Anioł ze Śląska

Kto nieba nie zdobywa w szturmie i pogoni,

nie godzien by go Stwórca tarczą swą osłonił.

(A. Silesius)

W grudniu Roku Pańskiego 1624, we Wrocławiu przyszedł na świat w rodzinie luterańskich migrantów z Królestwa Polskiego mały Johannes Scheffler. Jego ojciec Stanisław, krakowski mieszczanin, który w roku 1597 otrzymał za udziały w wojnach jakie prowadziła Rzeczpospolita szlachectwo, w roku 1618 postanowił się przenieść do Wrocławia. Przypuszczalnie pragnął spokoju, lecz trafił na początek burzy – właśnie, powstaniem w Czechach, w którego wybuchu maczały palce międzynarodowe kręgi, rozpoczynała się długa i krwawa, mająca wyniszczyć i Śląsk wojna trzydziestoletnia. W Boże Narodzenie roku 1624 syn Stanisława został ochrzczony. Chrztu udzielił mu protestant, co jednak, mimo iż był to okres intensywnych starć na polu propagandae fidei między katolikami a duchowymi potomkami doktora Marcina Lutra, nie oznaczało samo przez się że chrzest ów według tych pierwszych nie jest ważny. Pół wieku wcześniej Sobór Trydencki obłożył anatemą tych, którzy twierdzili że chrzest udzielany przez heretyków w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, z intencją czynienia tego, co czyni Kościół, nie jest prawdziwym chrztem.

Matką małego Jana była wrocławianka, dwudziestokilkuletnia Maria Hennemann, córka lekarza nadwornego cesarza Rudolfa II, która potem dała Stanisławowi jeszcze dwójkę dzieci. Same działania wojenne omijały Wrocław, lecz doprowadziły do spustoszenia regionu. W roku 1637 zmarł ojciec Jana. Od kwietnia roku 1639 Jan kształcił się w prowadzonym przez luteran wrocławskim gimnazjum świętej Elżbiety. W maju tego samego roku zmarła jego matka. W roku 1643 wyjechał po dalsze nauki na zachód, do uczelni w Strasburgu, a potem w Lejdzie – w protestanckiej części Niderlandów, gdzie studiował medycynę i prawo. W roku 1647 znalazł się w cenionej przez przyszłych lekarzy Padwie, gdzie na uniwersytecie uzyskał tytuł doktora filozofii i medycyny. Padwa w katolickiej Italii, szczyciła się miejscem pochówku znanego franciszkańskiego Portugalczyka, zmarłego w roku 1231, świętego Antoniego, zwanego „doktorem ewangelicznym” i „młotem na heretyków”, choć on sam z miastem był związany dopiero od roku 1226, kiedy to został prowincjałem zakonu braci mniejszych w północnej Italii. W tymże też mieście Jan przypuszczalnie nawiązał pierwsze kontakty z katolikami w kwestii wiary. W roku 1648, gdy kończyła się wreszcie wojna trzydziestoletnia, zakończył studia w Padwie wspomnianym podwójnym doktoratem i wrócił do Wrocławia, gdzie kontynuował swoje duchowe poszukiwania. Już podczas studiów w Holandii, azylu najróżniejszych, najbardziej radykalnych sekt, zapoznał się z twórczością celebrowanego w kręgach różokrzyżowców, Jakuba Boehme, którego pisma wydano w roku 1642, w Amsterdamie. Tym razem nawiązał kontakt z również inspirującym się poglądami filozoficznymi szewca ze Zgorzelca – Danielem Czepką.

W związku ze swym medycznym wykształceniem, w listopadzie roku 1649, przy pomocy swego szwagra – Tobiasza Bruecknera, Jan Scheffler znalazł posadę na dworze pana na Oleśnicy – księcia Sylwiusza Nimroda, zagorzałego protestanta. Posada wiązała się z roczną pensją w wysokości 175 talarów i prawem do prowadzenia prywatnej praktyki w granicach księstwa. Podczas pobytu w Oleśnicy Scheffler poznał blisko 60-letniego przyjaciela Czepki Abrahama von Franckenberga z Ludwigsdorfu (obecnie Bystre), który podobnie, jak Scheffler przebywał przed zakończeniem wojny trzydziestoletniej w Holandii, biorąc udział w wydaniu dzieł Boehmego i oprócz medycyny, wykazywał zainteresowanie kabałą i gnozą. Pod koniec roku 1649 wrócił na Śląsk z Gdańska. W swoich synkretycznych koncepcjach podkreślał że nie identyfikuje się z żadną religią, ale ze wszystkimi, zaś Bóg nie jest Bogiem żydów czy chrześcijan, ale również pogan i wszystkich ludów. Można zatem powiedzieć że był pionierem dzisiejszego tak zwanego „ekumenizmu” czy też wcześniej przyjętej przez wolnomularstwo koncepcji łączenia religii we wspólnym wysiłku na rzecz ludzkości. W roku 1652 całe towarzystwo inspirujące się Boehmem, Kasparem Schwenkfeldem i innymi tego typu „mistykami”, książę oleśnicki połączył w świeżo zawiązany Zakon Trupiej Głowy. W tym samym roku, w czerwcu Franckenberg zmarł, przekazując Schefflerowi swoje zbiory biblioteczne. Ten uczcił śmierć przyjaciela elegią.

Okres ów okazał się kluczowy w życiu Schefflera – w grudniu 1652 roku powrócił do Wrocławia, opuszczając księstwo oleśnickie i podjął decyzję o konwersji na katolicyzm. Jak się wydaje, sporą rolę w jego nawróceniu odegrał kontakt z katolicką mistyką świętego Jana od Krzyża oraz żyjącego w 2 połowie XVI stulecia franciszkanina ojca Juana de los Angeles (od Aniołów), autora dzieła Triumf Miłości Bożej, zresztą kontynuatora tradycji duchowej karmelity, obszernie cytującego jego dzieła. W przedmowie do swego zbioru poetyckiego wymienia także św. Augustyna z Hippony, św. Bernarda z Clairvaux, XV-wiecznego kartuza z Niderlandów Dionizego, XVI-wiecznego benedyktyna Ludwika z Blois (Blosiusa) oraz współczesnego jezuitę Maksymiliana z Sandt, polemizującego m.in. z kalwinistami twórcę leksykonu o teologii mistycznej.

Dnia 12 czerwca 1653 roku, w niedzielę Oktawy Wniebowstąpienia Pańskiego, w kościele świętego Macieja, przy którym znajdował się szpital Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą a w którego ogrodzie znajduje się dziś poświęcony naszemu bohaterowi pomnik, złożył publicznie katolickie wyznanie wiary. Na Bierzmowaniu, którego mu udzielono obrał imię Angelus – Anioł, do którego w późniejszych utworach literackich przybrał przydomek Silesius czyli Śląski.

Podkreśla się walory poetyckie jego tchnących mistyką dzieł, sugeruje afiliacje „różokrzyżowe” i koniunkturalne motywy przyjęcia katolicyzmu, które dało mu honorową godność lekarza cesarskiego (1654) czy marszałka dworu nowego biskupa wrocławskiego, Sebastiana von Rostock (1664-1666), czy też nawet kwestie osobiste – to jest brak zgody na wydanie sporządzonej przez niego antologii cytatów z mistyków przez oleśnickich luteran (ściślej – nadwornego kaznodzieję i zarazem cenzora Christofa Freitaga).

Jednakże, pisma Angelusa wskazują że mocno przylgnął do Kościoła Katolickiego, w roku 1661 wstępując do zakonu franciszkanów oraz przyjmując, w Nysie (29 maja) święcenia kapłańskie. Obok liryki Anioł Ślązak parał się bowiem prozą – utworami apologetycznymi. Już w roku 1653 wydał w języku niemieckim autobiograficzną broszurę Dokładne przyczyny i motywy, dlaczego odstąpił od luteranizmu i opowiedział się za Kościołem katolickim, w której wytykał błędy protestantyzmu (m.in. nową ewangelię i religię Lutra, która nie posiada żadnego pewnego i mocnego fundamentu, atak na życie zakonne, tłumaczenie Pisma według własnego widzimisię przez wyznawców owładniętych nadzwyczajną pychą, atakując ojców, doktorów i świętych Kościoła), jak również osobiste problemy Lutra – człowieka pozbawionego świętości, mające wpływ na jego publiczne wystąpienia, z drugiej strony zaś podkreślał apostolską sukcesję Kościoła. Świadectwo owo uznano za na tyle wartościowe, że jezuici dokonali jego przekładu na łacinę i w tym języku wydali, w morawskim Ołomuńcu. W tym samym roku 1653 zebrał w Nysie synod diecezjalny wrocławski celem omówienia działań zmierzających do odbudowy Kościoła na Śląsku. Działalność apologetyczna była jak najbardziej pożądana. Na swój sposób tekst docenili również protestanci – dwa lata później w Jenie ukazała się Veritas religionis Lutheranae defensa sive breve examen argumentorum, stanowiąca odpowiedź na świadectwo Silesiusa. W roku 1656 Silesius odbył z Wrocławia pielgrzymkę do sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy – w charakterystyczny sposób – z krzyżem w jednej ręce, pochodnią w drugiej i cierniowym wieńcu na głowie.

Najbardziej znane utwory poetyckie Angelusa – krótkie epigramy wydało po raz pierwszy w roku 1657,  w Wiedniu, oczywiście ze stosownym Imprimatur, Towarzystwo Jezusowe, wówczas pod tytułem Przemyślne rymy pełne znaczenia (w kolejnej, powiększonej o VI „księgę” edycji kłodzkiej, wydanej w roku 1675 przy pomocy opata krzeszowskiego Rosy: Pątnik anielski czy też wierniej – Cherubowy Wędrowiec). Swój zbiór poezji autor zadedykował: Wiecznej Mądrości – Bogu. Można się zastanawiać nad tym jak jezuicka cenzura przepuściła strofy zawierające tak śmiałe sformułowania jak „Bóg to najczystsze nic” czy „Bóstwo to nic i mniej niż nic”. Najbardziej przekonująca odpowiedź jest taka że, zgodnie z intencją twórcy, odczytała je jako „dziwne paradoksy” pokazujące ułomność skończonego człowieka próbującego poznać i opisać nieskończonego Boga – jak pisał Silesius w przedmowie „niewyczerpaną Krynicę i pierwotne Źródło wszelkiej mądrości” przy pomocy rozumu, a jednocześnie próbującego oddać swoje odniesienie do Boga i z Nim zjednoczenie. Albowiem, wedle mistyków,  lekarstwem na ludzką ułomność jest właśnie przebóstwienie – przyjęcie nadprzyrodzonej mądrości Bożej oraz zjednoczenie człowieka z Bogiem. Na odwrocie ryciny otwierającej XVII-wieczne wydanie znajduje się epigram rozpoczynający się od słów: Człowiek patrzy na Boga, zwierzę – na ziemię…” I księgę otwiera z kolei epigram „Niech twoja dusza będzie czystością złota czysta / I mocą skały mocna, przejrzysta jako kryształ” zawierający wskazówkę do poznania Boga. Przedmiot i podmiot swych strof objaśnia sam Ślązak w przedmowie: „Skoro tylko człowiek osiągnie takie doskonałe zrównanie z Bogiem, że stanie się jednym duchem z Bogiem i jednością z nim i uzyska w Chrystusie całkowite dziecięctwo bądź synostwo, to będzie tak wielki, tak zasobny, tak mądry i potężny jak Bóg (…). Stąd też nie mówi autor zbyt wiele, kiedy n. 14 powiada w osobie takiego człowieka: jak Bóg bogaty jestem; albowiem kto ma Boga, ten ma z Bogiem wszystko, co ma Bóg.”  Zastrzega się też Scheffler „i niech będzie tu wiadome raz na zawsze że wcale autor nie żywi opinii iż dusza ludzka utraci czy powinna utracić swą naturę i zostać przemieniona przez ubóstwienie w Boga”. Cytuje cystersa Bernarda z Clairvaux – Doktora Miodopłynnego o prologu Ewangelii Jana i mocy stania się dziećmi Bożymi oraz franciszkanina Bonawenturę – Doktora Serafickiego „Drogę duszy do Boga„: „Jeśli chcesz wiedzieć jak te rzeczy mogą się wydarzyć, zapytaj łaski nie uczoności, pragnienia, nie rozumienia, jęków modlitwy, nie staranności w czytaniu, Oblubieńca nie nauczyciela, Boga, nie człowieka…” I dalej z dzieła cystersa o miłowaniu Boga: „Jak maleńka kropelka wody, wlana do wielkiego naczynia z winem rozpływa się w nim bez śladu, przyjmując jego smak i kolor, jak kawałek żelaza wrzucony do ognia, traci swą postać i staje się ogniem; jak powietrze pod działaniem promieni słońca nie tylko jest przejrzyste, ale samo staje się światłem – podobnie ziemskie uczucia świętych w nieprzenikniony sposób rozpłyną się i złączą niepodzielnie z wolą Bożą. W przeciwnym razie jakżeby ‚Bóg był wszystkim we wszystkim’ (1 Kor 15,28), gdyby w człowieku zostało cokolwiek z człowieka?” Przedmowę wieńczy Ślązak słowami: „O mój Boże, gdybym nie wierzył żeś prawdziwy, nie uwierzyłbym że może istnieć kiedykolwiek taka relacja między mną a tobą – niezrównanym majestatem. Jednak, ponieważ przemówiłeś, pragniesz mnie poślubić na zawsze, mogę jedynie zdumiewać się nad tą nadprzyrodzoną łaską… z sercem pochodnym i duchem stałym.” Oczywiście, jak w poezji bywa, niektóre epigramy i zawarty w nich sposób wyrażenia myśli – metafory, parabole, hiperbole czy paradoksy są celne, inne mniej. Warto wspomnieć że to ze zbiorku Silesiusa pochodzi spopularyzowany w Polsce przez Adama Mickiewicza bon mot „Bożonarodzeniowy”: „Na próżno narodził się Chrystus w betlejemskim żłobie / Jeśli nie narodził się w tobie.” W tym samym 1657 roku ukazał się także zbiór Święta radość duszy albo duchowe pieśni pasterskie, zawierający ponad dwieście hymnów nabożnych, z którego do polskich kościołów trafiła pieśń Jezu, Jezu do mnie przyjdź (oryg. Jesu, komm doch selbst zu mir). Tom zadedykował Silesius „Jezusowi Chrystusowi, Najcudowniejszemu ze wszystkich ludzkich dzieci, Królowi, Bogu, początkowi i końcu wszelkiej miłości, jedynemu celowi i celowi wszystkich zanurzonych w miłości serc (…), najbardziej niegodny miłujący Jan Anioł.” W dalszej części biada na temat głupców – poetów, którzy oddają swe serca i zmysły rzeczom doczesnym. Życzliwe uwagi wobec dzieła wyraził wspomniany już ks. Sebastian von Rostock, który przyczynił się do tego że zostały opublikowane w Wiedniu.

Z Sebastianem von Rostock, synem rzemieślnika – powroźnika, Scheffler zawarł bliską znajomość kilka lat wcześniej. Ksiądz Rostock od roku 1633 był wikarym, a od roku 1635 proboszczem i rektorem seminarium w biskupiej Nysie, w niespokojnych czasach wojny trzydziestoletniej. W roku 1633, gdy w mieście panowała zaraza, w wyniku której zmarło około trzy tysiące osób, potrafił wchodzić po drabinie do opieczętowanych domów chorych by udzielać im posługi duchowej. W roku 1636 ponownie udzielał posługi ofiarom kolejnej zarazy. W czerwcu roku 1642, gdy miasto zajmowały wojska szwedzkie, pozostał na miejscu. Doszło wtedy do próby podpalenia miasta. Księdza, kanonika już wtedy Rostocka, wycofujący się Szwedzi wzięli do niewoli i zabrali aż do Szczecina. Po wojnie znalazł się w roku 1649 we Wrocławiu, gdzie został kaznodzieją przy katedrze i podjął starania zarówno o zapewnienie moralnego życia duchownych katolickich, jak i – jako wikariusz generalny od roku 1653 – o odzyskanie kościołów przejętych przez protestantów (łącznie przejął ich ponad 250), obsadzenia kapłanami wakujących parafii oraz zapewnienia katolickiego nauczania. Zadania te okazały się trudne i absorbujące – wielu duchownych przyjęło protestanckie zwyczaje – nie zachowywali celibatu, lekceważyli Mszę, wyznawali podejrzane poglądy. Podobnie, zbrojna eskorta przydzielona przez cesarza, z którą von Rostock podróżował po Śląsku, wypędzając ze świątyń luterańskich pastorów nie była w stanie zapewnić przychylności wiernych, których ci od dziesięcioleci nauczali. Wręcz przeciwnie. Rozpoczęła się zatem gorliwa walka o dusze, w której takie postacie jak Jan Scheffler mogły zaważyć na przekonaniu tego czy owego do konwersji. Von Rostock cechował się również zamiłowaniem do ksiąg. I to wspólne zamiłowanie, obok innych cech charakteru, scementowało zapewne przyjaźń między nim a Silesiusem.

Sam Jan Scheffler zaczął też wspierać finansowo wrocławskie inicjatywy kościelne – kościołowi św. Krzyża przekazał 200 talarów na poczęstunek dla ubogich oraz coroczne kazania we wtorek przed Popielcem, kolejnym datkiem wsparł wielkopostnych kaznodziejów w klasztorze klarysek oraz „dobre wino i białe pieczywo” dla tamtejszych zakonnic. Pojawiał się jako ojciec chrzestny ubogich dzieci w księgach parafialnych, co oznaczało zobowiązanie do ich duchowego i materialnego wspierania. Zaangażował się w Bractwo Różańcowe oraz wspierał powrót publicznych procesji mimo niechęci protestanckich władz miejskich. Obok liryk, jego duchowość dobrze uwidacznia zapisek poczyniony w roku 1660, poprzedzającym wstąpienie przez niego na drogę zakonną i kapłańską, właśnie na temat procesji: „1) Pragnę nieść krzyż przez miasto z koroną na głowie aby stać się jak Chrystus, który niósł Krzyż przez miasto z koroną z cierni na swej najświętszej głowie. 2) Abym mógł w ten sposób podziękować hrystusowi czynem za niesienie Krzyża dla mojego zbawienia. 3) Abym w ten sposób mógł być poniżany i pogardzany przez wszystkich ludzi i przed wszystkimi ludźmi, albowiem tego jestem wart, zaś Chrystus był poniżany i otoczony wzgardą z mego powodu; albowiem większość uzna mnie za głupca albo za chciwego honorów, jakbym w tej sprawie szukał jakiejś próżnej chwały i w ten sposób stracę większość poważania jakim mnie otaczano. 4) Abym w ten sposób mógł posłużyć za przykład wszystkim pobożnym ludziom. 5) Abym w ten sposób mógł pomóc w nawróceniu miasta i wszystkich, którzy ze mnie szydzą, co jest moim jedynym zamiarem. Niech będzie Bóg błogosławiony!” [cyt. za A. Silesius: Cherubic Wanderer (tł. JE Crawford Flitch, London 1932]. W roku 1661 cesarz uwzględnił prośbę Silesiusa i nakazał władzom miejskim aby nie sprzeciwiały się procesji. Odbyła się ona 22 sierpnia tegoż roku, pierwsza od 135 lat publiczna procesja katolicka we Wrocławiu. Kroczył w niej zarówno wikariusz Sebastian von Rostock, jak i Anioł Ślązak, już jako kapłan, niosąc krzyż i z cierniami na głowie. Kilka miesięcy później ksiądz Scheffler przewodniczył miejskiej procesji, niosąc monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Dalej parał się pisaniem. W roku 1663, w związku m.in. z trwającą od roku 1648 wojną turecko-wenecką o Kretę i oblężeniem Candii przez siły muzułmańskie napisał Przyczyny tureckiej inwazji oraz ciemiężenia ludu Bożego, w którym podkreślał że niewierni najpoważniej zagrozili światu chrześcijańskiemu po tym jak został on zwiedziony przez protestantyzm i powodu tegoż. Jak wskazywał – jedynym sposobem zwycięstwa nad Portą jest ponowne zjednoczenie świata chrześcijańskiego to jest powrót protestantów do Kościoła Katolickiego.

Kościół św. Jakuba w Nysie

Protestancka propaganda nie milczała, lecz atakowała konwertytę – polemistę ze wszystkich stron. Do władz cesarskich zaapelowano o zakazanie publikacji broszury o Turkach, wskazywano że obraził stany Rzeszy. Rozpowszechniano pogłoski że Silesius w swym papistowskim „fanatyzmie” spalił wszystkie książki otrzymane od von Franckenberga. W roku 1664 ukazał się pamflet „Wohlverientes Kapitel” skierowany przeciw Angelusowi, z karykaturą przedstawiającą go jako handlarza bibelotami i dewocjonaliami,  zatem w ocenie autorów – przedmiotami bezwartościowymi. Jak wspomniano wyżej, w tymże roku ks. Sebastian von Rostock został biskupem wrocławskim i mianował Angelusa mistrzem ceremonii na swym dworze. W roku 1666 ks. Scheffler zrezygnował z funkcji marszałka dworu i zamknął się w działającym przy kościele św. Macieja we Wrocławiu od XIII wieku domu szpitalnym fundacji zakonu Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą, który wówczas gościł także ubogich uczniów ze szkoły parafialnej. W latach 70-tych XVII stulecia przystąpiono do jego remontu i rozbudowy. Angelus żył przez kolejne lata niemal w zapomnieniu dla świata, modląc się, poszcząc, kontemplując i pracując – tworząc kolejne pisma teologiczne. Do roku 1675 napisał 55 traktatów i broszur polemicznych mających przekonać protestantów do powrotu na łono Kościoła Katolickiego. We wszystkich zaświadczał że Kościół Katolicki pozostaje jedynym depozytariuszem Prawdy Objawionej i doktryny Wiary. W tym samym roku 1675 wydano trzeci tom jego utworów lirycznych – Zmysłowe opisanie czterech rzeczy ostatecznych, to jest śmierci, Sądu, Nieba i Piekła oraz traktat o nauce Soboru Trydenckiego z cytowaniem z dzieł ojców Kościoła, w szczególności św. Augustyna, potwierdzających to nauczanie.

W czerwcu roku 1671 zmarł nagle przyjaciel księdza Schefflera biskup von Rostock. Został mu jednak jeszcze jeden poważny przyjaciel. Ojciec Bernard Rosa opatem klasztoru cysterskiego w Krzeszowie został w roku 1660 i energicznie przystąpił do dzieła jego odbudowy. Materialnej i duchowej. Korzystając ze sprawdzonego wzoru świeckich bractwa. w marcu roku 1669 założył Bractwo Świętego Józefa, do którego akces zgłosił również Angelus Silesius. Opat odwiedzał stolicę diecezji we Wrocławiu, a i ks. Scheffler przybywał do Krzeszowa z rewizytą. Podnosiła go tam na duchu pobożność ludowa, zwłaszcza przybywające pielgrzymki, ale i pokora opata, który szedł razem z nimi „pieszo całą drogę, przez wzgórza i doliny, pośród swych ubogich podopiecznych, modląc się i śpiewając razem z nimi oraz rozdając jałmużnę, tak iż szkoda że cały pochód nie został utrwalony w miedziorycie.”

W roku 1677 wydano w Kłodzku i Nysie, zbiór 39 wybranych tekstów apologetycznych Angelusa pod tytułem Eklezjologia albo opis Kościoła, przy pomocy opata Rosy, któremu ks. Scheffler dedykował we wstępie dzieło.   Sam tytuł zawiera nowe, nieznane dotąd określenie – z greki ekklesia i logos – opisanie Kościoła, naukę o Kościele. W wyniku powyższej aktywności do dziś niekatolickich czytelników dzieł lirycznych i apologetycznych Angelusa nurtuje swoisty dysonans poznawczy – interpretując jego poezję w oderwaniu od katolickiego kontekstu zdumiewają się zaświadczaniem przez ks. Schefflera prozą iż poza Kościołem Katolickim nie ma zbawienia. Nie dziwi zatem że pisał redaktor cytowanego już londyńskiego wydania poezji Angelusa we wstępie dla angielskich czytelników pisał: „musi być przygnębiające uświadomienie sobie że w czasie gdy Europa zaczynała odczuwać zmęczenie długimi i katastrofalnymi napadami gorączki religijnej nienawiści Angelus Silesius poświęcał wszystkie swe wysiłki by rozpalić na nowo ognie nietolerancji i prześladowań.” Nie dziwi że dziś akceptowany jest Silesius – poeta, czytający w młodości Boehmego, przyjaźniący się z wolnomyślicielem Franckenbergiem, który potrafił jakimś cudem zwieść nieopatrznych jezuitów, w tym dziekana wiedeńskiego fakultetu teologii Mikołaja Avancina, że wydali jego kwietystyczno-ezoteryczne liryki, odrzucany, nadmiernie agresywny Silesius apologeta, którego czyni się sztucznym, fanatycznym alter ego oderwanym od właściwej, świetlanej pierwszej postaci albo przypisuje tragedię półświadomego wciągnięcia w tryby tak zwanej Kontrreformacji drugiej połowy XVI wieku. Aprobowany Silesius Willa Peuckerta, nie – von Rostocka i opata Rossy. Ten nie umarły i żyjący w poezji, nie ten który zmarł w zapomnieniu świata, bo zmarł w klasztornej celi.  Niestety dla niektórych, ten ostatni, rzeczywisty Angelus nie jest postacią jaką chcieliby go widzieć, nie nadaje się zatem do grona męczenników tak zwanej wolnej myśli czy, jak kto woli, wolnomularskich idei, choć takie myślenie życzeniowe się pojawia. Cytując po raz kolejny wywody angielskiego tłumacza dla tamtejszych czytelników: „wydaje się jasne, że gdyby w momencie, w którym odrzucił i został odrzucony przez luteranizm, Angelus pozostałby wierny swemu sercu, podążyłby drogą prowadzącą do duchowej wolności, choćby miała prowadzić do samotności. Gdyby dożył tego Franckenberg, można przypuszczać że Kościół zostałby pozbawiony jednego ze swych najznamienitszych konwertytów. Jednak Angelus nie był wystarczająco silny by stać sam. Zależny, niesamodzielny, wrażliwy, o naturze pożądającej wsparcia autorytetu, któremu mógłby się poświęcić, zaś w owym poświęceniu jego prawdziwego ja zawiera się tragedia jego życia.” Dlatego też w protestanckich edycjach „poprawiano”, wzorem Lutra tłumaczącego List do Rzymian, nawet jego cenione epigramy, tak jak miało to miejsce z epigramem z księgi VI „Pątnika” zawierającym fragment: „tylko katolicki chrześcijanin jest mądry.”

Ks. Jan Scheffler w marcu 1677 roku, chorując ciężko na suchoty, kiedy kres jego życia jawił się bliski, tak pisał do opata Rosy: „Jesteś taki jak cię nazywają – różą, różą duchową.” Ostatnie tygodnie życia spędził z wyboru w samotnej kontemplacji, dosłownie traktując wersy, które zapisał w Pątniku anielskim: „Umrzyj nim przyjdzie-ć umrzeć, abyś umrzeć nie mógł / gdy śmierć spotkasz i byś jej nie uległ, lecz przemógł!” Przed śmiercią przyjął oczywiście kapłana, który udzielił mu ostatnich sakramentów. Zmarł 9 lipca 1677 roku w swojej celi przy kościele św. Macieja. Mowę pogrzebową, 12 lipca wygłosił jezuita – Daniel Szwarc. W swym testamencie przeznaczył odziedziczony po ojcu majątek na cele dobroczynne. Protestanccy przeciwnicy prześladowali go i po śmierci, rozpuszczając pogłoskę że się powiesił. Nie miałby pewnie osobiście dalej nic przeciw temu, bo, jak pisał w Pątniku anielskim (wszystkie wersy za tł. A. Szczerbowskiego): „Nie uciekaj przed krzyżem, bez ukrzyżowania / nie zaznasz wieczystego w Bogu królowania” czy też „Nie w słodkim ukojeniu, ale u stóp krzyża / poznasz czy istność twoja k’Bogu się przybliża.”

Przed kościołem św. Macieja we Wrocławiu

Wybrana bibliografia:

Bp W. Urban: Życie i działalność naukowa ks. Jana Schefflera, naszaprzeszlosc.pl

Bp W. Urban: Sebastian Ignacy Rostock, biskup wrocławski, jako zasłużony bibliofil, naszaprzeszlosc.pl

J. Kosian: Mistyka śląska, Wrocław 2001

R. Eysymontt: Średniowieczny szpital p.w. św. Macieja we Wrocławiu, Quart 2008, nr 4

K. Wierzbicka: „Sam pismem bądź”. Analiza struktury „Cherubowego wędrowca” Anioła Ślązaka, Pamiętnik Literacki 2004, z. 1

M. Worbs: Trwałe dziedzictwo Angelusa Silesiusa na przykładzie pieśni kościelnej Jezu, Jezu do mnie przyjdź, Śląski Kwartalnik Naukowy 2015, nr 1

R. Zawadzki: Anioła Ślązaka polemika z luteranizmem, Łódzkie Studia Teologiczne 2016, nr 4

Reklamy