Wrocław 1945-2015

6 maja tego roku (2015) minęła 70-ta rocznica kapitulacji Festung Breslau. Z tej okazji postanowiłem przypomnieć postać urodzonego w Bodzanowie (Langendorf) koło Głuchołaz, na ziemi nyskiej księdza Paula Peikerta, który spisał kronikę dni oblężenia Wrocławia w okresie między 22 stycznia a 6 maja 1945 roku. Paul Peikert urodził się w październiku roku 1884. Po studiach teologicznych, w czerwcu roku 1910 przyjął w kościele św. Krzyża we Wrocławiu święcenia kapłańskie. Pełnił następnie posługę wikarego w parafii w Wiązowie. W roku 1911 przeniesiono go do Jawora, gdzie pomagał choremu proboszczowi, potem do parafii św. Henryka w samym Wrocławiu. W roku 1916 trafił do Grodkowa, w roku 1918 do Żernik pod Wrocławiem (obecnie część miasta) i po kilku miesiącach do Sobięcina pod Chełmcem (obecnie część Wałbrzycha), gdzie w roku 1923 objął probostwo. Prowadził tam owocną działalność wśród 12-tysięcznej rzeszy górników i zamierzał pozostać do końca życia. W roku 1928 został jednak proboszczem w samym Wałbrzychu, a w roku 1932 został wybrany spośród 108 kandydatów przez biskupa wrocławskiego, kardynała Adolfa Bertrama na proboszcza parafii św. Maurycego (przy obecnej ul. Traugutta) w stolicy Śląska, mimo, że o tę godność się nie ubiegał, a wieść o nominacji zastała go podczas pobytu kuracyjnego w Lądku Zdroju. Peikert wykazał się po raz kolejny energicznością – przystąpił do odnowy wyposażenia kościoła, cmentarzy parafialnych, a także budowy kościoła filialnego św. Józefa na obecnej ul. Krakowskiej. W sierpniu roku 1937, dwa dni po święcie Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny gestapo przeprowadziło w jego kościele rewizję, znajdując trzy egzemplarze „listu otwartego do Goebbelsa”, stanowiącego odpowiedź na atak naczelnego propagandysty niemieckiego na kardynała George’a Mundeleina, biskupa Chicago. Mundelein znalazł się na celowniku Goebbelsa w maju tegoż roku po tym, jak podczas konferencji diecezjalnej 18 maja, skrytykował rządzących w Niemczech, samego Hitlera nazywając „dekoratorem wnętrz i to miernym”. Aresztowano wikarych Peikerta, a samego proboszcza zatrzymano w Krzeszowie, gdzie przebywał na rekolekcjach. 19 sierpnia Peikertowi i pozostałym kapłanom postawiono zarzut świadomego rozpowszechniania „poprzez wydanie ulotnego listu otwartego do Pana Ministra Rzeszy Dra Goebbelsa nieprawdziwych i wypaczonych twierdzeń mających na celu poważnemu zaszkodzeniu dobru Rzeszy i poważaniu rządu”. Mimo prowadzonego śledztwa aresztowanym nie udało się wykazać winy i w dzień św. Marcina tegoż roku, 11 listopada Peikert został zwolniony. Sprawę związaną z listami gestapo wykorzystało jednak do ingerencji w działalność katolickich stowarzyszeń młodzieży męskiej we Wrocławiu, które rozwiązano.

W listopadzie 1940 kardynał Bertram nagrodził zasługi Peikerta dla Kościoła na Śląsku mianowaniem go radcą kościelnym. Jako proboszcz św. Maurycego Peikert kontynuował działalność duszpasterską, organizując m.in. pielgrzymki do sanktuariów w Bardzie i Wambierzycach, zajął się również spisaniem obszernych dziejów prowadzonej parafii. 21 stycznia 1945 roku, wobec zbliżających się wojsk sowieckich kardynał Bertram udał się do historycznej „ucieczkowej” rezydencji biskupów wrocławskich na zamku Jański Wierch w Jaworniku. Ewakuowano część ludności cywilnej i duchowieństwa. We Wrocławiu pozostało ok. 200 tysięcy mieszkańców. Peikert trwał na posterunku w swojej parafii całe oblężenie, spisując wypadki w mieście, niemal dzień po dniu, aż do Wielkiego Piątku 30 marca, a w następującym okresie, wobec dynamizmu wypadków – już w skróconej formie. Oblężenie przeżył – po wojnie wyjechał do Westfalii, gdzie dalej pełnił obowiązki kapłańskie. Zmarł 18 sierpnia 1949 roku w Bredenborn. Poniżej postaram się przybliżyć najbardziej dramatyczne fragmenty dziennika, wydanego kilkakrotnie po II wojnie światowej w języku polskim pod tytułem „Kronika dni oblężenia”.

192756uzwabhbwisbrtwish0ya3

Ruiny katedry wrocławskiej

Peikert pisze o zimie roku 1944/1945, przeprowadzonych ewakuacjach i głodzie tak: „tego rodzaju nędzy nie przeżywał Śląsk od czasów wojny 30-letniej, ale ówczesną klęskę – ze względu na jej rozmiary – można było jeszcze nazwać znośną”. Niemieccy mieszkańcy Wrocławia na rozkaz gauleitera Hanke z 19 stycznia 1945 roku musieli przemieszczać się pieszo do Jaworzyny Śląskiej, gdzie gromadziły się ich tłumy i skąd koleją miano ich wywozić dalej na zachód. Peikert kończy zapisek z 22 stycznia słowami: „jak straszny nastał sąd Boży nad narodem, którego rząd odrzucił Boga i jego prawa. Oby zmiłował się Bóg nad niewypowiedzianą nędzą naszego narodu, a niechaj niedola ta będzie źródłem rzetelnego opamiętania się i duchowego powrotu do Tego, który jest zbawieniem wszystkich ludów: do Boga w Trójcy jedynego”.

Jak zaznaczył Peikert, ewakuacją objęto mniej więcej 3/4 ludności miasta, także z jego parafii. Do 8 lutego 1945 Rosjanie podeszli od północy i wschodu pod Wrocław, zajmując m.in. Oławę i rejon Wzgórz Trzebnickich, gdzie rozmieszczono ciężką artylerię, zdobyli również przyczółek przy przeprawie przez Odrę pod Ścinawą, poniżej miasta. Jedynie linie kolejowe do Świdnicy przez Sobótkę oraz do Jeleniej Góry przez Jaworzynę Śląską jeszcze funkcjonowały. Peikert wskazywał na przeludnienie miast sudeckich, w których schronili się uciekinierzy z Wrocławia – liczba przebywających w Świdnicy wzrosła ponad dwukrotnie, podobnie w Kłodzku.

Jak zapisał dalej – na zarządzenie gestapo całe duchowieństwo miało opuścić Wrocław, po rokowaniach z władzami pozwolono na pozostanie jedynie 35 duchownych, co oznaczało zamknięcie części kościołów m.in. NMP na Piasku, św. Wincentego i św. Doroty. Część duchowieństwa, w tym biskup sufragan Józef Ferche pozostała potajemnie, przy czym Peikert ubolewał, że doszło do rozdzielenia arcybiskupa Bertrama, który, jak wspomniano wyżej, udał się na południe, do Jawornika i kapituły katedralnej, która wybrała kierunek zachodni – w stronę Lubania (jak uznał Peikert, „uciekając z Wrocławia”). Samego Peikerta pozbawiono wikarych i musiał pełnić obowiązki duszpasterskie przy zwiększonym zapotrzebowaniu samotnie. Jak zwracał uwagę – mimo opustoszenia miasta dość licznie przychodzono na Msze św. także w dni powszednie, w niedziele odprawiano Msze trzykrotnie.

rw7vlrfp

Ruiny kościoła św. Maurycego we Wrocławiu

Jak zanotował Peikert, poważny ostrzał artyleryjski miasta rozpoczął się w nocy z 3 na 4 lutego 1945 roku, uszkadzając m.in. klasztor ojców bonifratrów. 9 lutego oddziały sowieckie doszły do Kątów Wrocławskich i pod Sobótkę, w kolejnym dniu przyszły wiadomości o zajęciu Ząbkowic, Ziębic, Jawora i Legnicy. Równolegle Peikert wspominał o niszczeniu mienia wewnątrz miasta przez bojówki partyjne – w celu zmuszenia ludności cywilnej do opuszczenia miasta, a także pracach fortyfikacyjnych – m.in. ustawieniu baterii dział w Parku Szczytnickim oraz tworzeniu barykad z materiałów po zniszczonych domach. 11 lutego przyszła wieść o zajęciu Środy Śląskiej i Kątów Wrocławskich, co oznaczało przerwanie linii kolejowej do Jaworzyny, linia do Świdnicy znalazła się pod ostrzałem. Jak skonstatował Peikert, ponieważ pociągi nie kursowały, ustał terror prowadzony w celu nakłonienia mieszkańców do opuszczenia Wrocławia. 12 lutego naszedły wieści o osiągnięciu przez Rosjan linii Bobru pod Bolesławcem. Równolegle, trwał ostrzał artyleryjski i bombardowanie z powietrza Wrocławia, rosły zniszczenia w budynkach cywilnych i kościołach miasta.

14 lutego 1945, w Środę Popielcową, na przykościelnym cmentarzu św. Maurycego, umieszczony został ckm, Peikert zapobiegł natomiast zainstalowaniu posterunku obserwacyjnego na kościelnej wieży. 15 lutego przyszły wieści o zamknięciu pierścienia oblężenia wokół Wrocławia. Rosjanie podeszli pod Złotoryję i Strzegom. Na Wrocław planowali główne uderzenie od południa. W mieście rozpoczęła się planowa akcja wyburzenia domów mieszkalnych – w centrum przy placu Dominikańskim oraz w południowych dzielnicach miasta, potem także w rejonie obecnego pl. Grunwaldzkiego. W I Niedzielę Wielkiego Postu, 18 lutego Peikert z parafianami złożyli uroczyste ślubowanie, prosząc Boga o rychły pokój i powrót rozdzielonych rodzin. 19 i 20 lutego przyniosły kolejne potężne naloty na centrum miasta. 22 lutego Peikert odnotował niszczenie na rozkaz komendanta twierdzy – von Ahlfena nagrobków na parafialnym cmentarzu, celem użycia do budowy barykad oraz zapowiedź generała, że każe przekształcić w twierdzę każdy kościół i będzie bronił się do ostatniego żołnierza, kończąc walkę na Ostrowie Tumskim. Jak zapisał z satysfakcją Peikert, z powodu niekorzystnej konstrukcji, mimo rozkazu von Ahlfena, nie udało się umieścić na wieży św. Maurycego stanowiska karabinów maszynowych.

25 lutego Peikert wspomina o kolejnym nalocie, który uszkodził dawną szkołę Clausewitza, gdzie przetrzymywano ponad 1000 Polaków (zginęło ośmiu z nich) oraz postępach Rosjan na południu, gdzie doszli do obecnej ul. Pretficza, Pocztowej i Kwaśnej, a także cmentarzy między obecnymi ulicami Ślężną i Borowską. Na wschodzie dotarli do rejonu dzisiejszej ul. Krakowskiej. 28 lutego doszło do przymusowej ewakuacji reszty południowej i zachodniej części miasta. Domy, z których wyrzucono mieszkańców, podpalano, mienie było rabowane. Trwały naloty, rosły zniszczenia, zaś dowództwo twierdzy planowało zorganizować nowe bunkry na Ostrowie Tumskim (ostatecznie dopiero w połowie kwietnia przeniesiono kwaterę dowództwa z podziemi Wzgórza Partyzantów do podziemi dawnego klasztoru kanoników regularnych na Piasku –  biblioteki uniwersyteckiej). Do probostwa Peikerta zaczęli przychodzić pozbawieni dachu nad głową ludzie. Jak zanotował Peikert pod datą 1 marca 1945: „wiedzie się naród niemiecki do żałosnej zguby (…) Oto agonia narodu, który chciał wykreślić Boga i jego prawa, a człowieka uczynił bożyszczem”.

5dhonu8t

Ruiny Biblioteki Uniwersyteckiej na wyspie Piasek

Krążyły wprawdzie pogłoski o odsieczy, która miała nadejść od strony Ziębic, ale i o ostrzeliwaniu miasta przez własną niemiecką artylerię. Peikert cieszył się, że jego kościół w porównaniu z innymi odniósł niewielkie obrażenia. Chwile wytchnienia dawałyą śnieżne, pochmurne noce, które jednak szybko minęły. 7 marca ukazało się zarządzenie gauleitera Hanke i nowego komendanta twierdzy Niehoffa o powszechnym obowiązku pracy – począwszy od wieku 10 lat (chłopcy) i 12 lat (dziewczęta) oraz obowiązku zgłaszania się bez wezwania do grup partyjnych NSDAP celem podjęcia pracy nie później niż do 11 marca pod karą śmierci. Każda karta pracy miała być codziennie stemplowana. Peikert niemal kpił z tej biurokratycznej machiny ustanawianej w obliczu zagłady. Jak wskazywał „zaprawdę szatańskie to zarządzenie, którego celem jest oddanie całej ludności miasta pod presję i nadzór partii”.

8 marca 1945 ewakuacje, podpalenia i niszczenie mienia były już prowadzone wzdłuż nasypu linii kolejowej prowadzącej do Dworca Głównego (dzisiejsza ul. Swobodna). 10 marca Peikert odnotował ustawienie baterii dział w ogrodzie klasztoru ojców bonifratrów. Szczególnie ciężkim dniem był dzień następny – w liturgicznym kalendarzu księdza Peikerta niedziela Laetare (tj. radosna). Od rana do nocy trwały bombardowania miasta i ostrzał z broni pokładowej szturmowców. Mimo tego kościół św. Maurycego nie odniósł poważniejszych uszkodzeń. Jak zanotował Peikert „aby położyć kres spustoszeniu należałoby sobie życzyć, by Rosjanie zdobyli Wrocław, co jest gorącym pragnieniem wszystkich mieszkańców”. Opisując terror wewnątrz oblężonego miasta wskazywał: „jakże zgnuśniał moralnie człowiek niemiecki przez 12 lat, skoro takiej brutalności nie zdoła przeciwstawić zwykłego „nie” (…) dlatego naród niemiecki musi wychylić kielich cierpienia aż do dna”.

14 marca 1945, korzystając z mglistej pogody Peikert wybrał się na Ostrów Tumski, obserwując z bólem zniszczenia pięknych gotyckich kościołów św. Wojciecha, św. Wincentego, NMP na Piasku, św. Krzyża. Jak zanotował „wspaniałe stare kościoły, przybytki Boga wśród ludzkich siedzib, święte przybytki Ofiar, w których codziennie wśród nas składana była aktualnie Ofiara Krzyża, przedstawiają obraz spustoszenia i zniszczenia, które pozostaje po Wrocławiu (…) Jakże zbył się kultury i zdziczał wewnętrznie człowiek niemiecki przez narodowy socjalizm. To co stworzyły setki ludzi, do czego tamci w najmniejszym stopniu nie przyłożyli ręki, szaleńczo wydaje się na zagładę”. Jak zapisał w ten sam dzień, dotarła do niego prośba Polaka, kleryka z Warszawy, znajdującego się w obozie zorganizowanym w dawnej szkole Clausewitza (obecnie szkoła przy ul. J. Hauke-Bossaka) o odprawienie nabożeństwa i udzielenie chrztów oraz ślubów, a także o modlitewnik łaciński i różaniec.

76832d784de880666c89497172a3ab2e

Ruiny kościoła św. Maurycego

15 marca Peikert udał się do obozu cudzoziemskich robotników przymusowych w Clausewitzschule, gdzie, obok Polaków, znajdowali się także m.in. Węgrzy, Czesi, Francuzi i Serbowie, przebywając jak to opisał Peikert w przepełnieniu, w „najprymitywniejszych warunkach”. Mimo to „ogromne rzesze” czekały na nabożeństwo, zbudowano w auli piękny ołtarz z obrazem Serca Jezusa oraz wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Całość zorganizował młody kleryk z Warszawy, organizując także… ofiarną zbiórkę na biednych. Zgoda została przez kierownictwo obozu wydana „po wielkich trudnościach” jedynie na Mszę św. cichą, ale jak zapisał Peikert wydarzenia potoczyły się nieco inaczej: „Łkanie i płacz napełnia aulę. Zgłoszono przedtem, że około 3000 osób pragnie przyjąć Komunię św. (…) Panie i Boże, kiedyż zlitujesz się nad tymi biednymi, a wywiódłszy ich z tej masowej wegetacji, urągającej wszelkiej ludzkiej godności, zaprowadzisz ich do domu, na łono rodziny? Cóż za udręki muszą znosić ci ludzie! Może utracili wszystko, miłych sercu, krewnych, mienie i dom. Przyszłość ich wydaje się beznadziejna. Jedyne światło nadziei, które im jeszcze przyświeca to ich święta wiara. Jak trudno w takiej masie ludzkiej, przy wszystkich niebezpieczeństwach czyhających na godność osobistą, jak trudno zachować wiarę i czystość duszy! Wielka musi być wrażliwość moralna tych ludzi, jeśli taki dom nie staje się wielkim bagnem. Mimo zakazu śpiewu było rzeczą niemożliwą zatrzymać uczucia w sercach. Pod koniec runął przez aulę głos niby z jednej piersi: była to swojska pieśń polska, przerywana głośnym szlochem i płaczem ludzi, którzy mogli teraz w tym śpiewie przed boskim Zbawicielem i Jego Najświętszą Matką otworzyć duszę przepełnioną bólem.”

Po Mszy nastąpił ślub dwunastu par małżeńskich, w tym polskich, francuskich, a także mieszanych tj. wielonarodowościowych oraz chrzest dwojga dzieci. Potem Peikert błogosławił chorych. Jak zanotował „leżeli tu w wilgotnej, niezdrowej piwnicy, ledwo oświetlonej światłem świec. Nie przenika tu żaden promyk słońca – przerażający obraz nędzy. Chętnie chodziłbym co tydzień do tych chorych, ale nie wolno (…) Przy pożegnaniu podaję rękę, mówiąc, że teraz wiem, co to jest lager dla cudzoziemców (…) Tak, ci ludzie, ci cudzoziemcy nie zapomną o Niemczech. Opowiedzą w kraju, jak to ich ulokowano, drwiąc z wszelkiej ludzkiej godności osobistej. Każde zwierzę domowe traktuje się uczciwiej niż tych ludzi, których przemocą wyrwano z własnego domu i roli, którzy muszą teraz ze łzami spożywać gorzki chleb wygnania. Oto do czego dochodzi światopogląd, który wraz z negacją wszelkiej człowieczej godności zlikwidował pojęcie ludzkości, a człowieka, istotę żywą, traktuje jak zbędny balast.” (warto przeczytać również relacje Jerzego Podlaka – jednego z polskich uczestników powyższego nabożeństwa, tutaj jeszcze jedna na s. 10 gazety e-piastowska – przyp. wł.)

Podczas trwających ataków na Wrocław, 24 marca 1945 wojska sowieckie zajęły Nysę i Głubczyce. 25 marca przypadała Niedziela Palmowa i główna Msza odbyła się podczas nalotu oraz ostrzału artyleryjskiego. Jak zanotował Peikert „odprawia się zatem Msza niby bezpośrednio na froncie i faktycznie jest to front, gdyż o kwadrans drogi od kościoła przebiega pierwsza linia ku południowi, bezpośrednio zaś za kościołem stoi nasza ciężka artyleria”. Nabożeństwo wraz z poświęceniem palm wśród huku dział trwało prawie półtorej godziny. Wskutek obowiązku pracy i zniesienia świąt Mszę odprawiano z samego rana. W Wielkim Tygodniu nadszedł rozkaz ewakuacji ulic przylegających do kościoła św. Maurycego na Przedmieściu Oławskim. Peikert został sam w otoczeniu garstki parafian. To jednak było tylko preludium do wydarzeń Wielkanocy. 31 marca 1945, w Wielką Sobotę silny ostrzał artyleryjski uszkodził poważnie dach kościoła. Na Niedzielę Wielkanocną Rosjanie zapowiedzieli ciężkie naloty. Mimo to Peikert odprawił jeszcze w swoim kościelke Mszę o 6 rano, z powodu groźby nalotów bez procesji rezurekcyjnej. Kolejną tego samego dnia sprawował już podczas nalotów w schronie. Naloty uszkodziły wieżę kościoła św. Maurycego i zerwały całkowicie dach. Dzieła zniszczenia dopełniono w Poniedziałek Wielkanocny.

Silny wiatr przenosił pożar jaki rozpętał się po kolejnym nalocie. Około 18 Peikert z grupką towarzyszy był zmuszony do ucieczki na północ i przechodząc przez most Cesarski (obecnie Most Grunwaldzki), oglądał pożogę miasta. Jak zapisał „płonęły więc dzielnice po obu stronach Odry (…) aż po Wyspę Piaskową. Płomienie buchały z wież kościoła katedralnego; dach katedry był jednym morzem płomieni; płonął kościół św. Michała, kościół Na Piasku, św. Wincentego, św. Wojciecha, św. Maurycego, św. Bernarda, św. Krzysztofa i wszystkie ciągi ulic między tymi kościołami, przede wszystkim zaś Biblioteka Uniwersytecka”. We wtorek ks. Peikert dotarł na Sępolno, gdzie objął opiekę nad resztkami parafian. Przez cały kwiecień chronił się przed nalotami w piwnicach starych budynków. „Ludzie byli stale przygotowani na najgorsze. Udając się do chorych z ostatnimi sakramentami, nie mogłem przejść ulicą. Ludzie cisnęli się do księdza i na kapłańskie serce spadała cała niedola ludzka. Bo każdy nalot pociągał za sobą liczne ofiary. Chodząc ulicami Sępolna, stale nosiłem ze sobą święconą wodę, czarną stułę i agendę, by zawsze być przygotowanym na poświęcenie zabitych”. Peikert pełnił także posługę w kaplicy przy zniszczonym kościele o. redemptorystów przy obecnej ul. Wittiga, a potem w prywatnej willi na Biskupinie.

Po kapitulacji zniszczonego Wrocławia 6 maja Peikert powrócił do ruin parafii. Oblężenie Wrocławia podsumował następująco: „Jakże uboga stała się nasza piękna śląska ziemia w tych ostatnich miesiącach; w jakąż ruinę obróciły się jej piękne zabytki ze swą tak bogatą przeszłością. Jakże staliśmy się bezdomni, jak osamotnieni i smutni! (…) Jak wielka musi być zbrodnia naszego narodu, skoro sprawiedliwy Bóg zażądał nawet naszych katolickich parafii i także naszych wspaniałych świątyń, by rzucić je na szalę wagi sprawiedliwości. Przyszłość naszego narodu rysuje się jako droga nadludzkich ofiar i cierpień. Musimy teraz srodze odpokutować za bezprzykładne okrucieństwa i zbrodnie, których dopuścił się bezbożny rząd, łamiąc i depcząc wszystkie prawa boskiego majestatu. (…) W czasie pożaru wielkanocnego uległy zniszczeniu: katedra, kościół na piasku, św. Wincentego, św. Wojciecha, św. Maurycego, św. Michała, św. Mikołaja (…) Chociaż kościół św. Krzyża, klejnot wśród wrocławskich kościołów, ucierpiał poważnie od wewnątrz i zewnątrz, to zachował się przynajmniej ogólny kształt tej budowli, jej piękna sylwetka. Kiedyż Wrocław będzie znów w stanie przystąpić do odbudowy swych wspaniałych kościołów! (…) Oby ten dziennik i powyższa relacja ukazały kiedyś przyszłym pokoleniom, co musieli wycierpieć ludzie naszych czasów, i oby miłosierny Bóg w swej dobroci raczył je zachować przed podobnym nieszczęściem.”

shcvh1ujj6

Kościół św. Krzyża i kościół na Piasku

Zdjęcia archiwalne prezentowane powyżej stanowią część galerii ze strony pod tym linkiem.

Polecam obejrzenie całości niezwykle ciekawej galerii.