Na antypodach Komeńskiego – Jan Sarkander.

Wpis jest nawiązaniem do wpisu o Janie Amosie Komeńskim, „brata czeskiego”, który z Czech przed „papistami” uciekł by żyć spokojnie w Rzeczypospolitej, spiskując przeciw niej ze Szwedami i Rakoczym. Kapłan z Moraw Jan Sarkander (kanonizowany przez papieża Jana Pawła II) przed współbraćmi Komeńskiego uciec nie zdołał. Pozwoliłem sobie na obszerne dygresje, dotyczące ciekawego okresu bezpośrednio poprzedzającego wojnę trzydziestoletnią. Oczywiście, z uwagi na rozległość tematu, jest to jedynie jego zajawka, która być może zostanie rozszerzona o przebieg wojny trzydziestoletniej na obszarze Sudetów i przedgórzy tj. Śląsku, Czechach, ziemi kłodzkiej i na Morawach.

I. Czas renesansu, czas reakcji.

Jan Sarkander urodził się w grudniu roku 1576 w Skoczowie, w rodzinie Grzegorza Sarkandra i Heleny Góreckiej jako najmłodszy z czwórki ich synów. Miasto Skoczów leżało wówczas w księstwie cieszyńskim, którego książę Wacław III Adam z ochotą przystąpił do stronnictwa protestanckiego. Jak wcześniej w licznych księstwach Rzeszy, powyższe stało się pretekstem do wyrzucenia, na zasadzie cuius regio, eius religio, z terytorium księstwa zakonów franciszkanów, dominikanów i benedyktynów oraz przejęcia ich majątków. Zanim książę zmarł w listopadzie 1579, rażony apopleksją, patronował przejęciu w roku 1560 przez protestantów skoczowskiego kościoła parafialnego. Jan Sarkander był zatem chrzczony w kościółku przyszpitalnym. Renesans, który przyniósł także modę na powrót do antyku, spowodował, że ojciec Jana zmienił germańskie nazwisko Fleischmann na zhellenizowane Sarkander. W roku 1589 umarł ojciec Jana. Skoczów był wówczas częścią feudalnego państewka rodziny von Logau, albowiem książę Adam Wacław, mimo opisanej wyżej akcji „sekularyzacyjnej”, musiał sprzedać część dóbr z powodu długów.

Matka Jana Sarkandra postanowiła wówczas przenieść się wraz dziećmi na Morawy, gdzie mieszkał jej syn z pierwszego małżeństwa Mateusz.  Jan zamieszkał z matką w Przyborze na południu Moraw, gdzie uczył się w miejscowej szkole parafialnej. W wieku 15 lat wstąpił do kolegium w biskupim Ołomuńcu prowadzonego przez jezuitów. Na wiosnę 1599 Ołomuniec nawiedziła zaraza, co zmusiło zakon do zamknięcia szkół, w tym założonej w roku 1573 akademii. Wobec tych wydarzeń, w roku 1600 Jan udał się do Pragi, gdzie studiował filozofię. W roku 1604 wstąpił na studia teologiczne na jezuickiej uczelni w Grazu (Styria), które zakończył w roku 1606 z tytułem doktora. Po studiach powrócił na Morawy i… postanowił się ożenić. Decyzję o drodze duchownego podjął po śmierci swojej wybranki, córki… protestanckiego mieszczanina Anny Płacheckiej w roku 1606. Jak zatem widzimy, Jan Sarkander nie pasował do, funkcjonującego do dziś, anachronicznego, opartego na propagandzie końca XVIII wieku, stereotypu „czarnosecinnego” wychowanka mrocznych jezuitów.

Po otrzymaniu święceń subdiakonatu i diakonatu w Kromieryżu oraz Ołomuńcu, 22 marca roku 1609 Jan Sarkander przyjął w Brnie święcenia prezbiteriatu. Pracował potem jako wikary w Opawie, gdzie proboszczem i dziekanem był jego starszy brat Mikołaj. Była to trudna placówka, albowiem, podobnie jak w wielu miejscach Czech, Moraw i Śląska, i tutaj doszło do walki o istniejący kościół. Protestanccy mieszczanie  usunęli proboszcza, a potem odmówili przyjęcia nowego, wyznaczonego przez biskupa ołomunieckiego Franciszka kardynała Dietrichsteina. Gdy bunt ów utrzymywał się przez kilka lat, biskup uznał, że miasto winne jest obrazy cesarskiego majestatu i przekazał sprawę habsburskim władzom. W konsekwencji, we wrześniu 1607 do Opawy wkroczyły oddziały pułkownika Geisberga i przez kilka miesięcy stacjonowały w mieście, które zostało pozbawione przywilejów. Nowym proboszczem Opawy, na początku 1608 wyznaczonym przez biskupa ołomunieckiego na tę funkcję, był właśnie Mikołaj Sarkander. Po opuszczeniu miasta przez  wojsko został sam na sam z wrogo nastawionymi mieszczanami protestanckimi, gdzie do pomocy przydzielono mu brata.

Nie łatwiej było na kolejnym kapłańskim posterunku Jana – probostwie w Uniczowie, gdzie spierał się z lokalnymi utrakwistami. Po trzech miesiącach pobytu w tej miejscowości został uwięziony. Miał odpowiadać za opowiedzenie się przez brata Mikołaja za cesarzem Rudolfem Habsburgiem, w sytuacji, gdy miejscowi ziemianie wsparli Macieja Habsburga, wysuniętego na tron czeski przeciwko Rudolfowi (o tym konflikcie szerzej w sekcji II. poniżej). Mikołaj zbiegł z więzienia za granicę przy pomocy stronników Rudolfa, zaś Karol z Żerotina postanowił powetować sobie tę stratę na jego braciach. I tak Jana osadzono wraz z braćmi Wacławem i Pawłem w lochach w Kromieryżu, gdzie spędził 8 miesięcy. Po wyjściu na wolność został skierowany na probostwo do Charwatów. Wypędzono go stamtąd za popieranie języka łacińskiego w liturgii w opozycji do „ludowo” nastawionych parafian. W Zdunkach i położonych niedaleko Ołomuńca Boskowicach było już lepiej, Janowi udało się nawet ściągnąć na misje kaznodziejów jezuickich. Jako proboszcz kościoła św. Jakuba nawracał nawet radykalnych braci czeskich. Po tych sukcesach przeniesiono go znów w trudniejszy teren: w maju roku 1616 objął probostwo w Holeszowie, gdzie jednota braci czeskich odbywała swoje zjazdy. I w Holeszowie Jan znalazł poparcie – u miejscowego szlachcica Władysława Popiela Lobkowicza, który popierał odnowę katolicyzmu na Morawach. We wrześniu roku 1617 Jan, widząc w Holeszowie obiecujące pole do działalności duszpasterskiej, odmówił przyjęcia oferowanej mu przez kardynała Dietrichsteina godności dziekana w Kromieryżu.

Kamień graniczny na Wysokiej Holi wyznaczający granicę Moraw

II. Ciekawa geneza wojny trzydziestoletniej.

Lokalne spory Jana Sarkandra z Morawianami popierającymi protestantyzm miały wkrótce znaleźć się w ogniu konfliktu wojny trzydziestoletniej. Podobnie, jak wybuch wojen husyckich, tzw. II defenestracja praska na wiosnę roku 1618 nie miała charakteru wydarzenia spontanicznego, lecz była zapalnikiem konfliktu, który był w sposób długotrwały przygotowywany, choć potoczył się nie do końca zgodnie z zamierzeniami planistów na wysokich szczeblach. Konflikt ów przez czeskich protestantów był postrzegany po prostu jako kolejny etap rewolucji husyckiej, w którym padnie wreszcie znienawidzone cesarstwo, a w konsekwencji antychryst – papiestwo. Na niwie politycznej liczono zwłaszcza na Anglię, która od panowania Elżbiety I szukała sposobów na rozbicie potęgi Habsburgów.

Preludium Czechy – Dee. John Dee.

W roku 1583 cesarz Rudolf II  przeniósł się wraz z dworem do Pragi. Rok później do stolicy Czech przybył John Dee: tajemniczy wysłannik królowej Anglii – Elżbiety I. Przybył nie bezpośrednio z wyspy, lecz zza Sudetów, z Krakowa, gdzie przebywał od wiosny roku 1584. Dee towarzyszył w charakterze tzw. medium (były to czasy „renesansowej wolności” – pączkowania odłamów protestanckich i rozkwitu kabały, opartej nie tylko o elementy żydowskie) Edward Kelley. Dee był postacią, która potrafiła sobie zdobyć zaufanie zarówno „krwawej” Marii (królowej, która opowiedziała się za restauracją katolicyzmu represjonowanego podczas rządów ojca -„rubasznego” króla Henryka), jak i Elżbiety Tudor, która, opowiadając się za supremacją monarchy nad Kościołem, przywróciła prześladowanie katolików do oficjalnej polityki państwowej. Dee służył obu tak odmiennym królowym radom w kwestiach tajemnych i stawianiem horoskopów. Elżbiecie doradzał także w sprawach stanu – ponoć wymyślił koncepcję British Empire w opozycji do starego „Świętego Cesarstwa” za Angielskim Kanałem. Równocześnie Dee starał utrzymywać się dobre relacje i z tą stroną europejskiej układanki.  Gdy w roku 1564 stworzył kabalistyczne dzieło Monas Hieroglyphica, zadedykował je Maksymilianowi, nowemu cesarzowi z rodu Habsburgów. Czy w zamęcie XVI wieku liczył na nowe otwarcie na kontynencie? Nie wiadomo. W każdym razie pod koniec lat 70-tych owego stulecia miał reputację angielskiego „męża stanu”, zaufanej osoby dworu angielskiego, w dodatku – czarnoksiężnika.

Na okładce wydanego rok po śmierci Oliviera Cromwella (1659) w Londynie dziełku Merica Casaubona „Prawdziwa i wierna relacja o tem, co działo się przez wiele lat między Doktorem Johnem Dee a Niektórymi Duchami” Dee i Kelly zostali umieszczeni obok Mahometa, Apoloniusza z Tiany, Paracelsusa i Rogera Bacona jako członkowie zakonu Natchnionych – inspirati. Apoloniusz, żyjący w czasach Chrystusa mag i pitagorejczyk był uważany w środowiskach hermetycznych i gnostycznych za konkurencyjnego wobec Jezusa cudotwórcę i proroka, a naweta syna Bożego. Konkurencyjnego, bo nie skończył ziemskiego życia na krzyżu. Apoloniusz woje umiejętności miał nabyć w Indiach u braminów, a w okresie średniowiecza był popularny zwłaszcza wśród okultystów islamskich, gdzie znano go jako Balinusa. Samemu Johnowi Dee Casaubon nie odmawiał umiejętności, ani dobrej wiary. Zarzucał mu jednak że kłamliwe duchy złe uznał za aniołów, dając się zwieść diabłu (M. Casaubon: A True & Faithful Relation of what Passed for Many Yeers Between Dr. John Dee … and Some Spirits, p. 28).

Jakie duchy prowadziły Johna Dee widać, śledząc jego drogę życiową. Do Europy środkowej tajemniczy Anglik trafił przy przy protekcji Alberta (Olbrachta) Łaskiego, który zaprosił go na dwór Stefana Batorego. Owo zaproszenie miało ciekawy przebieg i warto o nim parę słów napisać. Łaski sam parał się alchemią, był jednak przede wszystkim awanturnikiem, który w roku 1575 popierał Maksymiliana Habsburga, a po elekcji Batorego, udał się na dwór cesarski, gdzie otrzymał od nowego cesarza Rudolfa II zapłatę za swe usługi. Potem wrócił do Polski i pojednał się z królem Madziarem. Na wiosnę 1583 roku Łaski udał się do elżbietańskiej Anglii, gdzie został dość ciepło przyjęty. Olbracht Łaski był bowiem bratankiem  Jana Łaskiego czyli Johna Alasco, jak zwali go na Wyspach.

Stryj, po doznaniu zawodu w Polsce, gdzie nie udało mu się dojść do oczekiwanych godności kościelnych, w roku 1539 porzucił katolicyzm i wyjechał do Niemiec, potem Fryzji, wreszcie został zaproszony przez samego „reformatora” Tomasza Cranmera, który przykroił do potrzeb angielskiego protestantyzmu katolicką liturgię Mszy, na wyspę. Był to czas rządów Edwarda VI Łaski, a senior miał pomoć jeszcze lepiej zreformować anglikanizm. Jego niechęć do hierarchicznej struktury eklezjalnej oraz uroczystej oprawy nabożeństw (w tym szat liturgicznych, figur i ołtarzy) wydały się jednak nawet anglikanom zbyt progresywne. Po objęciu władzy przez wspomnianą wyżej Marię Tudor, która postanowiła zawrócić proces rewolucji zapoczątkowany przez pożycie wesołego króla Henryka z Anną Boleyn, Jan Łaski musiał uciekać.  Łaskiego seniora przygarnęła w roku 1556 niechciana Polska, gdzie spróbował przekonać Zygmunta Augusta do podążenia drogą Henryka VIII w kwestii Kościoła.  W braku powodzenia starał się zbudować jedność wspólnot protestanckich przeciw reformującym się w związku z Soborem Trydenckim katolikom. Zadanie to okazało się nierealne.

Elżbieta I  przyjęła Olbrachta Łaskiego z największą gościnnością, przydzielając mu jako opiekuna swego faworyta – hrabiego Leicester, z którym podróżował po Anglii, a także dyplomatę i literata – Philipa Sidneya. Podczas wizyty w Oksfordzie urządzono na cześć Olbrachta Łaskiego dysputę z Giordanem Bruno (za: R. T. Prinke: John Dee i Edward Kelley w Wielkopolsce 1583-1584, Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej Zeszyt 29, Kórnik 2009). Łaski dopytywał wtedy Leicestera o Johna Dee i uzyskał spotkanie w domu tegoż, w Mortlake. Sam John Dee „uprosił się” o sfinansowanie gościny polskiego magnata przez królową Elżbietę, która wysłała mu na ten cel dwadzieścia funtów, sama również zaszczyciła Mortlake swoją obecnością. Podczas wizyty Łaskiego Dee odprawił wraz z Kellym dla polskiego magnata seans spirytystyczny. Wedle przekazów zaproponował też Łaskiemu niesławny kamień filozoficzny, dzięki którym ów miał zostać królem Polski. Spotkanie musiało być owocne, bo za aprobatą Elżbiety I Dee i Kelley wyruszyli na jesieni tego samego  roku 1583 wraz z rodzinami do Polski.

John Dee przebywał w Krakowie od końca marca do lipca 1584 roku. Spisał wtedy manuskrypt 48 Claeves Angelicae czyli Klucze Anielskie. Wspomniane klucze miały niby znaczenie magiczne (miały to być słowa z języka aniołów, który Adam utracił wraz z wygnaniem z raju, klecąc z niego język proto-hebrajski, a które miały służyć do komunikacji z aniołami), ale równie dobrze mogły mieć znaczenie kodowe (wersy złożone z różnych słów, w tym np. polskiego dluga, wśród słów pojawia się np. Luciftias o narzucających się konotacjach). Dee trafił jednak w Krakowie na niezbyt sprzyjający okres – król Stefan Batory przebywał w ulubionym Grodnie. Wkrótce, w maju 1584 roku wybuchł skandal: pojmanie i stracenie Samuela Zborowskiego pod nieobecność polskiego monarchy. Dee w międzyczasie, oprócz pisania wspomnianego dzieła, starał się podtrzymać swoją atrakcyjność dla swojego głównego sponsora w Polsce czyli Olbrachta Łaskiego. Organizował zatem kolejne seanse, podczas których „duch” przepowiadał przez E. Kellyego Łaskiemu, że, jeśli będzie się go słuchał, zostanie królem Polski. „Duch” krytykował  wprost Batorego, wskazując że sprzedał swój kraj i stał się „zaprzysiężonym Turkiem”, radził też udać się na dwór cesarza Rudolfa Habsburga do Pragi (za M. Cesaubon: A True & Faithful Relation…, p. 139).

Olbracht Łaski, zachęcony rysowanymi przed nim perspektywany, zgodził się z duchem. Ponieważ sam nie mógł się do Pragi póki co udać wyekwipował tam Dee i dał mu listy polecające na dwór cesarza Rudolfa. Dee z Kelleyem dotarli do Pragi w połowie sierpnia 1584 (za: Ch. Fell-Smith: John Dee, London 1909) i pozostali przez kilka miesięcy. Cesarz Rudolf, amator kabały i sztuk tajemnych wszelakich wydawał się przychylny, jednak jego trzeźwi doradcy obawiali się podejrzanej dwójki Anglików włóczącej się w niejasnych celach po środkowej Europie. John Dee podczas swoich wojaży oczywiście prowadził stałą korespondencję z królową Elżbietą przez zaufanych kurierów – m.in. Edmunda Hiltona i Lawrenca Overtona. W kwietniu 1585 roku, nie uzyskawszy nic na Hradczanach, skierowany przez „duchy” Dee wrócił do Krakowa, gdzie już trzy dni później dołączył do niego Olbracht Łaski. Pod koniec kwietnia (Casaubon, p. 397) Łaskiemu udało się załatwić audiencję u Stefana Batorego. Dee widział się z królem jeszcze trzykrotnie – w Niepołomicach, pod koniec maja i w czerwcu, próbując go skusić wizją odnalezienia kamienia filozoficznego i obiecując Batoremu wielkie bogactwo, jeśli go posłucha. Dee próbował także przepowiedzieć Batoremu tron niemiecki po Rudolfie, jednak króla owa perspektywa nie ujęła. Podczas seansu miały także paść słowa medium – Kelly’ego: „Z Zachodu ku wnętrznościom twoim silne wyciągają się dłonie. Bądź więc uległym”. Powyższą „przepowiednię” zestawiano później z nagłą śmiercią króla w roku następnym, w związku z którą pojawiły się podejrzenia otrucia przez ariańskich lekarzy (zob. np. H. Widacka: Król Stefan Batory i magia, za: www. wilanow-palac.pl, A. Stypułkowska: Król Stefan zmarł nagle, za: zwoje-scrolls.com, Z. Scheuring: Czy królobójstwo? Krytyczne studium o śmierci Stefana Wielkiego Batorego, Londyn 1964)..

Nie pozyskawszy Batorego, Dee z Kellym wrócili w sierpniu 1585 roku do Pragi. Podróżowali wówczas wraz z renegatem katolicyzmu – Francesco Puccim.  Włoch ów pochodził z kardynalskiej rodziny, studiował w elżbietańskim Oxfordzie, a potem pojawił się nagle w Polsce z uciekinierem z Italii – Faustem Socynem, tworzącym w Rzeczypospolitej skrajny ruch ariański (jedyny, którego nie obejmowała tzw. konfederacja warszawska). Fausto Socinus był z kolei bratankiem i sukcesorem ideologicznym Lelio Sozziniego. Ten ostatni po udziale w Vincenzie (ówczesna Republika Wenecka) w ruchu unitarystów i racjonalistów, przez niektórych uznawanym za zalążek wolnomularstwa, musiał udać się na emigrację. Najpierw do Francji, następnie był gościem Kalwina i Melanchtona w Szwajcarii, gdzie zawiązał także przyjaźnie z arianami – Michaelem Servetusem i Martinem Cellariusem. Przez Wittenbergę, Pragę i Wrocław trafił potem do Krakowa, gdzie namówił do rezygnacji z katolicyzmu m.in. byłego spowiednika królowej Bony – franciszkanina Francesco Lismaniniego. Po krótkim pobycie w Sienie, gdzie zdążył spotkać się z Faustem, zamieszkał w Szwajcarii. Tam często odwiedzał go bratanek. W roku 1557 Lelio wybrał się ponownie do Polski z listami polecającymi od Kalwina m.in. do wspomnianego wyżej Jana Łaskiego (za: M. Hillar: Laelius and Faustus Socini, The Journal from the Radical Reformation, 2002). Lelio zmarł w Zurychu, w roku 1562, mając 37 lat. Fausto Sozzini znalazł się na stałe w Polsce w roku 1579, zaangażował się tu głęboko w ruch antytryniarski, jako jego główny ideolog, szukał pomostów między różnymi protestanckimi konfesjami. Uznawał koncepcję samozbawienia człowieka, który dzięki silnej woli i czynom był w stanie je uzyskać. Twierdził, że Chrystus był doskonałym, ale tylko człowiekiem, nie umarł za ludzi dla ich zbawienia. Ojciec Francis Dillon w swojej pozycji „Wielki Wschód. Wolnomularstwo zdemaskowane”  (F. Dillon: Grand Orient. Freemasonry unmasked, p. 42), stanowiącej podsumowanie dokumentów dotyczących wolnomularstwa jakie w 1 połowie XIX wieku znalazły się w posiadaniu papieży, pisze tak: „na zebraniu w Vincenzie uzgodnili środki zniszczenia Chrystusowej religii, tworząc stowarzyszenie, które dzięki swoim postępowym sukcesom, spowodowało przed końcem XVIII wieku niemal powszechną apostazję. Gdy Republika Wenecka dowiedziała się o konspiratorach, pojmała Juliana Trevisano i Francisa de Rugo, i obwiesiła ich, Ochinus i inni uratowali się. Tak stowarzyszenie rozpierzchło się aby stać się jeszcze bardziej niebezpiecznym, dziś jest znane pod nazwą masonerii.” Genezę powyższą potwierdza, pisana z perspektywy drugiej strony, tablica wspominająca Fausta i Lelia na pałacu Sozzinich w Sienie, która głosi: „W czasie zagorzałego despotyzmu ich nowe doktryny obudziły wolną myśl”. W każdym razie, jak wynika z powyższego, Polska XVI wieku stanowiła schronienie dla ekstremistów w ówczesnym znaczeniu tego słowa wszelakiej maści, choć sam John Dee wybrał ostatecznie pobyt w Czechach.

W Czechach roku 1585 John Dee znalazł protekcję u protestanckiego magnata Wilhelma z Rożemburka, który przez „reformowaną” szlachtę w Polsce z kolei, był wysuwany podczas bezkrólewia roku 1574 po ucieczce Henryka Walezego na tron polski. Dee pozostawał w Czechach do roku 1589, oficjalnie zajmując się alchemią i seansami spirytystycznymi. Na dworze praskim budził jednak coraz większą nieufność. Wobec przemieszczenia dworu cesarskiego Rudolfa II z Wiednia do Pragi, do tej ostatniej przybył w roku 1583 nuncjusz papieski Francesco Bonomi. Również w Pradze rezydował następca Bonomiego – Germanik Malaspina, który podjął akcję przeciw działaniom Dee. Równocześnie, Johna Dee zdradził własny towarzysz. Po przybyciu do Pragi… anielska wizja skłoniła Francesco Pucciego do powrotu na łono Kościoła. John Dee zaczął oskarżać Włocha o spiskowanie przeciw niemu i ujawnianie jego sekretów. W kwietniu 1586 roku spalono trzy książki Dee – Księgę Henocha, 48 Kluczy i Liber Scientiae Auxilii et Victoria Terrestris. Wobec zbierających się chmur, na początku maja owego roku, Dee podążył „na targ” do Lipska, gdzie spotkał się z łącznikiem z Anglii – kupcem Lawrencem Overtonem, który zapowiedział mu przyjazd kuriera elżbietańskiego Hiltona.

Dee przekazał wówczas informacje dla szefa elżbietańskiego wywiadu – sir Francisa Walsinghama, pisząc do niego w liście: „Muszę pisać zwięźle. To co Anglia podejrzewała było tu również, przez te dwa lata prawie, w sekrecie przedmiotem wątpliwości, dysput, konsultacji, cesarskich i królewskich, przez Szacownych Wypatrywaczy (…) Nareszcie i główna siła w Rzymie, i cesarska dostojność zostały stanowczo przywiedzione do tego, że po części żałują ich tak spóźnionego nawrócenia co do ich błędnych ocen wobec nas i przeciwko nam, i szukają środków aby się z nami rozmówić w taki sposób abyśmy sprzyjali jednej i drugiej stronie; po części zaś posłano do Rzymu by zgromadzić jak największy autorytet i siłę; i podobnie tu wszystkie środki i sposoby są angażowane, jak siłą lub groźbą skłonić nas byśmy spełnili ich oczekiwania. Ale wszystko na próżno, nie boimy się ludzkiej mocy, jak szczerze i często przekazywałem to Książętom (…) na wiele ich żądań i pytań odwołałem się do Jej Wysokości dlatego na próżno czekali na odpowiedź. Nuncjusz apostolski Germanik Malaspina, po rocznej próbie spoufalenia się ze mną, na końcu dostał taką odpowiedź, że jak niepyszny musiał wyjechać do Rzymu, wzbudziła jego niepokój i wstrząsnęła całym państwem rzymskim i jezuickim” (za Ch. Fell-Smith: John Dee, London 1909, tłum. własne). Jak wynika z owego meldunku operacyjnego działalność Dee spotkała się ostatecznie z podwójną reakcją – próbą przekabacenia go z jednej strony oraz próbą zastosowania siły ze strony drugiej. Pod koniec maja 1586 Dee wraz z Kellym zostali ostatecznie wyrzuceni z Pragi. Wprawdzie F. Pucci przybył potem do Dee, oferując cesarską łaskę, pod warunkiem że przyrzeknie zaprzestać magicznych praktyk, ale Dee zdecydował się zamieszkać na stałe w Trzeboniu (Trebonie). Trebona należała do dóbr wspomnianego Wilhelma z Rożemberka, w husyckim bastionie południowych Czech, gdzie Dee regularnie odwiedzany był przez Olbrachta Łaskiego oraz kurierów kursujących między Anglią, Trzeboniem i… Moskwą. Jak się chwali sam Dee w swoim dzienniku, u Rożemberka zdobył wielkie zaufanieOkres klęski Wielkiej Armady w konflikcie Habsburgów hiszpańskich z Elżbietą nie przeszkadzał zatem Johnowi Dee pozostawać w Czechach, utrzymując kontakty ze zwolennikami na dworze Rudolfa.

Dee wrócił do Anglii w roku 1589 na specjalne życzenie królowej Elżbiety. Jest prawdopodobne, że był elementem angielskiego planu destabilizacji cesarstwa. Wiemy, że regularnie korespondował z szefem angielskiego wywiadu – sir Francisem Walshingamem. Przypomnijmy, że ówczesna angielska polityka grała na destabilizację sytuacji we Francji poprzez popieranie kalwińskich hugenotów. Jak uważa ponadto Francis Yates, autorka książki: Rosicrucian Enlightment, (p. xii-xiii) „wydaje się, że Dee w Czechach był przywódcą nie tylko prądu alchemicznego, ale również ruchu reformy religii, którego natura nie została dotychczas w pełni wyjaśniona”. Partner Dee w okultystycznych seansach – Edward Kelley pozostał w Czechach, zdobywając jako alchemik silną pozycję na dworze praskim. Równolegle informował Anglię o sytuacji w Czechach. W roku 1591 pojawiły się żądania ze strony dworu londyńskiego by wrócił do Anglii. Zignorował je, mimo wysyłania przez Elżbietę kilku kolejnych posłańców i otwartych deklaracji, iż jego powrót „uczyniłby królową szczęśliwą”. Pod koniec kwietnia 1591 w domu Kelleya w Pradze pojawili się zbrojni z rozkazem cesarskim aresztowania go, ale Kelley uprzedzony przez przyjaciół wyruszył do Rożemburka. Dnia 2 maja 1591 roku, w drodze, w jednej z gospód, został pojmany, oskarżony o zbrodnię przeciwko cesarskiemu majestatowi. Wtrącono go na ponad 2 lata do lochu. Czy przyczyną jego zatrzymania były przechwycone listy z Anglii? W środowiskach praskich krążyły opowieści o próbie otrucia Rudolfa pod pozorem sporządzenia mikstury na chorobę serca, oraz wersja  bardziej „alchemiczna” – o znużeniu cesarza odmowami Kellego by przy Rudolfie pokazał jak dokonuje transmutacji metali. Dalsze losy Kelleya nie są pewne – w listopadzie 1595 do Anglii dotarły wieści, że został ścięty. Według innych przekazów, został ponownie aresztowany i zmarł wskutek obrażeń odniesionych po próbie ucieczki, w wyniku upadku z muru.

Cesarz-alchemik Rudolf Habsburg dalej pozostawał pod wpływami ezoteryzmu i kabały – tej parachrześcijańskiej, reprezentowanej przez Johannesa Pistoriusa, i tej żydowskiej. Jak pisze P. Johnson w swojej „Historii Żydów”(tłum. własne) „Na nowo ukonstytuowała się stara, wiedeńska gmina żydowska, a w Pradze, gdzie Rudolf ustanowił swój dwór, żyło w końcu wieku 3000 Żydów. Słynni rabini, tacy na przykład jak Maharal, Efraim Salomon ben Aaron i Izajasz ben Abrahamha-Levi Horowitz, żyli w dzielnicy żydowskiej obok takich potentatów handlowych jak Jacob Bassevi von Zteuenberg, Mordechaj Cemah Cohen i Mordechaj Meisel. Rudolf, który odbył w swym pałacu słynną rozmowę z Maharalem, roztoczył opiekę nad uzdolnionymi Żydami wszelkiego rodzaju, od astronomów do złotników. Uważał jednak, że Żydzi są najużyteczniejsi przede wszystkim jako finansiści. Mianując Meisela „nadwornym Żydem”, Rudolf zapoczątkował istnienie tej klasy, która miała zdominować zarządzanie finansami wielu krajów centralnej Europy na 150 lat, i która utrzymała swe znaczenie aż do 1914 roku (..) Meisel dostarczał Rudolfowi, zawołanemu kolekcjonerowi, objects d’art i instrumenty naukowe, ale głównym zadaniem tego Żyda była pomoc w finansowaniu wojny z Turcją. W zamian cesarz pozwalał mu udzielał pożyczek pieniężnych nie tylko pod rzeczowe zastawy, na przykład kosztowności, ale i na skrypty dłużne i pod zastaw ziemi”. Do Rudolfa i Czech jeszcze będziemy zmuszeni wrócić, przenieśmy się jednak z powrotem na wyspę za Kanałem, gdzie rodziła się właśnie idea Brytyjskiego Imperium.

Preludium – Anglia. Agent Fagot.

W roku 1483, kiedy Olbracht Łaski został za pośrednictwem sir Francisa Walshingama – organizatora elżbietańskiego wywiadu, zaznajomiony z Johnem Dee, powyższe pomyślne wydarzenie uczczono nie tylko biesiadą z udziałem i na koszt królowej, ale i wystąpieniem Giordana Bruno. Ówczesny celebryta humanizmu akurat wtedy również gościł na brytyjskim dworze, zresztą utrzymując kontakty także z Johnem Dee. Bruno był oficjalnie gościem francuskiego ambasadora Michela de Castelnau, pana na Mauvissiere, którego Paryż przysłał po niesławnej nocy świętego Bartłomieja aby uspokoić wyspiarską monarchię. Była to oczywiście gra pozorów, albowiem Anglia  nie wzdragała się używać krwawych metod wobec religijnych dysydentów, którymi w państwie Elżbiety byli oczywiście wierni świętego Kościoła Katolickiego i sama nie wahała się dolewać oliwy do ognia hugenockich wojen. To iż Bruno znalazł się w Anglii właśnie w powyższym charakterze nie przeszkadzało mu uczestniczyć w wydarzeniach organizowanych przez dwór królowej (jak wspomniane wystąpienie w Oksfordzie na cześć Łaskiego), ale również, jak twierdzi John Bossy w książce: Under the Molehill: An Elizabethan Spy Story, pozostawać mniej jawnie na żołdzie i usługach Walsinghama jako tajny współpracownik o pseudonimie Henri Fagot. Henri Fagot był agentem, który wydał Elżbiecie powiązania między uwięzioną przez nią królową Szkotów Marią Stuart a lordem Henrykiem Howardem. Dzięki temu wykryto tzw. spisek Filipa Throckmortona – zresztą przyjaciela ambasadora de Mauvisiere. Konsekwencją powyższego było stworzenie w roku 1584 przez Walsinghama i sir Williama Cecila tzw. Bond of Association – dokumentu, na podstawie którego skazano potem Marię Stuart na śmierć i przeprowadzono jej egzekucję w lutym roku 1587. Sam Giordano Bruno, do dziś humanistyczny bohater, miał ciekawą przeszłość. W roku 1576, w wieku 28 lat zerwał zakonne śluby i opuścił klasztor dominikanów w rodzinnej Italii. Z powyższego powodu został obłożony karą ekskomuniki, którą się nie przejął. Przybył do Anglii po długiej włóczędze po krajach Europy. Jako zbyt postępowy musiał opuścić kalwińską Genewę. Schronienie znalazł w bastionie hugenockim na południu Francji, w Tuluzie, gdzie zrobił doktorat z teologii. Na wiosnę 1583 roku z listami polecającymi od króla Henryka III trafił do Brytanii. I właśnie w kwietniu 1583 rozpoczął swe meldunki Henri Fagot. Usłużnie donosił o wizytach u zagranicznych dyplomatów zarówno „papisty” lorda Henry’ego Howarda, jak i Filipa Throckmortona, ale również o wsparciu finansowym ambasadora de Castelnau dla uwięzionej Marii Stuart, kanałach przerzutu z Francji „papistowskich” książek. Fagot chwalił się również przyjaźnią z sekretarzem ambasadora Francji – Claudem de Courcellesem, który po wyjściu na jaw afery Throckmortona został zwolniony ze służby przez pana de Mauvisierre i później jako kawaler de Preau pełnił funkcje dyplomatyczne w Szkocji (por. Extract from the despatches of M. Courcelles, Edinburgh 1828). Bossy w książce Giordano Bruno and the Embassy Affair podejrzewał nawet Courcellesa o współpracę z Walsinghamem, co kłóciłoby się jednak z dalszymi kolejami jego losu (jego wysłanie do Szkocji pod wydaleniu z Francji oceniano jako policzek dla dworu Elżbiety). Dodatkowo, jak pisał J. Lewis McIntyre w swojej pracy Giordano Bruno (New York 1903) sam ambasador Mauvisiere był uznawany za osobę sprzyjającą hugenotom. G. Bruno przebywał w Anglii aż do wyjazdu ambasadora de Mauvisiere do Francji w roku 1586, pisząc m.in. hermetyczno-okultystyczne Wypędzenie Triumfującej Bestii, w którym dziękował królowi Henrykowi III francuskiemu za możliwość przybycia do Londynu. Następnie przebywał w państewkach Rzeszy, przemieszczając się z jednego do drugiego. Z tego okresu pochodzi trafna charakterystyka jego osoby przez przeora karmelitańskiego we Frankfurcie nad Menem jako człowieka uczonego, lecz bez śladu jakiejkolwiek religijności. W roku 1592 Bruno udał się do Republiki Wenecji, gdzie został wydany przez goszczącego go szlachcica Giovanniego Mocenigo tamtejszej Inkwizycji. Wśród oskarżeń były te o charakterze teologicznym – np. głoszenie reinkarnacji, zaprzeczenie transubstancjacji i nauce o Trójcy świętej, ale i polityczne – o jego kontakty z elżbietańską monarchią. Po procesie w Rzymie, gdzie jego oskarżycielem był kard. Robert Bellarmin, został skazany na śmierć w roku 1600. Wśród postawionych na procesie zarzutów, które opisywali świadkowie, znalazły się m.in. twierdzenia, iż jest wielkim bluźnierstwem ze strony katolików twierdzić, jakoby chleb przemieniał się w ciało, że nie podoba mu się żadna religia, że Chrystus był nieszczęśnikiem, czynił nieszczęsne dzieła, oczarowując ludy, czynił pozorne cuda, był magiem, podobnie jak apostołowie, niegodnym psem; że Jezus umierał bardzo niechętnie i gdyby mógł, to uciekłby z miejsca kaźni; że nie ma kary za grzechy ani piekła, że zakony zanieczyszczają świat, wreszcie że u heretyków w Anglii i Rzeszy panuje wolność w przeciwieństwie do krajów katolickich. Giordano Bruno, jako męczennik owych idei, na stałe trafił potem na sztandary sił pragnących zająć Rzym – najpierw, na etapie rewolucji protestanckiej:jako siedlisko antychrysta, potem – na etapie rewolucji antyteistycznej: jako centrum sił wszetecznych, hamujących historycznie konieczny postęp.

Preludium – Rzesza. Augsburska „wolność”

Sytuacja w Czechach, podobnie jak w innych krajach Rzeszy, nabrzmiewała tymczasem właściwie od kompromisu z protestantyzmem jakim był tzw. pokój augsburski. Układ ów, wymuszony na cesarstwie, okazał się rozejmem ledwie, który strona protestancka, zyskując stronników wśród kolejnych książąt, próbowała oczywiście wykorzystać w sposób maksymalny. Uzgodnioną zasadę zachowania stolic biskupich wyłącznie przez katolików, którzy mieli tracić godność biskupów z chwilą przejścia na luteranizm, w sprytny sposób omijano. Twierdzono po prostu, że nie dotyczyła ona sytuacji, w której „lud” protestancki mający większość w danym mieście wybrał swojego „biskupa”. Vox populi, vox Dei. Oczywiście owym „wybranym przez lud biskupem” był zwykle świecki książę protestancki, którego tytuł był drogą do przejęcia przez anty-papistów kolejnego miejsca w sejmie Rzeszy. Sami historycy protestanccy biadają nad brakiem zalet i samolubnością owych książąt, którzy się sprawie protestanckiej nie przysługiwali, zwłaszcza w sytuacji naglącej potrzeby. Potrzebę tą stworzyła podjęta po Soborze Trydenckim katolicka kontrofensywa przeciw rewolucji protestanckiej, zwana dziś kontrreformacją. W szeregach jej wiedli prym żarliwi i dobrze zorganizowani, dlatego znienawidzeni przez przeciwnika, jezuici.

W Czechach i na Morawach otwierano kolejne kolegia Towarzystwa Jezusowego, założono także sodalicję mariańską, której pierwszym prezesem został późniejszy męczennik elżbietański (zginął w grudniu 1581 roku, w Anglii) – św. Edmund Campion, wówczas nowicjusz zakonny w Pradze. W roku 1561 obsadzono wreszcie, puste od czasu wojen husyckich, biskupstwo praskie. Niezależnie od jezuitów kolejny arcybiskup praski Zbigniew z Dubi sprowadził do stolicy Czech w roku 1599 także gałąź zakonu franciszkańskiego – kapucynów. Na Morawach biskup Stanisław Pawłowski opierał się z kolei na kulcie apostołów tej ziemi – Cyryla i Metodego, wprowadzał również reformy Soboru Trydenckiego. Warto przy tym zauważyć, iż początkowy, oszałamiający wręcz sukces w krajach Rzeszy, protestantyzm zawdzięczał nie tyle subtelnej teologii, oburzeniu na odpusty, z których finansowano budowę bazyliki św. Piotra w Rzymie czy renesansowy upadek obyczajów (wprowadzając jednocześnie własne wynalazki takie jak niegodziwość ślubów zakonnych czy dopuszczalność rozwodów), lecz „świeckiemu ramieniu”. To ramię to książęta Rzeszy, którzy, popierając rewolucję, sięgali po większą kupkę pieniędzy niż dotychczas – w postaci majątków zakonnych i duchownych z jednej strony oraz uwolnienia się od kościelnych danin – z drugiej. Protestantyzm, który począwszy od Lutra mnożył, jak przez pączkowanie różne denominacje, nie mógł na polu teologicznym stanowić konkurencji dla zwartych szeregów „jednego, świętego” Kościoła rzymskiego z papieżem na czele. Powstające wciąż spory między teologami rewolucji protestanckiej zniechęcały nawet jej ojców założycieli. Na przykład Filip Melanchton określał spierających się reformatorów jako siewców potwornej nienawiści, nie żałując własnego odejścia ze świata pełnego teologów.

W kwestiach przyziemnych, bo dóbr ziemskich dotyczących, w opisywanym okresie, podejmowano i bardziej otwarte próby naruszenia porządku wyznaczonego układem augsburskim. Przede wszystkim, nie uznawano status quo z jego okresu, który przyjęto jako wyznacznik do rozdziału ziem w oparciu o zasadę cuius regio eius religio. Dochodziło do otwartych sporów o kolejne nieruchomości i miejsca kultu. Miały miejsce i takie sytuacje, jak ta, gdy arcybiskup Kolonii zapragnął nagle się ożenić i „zsekularyzować”. Co więcej, poza porządkiem augsburskim, pozostawała część protestantów, w tym zyskujący dopiero po jego zawarciu wpływy w księstwach Rzeszy, w szczególności w nadreńskim Palatynacie, kalwini. Dlatego zależało im na wywróceniu tegoż porządku. Mózgiem politycznym Palatynatu był książę Chrystian z Anhaltu, długoletni doradca nieudolnego Fryderyka IV i faktyczny administrator księstwa. Książę Chrystian postanowił wspomniany wyżej, chwiejący się porządek w Rzeszy wysadzić w powietrze razem z habsburskim cesarstwem, a na ostatku i papieskim Rzymem. Anhalt był zaprzyjaźniony ze wspomnianymi już Rożemburkami z Trzebinia, zwłaszcza młodszym bratem Wilhelma – Petrem. Ciekawostką jest, że sam Chrystian interesował się okultyzmem, a jego osobistym medykiem był kabalista Oswald Croll (w publikacjach Chrystian występuje jako protektor tzw. ruchu różokrzyżowców).

Wydarzenia w Donauwoerth w roku 1607, stały się pretekstem do podjęcia przez Chrystiana z Anhaltu szeroko zakrojonej akcji politycznej. W owym bawarskim mieście miejscowy opat poprowadził procesję Bożego Ciała ulicami. Lokalni protestanci uznali powyższe za prowokację: wszczęli tumult, napadli na procesję, zniszczyli niesiony w monstrancji Najświętszy Sakrament. Cesarz Rudolf obłożył buntowników banicją, a do miasta wkroczyły wojska bawarskie. Chrystian z Anhaltu wykorzystał powyższe wydarzenia, które uznano za represje ze strony katolickich Habsburgów jako pretekst do utworzenia w maju roku następnego tzw. Unii Protestanckiej. Formalnie na jej czele stanął –  młody palatyn reński Fryderyk V, faktycznie zależny od księcia Chrystiana. O tym, że Unia Protestancka miała charakter zaczepny świadczą podjęte wkrótce działania w celu zmontowania przez Chrystiana koalicji księstw Unii z królem Francji Henrykiem, dawnym Henrykiem Nawarry – kalwinem, o którego wstąpienie na tron francuski toczyły się długotrwałe krwawe otwarte i skryte starcia. Henryk nawet po tym, gdy stwierdził, że „Paryż jest wart Mszy” i przeszedł oficjalnie na katolicyzm, stając się Henrykiem IV Burbonem, nie wyrzekł się swych planów uderzenia w potęgę Habsburgów. Przygotowywał wojnę przeciwko cesarstwu. Jak zwierzał się Chrystian z Anhaltu swojemu zausznikowi, wojna ta miała zostać wykorzystana przez protestantów Rzeszy do ostatecznego uderzenia w katolicyzm na jej terenie: „podczas, gdy Węgry, Morawy, Austria i Śląsk są po naszej stronie, dom habsburski nie będzie miał już więcej sił by nam się opierać poza Czechami, Bawarią i kilkoma księstwami biskupimi. Mówiąc po ludzku, będziemy wystarczająco silni nie tylko by się im opierać, ale aby zreformować całe duchowieństwo i podporządkować je naszej religii” (za: S.B. Gardiner: Letters and other documents illustrating the relations between England and Germany at the commencement of the Thirty Years’ War, vol. 1, Westminster 1865, p. 26)

Scenariusz powyższy, kreślony śmiałą ręką księcia Chrystiana, wydawał się w roku 1609 całkiem realny. Zdawało się, że padnie jeden z wymienianych przez Chrystiana w powyższej korespondencji bastionów Habsburgów – Czechy. Stany czeskie wymogły na szalonym cesarzu alchemików i kabalistów Rudolfie II List majestatyczny. Zatwierdzał on m.in. tzw. wyznanie czeskie, będące wynikiem kompromisu luteran i radykalnych braci czeskich (tzw. jednoty). Z Listu Majestatycznego wynikało szczególne pojmowanie tolerancji, bo obejmujące wyłącznie domeny królewskie. W pozostałych ziemiach, znajdujących się głównie w rękach rewolucjonistów, pan na włościach mógł narzucić swoją wolę, nie zgadzając się na budowę świątyni konkurencyjnego wyznania. Szachownica wydawała się rozłożona, wybrano również miejsce do pierwszego ruchu pionków  –  księstwo Cleves, gdzie zaistniał spór o sukcesję. Do wojny jednak nie doszło. W maju roku 1610 powiódł się kolejny już zamach na życie króla Henryka francuskiego, któremu katolicy nigdy nie ufali, a hugenoci ufać przestali po mającej polityczny charakter konwersji. Posprzeczali się również książęta protestanccy w kwestii samej sukcesji do dóbr Cleves. Jeden z pretendentów – elektor brandenburski nie zgodził się na propozycję małżeństwa swojej córki przez drugiego kandydata – księcia Norymbergii. Ten w odpowiedzi… przeszedł na katolicyzm i poparł Habsburgów. Powyższy przykład świadczy o koniunkturalizmie książąt Rzeszy w kwestiach religijnych i podporządkowywanie tychże kwestii doraźnym celom politycznym oraz majątkowym. W napiętej sytuacji, równolegle do opisanych ruchów po stronie protestanckiej, organizowała się Liga Katolicka, której przywództwo objął Maksymilian bawarski.

W roku 1611 konflikt wydawał się rozpalać na nowo. Czesi zmusili cesarza Rudolfa Habsburga do abdykacji na rzecz jego brata Macieja, który już wcześniej, w roku 1608 przejął rządy w Austrii i na Węgrzech (w praktyce, w tych ostatnich rządził już od roku 1606). Maciej, przyjmując tron od Czechów, wchodził w zastawianą pułapkę, którą już niedługo potem, zamierzano wykorzystać.  Elekcja Macieja na króla Czech była też ważnym elementem w układance budowanej przez księstwa protestanckie z ośrodkiem w Palatynacie. Liczono że Maciej potwierdzi rudolfińskie swobody i nie będzie przeciwdziałał polityce dalszego „przepychania” szafy przez niezadowolonych z augsburskich ustaleń. Maciej oficjalnie podporządkował się Listowi majestatycznemu, a w roku 1612, po śmierci Rudolfa, objął też tytuł cesarski. Protestanci Rzeszy organizowali tymczasem kolejny sojusz. W lutym roku 1613 w Londynie, w kaplicy pałacu Whitehall, w obrządku anglikańskim (mimo, iż pan młody był kalwinem) odbyło się wesele protegowanego Chrystiana z Anhaltu – księcia Palatynatu Fryderyka V oraz córki króla Anglii Jakuba I z dynastii Stuartów – Elżbiety. Małżeństwo i związane z nim przymierze miało stanowić kościec obronno-zaczepnego frontu przeciw „katolickiej reakcji” w sercu środkowej Europy. Przynajmniej tak widział sprawę Chrystian z Anhaltu. Stolica Palatynatu – Heidelberg stanowił centrum uczelniane protestanckiej ideologii.

Ślub londyński odbył się szerokim echem w Anglii. Z tej okazji napisano kilkanaście pochwalnych pamfletów, podnosząc nadzieje z nim związane dla protestanckiej sprawy. Eksponowano protestancką naturę zawiązanego sojuszu (J. E. E. Boys: London’s News Press and the Thirty Years War, p. 28). W tym samym roku (1613) Mr. Wenthworth Smith napisał dramat „Hektor z Germanii albo Palatyn Pierwszy Elektor”, opublikowany w roku 1615. Odnosił się on, mimo XIV-wiecznego pseudohistorycznego tła i zastrzeżeń twórcy zawartych w prologu, do osoby palatyna reńskiego Fryderyka, wyrażając nadzieję objęcia przez niego przywództwa triumfalnego protestanckiego pochodu przez Europę (Hector of Germanie or the Palsgrave Prime Elector writtin by Wentworth Smith reprinted from the quatro of 1615 and edited with introduction and notes by L.W. Payne jr., Filadelfia 1906, za: archive.org). Choć autor zastrzegał, że bohaterem nie jest „ten książę, który ostatnio w królestwie poślubił dziewicę – chlubę naszego państwa” („that Prince which in this Kingdome late / Marryed the Mayden-glory of our state”), fabuła utworu dotyczyła wprost sojuszu palatyna reńskiego z królem Anglii w kwestii cesarskiej korony. Jednocześnie, w realnym świecie palatyn reński jako „pierwszy z elektorów” Rzeszy występował w kwestii elekcji cesarskiej jako kluczowy gracz. We wspomnianej sztuce pojawili się także hiszpańscy, a jakże, zabójcy, którzy próbowali zlikwidować króla Anglii i Palatyna, zaś osobą protegowaną przez Anglię i Palatynat na cesarza był książę Sabaudii, która (zapewne całkiem przypadkowo) w roku 1613 rozpoczęła trwającą do roku 1617 wojnę z Hiszpanią. Sam Karol Emmanuel, ówczesny rzeczywisty władca Sabaudii,  jako jeden z pierwszych po wybuchu wojny trzydziestoletniej wysłał Fryderykowi reńskiemu pomoc wojskową pod dowództwem hrabiego Mansfelda. W prowadzonych wówczas tajnych negocjacjach z Margrabią Ansbachu i Chrystianem z Anhaltu, książę sabaudzki był również wymieniany jako kandydat do cesarstwa, albo co najmniej korony czeskiej (S.B. Gardiner: Letters and other documents illustrating the relations between England and Germany at the commencement of the Thirty Years’ War, vol. 1, Westminster 1865, p. XXVI). Pan Smith, autor sztuki z roku 1613, był zatem, jak widać, wizjonerem.

W protestanckiej Rzeszy czekano tymczasem na śmierć cesarza Macieja z przekonaniem, że nowa elekcja odda i Czechy, i tytuł cesarski w ręce protestanckie (za: Gardiner, p. 27). Sygnały te były na tyle czytelne, że dom habsburski postanowił działać. W roku 1617, gdy było już jasne, że cesarz i król Czech Maciej Habsburg umrze bezpotomnie, zwołano stany czeskie i poinformowano je, że w oparciu o przyznane Habsburgom prawa, cesarz traktuje tron czeski jako dziedziczny. Uznano, że incydent z roku 1611 kiedy czeskie stany powołały Macieja na tron czeski, należało traktować jako wyjątek, a nie precedens. Stany zaakceptowały tym razem cesarskie racje, a Maciej przekazał swe prawa na Ferdynanda styryjskiego. W dzień świętych Piotra i Pawła, 29 czerwca Roku Pańskiego 1617 Ferdynand został koronowany vivente rege przez arcybiskupa Pragi na króla Czech, a następnie odbył objazd po krajach korony czeskiej, przyjmując od poddanych hołd. W roku 1618 został również koronowany na króla Węgier.

Kościół św. Wacława w Broumovie na miejscu placu budowy zboru, która stanowiła jeden z bezpośrednich zapalników wojny trzydziestoletniej

III. Defenestracja i początek wojny.

Na początku roku 1618 doszło do kolejnych napięć związanych z praktykowanym w Czechach, opisanym wyżej „przesuwaniem szafy” przez protestantów, z wykorzystaniem jako narzędzia Listu majestatycznego. Protestanci twierdzili, że prawo wolnego stawiania przez nich świątyń dotyczy także dóbr kościelnych (co wynikało wyraźnie z Listu majestatycznego wydanego dla Śląska, natomiast nie wynikało z dokumentu wydanego dla Czech) i rozpoczęli budowę zboru w należącym do zakonu benedyktynów Broumovie przy granicy ze Śląskiem. Powyższemu oczywiście sprzeciwił się broumowski opat. Benedyktyni interweniowali u cesarza Macieja, a ten w lutym roku 1618 nakazał wstrzymanie budowy. Gdy to polecenie cesarskie zignorowano, w oparciu o decyzję cesarza opat Sedler kazał zamknąć świątynię po jej wybudowaniu. Analogiczna sytuacja sporna zaistniała w należącym do arcybiskupstwa praskiego Klosterbergu. I tu cesarz stanął po stronie Kościoła.

Zebrana w marcu 1618 w Pradze, najbardziej wojowniczo nastawiona grupa, skupiona wokół hrabiego von Thurn, wystąpiła do cesarza o zmianę dotyczącej Broumowa decyzji, zwołując kolejny zjazd na miesiąc maj. Cesarz uznał zwołanie zjazdu za nielegalne. Stronnictwo Thurna, które kontrolowało wydarzenia praskie, zamierzało zamordować obu członków rady regencyjnej – Slavatę i Martinca, otwierając tym samym przepaść między Habsburgiem a Czechami, sięgającą głębiej niż dno fosy widziane z hradczańskiego okna. Cesarskich urzędników oskarżono w obliczu zebranych tłumnie Czechów o podżeganie Macieja do odwołania Listu majestatycznego i oznajmiono, że… pro publico bono muszą ponieść śmierć. Odmówiono im nawet spowiedzi u katolickiego księdza. Do wspomnianej dwójki dołączył przymusowo protestujący przeciwko takiemu gwałtowi ich sekretarz. Trzech habsburskich stronników wyrzuconych przez owo słynne okno na Hradczanach 23 maja 1618 bezpiecznie wylądowało jednak bezpiecznie na dole i mimo ostrzału z góry umknęło, co przypisano po stronie habsburskiej wstawiennictwu Najświętszej Marii Panny, a po stronie protestanckiej – brakowi właściwej gospodarki odpadami u podnóża. W każdym razie otwarci rebelianci stanęli przed problemem eskalacji konfliktu poza zwykłą lokalną ruchawkę. Pierwszym ich krokiem, po powołaniu kolektywnego Dyrektoriatu i wysłaniu wici by zwołać pospolite ruszenie, było wyrzucenie jezuitów z Czech. Pod praskie kolegium zakonu podszedł oddział muszkieterów i w drugi dzień Zielonych Świąt roku 1618 jezuici pod przymusem opuścili stolicę. Równocześnie działała protestancka propaganda – z jednej strony wysłano petycję do cesarza, w której wskazywano Slavatę i Martinca jako burzycieli pokoju, którzy spiskowali przeciwko Listowi majestatycznemu, z drugiej rozpowszechniano w Rzeszy argumentację, iż Ferdynand nie mógł zostać królem Czech vivente rege – za życia Macieja. Postanowiono też zgromadzić fundusze na wojnę, ale szlachta czeska rozjechała się do domów bez uchwalenia podatków.

Mimo tego sytuacja Habsburgów nie przedstawiała się korzystnie, zwłaszcza w wypadku przerodzenia się lokalnej rebelii w konflikt o szerszym zasięgu. Wprawdzie w roku 1615 r. zawarto kolejny traktat pokojowy z Portą Ottomańską na 20 lat, jednak Habsburgowie musieli zgodzić się w zamian na instalację w Siedmiogrodzie Bethlena Gabora, w miejsce sprzyjającego im Gabriela Batorego. W roku 1617 zawarto traktat z Wenecją, jednak republika nie omieszkałaby skorzystać z okazji by potężnych sąsiadów osłabić. Za Alpami rozciągała się też wspomniana już Sabaudia, której książę wyraźnie sprzyjał niemieckim protestantom. Pozytywem było to, że Morawy i Śląsk nie przyłączyły się na początku do czeskiej rebelii, choć za przyczyną Johanna Georga Hohenzollerna stany śląskie uchwaliły zaciąg do obrony rzekomo przed… Rzecząpospolitą. Natomiast stany węgierskie wolały wydać posła czeskiego cesarzowi niż poprzeć jego oczekiwania. Maciejowi udało się także pozyskać pomoc bratniej monarchii hiszpańskiej. W odpowiedzi na koncentrację i ruchy oddziałów czeskich hrabiego Thurna, niezbyt liczne wojsko Karola – hrabiego Bucquoy oraz Henryka – hrabiego Dampierre wyruszyło by zająć pozycje w południowych Czechach.

Tymczasem więksi gracze spoglądali z uwagą na sytuację w Czechach. Anglia Jakuba I rozpoznawała teren, konsultując się ze sprzymierzeńcami. Do Palatynatu i sabaudzkiego Turynu został wysłany z misją ambasador sir Izaak Wake, który miał rozpoznać stan przygotowań i ewentualne szanse powodzenia długo rozważanego projektu wysunięcia kandydatury Sabaudczyka Karola Emmanuela na tron cesarski. To z kolei miało być przyczynkiem do realizacji założenia dalekosiężnej protestanckiej strategii – zniszczenia Rzymu poprzez obsadzenie protestantem cesarstwa. W lipcu 1618 roku Wake donosił z Turynu o oddaniu Karola Emmanuela dla opisanej sprawy, wskazując że ten posyła elektorowi z Palatynatu dwa tysiące zbrojnych pod wodzą konwertyty i dezertera ze służby hiszpańskiej – hrabiego Mansfelda, a to do obrony „publicznej wolności”. Sabaudczyk był też skłonny zaakceptować elektora Palatynatu na czeskim tronie. Protestanci z Rzeszy, w szczególności, Chrystian z Anhaltu mieli jedna nadzieję na dalszą, znacznie większą pomoc. W tym celu, w październiku 1618 roku do Turynu przybył z Palatynatu baron von Dohna wysłany przez Chrystiana z Anhaltu, palatyna Fryderyka V i margrabiego Ansbach. Na początku roku 1619 von Dohna został wysłany do Anglii, w ślad za nim pojawił się signor Gabaleone, ambasador sabaudzki. Dohna uzyskał w Londynie przedłużenie o sześć lat sojuszu z krajami Unii Protestanckiej i obietnice pomocy dla Czechów. Następnym jego etapem podróży były Niderlandy, gdzie ustalono, że pomoc finansowa dla Czechów będzie przekazywana za pośrednictwem Fryderyka V. W marcu roku 1619 rezydent angielski w Wenecji sir Henry Wotton otrzymał listy uwierzytelniające i polecenie poselstwa do książąt Palatynatu, Anhaltu, Wirtembergi, elektora brandenburskiego, landgrafa Hesji oraz margrabiów Ansbach i Badenii aby zachęcić ich do przyłączenia się do „tego zbożnego dzieła, które może w swoim czasie dać tak wiele korzystnych rezultatów dla świata chrześcijańskiego”, miał również pośredniczyć w kontaktach między Wenecją a niemieckimi książętami (S.B. Gardiner: Letters and other documents illustrating the relations between England and Germany at the commencement of the Thirty Years’ War, vol. 1, Westminster 1865, Wprowadzenie, p. XXVI oraz dalej cytowana korespondencja źródłowa). Szeroko zakrojone kombinacje polityczne Chrystiana z Anhaltu, poprzedzające wybuch wojny trzydziestoletniej, potwierdzało również jego archiwum przejęte w roku 1622, po zajęciu Heidelbergu przez stronę habsburską.

Śmierć cesarza Macieja w marcu 1619 roku otworzyła nowy etap w europejskiej układance. Anglia zaczęła poważnie rozważać szanse spoczęcia cesarskiej korony na innej niż habsburskiej głowie. Dyplomata angielski w Heidelbergu donosił jednak w kwietniu, że ani Fryderyk V, ani inni książęta protestanccy nie przymierzają się do takiego brzemienia. Pozostawała zatem opcja sabaudzka. W tym samym kwietniu sir Izaak Wake został wysłany do Antwerpii i Brukseli, potem do Heidelbergu i innych księstw Rzeszy, by wreszcie podążyć do Turynu. W maju Wake donosił z Heidelbergu o sukcesach rebelii w Czechach, szacując armię protestancką na 38 tysięcy zbrojnych. Przekazywał również wieści o wygnaniu z Moraw jezuitów i podporządkowaniu księży lokalnym władzom powstańczym, a także o licznych rzekomo zwolennikach strony protestanckiej w Austrii. Donosił ponadto o zwołaniu Sejmu Rzeszy do Frankfurtu na lipiec 1619 roku, liczył jednak że stronie protestanckiej uda się zablokować możliwość głosu arcyksięcia Ferdynanda w imieniu króla Czech. W czerwcu, już z Turynu, Wake informował o tajnej misji Chrystiana z Anhaltu do Karola Emmanuela sabaudzkiego. Oczekiwania księcia Chrystiana, obok przedłużenia finansowania regimentu hrabiego Mansfelda, pożyczkę od księcia i Wenecjan, zapewnienie pomocy dyplomatycznej francuskiej w celu przesunięcia Sejmu Rzeszy do czasu wzmocnienia sprawy czeskiej oraz przekonanie Francuzów do podjęcia projektów Henryka IV celem przeprowadzenia zmian w Rzeszy, w tym wyłączenia tronu cesarskiego z rąk Habsburgów. Dyskutowano także zapewnienie poparcia biskupa Trewiru dla kandydatury księcia sabaudzkiego na cesarza, wreszcie francuską pomoc finansową dla Czechów i książąt protestanckich. Książę Karol Emmanuel zaproponował pośrednictwo w kontaktach Anhalta z dworem francuskim, natomiast pieniędzy odmówił, wymawiając się niechęcią Wenecjan. Sam Wake w rozmowie z księciem odwołał się do koncepcji, w której Sabaudczyk miał zostać wysunięty na tron czeski, a potem cesarski, zaś elektor Palatynatu miał uzyskać Alzację, część Austrii i koronę Węgier. Stwierdził, że został upoważniony by popierać księcia w takim zakresie na jaki obecna koniunktura pozwala, zwłaszcza przy rozważeniu czy istnieje siła by pozbawić Habsburgów korony czeskiej i cesarskiej, zakładając że ci uzyskają pomoc hiszpańską.

Wake przekazał przy tym Karolowi Emmanuelowi, iż wsparcie samych protestanckich księstw niemieckich nie wystarczy i powinien uzyskać zapewnienie pomocy francuskiej, bez której szanse powodzenia są niewielkie. Karol Emmanuel odpowiedział Wake’owi w podobnym duchu, to jest równie ostrożnie. Wskazał, że na pomoc finansową Wenecjan nie ma co liczyć, bo ci liczą na to, że Czechy staną się republiką, podobnie jak na pomoc polityczną i wojskową Francji, która, jak przypuszczał, pozostanie co najwyżej neutralna. Wreszcie wyznał, że warunkiem otwartego udziału Sabaudii w konflikcie jest wcześniejsze przystąpienie do niego i udzielenie ochrony Czechom przez Anglię, Niderlandy i kraje Unii Protestanckiej. Wake skonkludował, że książę Sabaudii jest zbytnio ostrożny, chcąc w każdej sytuacji coś dla siebie ugrać, a entuzjastyczne nastawienie względem niego pozostałych sojuszników jest na wyrost. Sabaudczyk wprawdzie deklarował pomoc w pozyskaniu najemników oraz w lipcu zorganizował przegląd swoich sił, jednak zaraz otrzymał „prezent” ze strony hiszpańskich Habsburgów, którzy przesłali za pośrednictwem gubernatora Mediolanu prośbę o zezwolenie na przemarsz 2500 żołnierzy przez terytorium Sabaudii i Piemontu za Alpy. Sabaudczyk grał na zwłokę, co skłoniło wysłanego przez Londyn Wake’a ostatecznie do wniosku, że z uwagi na zagrożenie hiszpańskie nie podejmie on żadnej akcji bez zdecydowanej pomocy pozostałych ewentualnych koalicjantów. Ostatecznie na elekcji cesarskiej we Frankfurcie Karola Emmanuela nie poparli mimo wcześniejszych zapowiedzi nawet plenipotenci palatyna i elektora brandenburskiego, którzy, aby zamanifestować swój sprzeciw wobec Habsburga, opowiedzieli się za… królem Danii.

Tymczasem w opisane kombinacje wielkiej europejskiej polityki wmieszali się Czesi, którzy w sierpniu 1619 zaoferowali palatynowi Fryderykowi V tron czeski. Fryderyk okazywał wahanie. Jego małżonka Elżbieta listem wysłanym na początku września (wg kalendarza gregoriańskiego) przez barona von Dohnę informowała markiza Buckingham, że jej mąż nie przyjmie propozycji, zanim nie uzyska zdania angielskiego dworu w tej kwestii. Jednocześnie wskazywała, że liczy, iż papa Jakub zachowa wobec zięcia jak miłujący ojciec i okaże mu zdecydowaną pomoc. Co rozsądniejsi, w tym matka, odradzali Fryderykowi, pakowanie się w skierowaną przeciw cesarstwu awanturę. Jednocześnie, z krajów Unii Protestanckiej nadchodziły coraz silniejsze głosy wzywające go do przyjęcia praskiego tronu. Jak pisał poseł angielski w Niderlandach sir Dudley Carleton, ponieważ rewolucje światowe zwykle przynoszą koniec czasu pokoju, lepiej rozpocząć niezbędne zmiany mając przewagę, a ewentualny upadek Czechów może dotknąć boleśnie pozostałe protestanckie kraje Rzeszy. Poseł angielski we Francji, donosząc, iż ta, usidlona przez jezuitów, może sprawić kłopoty, wskazywał: „stawiają pytanie czy palatyn przyjmie wybór. Ale Boże broń, żeby go odrzucił, jako wyraźną drogę, którą Opatrzność otwarła ku zniszczeniu papiestwa. Toteż mam nadzieję, że Jego Wysokość (tj. król Anglii Jakub Stuart) wspomoże w tym wielkim dziele.” Dnia 20 września 1619 roku, według kalendarza gregoriańskiego, w Whitehall doszło do walnej narady, podczas której zreferowano przebieg wydarzeń w Czechach od wiosny 1618 roku. W jej rezultacie anglikański hierarcha z Canterbury pisał, że objęcie czeskiej korony to religijny obowiązek elektora.

Jak donosił ambasador hiszpański Juan Sanchez de Ulloa królowi Filipowi III, sam Jakub Stuart nie chciał udzielić oficjalnej odpowiedzi na zapytanie zięcia o przyjęcie czeskiego wyboru. Angielski władca zwlekał z nią, natomiast wielka liczba członków rady królewskiej była nastawiona do sprawy Fryderyka V i pomocy mu entuzjastycznie. Mogła również liczyć na podobny entuzjazm w protestanckich ziemiach Rzeszy. Ambasador wenecki Pietro Antonio Marioni informował dożę, że baron von Dohna przekazał mu wieści o wielkiej gotowości w Niemczech do zaryzykowania wszystkiego, jak tylko Anglia przystąpi do akcji. Zastanawiał się czy obawa przed konfliktem z Hiszpanią będzie wystarczającym bodźcem do powstrzymania poparcia przez Jakuba córki i zięcia oraz przekazywał wrażenia innych dyplomatów, że Stuart udzieli w końcu pomocy zięciowi, choć wtedy nie będzie można uznać, że cała sprawa koronacji Fryderyka odbyła się bez jego zgody. Również poseł niderlandzki Noel de Caron, wskazywał że, według uzyskanych informacji, Jakub nie zamierza opuścić w potrzebie księcia Palatynatu, ale musi zachować pewne dyplomatyczne pozory. Książę Sabaudii, jak przekazywał niezmordowany Wake, urażony przebiegiem elekcji cesarskiej, zalecał książętom Rzeszy wstrzemięźliwość, choć zapowiadał, że jeżeli mimo wszystko Fryderyk wybór przyjmie, udzieli mu pomocy.

Fryderyk ostatecznie zakomunikował swojemu wujowi, księciu Bouillon: „to boskie wezwanie, któremu muszę być posłuszny… moim jedynym celem jest służba Bogu i Jego kościołowi”. Oczywiście chodziło o anty-kościół w stosunku do Kościoła rzymskiego. Pod koniec września Fryderyk wybór przyjął i wyruszył z żoną oraz najstarszym synem do Pragi. Ich wyjazd i koronację, które miały miejsce 25 października 1619, triumfalistycznie opisała angielska propaganda. John Harrison, autor wydanych w roku 1619 dziełek „Przyczyny, które skłoniły Stany Czeskie do odrzucenia arcyksięcia Ferdynanda i zmusiły je to wyboru nowego Króla” oraz „Krótka relacja o wyjeździe dostojnego i potężnego księcia Fryderyka z Heydelbergu do Pragi” w drugim z nich nazywa żonę elektora drugą królową Elżbietą wyruszającą by odeprzeć hiszpańską Armadę (za: A. Thomas: A Blessed Shore: England and Bohemia from Chaucer to Shakespeare, p. 185, podgląd w books.google.com).  W drukarniach angielskich nastaje bohemiomania: Harrison pisze pierwszą angielską historię Czech, wskazując na długą tradycję tego królestwa buntu przeciw papizmowi. „Odbyło więcej wojen z Papieżem i więcej zwycięstw nad nim odniosło niż jakikolwiek inny naród. Utrzymali wiarę w Chrystusa lepszą i czystszą niż jakikolwiek inny naród (…) utrzymali je na przekór Papieżowi i wszystkim królom Europy, którzy byli wtedy niewolnikami Papieża i żaden z nich nie był tak wolny jak król Czech” (tamże). W roku kolejnym Harrison wydaje „Prawa Czech”, w których przekonuje czytelnika do elekcyjności tronu czeskiego. Harrison opisuje przy tym Czecha, Kroka i Libuszę jako pierwszych, legendarnych, ale prawowitych władców Czech. Propagandowe druki głoszą krwawy świt nowego ranka oraz namaszczają króla Jakuba na najmożniejszego patrona i wspomożyciela królewskiej pary nowych Czech (F. Yates: Rosicrucian Enlightment, p. 20-21).

Druga strona w międzyczasie nie próżnowała – na sierpniowym zjeździe w Frankfurcie Ferdynand został wybrany cesarzem. Fryderyk reński jako elektor Rzeszy miał wobec cesarza obowiązki feudalne – poparcie rebeliantów oznaczało zatem otwarty bunt przeciwko nim. We Flandrii organizowała się 10 tysięczna armia, która, jak głosiły wieści, miała wkroczyć do Palatynatu na wypadek przyjęcia przez Fryderyka wyboru, co , jak już wiemy, nastąpiło. Mimo to w Londynie doniesienia z Czech epatowały optymizmem i zachętą. Pamflety i ballady Johna Taylora i innych autorów wzywały Anglików by udawali się do Czech z pomocą pod sztandary protestantyzmu, zachęceni potrzebą Religii i obietnicą łupów: „They looke for Ayde from Brittaine, Horse and Foote / With unbeleeved sommes of Golde to boote / When they heare Religion is the Cause / They flocke amaine without stopping or pause” (za: J. E. E. Boys: London’s News Press and the Thirty Years War, p. 30, books.google.com). Do powyższego dochodziła porcja doniesień o nieprawym pochodzeniu cesarza Ferdynanda i jego potwornych zbrodniach. Angielski Parlament popierał „zimowego króla”, jednak sam król Jakub Stuart, po fakcie dokonanym wyboru Ferdynanda na cesarza, widział raczej dla siebie rolę mediatora. Konflikt był mu oczywiście na rękę, ale nie zamierzał się w niego bezpośrednio angażować.

Ziemia broumowska

IV. Bunt na Morawach

Tak przedstawiała się sytuacja w Czechach w roku 1619, drugim roku buntu protestantów przeciw cesarstwu. Rozlał się on po śmierci cesarza Macieja również na wierne dotychczas Ferdynandowi Morawy, gdzie w drugiej połowie kwietnia 1619 wkroczyły powstańcze oddziały Henryka Mathiasa von Thurna. Hetman morawski, wspomniany już Władysław Popiel Lobkowicz, którego Jan Sarkander był spowiednikiem, na zachodniej granicy Moraw umieścił pułk kawalerii pułkownika Piotra Sedlnickiego z zagorzałym protestantem Wacławem Velenem z Żerotina jako podpułkownikiem. Co gorsza pułk stacjonował w luterańskim Znojmie, w dobrach… krewnego przewodniczącego praskiego Dyrektoriatu – Wilhelma z Roupowa. Skończyło się to wszystko oczywiście tym, że gdy Thurn dotarł do Znojma, zgromadzone tam wojsko przyłączyło się do rebelii, zaś do miasta zwołano posiedzenie sprzyjających buntowi protestanckich członków morawskich stanów. 2 maja 1619 Władysław Velen  z Żerotina ogłosił przystąpienie szlachty morawskiej do powstania, zaś wojska Thurna po przejściu na ich stronę także pułku stacjonującego w Brnie bez problemu zajęły to miasto.

8 maja 1619 w Brnie przyjęto delegację z poparciem Czechów, ustanowiono też, na wzór praski, rządy 30-osobowego Dyrektoriatu. Doszło do uwięzienia biskupa Ołomuńca kardynała Dietrichsteina, mimo że był zwolennikiem ugody. Zagrożono mu nawet powtórzeniem wypadków praskich z maja poprzedniego roku to jest zrzuceniem z wysokości. Aresztowano także członków ołomunieckiej kapituły, jak również Władysława Popiela Lobkowicza. Na jezuitów spadł podobny los jak w Pradze. Kościół parafialny w Ołomuńcu przekazano protestantom. Jak pisał Jan Sarkander jeszcze w kwietniu 1619 do swojego przebywającego na wychodźstwie brata Mikołaja: „katolicka wiara jest u nas bardzo zagrożona z powodu połączenia się niektórych możnych przeciwników z pobliskimi buntownikami. Nie wiem, co dalej dziać się będzie…” W czerwcu 1619 kardynał Dietrichstein przy pomocy potajemnych stronników uciekł do Wiednia, gdzie przekonywał Ferdynanda Habsburga by próbował załatwić kwestię morawską mimo wszystko w sposób pokojowy.

Po aresztowaniu Lobkowicza znaczenie na Morawach zyskał Wacław Bitowski z Bitova – jeden z przywódców rebelii. Został on  mianowany w lutym 1620 roku przez rząd „króla zimowego” przebywający w Brnie morawskim sędzią. Zasłużył się m.in. zniszczeniem sanktuarium maryjnego na górze Hostyn ponad posiadaną przez siebie wsią Bystrzyce. Jeszcze przed wojną uczestniczył w akcji przeciw bratu Jana – Mikołajowi Sarkanderowi. Z samym Janem Sarkandrem wszedł w spór, zakazując w roku 1616 swoim poddanym płacenia dziesięciny na Kościół. Parafia holeszowska była solą w jego oku także dlatego, że przed wojną apostolat Sarkandra w Holeszowie uzyskał dodatkowego możnego patrona w osobie Albrechta Waldsteina (Wallensteina), który po śmierci żony w roku 1614 przejął spory majątek na Morawach i holeszowskiej parafii w roku 1617 przeznaczył rentę w wysokości 200 złotych morawskich rocznie. Wallenstein po wybuchu wojny zaciągnął pieszy regiment liczący 3000 żołnierzy, który w krytycznym kwietniu 1619 stacjonował w rejonie Ołomuńca. Na wieść o wypadkach w Znojmie oraz nadciąganiu z północy oddziałów śląskich Wallenstein 30 kwietnia zabrał z Ołomuńca zawartość morawskiego skarbca i uciekła z częścią żołnierzy do Wiednia, stając po stronie Ferdynanda. Nowe władze morawskie ogłosiły przepadek jego majątku. Postępek Wallensteina skrytykował nawet kardynał Dietrichstein, jak wyżej wskazano, zwolennik pojednania i zażegnania konfliktu w drodze porozumienia, choć pewnie Wallenstein okazał się większym od niego realistą.

Wobec eskalacji buntu na Morawach i otwartej wrogości nowych władz Jan Sarkander zdecydował się za radą wiernych wyjechać z Holeszowa do Polski. Za zgodą przełożonego dziekana kromieryskiego ruszył w lipcu roku 1619 pielgrzymkę do Częstochowy, pozostawiając parafię pod opieką kapelana zamkowego ks. Samuela Tuczka. Podróżował przez Kraków, dokąd udawał się koniuszy uwięzionego Lobkowicza. U jasnogórskich paulinów Jan przebywał przez cztery tygodnie. W drodze powrotnej zatrzymał się w Rybniku, gdzie doszły go wieści o opanowaniu przez protestantów kościoła w Holeszowie. Wobec tych informacji w październiku 1619 z Rybnika Jan Sarkander wysłał list z rezygnacją z holeszowskiego probostwa, z którym związanych obowiązków nie był w stanie wykonywać. Rezygnacja ta nie została jednak przyjęta albo Jan zmienił zdanie, bo w listopadzie 1619 roku wrócił na Morawy do Holeszowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klasztor jasnogórski

V. Lisowczycy wkraczają na Morawy.

Tymczasem, 3 lutego 1620 roku lekkie chorągwie lisowskie pod pułkownikiem Jędrzejem Kleczkowskim przeszły Odrę i ruszyły pod Wiedeń z pomocą cesarzowi. Lisowczycy przysłużyli się Ferynandowi walnie w listopadzie roku 1619 pod Humiennem na górnych Węgrzech, gdzie rozbili wojska Rakoczego i zagrozili wejściem do Siedmiogrodu, co stanowiło jedną z przyczyn cofnięcia się spod Wiednia oddziałów księcia siedmiogrodzkiego Bethlena Gabora. Z interwencją Rakoczego na dzisiejszej Słowacji wiązało się m.in. męczeństwo we wrześniu 1619 roku jezuitów koszyckich, w tym uznanego przez Jana Pawła II świętym, Polaka Melchiora Grodzieckiego. Warto wspomnieć trochę o tej postaci, bo jej losy również splotły się z Morawami i ziemią kłodzką w przededniu wojny trzydziestoletniej.

Melchior, urodzony się w szlacheckiej rodzinie polskiej herbu Radwan we wsi Grodziec na Śląsku cieszyńskim, był bratankiem biskupa ołomunieckiego. Po skończeniu kolegium jezuickiego w Wiedniu, nowicjatu w Brnie i przyjęciu ślubów zakonnych pracował jako nauczyciel m.in. w kolegium w Kłodzku. Po studiach filozoficznych i teologicznych w Pradze przyjął święcenia kapłańskie. W chwili wybuchu czeskiego powstania zarządzał jezuicką bursą dla ubogiej młodzieży w Pradze. Po defenestracji i objęciu władzy przez Dyrektoriat, podobnie jak inni jezuici został ze stolicy Czech przegnany, udając się na spokojne wówczas Morawy do Brna. Gdy w maju 1619 i tu dotarła rebelia przeciw Ferdynandowi, jak wyżej wspomniano, powtórzył się scenariusz praski. W samym Brnie jezuici zostali wypędzeni, ale następnie ruszono za nimi w pościg, pojmano i sprowadzono z powrotem pod zarzutem… podpalenia budynków miejskich. Gdy po kilku dniach ich wypuszczono Melchior udał się wówczas na górne Węgry właśnie, do Humiennego, a potem został skierowany do Koszyc. Jak wyżej wspomniano,  sytuację w Czechach oraz śmierć w marcu roku 1619 cesarza Macieja Habsburga postanowił wykorzystać lennik turecki, książę siedmiogrodzki Bethlen Gabor, który zgromadziwszy wojska ruszył w sierpniu na Wiedeń. Gabor wspierał Fryderyka, palatyna reńskiego na tron Czech. Równolegle na górnych Węgrach organizował oddziały zausznik Gabora, miejscowy magnat Jerzy Rakoczy. Na początku września roku 1619, przypuszczalnie jako działanie osłonowe wyprawy Bethlena Gabora, podjął on marsz na Koszyce, niszcząc po drodze posiadłości kościelne, m.in. klasztor i konwent franciszkański w Saros, gdzie zakonników biczowano, a jednego z nich – ojca Mikołaja Hermondę poddano ciężkim torturom tak, że zmarł.

Cesarski dowódca garnizonu Koszyc Andrzej Doczy miał dość trudną sytuację. Doszło do buntu miejscowych protestantów, którego przywódcami byli kalwiński kaznodzieja Peter Alvinczy oraz rajca Melchior Reyner. Na wieść o zbliżających się wojskach Rakoczego ogłosili oni kapitulację miasta, i w zamian za obietnicę oszczędzenia mieszkańców otwarli 5 września 1619 roku bramy przed siłami siedmiogrodzkimi. Pojmano gubernatora Doczego, który w kajdanach powędrował do Siedmiogrodu, zaś kalwini pod przywództwem Alwinczego, mimo zawartego porozumienia, domagali się od Rakoczego wymordowania koszyckich katolików. Ostatecznie Rakoczy poprzestał na trzech miejscowych kapłanach – Melchiorze Grodzieckim, Stefanie Pongraczu i Marku Kryżu, których aresztowano 7 września. Gdy odmówili przejścia na kalwinizm, w nocy z 7 na 8 września roku 1619 zostali poddani torturom. Najciężej, kilka godzin torturowano pochodzącego z Węgier ks. Pongracza, którego uznano za martwego i wrzucono do kloaki, gdzie długo konał. Księży Melchiora Grodzieckiego i Marka Kryża ścięto wcześniej toporem po torturach, które obejmowały m.in. rozciąganie na belkach, kaleczenie nożami, ściskanie głów sznurami, wyrywanie ciała obcęgami, obcinanie członków i przypalanie pochodniami. Zwłoki męczenników wrzucone najpierw do kloaki, wyniesiono za miejskie mury i przysypano gruzem.

Bethlen Gabor 14 października zajął ze swym wojskiem Preszburg (Bratysławę), a w listopadzie wspomagany przez Czechów i Morawian stanął pod Wiedniem. W listopadzie roku 1619 od północy, z ziem Rzeczypospolitej na górne Węgry wkroczyły na prośbę cesarskich urzędników, w tym hrabiego Michała Adolfa von Althanna oddziały tzw. kozaków lisowskich pod wodzą pułkownika Walentego Rogawskiego – doskonałej choć żyjącej z łupów jazdy, zaprawionej w kampaniach moskiewskich. Impulsem do akcji była wieść o podejściu wojsk Rakoczego pod Koszyce. Oddziały kozackie prowadził szlachcic węgierski, konwertyta na katolicyzm, niedawny rywal Gabora do księstwa siedmiogrodzkiego – Jerzy Hommonai, który wypłacał części lisowczyków żołd oraz prowadził też własnych żołnierzy. 21 listopada lisowczykom zamknął drogę Rakoczy ze swoim wojskiem, rozlokowując je w ciasnym podgórskim przesmyku. Lisowczycy obeszli jednak pozycje siedmiogrodzkie i zmusili Rakoczego do odwrotu pod Humienne. Dwa dni później w bitwie pod tym miastem po pozorowanej ucieczce i śmiałych szarżach lisowczycy rozbili wojska Rakoczego, który uciekł do zamku w Makowicy. Zginęło kilka tysięcy siedmiogrodzian (ks. W. Dębołecki pisze o ponad 7000 zabitych), zaś lisowczycy zdobyli 17 chorągwi. Koszyc jednak lisowczycy nie zajęli, albowiem, jak pisze ich kronikarz ks. Dembołęcki, po pościgu za Rakoczym doszło między nimi do rozłamu i sporów między innymi o dalszy kierunek kampanii, zaś Walenty Rogawski został usunięty z pułkownikowania. W tej sytuacji, wobec zbliżającej się zimy i wieści o zorganizowaniu przez Jerzego Szecsiego nowej 15-tysięcznej armii, na początku grudnia 1619 lisowczycy wrócili przez beskidzkie przełęcze do Małopolski. Kolejnym ich wystąpieniem był wspomniany marsz na Wiedeń w lutym roku 1620.

Lisowczycy szli pod Wiedeń szybkim marszem i – jak zanotował ich kapelan ks. Wojciech Dembołęcki – już rano w piątek, 8 lutego stanęli u bram stolicy, zaskakując samą załogę miasta, która nie był pewna czy to nie czasem przeciwnik. Cesarz spodziewał się raczej morawskich rebeliantów i z nieufnością potraktował przybyłe oddziały, trzymając je pod murami prawie dwa dni – dopiero 10 lutego skierowano je na kwatery. Po drodze przechodząc przez Morawy, 5 lutego kozacy przeszli przez okolice Bystrzyc należących do Bitowskiego, które mieli rzekomo spustoszyć, 6 lutego dotarli do Holeszowa. Na wieść o tym Jan Sarkander, żeby pokazać, iż miasto jest katolickie, wyszedł przed jego mury z procesją z Najświętszym Sakramentem, śpiewając Te Deum Laudamus. Jeźdźcy polscy na widok procesji pozsiadali z koni i poklękali, zostawiając Holeszów nie niepokojony. Wydaje się, że przekazy o grabieżach lisowczyków podczas tego pochodu są przesadzone. Jak wynika z podanych wyżej dat – lisowczycy spieszyli się pod Wiedeń, gdzie dotarli zaledwie w pięć dni, zaskakując samego Ferdynanda. Jak pisze H. Wisner w swojej pracy Lisowczycy, chorągwie kozackie (tj. lekkie), liczące podczas pochodu w lutym 1620 około 3000 szabel, miały świadomość, iż idą przez kraj pełen wrogiego wojska. Unikały postojów i walki, w sytuacjach zaskoczenia radząc sobie śmiałością i przebiegłością. Zatrzymywano się jedynie by zdobyć żywność, a i w takich wypadkach dochodziło do starć z następującym pościgiem ze strony morawskich protestantów.

Po wspomnianym przejściu lisowczyków morawscy protestanci wysunęli przeciw Janowi Sarkanderowi oskarżenia, że skoro przybył na Morawy z powrotem tuż przed przyjściem lisowczyków, to zapewne był z nimi i z Władysławem Lobkowiczem w zmowie. Po przejściu lisowczyków Wacław Bitowski, sędzia z nadania rebeliantów, rozpoczął niezwłocznie akcję mającą na celu aresztowanie Jana. Jan ostrzeżony opuścił tymczasem Holeszów i udał się na zamek w Towaczowie, a następnie w dalszą drogę. W lesie koło Troubek został pojmany i przewieziony do opanowanego przez protestantów Ołomuńca. Zarzucono mu m.in. zdradę i spiski z lisowczykami, do czego się nie przyznawał, a także sprowadzanie do morawskich parafii jezuitów. Oczekiwano też, że wyjawi tajemnicę spowiedzi uwięzionego namiestnika Moraw – Władysława Popiela Lobkowicza. Sądem kierował miejscowy „ludowy wojenny komisarz” wspomniany już Waclaw Velen z Żerotina. 13 lutego 1620 rozpoczęto przesłuchania, zaś 14 lutego tortury, podczas których rozciągano mu na tzw. skrzypcu członki i przypiekano boki pochodniami. 18 lutego nastąpiła kolejna część mąk – ściskano Janowi głowę żelazną obręczą, oblepiono smołą i pierzem, wreszcie podpalono.  Śledczy pragnęli się wykazać – w tym czasie przez Ołomuniec przejeżdżał w drodze do Wrocławia, sam wybrany na tron czeski palatyn reński Fryderyk.

Jan Sarkander odmówił wyjawienia tajemnicy spowiedzi, za bezzasadny uznał zarzut nawracania mieszkańców Holeszowa, albowiem kierował się dobrem ich dusz. Po okrutnych torturach konał kilka tygodni, podczas których próbowali mu ulżyć m.in. przebywający z nim w więzieniu zakonnicy kartuscy. Zmarł nocą 17 marca 1620 roku. Jeden z sędziów – katolik Jan Scintilla, zmuszony groźbami do uczestniczenia w procesie, obmył ciało, ubrał je w kapłańskie szaty i przygotował do pochówku. Dopiero po tygodniu uzyskał zgodę władz na pogrzeb, który wcześniej został wstrzymany wskutek ataku protestantów. Ostatecznie pochówek odbył się po cichu rankiem 24 marca 1620 w miejscowym kościele.

https://i2.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/89/Ioannes_Sarcander.png

A. Lubliński: Jan Sarkander (1702)

VI. Epilog.

Wojna, która rozpoczęła się w Czechach w roku 1618, mimo klęski protestanckich rebeliantów na jesieni roku 1620 pod Białą Górą i upadku „króla zimowego” Fryderyka, wskutek interwencji w konflikt europejskich mocarstw Francji oraz będącej na łupieżczym „dorobku” Szwecji miała potrwać 30 lat i, przynosząc zniszczenie Śląska, Czech i Moraw, nie przyniosła rozstrzygnięcia. Wojna trzydziestoletnia osłabiła Habsburgów, także hiszpańskich, wzmocniła Szwedów i Francję. Prawdziwym zwycięzcą była jednak strona nie biorąca udziału w walce – Anglia. Na polu ekonomicznym znaleźli się jeszcze jedni, pozostający na uboczu, zwycięzcy. Jak pisze Paul Johnson: „W roku 1618 w Niemczech wybuchła wojna trzydziestoletnia. W początkowej fazie wojny Habsburgowie popadli nieomal w ruinę. Wówczas to Żydzi, a zwłaszcza finansista Jakub Bassevi z Pragi, pomogli im dźwignąć się z upadku. Dlatego też kiedy sprawy przybrały inny obrót po bitwie pod Białą Górą i cesarskie wojska odzyskały Pragę (1620), jedynie dzielnica żydowska uniknęła złupienia. Cesarz Ferdynand II osobiście podarował Basseviemu dwa spośród najwspanialszych domów skonfiskowanych protestantom. Ów wielki konflikt, który zrujnował Niemcy, pozwolił Żydom zająć centralne miejsce w europejskiej ekonomii. Liczne armie musiały podczas wojny pozostawać latami w polu, często także w zimie. Istniejąca we wschodniej Europie żydowska sieć zaopatrzeniowa zapewniała dostawę żywności i paszy dla koni. Żydzi uruchomili ponadto odlewnie dział, wytwórnie prochu i przetrząsali Europę i Wschód w poszukiwaniu broni. Nade wszystko jednak gromadzili gotówkę, często wynajdując oryginalne sposoby użycia niewykorzystywanych aktywów cesarskich” (Historia Żydów).

Jeszcze w czasie wojny trzydziestoletniej rozpowszechniła się pamięć Jana Sarkandra jako męczennika. W liście z początku kwietnia 1620 r. kardynał Dietrichstein napisał do cesarskiego sekretarza: ,,Jan Sarkander, ksiądz holeszowski, takich doznawał męczarni, że był przypalany ogniem na piersiach, … W trzecim tygodniu zmarł śmiercią męczeńską i osiągnął palmę męczeńską”. W tym samym roku w Paryżu (!) ukazała się książka ”Wielkie okrucieństwa i tortury na osobie dostojnego ojca w Bogu, Jana Sarkandra, dziekana i proboszcza w Holeszowie na Morawach,w królestwie czeskim; spis cudów, które uczynił po swojej śmierci”. Jednym ze świadków męczeństwa był wspomniany Jan Scintilla, który w roku 1625 spisał swoje świadectwo. W roku 1629 kaznodzieja Zygmunta III Wazy ks. Fabian Birkowski wydał w Krakowie kazania wspominające męczennika morawskiego Jana Sarkandra. W roku 1642 Ołomuniec zajęli Szwedzi generała Torentsona i utrzymywali go aż do roku 1650 to jest jeszcze prawie dwa lata po zawarciu kończących wojnę trzydziestoletnią traktatów westfalskich, doprowadzając miasto do ruiny. Ołomuniec nigdy już nie odzyskał głównej roli na Morawach, którą przejęło Brno. Już w 2 połowie XVII stulecia do Ołomuńca przybywały pielgrzymki z Polski, Śląska, Czech i Austrii. Miejsce kaźni Sakrandra nawiedził także Jan III Sobieski, idąc z odsieczą pod Wiedeń.

File:Olomouc-Horní náměstí.JPG

Ołomuniec – barokowa kolumna św. Trójcy (źródło: wikipedia.org; Public Domain)