuki Kabały przez Reuchlina (przez którego prowadzona wojna propagandowa o Talmud poprzedzała tę Lutra), a także pierwowzoru doktora Fausta i sekretarza cesarza Maksymiliana I – Heinricha Korneliusza Agryppy (zm. 1535) – autora traktatu „O filozofii okultystycznej” ze szczegółowymi rozważaniami na temat przyzywania złych duchów. Wiek Nostradamusa i okres rządów miłośnika okultyzmu cesarza Rudolfa Habsburga, u którego gościł tajemniczy John Dee ze swym medium Kelleyem, którego asystentem w eksperymentach alchemicznych był znany nekromanta Leonard Vychperger von Erbach a którego nikt na stos nie zamierzał posyłać, być może wobec widocznych objawów szaleństwa. Jeśli popatrzymy na ten rozkwit okultyzmu, a nadto wsłuchamy się w opowieści o krokach, broniącego kabalistycznych okultystów, golema przemierzającego ulice Pragi (nie zapominając o Janie Twardowskim czy też Johanie Durze) zrozumiemy bardziej atmosferę czasów, w których donos i zeznanie o działalności w okolicy grupy czarownic, zwłaszcza gdy towarzyszyły mu stwierdzone ofiary w mieniu, żywinie lub ludziach traktowano poważnie, nierzadko aż za poważnie.

Cesarz Rudolf – portret alchemiczny

IX. W roku 1638 wojna trzydziestoletnia, podczas której kraje niemieckie zostały straszliwie spustoszone, zaś lokalne łowy na czarownice utonęły w ogólnej powodzi krwi. W międzyczasie pojawiły się głosy takie jak jezuity Fryderyka von Spee, który w swojej Cautio Criminalis (1631 – Ostrożność w sprawach kryminalnych) przestrzegał przed nadużyciami jeśli chodzi oskarżenia i procesy, w tym stosowanie tortury. Spotykamy i inne głosy, np. jezuita Martin Delrio w swoim teoretycznym (Delrio nie działał nigdy jako inkwizytor) traktacie z końca XVI wieku Disquisitionum Magicarum piętnuje poglądy Korneliusza Loosa, który po procesach w diecezji trewirskiej wystąpił przeciw nim. Delrio cytuje in extenso wyparcie się przez Loosa przed notariuszem błędnych w ocenie biskupa Trewiru tez takich jak np. kwestionowanie zdolności przemieszczania się czarownic w powietrzu czy też wykorzystywania przez czarownice w magicznych rytuałach krwi ludzkiej. Jak wynika z tekstu owego odwołania błędów Loos próbował sprowadzić złoczynienie czarownic do sytuacji wywoływania śmierci poprzez użycie naturalnych trucizn, podważał również „istnienie czarownic, które odrzucają Boga, oddają cześć diabłu, sprowadzają z pomocą diabelską burze i czynią inne rzeczy a wszystkie te rzeczy to ułuda” Odwołanie błędów obejmowało również m.in. tezę że „nie istnieje ani nie może istnieć umowa między diabłem i istotą ludzką” oraz że „pochopne jest twierdzenie że to co diabły czynić mogą, mogą czynić czarownice z ich pomocą.” Jeśli oburzenie dziś może budzić fakt iż Loos miał odwoływać tezę kwestionującą loty czarownic (na których istnienie, podobnie jak sabatów, Delrio przywoływał relacje domniemanych świadków), to już np. odrzucenie a priori możliwości wykorzystywania w rytuałach krwi ludzkiej należy uznać za zbyt daleko idące. W każdym razie, w wybuchowej atmosferze końca XVI wieku w Niemczech opozycja i sceptycyzm Loosa były uważane bardziej za głos nierozsądku niż przeciwnie. Samo wspomniane, wydane w roku 1599 dzieło Delrio zawierało podkreślenie że herezja, nie mogąc wrócić do źródła – prawdy, od którego odeszła, zwykle ulega degeneracji w magię i ateizm a magia następuje po herezji, jak zaraza po głodzie.

Reklamy

Przeł. Tąpadła (380) – znaki zielone – Pod Skalnem (420) – bez znaków i znaki czarne – Rozdroże koło Mysłakowa – bez znaków – Tąpadła – bez znaków – Przeł. Tąpadła (380). Długość: 8 km. Suma podejść: 200 metrów.

Trasę spaceru pokazano na mapie – w bardziej suchych warunkach można ją przedłużyć około dwukrotnie przez Mysłaków i Wiry na Szczytną oraz wracając na Tąpadła żółtym szlakiem przez Przeł. Jędrzejowicką. Ponieważ polne drogi jeszcze nie wyschły po zimie poniżej opisuję krótszy wariant. Z parkingu na Przeł. Tąpadła idziemy za znakami zielonymi i niebieskimi trawersem południowo-zachodnich stoków Ślęży, mijając kolejne skalne rumowiska.

Na trawersie Ślęży

Po pewnym czasie szlak niebieski odchodzi w prawo na Ślężę, natomiast znaki zielone przecinają podnóża osuwisk Skalnego. W momencie gdy się one zaczynają w lewo odchodzi w dół ścieżka na wykonany niedawno wyrąb. Możemy się nią skierować albo nadrobić około kilometr bardziej wygodnym wariantem drepcząc prosto duktem aż do najbliższego rozdroża i schodząc traktem w lewo za znakami ścieżki rowerowej.

Śnieżka, Źródlana Góra, Lasocki Grzbiet oraz Kotły Małego i Wielkiego Stawu z przecinki pod Skalnem

Przecinka ta położona jest na tyle dogodnie że rankiem przy dobrej widzialności umożliwia bardzo ładne obserwacje niezbyt bliskich Karkonoszy – od Śnieżki po Szrenicę. Jak widać wyżej wczoraj (sobota) trafiliśmy na bardzo dogodne warunki jeśli chodzi o przejrzystość – oczywiście w ciągu dnia się pogarszały.

 

Panorama spod Skalnego: Karkonosze, Pogórze Wałbrzyskie, Masyw Trójgarbu i Świdnica / Zbliżenie na Smogornię i Mały Szyszak

Świdnica prezentowała się niemal jak Jelenia Góra na tle Śnieżnych Karkonoszy, przed którymi w charakterze forpoczty występował Trójgarb z nowo wzniesioną wieżą widokową. Po lewej standardowo Chełmiec, ale on zwykle i tak dobrze jest widoczny.

Świdnica pod Karkonoszami / Chełmiec spod Skalnego

Wspomnianą wyżej przecinką albo wariantem dłuższym dochodzimy do stokówki poniżej gdzie czeka na nas kolejna widokowa przecinka.

Jeszcze jedno zbliżenie na Śnieżkę / Borowa i Rybnicki Grzbiet spod Skalnego, bliżej Klasztorzysko


 

Panorama Karkonoszy ze szlaku rowerowego

Przecinka ta ma to do siebie że widok jest jeszcze szerszy i obejmuje Sudety od Gór Sowich przez Wzgórza Kiełczyńskie aż po Góry i Pogórze Kaczawskie. Odpowiada zatem najciekawszej części panoramy z wieży widokowej na Ślęży a nie trzeba tak wysoko się drapać.

Na szlaku rowerowym pod Skalnem

 

Karkonosze i Świdnica ze stokówki pod Skalnem

Teraz będziemy się kierować w stronę widocznego na dole, u podnóży Mysłakowa. Możemy to uczynić idąc prosto do szosy (krótszy wariant), albo na potrójnym rozdrożu skręcić w prawo, na szlak czarny. W momencie gdy dojdzie on do poprzecznej drogi należy skręcić nią w lewo i po kilkuset metrach w drogę w prawo, wychodzącą na widoczne rozległe pola.

Widok na Mysłaków / Wyjście na pola nad Mysłakowem

Ich skrajem biegnie droga z Sadów, którą idziemy w lewo, oglądając znów ładne widoki. Po prawej przesuwają nam się Góry Wałbrzyskie (od Borowej po Trójgarb) i Karkonosze.

Pola nad Mysłakowem

Na wprost przybliża się ku nam Szczytna we Wzgórzach Kiełczyńskich.

Nad Mysłakowem

Dochodzimy do szosy Przeł. Tąpadła – Sady i kierujemy się nią w prawo do najbliższego zakrętu. Na tym odcinku wabił nas klangor żurawi, które lubią przeciągać tędy, omijając Ślężę. Niestety uciekły zanim dotarliśmy na miejsce „strzału” z aparatu.

Wyjście na szosę Przeł. Tąpadła – Sady

Idąc szosą zostawiamy w tyle urwiska Skalnego i kopę Raduni. Przy wspomnianym łuku zostawiamy asfalt i kierujemy się prosto, polną drogą wiodącą wprost do Mysłakowa.

 

Ślęża i Radunia z szosy Sady – Przeł. Tąpadła

Nie dochodzimy jednak do wioski, lecz w miejscu, gdzie pojawia się asfaltowa droga w lewo wędrujemy nią, znów zbliżając do głównych kulminacji Masywu Ślęży.

 

Ślęża z drogi do wsi Tąpadła / Masyw Raduni z drogi do Tąpadeł

Przed laskiem asfalt się kończy, przekraczamy mostkiem niewielki potok i krótko wznosimy na skarpę na granicy kolejny pól. Droga wiedzie prosto między nimi lekko pod górę. Po obu stronach znów pojawiają się widoki – z lewej Radunia i Ślęża, z prawej – ponownie perspektywa sięga odległych Karkonosz.

Widoki z drogi do wsi Tąpadła: Radunia / Chełmiec i Karkonosze

Panorama z drogi do Tąpadeł

Wieś Tąpadła osiągamy przy willi Barysiówka i wkrótce dochodzimy do głównej szosy z Przeł. Tąpadła do Wirów. Przecinamy ją i kierujemy się drogą lekko w lewo, do góry, mijając luźną zabudowę.

Widok z wsi Tąpadła na Ślężę / Radunię

Stopniowo wznosimy się ku granicy lasu, a w tyle znów rozszerza się panorama, obejmując masyw Wielkiej Sowy, Wzgórza Kiełczyńskie i rejon Świdnicy po Karkonosze.

 

We wsi Tąpadła – na wprost Radunia

Od granicy lasu kierujemy się cały czas prosto, jednostajnie pod górę, dochodząc wreszcie przy jednym z ramion Raduni do szlaku żółtego z Przeł. Jędrzejowickiej, którym prosto, po chwili wychodzimy na skraj polany z parkingiem na Przeł. Tąpadła, gdzie zaczynaliśmy nasz spacer.

Pod Radunią

 

 

Odwilż

Odwilż na stawach polega na tym że każdy trzyma się kurczowo kawałka ustępującego lodu…

Tam gdzie jest grubszy tworzy się skomplikowana krzyżówka…

Między pospolitymi kaczuchami przemykają tracze nurogęsi…

Licznemu towarzystwu bacznie przypatrują się bieliki…

W tłumie przepychają się aroganckie gęgawy…

Ten i ów spogląda niespokojnie za swój ogon…

W ciepłym zaciszu za Baryczą zgromadziła się grupa czapli białych i siwych oraz para żurawi.

Tymczasem na Stawie Słonecznym przybywa nurogęsi – zebrało się ładne stadko, prawie dwadzieścia sztuk.

Nieco dalej gęgawy tworzą jakąś kompozycję na pięcioliniach lodu…

Górą przeciągają gęsi zbożowe i białoczelne…

Na Grabownicy para łabędzi zakrzyczała cały staw…

Jednak ciekawsze rzeczy dzieją się w głębi, jakiś kilometr od brzegu…

Łabędzi to jednak nie rusza…

uff… to już ostatni z dziewięciu bielików. Udało się przejść mimo…

Słońce dość szybko znika za chmury przy prędkim południowym wietrze i na Stawie Słupickim Starym odnajdujemy już tylko przedwiosenną szarość-burość.