Archive for Maj, 2017


Rozdroże pod Średniakiem (930) – znaki niebieskie – Rozdroże pod Łysociną (1060 m) – znaki żółte – Granica pod Łysociną (1090) – bez znaków – Łysocińskie budy (970) – znaki czerwone – Czestnik (1000) – znaki niebieskie, bez znaków i zielone – Spalony Młyn (780) – bez znaków – Vasova louka (1140) – bez znaków – Pod Sowim Siodłem (1120) – znaki żółte – Przeł. Okraj (1046) – znaki żółte i niebieskie – Rozdroże pod Średniakiem. Długość: 18 km. Suma podejść: 650 metrów.

I tym razem nie obyło się bez niespodzianek – zdjęcia i opis poniżej obrazują nieco inny wariant trasy niż wyżej wskazany „bezpieczny” – od krzyżówki na wiatrołomie pod Czarną Kopą schodziliśmy przez Żaclerskie budy i dolną część Małej Upy, następnie podchodziliśmy szlakiem zielonym do żółtego. Nie polecam tego wariantu z dwóch względów – (1) trzy mapy jakie oglądałem [w tym aktualny podkład z mapy.cz] nie uwzględniały zarośnięcia widniejących na niej drogi łączącej w teorii zgrabnie wiatrołom z Żaclerskimi budami, która niespodziewanie kończy się w terenie gęstymi świerkami, następnie jest nieco zawalona pniakami większych drzew, wreszcie trzeba pokonać dolinkę Potoku Dubrawy, za którą dróżka znów się odnajduje (2) na odcinku między Żaclerskimi Budami a Małą Upą, za mostkiem na Sowim Potoku, na prostej jak strzała drodze przez łąki pewien Czech postawił sobie tabliczki z życzeniem by nie przechodzić przez jego teren prywatny. Wygląd trasy opisanej w nagłówku na tym odcinku (wiatrołom pod Czarną Kopą – rozdroże pod Jelenką) można obejrzeć na zdjęciach w tym wpisie, tam też znajduje się opis.

Na trawersie Łysociny

Trasę rozpoczynamy idealną na rozgrzewkę stokową rampą (szlakiem niebieskim), łagodnie wznoszącym się stokami Lasockiego Grzbietu. Pewną monotonię odcinka rekompensują widoki, które, przy dobrej widzialności, obejmują, obok najwyższych partii Rudaw Janowickich oraz rejonu zalewu w Bukówce, także Góry Wałbrzyskie i Masyw Ślęży.

Widoki z trawersu Łysociny / Ślęża i Chełmiec z trawersu Łysociny

Dalszą panoramę w stronę wschodnią przesłania niestety Borowa (1056). Dochodzimy do niszczejącej wiaty na rozdrożu pod Łysociną i przed ścianą ciemnych smreków skręcamy w prawo, lekko pod górę, od lat nie odnawianym szlakiem żółtym prowadzącym ku granicy państwa. Powód nieodnawiania tego odcinka jest mi nie znany, być może chodzi o granicę „kompetencji” sąsiednich oddziałów PTTKu, które tu się spotykają.

Borowa / Rozdroże pod Łysociną

Mijamy zarastającą przecinkę i, obok rumowiska z kamieni, osiągamy polsko-czeską granicę. Tu ważna informacja: zwykle dalszy odcinek ścieżki prosto jako nieznakowany jest zamykany przez KRNAP w okresie od drugiej połowy lipca do połowy października. Jest to o tyle dziwne, że prowadzi on łagodnie w dół, obok kolejnych, ukrytych w lesie chatek do wynajęcia, wyprowadzając wkrótce na polanę z Łysocińskimi Budami, gdzie znajdują się dwie gospody, czynne w sezonie wiosenno-letnim.


Polana z Łysocińskimi Budami

Polana jest dość malownicza, a panorama z niej, obok pobliskiego grzbietu Rychorów, obejmuje także dalej położone Sudety Środkowe – z Górami Stołowymi i Orlickimi. Ścieżka przewija się jej skrajem, wychodząc na asfaltową drogę z Górnych Alberzyc do Małej Upy, którą prowadzi szlak czerwony.

Łysocińskie Budy

Idziemy nim krótko w prawo na tzw. Czestnik – rozległe rozdroże z… placem zabaw dla dzieci oraz elementami ścieżki zdrowia. Można tu dotrzeć także od naszego wyjścia na polsko-czeską granicę, podchodząc szlakiem zielonym na Łysocinę i skręcając na jej wierzchołku w lewo, w nieznakowaną ścieżkę (wariant dłuższy o ok. 0,5 km z dodatkowym ok. 100 m przewyższenia). Wybieramy szlak niebieski i rozpoczynamy łagodne z początku zejście, wygodnym duktem, oglądając z przecinek niedaleką Śnieżkę.

Śnieżka z Czestnika / Śnieżka spod Długiego Grzbietu

Przecinamy linię wysokiego napięcia opadającą z Długiego Grzbietu (1085) i dochodzimy do rozwidlenia duktów z ładnym widokiem na rejon Lwiego Dołu – Jeleniej Doliny, obejmującym m.in. Śnieżkę, Szimowe Chałupy i Jelenią Górę (1172).

Panorama spod Długiego Grzbietu na rejon Lwiego Dołu / Zbliżenie na Śnieżkę i Szimowe Chałupy

Szlak niebieski wiedzie tu w lewo, dalej w dół, na kolejnej krzyżówce zostawiamy go, skręcając z prawo, wraz z narzucającą się drogą. Cały czas prosto (wkrótce dołączy do nas szlak zielony, który będzie jednak nieco kluczył wśród świerków po prawej – najlepiej iść prosto duktem) schodzimy do drogi Trutnov – Mała Upa, tuż przy gościńcu Spalony Młyn.

Rużova hora, Śnieżka, Jeleni hora i Czarna Kopa spod Długiego Grzbietu / Śnieżka między drzewami

Teraz musimy pokonać ok. 300-metrowy odcinek asfaltem, co ułatwiają wysepki po lewej i prawej stronie, do wylotu doliny Jeleniego Potoku (drugi mostek po lewej).

Dolina Małej Upy przy Spalonym Młynie

Lwim Dołem prowadził jeszcze niedawno żółty szlak turystyczny, jednak Czesi postanowili z niego zrezygnować. Pozostała ścieżka rowerowa i tablice informacyjne o ciekawszych miejscach, także w języku polskim.

Dolny odcinek Lwiego Dołu

Mimo to odcinek 1,5 kilometra, który musimy pokonać do wylotu Chodnika Biskupa Dubrawy jest, poza występującymi miejscami bystrzami na Jelenim Potoku dość monotonny, zaś asfaltowa nawierzchnia daje się w gorętsze dni we znaki.

Progi na Jelenim Potoku / W dolinie Jeleniego Potoku

Początek Chodnika Biskupa Dubrawy, przy stopniu wodnym na Jelenim Potoku, jest dobrze oznaczony i nie sposób go przegapić. Jak już pisałem, budowę chodnika rozpoczęto w roku 1885, a miejscowa hrabina nazwała go imieniem biskupa. Chodnik odnowił po latach KRNAP. Prowadzi on prosto jak strzała, stokami Jeleniej Góry (1172), z przecinek pojawiają się widoki na dolinę i jej otoczenie, w tym skalne rumowiska na zboczach Rużovej hory.

Na chodniku biskupa Dubrawy

Za głęboko wciętym Slunnym dołem, którym spływa Krzyżowy Potok, pojawia się spłaszczony wierzchołek Rużovej hory. Wygląda stąd dość dziko – nie widać ani chaty Rużohorki, ani przeprowadzonej tuż pod wierzchołkiem kolei gondolowej na Śnieżkę. Ta ostatnia pojawi się nam dopiero w górnej części podejścia.

Widok na Rużovą horę / Zza smreków wyłania się Śnieżka

Wysokopienny las świerkowy przechodzi w młodszy i niższy, widać też zniszczenia w drzewostanie na przeciwnym stoku doliny.

Podejście Biskupim Chodnikiem / Szczyt Śnieżki z Biskupiego Chodnika

Wreszcie nachylenie podejścia maleje wraz z rzednącymi świerkami. W tyle oglądamy perspektywę doliny z Penkavczym vrchem (1105) i wystającą zza grzbietu Svetlą (1244) w masywie Czernej hory. Przed nami, obok Śnieżki, wyrastają Czarny Grzbiet i Czarna Kopa.

Widoki z górnej części podejścia chodnikiem na otoczenie Lwiego Dołu

Malejące świerki to znak że dochodzimy ponownie do wijącej się przez Lwi Dół i jego stoki  asfaltowej drogi, której okazałem pętlę właśnie ścięliśmy. Na prawo znajdują się ławeczki, pozwalające odpocząć, podziwiając efektowną panoramę.

Panorama górnej części Lwiego Dołu ze Śnieżką

Do szczytu Śnieżki w linii prostej jest stąd ok. 2 kilometry, nic dziwnego że jest doskonale widoczny. W sobotę było na nim wyjątkowo tłoczno, jak się potem okazało – m.in. w związku z „charytatywnym pochodem” z czeskiej strony, w charakterystycznych żółtych koszulkach. jedna z uczestniczek, idąca szlakiem czerwonym od strony Równi, zasłabła i zmarła tuż pod wierzchołkiem. Pojawiło się także nad Śnieżką kilka paralotni.

Widoki na Śnieżkę z drogi opasującej Lwi Dół

Idziemy teraz wspomnianą asfaltową drogą w stronę Śnieżki do pierwszego rozwidlenia, na którym skręcamy w prawo. Ta część, zwana kiedyś Vasovą louką, szybko zarasta świerkami i za kilka – kilkanaście lat obecna malownicza panorama może się mocno zdezaktualizować.

Rejon dawnej Vasovej louki nad Lwim Dołem

Po ok. 150 metrach skręcamy ponownie w prawo, w wąską początkowo ścieżkę, przekraczającą spłaszczone tu ramię między Czarną Kopą a Jeleni horą i na kolejny rozdrożu w lewo, w narzucającą się drogę.

Jeszcze jeden widok na Śnieżkę / Śnieżka i Czarna Kopa z wiatrołomu na pd. wsch. zboczu

Osiągamy skraj zarastającego świerkami wiatrołomu – tzw. Wielkiego Połomu, który zajmuje rozległe połacie pd. wsch. stoków Czarnej Kopy. Ma to swoje i dobre strony w postaci rozległej panoramy na otoczenie Przełęczy Okraj z Kowarskim i Lasockim Grzbietem.

Wielki Połom – widoki na rejon: Przeł. Okraj / Lasocki Grzbiet

Widoki z wiatrołomu: Czarna Kopa i Skalny Stół / Mała Upa

W miarę jak schodzimy wiatrołomem, po prawej pojawia się coraz szersza panorama, sięgająca Sudetów Środkowych (Góry Stołowe i Orlickie) oraz Wschodnich (Masyw Śnieżnika i Wysoki Jesionik).

Widoki na Sudety Środkowe i Zachodnie / Zbliżenie na Szczeliniec Wielki i Skalniak, w tle: Hruby Jesenik, Czarna Góra i Śnieżnik

Jak wyżej wspomniałem na krzyżówce wśród smreków należy odbić w lewo, pod górę, w stronę widocznej granicy wysokopiennego lasu – dalszą część tej trasy do Przeł. Okraj opisano pod tym odsyłaczem. Poniżej opisuję faktyczne przejście.

Rejon krzyżówki w dolnej części wiatrołomu


Tak, jak napisałem na wstępie, początkowo droga prosto biegnie spokojnie w dół jak na mapie, jednak na ok. 150 metrów (w linii prostej) od doliny potoku Dubrawy kończy się niespodzianie młodymi smrekami. Są one niezbyt zwarte, ale przejście utrudniają pniaki i resztki starych, powalonych drzew. Zachował się również na dalszym odcinku ślad chodnika w postaci bruzdy, ale w kilku miejscach jest on albo zarośnięty gęstymi młodymi świerkami, albo zawalony pozostałościami wcześniejszego drzewostanu.

Widok na Przeł. Okraj z dolnej części wiatrołomu pod Czarną Kopą / Widok na wschodnie partie Karkonoszy

Niemniej, trzymając się wspomnianych śladów dotarliśmy na krawędź dolinki, w której znajduje się, niewidoczny z góry, kilkumetrowy wodospad Dubrawy, zauważywszy że ścieżka na przeciwległym zboczu kończy się wprawdzie zarośniętym częściowo osuwiskiem, ale dalej się rozszerza. Ponadto, mimo braku mostku, schodząc zakosami, można przekroczyć potok po kamieniach.

Nad kaskadami Dubrawy / Przekraczając potok

Na przeciwległym stoku trzeba zachować ostrożność, w miejscu, gdzie ścieżka się albo osunęła, albo jest zawalona pniami drzew, jednak już po ok. 100 metrach mamy porządną dróżkę, która po kolejnych 100 metrach, sprowadza nas na znajomą asfaltową obwodnicę na skraju polany z górną częścią Żaclerskich Bud.

Lasocki Grzbiet z Żaclerskich Bud / Żaclerskie Budy

Skierowaliśmy się kawałek asfaltem w lewo, mijając miejsca parkingowe dla gości bud i na skraju łąki odbiliśmy w lewo, w dół, w wyraźny dukt. Z miejsca, w którym zagłębia się on w las łatwo dotrzeć do pobliskiego Zawojowego Wodospadu. Dukt sprowadza wkrótce na kolejny pas łąk, gdzie skręciliśmy w lewo, kładką przekraczając Sowi Potok.

Dukt przy Żaclerskich Budach / Kładka na Sowim Potoku

Mijając kolejne, malowniczo położone chatki doszliśmy do szosy z Trutnova w niższej części Małej Upy (tzw. Mała Upa Smreki), zostawiając z prawej lesistą Hajdę (995).

Majowe łąki w dolnej części Małej Upy

Za nami zostały Jelenia Góra i Czarna Kopa, z niepozornie stąd wyglądającym wiatrołomem.

Dolna część Żaclerskich Bud / Czarna Kopa z dolnej części Żaclerskich Bud

Ok. 150 metrów od wyjścia na szosę w lewo odbija łącznikowy szlak zielony, którym dotarliśmy do rozdroża Pod Jelenką, tam wychodząc na szlak żółty (połączenie z opisanym w nagłówku wariantem).

Pod Czarną Kopą / Na szlaku żółtym

_____________________________________________________________

 Najładniejszy odcinek szlaku żółtego zaczyna się już po ponownym wyjściu na łąki, w momencie gdy wydaje się on dochodzić do szosy trutnovskiej. Odbija jednak w lewo i wiedzie wśród łąk oraz zabudowań z widokami na otoczenie doliny Sowiego Potoku i Małej Upy oraz wyłaniający się na horyzoncie masyw Czernej hory.

Na szlaku żółtym

Po prawej przesuwa się wyrównany wał Lasockiego Grzbietu, w tyle rozszerza się panorama otoczenia doliny Małej Upy.

Widoki ze szlaku żółtego na otoczenie doliny Małej Upy

Przed samą Przeł. Okraj rozpoczyna się obszar bardziej zwartej zabudowy Pomeznich (Granicznych) Bud. To ostatnia okazja by obejrzeć Lasocki Grzbiet i Śnieżkę – a właściwie sam jej czubek, wyłaniający się zza skłonu Czarnej Kopy, na którym wiatrołom widać teraz w całej okazałości.

Lasocki Grzbiet z rejonu Pomeznich Bud / Śnieżka z rejonu Pomeznich Bud

Przy punkcie informacyjnym wychodzimy na szosę i przekraczamy nią granicę. Stąd jeszcze nieco ponad kilometr (częściowo szosą) za znakami żółtymi i niebieskimi do naszego punktu wyjścia pod Średniakiem. Po drodze zaliczymy jeszcze zarastającą przecinkę z widokiem na Góry Sokole i Kaczawskie.

Potok w Pomeznich Budach / Widoki spod Przeł. Okraj na Góry Sokole i Kaczawskie

MAPA

Reklamy

Zawojowy Wodospad

Jeden z najładniejszych wodospadów Karkonoszy ukryty jest na wysokości ok. 1000 m n.p.m. w skalnym wąwozie Dobytczi potoku, nieopodal Żaclerskich Bud, w dolnej części Małej Upy. Dojście do wodospadu jest nieco utrudnione przez zawalone drzewa – przy budach należy wybrać prowadzącą w dół, skrajem łąki drogę, odbijając tuż za granicą lasu w lewo, w ścieżkę sprowadzającą na dno doliny. Nią ok. 300 metrów w górę potoku, wśród kamieni i zwalonych pni. Całkowita wysokość wodospadu i zarazem wypreparowanego w miejscowych łupkach progu wynosi nieco ponad 8 metrów.

Zawojowy Wodospad

MAPA

GALERIA DODATKOWA

Zawojowy Wodospad ze stoku wąwozu / Skały w dolinie Dobytczi potoku

Pod Zawojowym Wodospadem

Babiogórska majówka

Powracając po kilku latach do Zawoi, o której co-nieco już na niniejszej stronie pisano (linki poniżej), na krótką, trzydniową majówkę, odświeżyłem dawne szlaki  i miejsca. Zabrakło czasu jedynie na Halę Krupową (Kucałową), jednak widzialność nie była zbyt dobra, a główny atut tejże polany to widok na Tatry, stąd też niewielka strata. Pierwszy, pochmurny nieco, dzień został spędzony na spacerze z Przysłopu (661) szlakiem żółtym przez Kiczorę (905) na Kolędówki (skąd trasę można sobie przedłużyć buczyną na Jałowiec z zarastającą niestety Halą Trzebuńską) i z powrotem – za znakami zielonymi i bez znaków do szlaku czerwonego z Zawoi. Głównym atutem tej trasy jest typowe beskidzkie połączenie: rozsiane na stokach zabudowania, przydrożne krzyże i kapliczki, wylegujące się na słońcu gadziny, wreszcie panoramy obejmujące rejon Przysłopu z Magurką (872) i sąsiednią Surzynówkę (816) z niedawno postawioną wieżą widokową, Beskid Makowski, część Beskidu Wyspowego z Ćwilinem, Luboniem Wielkim i Mogielicą, wreszcie Pasmo Policy, Babią Górę, a z zachodnich stoków Kiczory także Jałowiec. Niestety polana na Kiczorze zarasta, ograniczając widok na grzbiet między Cylem a Mędralową. Sam zjazd z Przysłopu do Zawoi to niestety dziury.

Zawoja – jedna z największych polskich wsi, do XIX wieku część sąsiedniej Skawicy, rozbudowuje się cały czas. Pasterskie i drwalskie kolonie pod Babią Górą zaczęły powstawać już w XVI wieku, w XVII stuleciu przywędrowali tu migrujący wzdłuż Karpat Wołosi, przynosząc swoją gospodarkę i zwyczaje. Zawoja (a właściwie Skawica) była aż do rozbiorów królewszczyzną, podległą starostwu w Lanckoronie – w XVII i XVIII w. grasowali tu zbójnicy, z których najsłynniejszym był urodzony w Skawicy Józek Baczyński, „operujący” także na terenie Orawy, Gorców i Beskidu Wyspowego, o którym szerzej już w cyklu „Legend beskidzkich” pisałem (por. cz. I / cz. II). Wedle tradycji ufundował on kapliczkę w Policznem, przy obecnej szosie na Orawę, co nie uchroniło go od procesu i egzekucji w roku 1736 na podkrakowskich Krzemionkach. Kolejną, już współczesną tradycją są opowieści o locie An-24 z 2 kwietnia roku 1969, z Warszawy, który w niewyjaśnionych do dziś ostatecznie okolicznościach minął docelowe lotnisko w Balicach i rozbił się tuż pod szczytem górującej nad Zawoją od południa Policy (1369). Jedną z wersji zdarzenia była próba uprowadzenia czy raczej ucieczki samolotu do Wiednia (więcej w tym wpisie).

Wracając do wcześniejszych dziejów Zawoi – w roku 1759 powstał tu pierwszy, skromny kościółek. W roku 1792 rezydujący przy nim wikary – ks. Maruszewski został napadnięty przez bandę harnasia Proćpaka z Kamesznicy pod Baranią Górą (szerzej o tej osobistości w tym wpisie: cz. I / cz. II). Nieszczęsnego kapłana uwięziono w drewnianej kadzi, która stała w sieni, a zbójnicy uciekając z łupem pieniężno-rzeczowym (w tym bielizną i wierzchnim ubraniem) zabrali ze sobą organistę. Proćpak dotrwał jeszcze do trzeciego rozbioru Polski i w roku 1796 podzielił los Baczyńskiego. Powieszono go w rodzinnej Kamesznicy. W roku 1819 kościółek otrzymał rangę parafialnego. W roku 1836 Zawoja stała się urzędową nazwą odrębnej od Skawicy wsi. Wiek XIX to także nabranie przez osadę letniskowego charakteru, korzystającego z bliskości Babiej Góry. W 1878 roku podbabiogórskie dobra nabył arcyksiążę Albrecht Habsburg z Żywca, który sprowadził pod Diablak osadników niemieckich. Działał wtedy w Zawoi drobny przemysł – tartak, huty i fabryczka zapałek. W roku 1888 arcyksiążę ufundował na miejscu dotychczasowego kościółka obecny, drewniany, okazały kościół św. Klemensa. Świątynia ma formę eklektyczną, charakterystyczną bardziej dla stylu alpejskiego niż rodzimego podhalańskiego czy małopolskiego. Jest to dość duża trójnawowa budowla z transeptem (na planie wydłużonego krzyża), na kamiennej podmurówce, o ścianach oszalowanych deskami i krytym czerwoną blachą (pierwotnie gontem), wielospadowym dachu z wieżyczkami na sygnaturki. Nad wejściem dominuje zwieńczona ostrosłupowym hełmem wieża konstrukcji słupowo-ramowej z poziomym szalunkiem, w jej przyziemiu znajduje się kruchta; na ścianie zewn. prezbiterium uwagę zwraca grupa Ukrzyżowania. Stropy naw wsparte są na żeliwnych kolumnach, nad skrzyżowaniem naw znajduje się pozorna kopuła. Wyposażenie kościoła jest późnobarokowe – obrazy, rzeźby Matki Boskiej i św. Klemensa w ołtarzu głównym, drewniana ambona z ornamentem, stacje drogi krzyżowej. Irgany zakupiono w 1922 r. w morawskiej Karwinie. Figuralna i ornamentalna polichromia jest dziełem krakowskich artystów, wykonanym w 1930 r. Centrum administracyjne Zawoi skupiło się właśnie w rejonie kościoła, natomiast centrum turystyczne ciągnie się od ronda w Widłach, w stronę Babiej Góry. Stanowiło ono punkt wyjściowy do kolejnych wycieczek.

Na dzień drugi i drugi ogień poszła Hala Barankowa pod Kolistym Groniem z widokiem na Pasmo Policy oraz Babią Górę i wypasem owiec, osiągalna z Wideł po podejściu szlakiem czarnym. Z Hali Barankowej nieco zarośnięte chaszczami w dolnej części znaki żółte wyprowadzają na grzbiet Kolistego Gronia (1118), zza którego buczyny wyłania się w komplecie Pasmo Babiogórskie, a z podszczytowych polan – Pasmo Jałowieckie. Na zachodnie zbocze opada z kolei Hala Kamińskiego z panoramą rejonu Romanki, Beskidu Śląskiego i Małego. Stąd blisko już na Wielki Jałowiec czyli Mędralową (1169) z drewnianym szałasem na szczytowej hali, którego sąsiedztwo jest niestety niemożebnie zasyfione przez pseudoturystów, którzy uginają się zwykle pod ciężarem pustych butelek typu pet, mimo że wcześniej nie przeszkadza im niesienie ich wraz z zawartością. Z hali na Mędralowej widać ładnie Beskid Mały, Pasmo Pewelskie oraz Pasmo Jałowieckie. Po drodze na dalę, przy skrzyżowaniu szlaku żółtego z granicznym czerwonym dochodzimy do miejsca eksponowanego przez sąsiadów Słowaków – najdalej na północ wysuniętego punktu ich państwa. Zejściu granicą na podwójną Przełęcz Jałowiecką towarzyszą panoramy stoków Cylu i Babiej Góry. Jeszcze rozleglejsza panorama Pasma Babiogórskiego rozciąga się z rejonu Tabakowego Chodnika i Tabakowego Siodła (pn. obniżenia Przeł. Jałowieckiej), dawnego szlaku przemytniczego na Orawę (czy też „ławy bez Orawe”, jak głosi znana piosenka), gdzie w lewo odchodzi czarny szlak. W niższej części, na granicy Babiogórskiego Parku Narodowego i tzw. Kniei Czatożańskiej szlak ten został na tyle zdewastowany przez robotników „zrywających” drzewo (co polega na mocowaniu do traktora luźno pięciu lub więcej obciętych pni kilkunastometrowej długości i ciągnięciu ich za ww. traktorem, tak iż, rozchodząc się, ryją całą szerokość drogi, łącznie z poboczem), że gdyby było to wiadome wcześniej lepiej było, przemytniczym zwyczajem, skorzystać z Tabakowego Chodnika. Szlak czarny doprowadza do Czatoży, gdzie uwagę przykuwa drewniana zabudowa, wśród niej trzy piwniczki i dzwonnica loretańska. Oczywiście z przystrojoną figurką Maryi u stóp, bo to przecież miesiąc maj. Do Składów stąd jeszcze niecałe 2 km tuptania asfaltem – po drodze zza grzbietu Mokrego Kozuba ładnie widać Babią Górę.

Trzeci dzień to Babia Góra, którą z Wideł można osiągnąć, idąc od kościoła z Zawoi Wilcznej (nad Widłami) obok cmentarza na grzbiet Kwiatka (740), gdzie napotykamy ścieżkę spacerową prowadzącą do szlaku czarnego, malowniczym grzbietem z zabudowaniami Ryżowanego i widokami na Pasmo Polic, Krowiarki, Babią Górę i Pasmo Jałowieckie. Sam szlak czarny to jednostajne (poza zarastającą Sulową Cyrlą) podejście buczyną, niezbyt stromo, bo babiogórskim ramieniem.  O dziwo buczyna ta okazała się w pełni wiosenna, w przeciwieństwie do tej z dnia wcześniejszego, z Kolistego Gronia. Męcząco robi się dopiero ok. 1 km od Markowych Szczawin, a mozolny odcinek podejścia zakosami (wyłożone kamieniami) wynagradza panorama z przetrzebionych Dejakowych Szczawin na Pasmo Polic i Babią Górę. Z Markowych Szczawin (1180 m n.p.n.) najładniejsza droga na Babią Górę prowadzi Percią Akademików – tym razem z powodu zalegającego w żlebach pod Kościółkami śniegu okazała się dłuższą niż zwykle. Najtrudniejszy odcinek przy Czarnym Dziobie z klamrami został przepatrzony dzień wcześniej ze zbocza Mędralowej – nie było widać na nim śniegu, toteż przejście poszło gładko. Nad Czarnym Dziobem zostaje już tylko jednostajne stąpanie po kamieniach w stronę szczytowego rumowiska, z coraz szerszymi widokami.

Szczyt Babiej Góry (1725) ma dwa oblicza – to rozległe, spłaszczone, kopiaste – orawskie i beskidzkie – z rumowiskiem kamieni stromo zawieszonych nad urwiskami. Pierwszą wzmiankę o górze znajdziemy w XV-wiecznej kronice Królestwa Polskiego Jana Długosza, który zanotował jego nazwę jako „Baba”, pisząc „Baba, góra najwyższa nad rzeka Sołą, rodząca obficie zioła, i wznosząca się nad miastem Żywcem”. Wójt żywiecki Andrzej Komoniecki, żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku, autor „Dziejopisa żywieckiego” tak opisywał z kolei etymologię nazwy masywu: „w Babiej Górze jest góra albo gronik, na którym kamienna baba tak wyrośniona, a woda z niej idzie. Gdzie tam jest skała z jednej strony nie ma przystępu, a z drugiej połogo idzie i stąd Babia Góra nazwana”. Ludowi etymolodzy spierają się czy nazwa opisuje potężną sylwetę masywu (o kształcie przysadzistej gaździny), czy też raczej miejsce spotkań „bab” czyli czarownic  (w tym też kierunku zmierza alternatywna nazwa Diablak). Na wierzchołek góry pierwsi dotarli zapewne okoliczni mieszkańcy – pasterze, poszukiwacze skarbów, myśliwi lub nawet przemytnicy i beskidnicy. Bydło wypasano zresztą pod samym wierzchołkiem Babiej, po orawskiej stronie, u źródła tzw. Głodnej Wody (1625 m n.p.m.), na tzw. Wolarni, dziś zarastającej kosówką. Wedle najstarszych górali, niegdyś wyprowadził tam swe stado stary gazda, gdy nagle zza głazów wyskoczył diabeł i zażądał duszy pasterza za prawo wypasu na czarciej dziedzinie. Góral zaczął targować się z biesem, który zgodził się wybudować dla niego na szczycie piękny zamek w przeciągu jednej nocy. O północy diabeł zbudził wolarza i pokazał mu swoje dzieło, ten wyśmiał go jednak że za tak nędzną ruderę chce kupić góralską duszę. Czart rozpoczął więc mozolne wznoszenie nowej, znacznie wspanialszej budowli, zaczęło mu brakować kamieni i musiał zbiegać po nie w niższe partie góry, a że letnie noce są krótkie – zły nie ukończył przed wschodem słońca swojej roboty. Obudził się stary gazda i powiedział czartowi, że z umowy nici. Kusy wpadł we wściekłość i rozwalił w gruzy nieukończony zamek, tworząc wieńczące po dziś dzień wierzchołek Babiej rumowisko, zwane odtąd Diablim Zamkiem. Istnieje też inne podanie, według której usypisko na szczycie wzniosły zbałamucone przez złego… baby: zorganizował czart konkurs na swoją faworytę – zwyciężyć miała najpiękniejsza i najbardziej krzepka. Kandydatki naznosiły zatem na Diablak mnóstwo kamieni, jedna z nich zaczęła nawet budować kuchnię (tzw. Diabla Kuchnia pod samą kulminacją, nad którą wedle tradycji niekiedy unosi się tajemniczy dym). Baby targały kamienie i targały, a chytry bies wciąż zwlekał z wyborem, w końcu po latach oświadczył, że są stare i brzydkie, i żadna mu się nie podoba. Dlatego ponoć podstawa kopuły Diablaka zbudowana jest z dużych głazów, kiedy baby były jeszcze młode i silne, a szczytowa warstwa z drobnych kamieni.

W XVIII w. dominującym w okolicznej panoramie wierzchołkiem zainteresowali się uczeni: w 1872 r. dotarł tu nadworny astronom „króla Stasia” ksiądz Bończa-Bystrzycki, w 1804 r. spędził noc na Babiej Górze Stanisław Staszic, opisując ją potem w swoim dziele „O ziemiorództwie Karpatów…”. W 1905 r. na pd. wsch. skłonie, na wysokości 1615 m n.p.m., w niecce wśród skalnych rumowisk, powstało niewielkie schronisko niemieckiej Beskidenverein, którego pierwszym gospodarzem został Jan Zosiak z Orawy. Schronisko w roku 1922 znalazło się po stronie polskiej granicy z Czechosłowacją. Z werandy skromnego kamiennego budynku, za cenę zimna jakie panowało tam nocą, podziwiano wschody słońca nad Tatrami. W lutym 1935 r. doszło w pobliżu budynku do tragedii – czwórka narciarzy zginęła w śnieżycy, nie mogąc znaleźć drogi do położonego opodal schroniska, mimo iż ustawiono przy nim maszt ułatwiający jego odnalezienie (zdarzenie to upamiętnia krzyż przy szlaku zielonym z orawskiej Przywarówki na Diablak). Obiekt po tej tragedii został przejęty przez Lasy Państwowe, teren schroniska wcześniej nabył bowiem polski Skarb Państwa. Kapryśna „królowa Beskidów” ma wśród turystów niedobrą sławę, zwłaszcza tych nieprzygotowanych, którzy podjeżdżają samochodem na Przeł. Krowiarki (986) z nadzieją szybkiego i łatwego „zaliczenia” szczytu (która przy dobrej pogodzie się sprawdza). Dawny obiekt BV spłonął podczas pożaru w 1949 r., kamienną ruinę wysadzono i rozebrano w 1979/1980 r. W 1906 r. na pn. stoku, między Diablakiem a Cylem na tzw. Markowych Szczawinach, z inicjatywy działaczy PTT (głównie Hugona Zapałowicza, dziś „patrona” obiektu) powstało polskie drewniane schronisko, poświęcone 15 września tego roku.  Stopniowo wygrało ono z Beskidenverein „walkę o Diablak”. Obecnie znajduje się tu nowy obiekt na miejscu rozebranego w roku 2007 historycznego schroniska. Niezależnie od pojawiających się współczesnych country legends o zagięciach czasoprzestrzeni i „kosmicznych tunelach”, dużą wypadkowość na Babiej Górze uzasadniają bardziej „naturalne” przyczyny – silne wichury, nagłe załamania pogody, oblodzenia.  Już w jednym z pierwszym przewodników po Orawie F. Kniazin i S. Goszczyński zamieścili wymowną przestrogę: „Przeklęta Babia nad wszystkie złośnice matka niepogód. Nim się w niej wichry zakrztuszą, uciekaj z duszą, bo ci w piorunie z ramienia sfrunie”. Średnia temperatura roczna na Babiej Górze wynosi niewiele ponad 0 stopni Celsjusza, roczna suma opadów ok. 1300 mm, pokrywa śnieżna zalega średnio 180-200 dni w roku. W 1955 r. po polskiej stronie góry powstał Babiogórski Park Narodowy, chroniący niemal modelowy piętrowy układ roślinności na Babiej Górze oraz ciekawe wytwory przyrody nieożywionej – osuwiska, piargi, okresowe stawki; w 1976 r. Park został wpisany na listę światowych rezerwatów biosfery UNESCO. Po znacznym powiększeniu terytorium w 1997 r. zajmuje obecnie obszar prawie 3392 ha. Sam wierzchołek Babiej Góry, zbudowanej z ławic piaskowca magurskiego i łupków, pokrywa skalne gołoborze. Szczyt Babiej Góry jest jednym z najlepszych punktów widokowych w polskich Karpatach, rozciąga się z niego dookolna panorama, obejmująca od zach. – Beskid Żywiecki (grupę Pilska i Wielkiej Raczy), Małą Fatrę, Beskidy Morawsko-Śląskie, Beskid Mały, Pasmo Pewelskie i Jałowieckie, Beskid Makowski (w oddali dymy Krakowa), Pasmo Polic, Beskid Wyspowy i Gorce, Działy Orawskie, w głębi łańcuch Tatr, wreszcie „orawskie morze” , Niżne Tatry, Choczańskie Wierchy i Wielką Fatrę. Szczególnie atrakcyjnie beskidzkie wyspy prezentują się o wschodzie słońca w suchy, zimowy dzień, wystając z morza mgieł. Owe walory widokowe – w stronę Orawy i Tatr – tego dnia nieco zawiodły z powodu dość silnego słońca.

Zejście przez Kościółki, szlakiem czerwonym, również o dziwo okazało się ze śniegiem, a jego rozpęd zaprowadził aż za Bronę, na Cyl (1515) czyli Małą Babią Górę. Niestety, skłonność Babiogórskiego Parku Narodowego do wykładania jako kamiennego spacerniaka wszystkich tras turystycznych biegnących przez jego obszar zaowocowała budową ceprostrady nawet przez górskie murawy Cylu. Na szczycie, na występie skalnym przysiadł samotny gołąb, podziwiając najwyraźniej panoramę, która o tyle różni się od tej z Diablaka, że widać z niej dużą Babią i nie widać Tatr Wysokich, Gorców i Beskidu Wyspowego, bo duża Babia zasłania. Z Cylu kamienny chodnik (z małymi przerwami) sprowadza  przez Bronę na same Markowe Szczawiny, skąd do Zawoi najszybciej zejść szlakiem zielonym, również wyłożonym kamieniami w jednostajnej buczynie. Ktoś musiał na tych kamieniach zarobić spore pieniądze, bo nie kończą się one nawet po zejściu do leśnego duktu w dolinie pod Suchym Groniem, lecz prowadzą równolegle do drogi. Być może dlatego by można było dowolnie ją rypać, „zrywając” drzewa. W samej Zawoi Markowej, przy parkingu można odbić ok. 300 metrów w lewo, pod górę, szlakiem niebieskim, do ładnie położonego u stóp urwisk Diablaka małego skansenu im. J. Żaka na skraju Markowych Rówienek z trzema chałupami z okresu od pocz. XIX do pocz. XX wieku i ładną kapliczką. Od wspomnianego parkingu do Zawoi Wilcznej jeszcze ok. 2 km tuptania szosą (alternatywą jest podjechanie do Markowej – parking bezpłatny i dojście do szlaku czarnego na Markowe Szczawiny za znakami niebieskimi).

GALERIA