Rzeka Odra, stanowiąc oś miasta Wrocławia, przyciąga, zwłaszcza w cieplejsze dni, mieszkańców, którzy rozkładają się nad jej brzegami, wynosząc koce, fotele i kanapy, by lepiej podziwiać łono przyrody. Podziwiają z otwartymi ustami, zagryzając kiełbaską z grilla i popijając piwem z bezzwrotnych butelek, a następnie, oszołomieni, zapominają zabrać całego tego majdanu ze sobą. W rezultacie brzegi rzeki upstrzone są porzuconym często – gęsto mieniem, niemal jak słynne już koczowiska nomadów wędrujących dziś przez Europę. Na terenie Odry samej, pogłębionej i poszerzonej niedawno za setki milionów złotych, na płyciznach zaczepiły się pojedyncze bale i gałęzie, z których chętnie korzystają ptaki brodzące. Na dwóch niewielkich mieliznach przycupnęło pięć czapli siwych w towarzystwie mew – śmieszek i srebrzystych, kaczek krzyżówek oraz niemych świadków opisanego wyżej krajobrazu między małą a dużą obwodnicą miasta. Szkoda że wykonawcy prac na Odrze nie pozostawili trochę więcej dna poza głównym korytem, bowiem ptasia kolonia byłaby wtedy z pewnością liczniejsza i barwniejsza.

GALERIA