Wtorek, na który w sposób spontaniczny i nieplanowany przypadł pobyt na stawach, był dniem zmarnowanych okazji. Najpierw z drzew tuż przy drodze wystrzelił bielik i pospiesznie ukrył się na wysepką na jednym z Krośnickich Stawów, potem zaskoczony zimorodek, latając jak oszalały, nie dał się pochwycić. Wreszcie tylko na moment i niewyraźnie na nieboskłonie zaświtała kania ruda. Zgromadzenie kaczo-gęsie, wskutek upału schroniło się w oddaloną od głównego deptaku zatoczkę. Pozostało zatem zdjęcie bardziej statycznych celów: małe łyski rosną jak na rozpuszczonych w wodzie drożdżach i przez trzy dni straciły czerwone „czapeczki” widoczne na poprzednich zdjęciach, przez liście udało się uchwycić tuż przy stawieńskiej grobli wdzięczące się do siebie perkozy ze sterczącymi dumnie czubami. Na deser pozostał jeden tylko bielik nudzący się na wyspie, której zieleń odrodziła się po ataku kormoraniego guana.

GALERIA