Jaskinia Punkwy leżąca na dnie Przepaści Macocha stanowi część systemu Amatorskich Jaskiń – największego na Morawskim Krasie (prawie 40 km znanych korytarzy). Jej nazwa pochodzi od przepływającej tunelami rzeki Punkwy, która wypływa z jaskini do Pustego Żlebu. Jest to najpopularniejsza jaskinia Morawskiego Krasu (odwiedza ją około 200 tysięcy turystów rocznie), co odbija się niestety na jakości zwiedzania – począwszy od pośpiechu przewodników, którzy 1250-metrową, teoretycznie (informacja przy wejściu) godzinną, częściowo suchą trasą przepędzają turystów w trzy kwadranse, skończywszy na chaosie przy 500-metrową spływie łodziami. Jeżeli zatem nastawiamy się na spokojne podziwianie piękna podziemi – lepiej wybrać się np. do Jaskiń Słupsko-szoszuwskich, zwłaszcza że nie trzeba do nich rezerwować biletów z wyprzedzeniem. Na dno Przepaści Macocha jako pierwszy zszedł franciszkanin Łazarz Schopper w roku 1723, znajdując tu dwa jeziorka. Badaczy intrygował zwłaszcza podziemny bieg rzeki Punkwy, jednak odkrywanie jaskini ruszyło na dobre w roku 1909. W latach 1920-1933 czeski profesor Karel Absolon odkrył biegnący równolegle do rzeki ciąg korytarzy, do którego wejście znajdowało się tuż przy wypływie Punkwy. Dziś tędy właśnie wchodzi się do jaskini. Do rozbudowywanego (2015) pawilonu wejściowego dotrzeć można od płatnych parkingów w Skalnym Młynie oraz nad Ostrowem u Macochy (ok. 2 km od każdego). Dojazd z góry ułatwia „lanovka”, ze Skalnego Młyna – drogowa ciuchcia. Obie, wskutek tego, że Czesi oszaleli ze chciwości i przesadzili z cenami jeżdżą często puste. W jaskini panuje stała temperatura 7-8 stopni Celsjusza, wilgotność wynosi niemal 100 %. Trasa wiedzie przez okazałą Przednią Salę ze Zwierciadlanym Jeziorkiem oraz dość ładnymi naciekami, wśród których wyróżniają się 4-metrowy stalaktyt Strażnik, stalagnat Salmowy Słup, stalagmity Hrad i Minaret. Następnie przez syfon, gdzie oznaczono najwyższe stany rzeki Punkwy, podchodzimy schodami do Sali Reichenbacha, a następnie do Sali Tylniej, gdzie znajdują się dwa stalagmity z płaskim zwieńczeniem, na których rozpryskują się krople wody oraz można obserwować proces tworzenia się stalagnatów (stalaktyt Igła). Przed dojściem do dna Macochy czekają na nas jeszcze w chodniku Draperia i stalagnat Anioł. Na platformie na dnie przepaści nie ma co liczyć na chwilę wytchnienia, nawet jeśli trzeba będzie czekać przy barierce na łodzie. Przewoźnik opowiada czeski kawał o pływających wokół odciętych rękach i głowach, i rzeczywiście – cały czas szoruje łodzią o skały z lewej strony. Kasków nie dają – więc trzeba się odpychać rękami, albo mocno schylać głowę żeby nie oberwać skałą. Jeżeli zatem nie siedzimy na przedzie łodzi po prawej stronie – przyjemność ze spływu jest niewielka, a i zdjęcia za bardzo nie wyjdą (oficjalnie jest zakaz fotografowania z uwagi na opisane wyżej ryzyko obrażeń przy zagapieniu). Czeski Charon jest na tyle roztrzepany, że zostawia mijankę i pakuje się w wąskim korytarzu naprzeciwko płynącej pod prąd łodzi, którą pospiesznie Czesi wysłali po kolejną grupę turystów. Na szczęście na trasie spływu jest przystanek z dość malowniczą Salą Masaryka – niestety nie ma co liczyć że zabawimy w niej na tyle by rozkoszować się ładnymi naciekami. Stąd jeszcze kawałek łodzią do wywierzyska Punkwy stanowiącego wylot jaskini. Ceny biletów w roku 2015: 170 kc wejście, 40 kc opłata za możliwość robienia zdjęć, 50 kc – parking.

MAPA

GALERIA