BOŻY BOJOWNICY W SUDETACH (16/3) – ŚLĄSK PŁONIE

 

Żagiew

Śląsk pozostawał przez pierwsze kilka lat na uboczu zawieruchy w Czechach, choć i tu sporo się działo. W lipcu 1418 doszło do buntu we Wrocławiu, ponoć zainicjowanego przez rzeźników – tłum ruszył na ratusz i pochwycił znajdujących się tam burmistrza i rajców. Pod pręgierzem na rynku ścięto sześć osób, kolejną zrzucono z wieży ratusza prosto na włócznie stojącego u jego stóp motłochu. Obrabowano miejski skarbiec i zniszczono dokumenty, w tym przywileje miejskie. Zajście miało charakter lokalnego zamachu stanu, albowiem przywódcy rebelii wybrali spośród siebie nowy samorząd. Wacław IV czeski, znany ze swej słabości, nie interweniował. Jego następca – Zygmunt Luksemburski, powodowany wydarzeniami roku 1419 w Czechach, podczas sejmu wrocławskiego na początku roku 1420 postanowił zareagować i pojmał tych sprawców, którzy, licząc na bezkarność, nie wyjechali z miasta. Wytoczono im proces za udział w buncie oraz morderstwo. W rezultacie 31 osób skazano na śmierć, 27 – na banicję. Po uczestnikach rzeźnickiego puczu w połowie marca roku 1420 stracono Jana Kraskę – czeskiego husytę, jednego z przywódców zeszłorocznej rebelii praskiej. Podczas tego samego sejmu książęta śląscy złożyli hołd lenny Luksemburczykowi, a śląska Świdnica stała się bazą pierwszej wyprawy Zygmunta na Czechy w tym samym roku, której niepowodzenie opisano w poprzednim odcinku.

W roku 1422 Zygmunt Luksemburczyk mianował starostą generalnym Śląska biskupa wrocławskiego Konrada z Oleśnicy. Ten zgermanizowany Piast nie cieszył się przychylnością polskich kronikarzy – Długosz określał go jako złośliwca, obżartucha, wręcz rozpustnika. Książęta śląscy oczywiście obawiali się, że pożar rozprzestrzeni się na Śląsk, na który docierali pojedynczy husyccy kaznodzieje. Aby się zabezpieczyć utrzymywali kontakty z miastami czeskiego pogranicza – i tak w roku 1424 książę ziębicki Jan zawarł porozumienie z Kłodzkiem i Bystrzycą Kłodzką o pomocy przeciw husytom. Niektórzy mieszkańcy Śląska na przedłużającej się wojnie w Czechach postanowili natomiast zarobić. W roku 1424 Zygmunt Luksemburczyk był zmuszony wydać zakaz dostaw husytom broni, żywności, odzieży i innych artykułów pierwszej wojennej potrzeby.

Taboryci postrzegali Śląsk jako teren pod władzą lenników Luksemburczyka, więc terytorium wrogie, a jednocześnie – jako obszar możliwych, łatwych łupów. Pierwsza rejza spadła na śląskie pogranicze pod koniec roku 1425. „Sierotki” po Żiżce pod wodzą księdza renegata Ambrożego najpierw splądrowały Radków. W miasteczku pod Szczelińcem Ambroży szukał rewanżu wobec dawnego proboszcza hradeckiego Mikołaja, który po wygnaniu przez taborytów z macierzystej parafii znalazł przystań na ziemi kłodzkiej. Dwaj duchowni próbowali uciec przy pomocy mieszkańców w niewieścim przebraniu – jeden z nich został rozpoznany, gdy pocieszał płaczące dziecko i zabity. Sam Mikołaj został pochwycony i, gdy odmówił zaparcia się wiary katolickiej, żywcem spalony. Od Radkowa husyckie oddziały skierowały się doliną Nysy Kłodzkiej na śląski gród Warta – dzisiejsze Bardo. 3 grudnia po szturmie przeważających sił miasto padło i zostało splądrowane. Spalono oba znajdujące się tam kościoły, w ogniu zginął m.in. przeor kamienieckich cystersów, husyci złupili ich dobra i wrócili do siebie.

W dymie pożarów

Rejza roku 1425 była ostrzeżeniem. Sprzymierzony z Janem ziębickim starosta kłodzki Puta z Czastołowic zorientował się w zagrożeniu. Korzystając z zaangażowania łupieżczego husytów w roku 1426 w Bawarii, na Morawach i w dolnej Austrii, prowadził prace fortyfikacyjne miasta. W następnym roku zburzono nawet znajdujący się poza murami, lecz w ich pobliżu klasztor franciszkanów, aby nie dawał osłony wrogom w razie ewentualnego napadu. Organizowano zjazdy książąt i miast śląskich, które miały omówić kroki zaradcze przeciw zagrożeniu, w rozmowach uczestniczyły również miasta Górnych Łużyc. W roku 1426 husyci uderzyli jednakże na inną część Śląska – ich łupem padł klasztor benedyktynek w Lubomierzu koło Lwówka Śląskiego. Ksienię i 16 sióstr zamordowano, pozostałym zakonnicom udało się ujść i ukryć. Podpalony przez husytów klasztor spowodował pożar całego miasta, uciekających mieszkańców zabijano. Według niektórych relacji husyci próbowali też wówczas zdobyć zamki Chojnik i Sokolec. W czerwcu husyci rozbili pod Usti nad Łabą siły łużyczan. W lipcu 1426 roku najazd dotknął dobra cysterskie opactwa krzeszowskiego. Spłonęły pozbawione umocnień Lubawka i Chełmsko Śląskie, husyci podeszli pod Kamienną Górę, lecz przypuszczalnie nie udało im się zdobyć miasta. Spustoszyli jednak okolicę i zamek Straża, a wracając spalili Krzeszów, mordując około 70 cysterskich braci. Podczas ataku zaginął na prawie 200 lat znajdujący się w kościele, łaskami słynący obraz Matki Boskiej Łaskawej, schowany przez jednego z zakonników pod podłogą zakrystii. Przewodnikami husytów byli przypuszczalnie jacyś chłopi z okolicznych wsi, co skończyło się egzekucją kilku z nich rok później, z wyroku sądu krzeszowskiego opata. Na wieść o powyższych wypadkach doszło do podpisania w Lwówku Śląskim sojuszu stanów Górnych Łużyc z księstwem świdnicko-jaworskim zawartego na okres jednego roku. Podobny sojusz – tym razem ogólno-śląski i to na 10 lat zawarto w marcu roku 1427 na zjeździe w Strzelinie. Opiekunami sojuszu zostali biskup Konrad i książę brzesko-legnicki Ludwik. Ustalenia zjazdu wdrażano jednak opieszale, brak było zwłaszcza koordynacji działań między poszczególnymi książętami i miastami.

Husyci tymczasem w kwietniu roku 1427 ponieśli ogień i zniszczenie na Górne Łużyce, zaś w maju tegoż roku, po zdobyciu i rzezi Lubania (16-tego tego miesiąca) oraz nieudanej próbie zaskoczenia zamku Czocha, wkroczyli na Śląsk. Byli liczni (około 14 tysięcy zbrojnych) i dobrze zorganizowani. Prowadzili ich Prokop Goły z bratem oraz Welik Kaudelik. Prokop to kolejny eks-kapłan rewolucjonista, pochodzący z bogatej mieszczańskiej rodziny. Po wybuchu rewolucji husyckiej trafił do ekstremistycznych pikardów. W roku 1421 został jako pikard pojmany w Pradze przez kalikstynów. Uwolniono go z więzienia po przejęciu władzy przez radykała Jana Żeliwskiego. Po egzekucji Żeliwskiego w marcu roku 1422 przytulił się do taborytów. Ich wodzem Prokop został po śmierci Żiżki i niepowodzeniach Zygmunta Korybutowicza.

Spod Lubania husyci poszli na Lwówek Śląski. Po drodze doszło do wycinania miejscowej ludności m.in. w wąwozie pod Biedrzychowicami, nazwanym później Zakątkiem Mordu (według przekazów zginęła tam też część husyckich maruderów zaatakowana przez rozjuszonych mieszkańców okolicznych wiosek). 18 maja roku 1427 stanęli na tzw. Górze Szubienicznej na zachód od Lwówka, będącego wówczas jednym z ważniejszych miast śląskich, gdzie założono Wagenburg. Tego samego dnia taboryci wycięli 300-osobowy oddział pieszy, który próbował dotrzeć do miasta. Szturmu na dobrze umocniony Lwówek jednak nie podjęli. Husyci kontynuowali marsz na zachód – na Złotoryję. Na wieść o ich zbliżaniu się zebrane pospiesznie pod Złotoryją siły śląskie rzuciły się do ucieczki. Miasto nie było ufortyfikowane i padło 30 maja łatwym łupem husytów. Część mieszkańców schroniła się do kościoła joannickiego Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Husyci kościoła nie zdobyli i odeszli ze zdobyczami do Czech. W czerwcu pojawili się ponownie na Górnych Łużycach, ale na krótko – szykowała się bowiem kolejna wyprawa na Czechy, którą w kwietniu, w czasie, gdy taboryci plądrowali poprzednio Górne Łużyce, uchwalił sejm Rzeszy. Wyprawa ta ruszyła jednak dopiero w lipcu, bez zdemoralizowanych majową rejzą wojsk śląskich, nie stwarzając zresztą, wskutek złej koordynacji działań trzech grup krzyżowców i zdecydowania Prokopa Gołego, większego zagrożenia. Po raz kolejny stronnicy Luksemburczyka zdołali przejść do ofensywy dopiero w roku 1431, co dało husytom w międzyczasie swobodę prowadzenia najazdów.

„Najwspanialsze z jazd”

Rok 1428 przyniósł ziemi śląskiej jeszcze gorsze klęski. Wprawdzie na początku roku bojownicy Prokopa pustoszyli Morawy, jednak 12 marca przeszli z nich w granice Śląska, w rejonie Nysy. Prokopa wspierał kniaź Fiodor Ostrogski, który na wiosnę roku 1430 miał „zasłynąć” z napadu na klasztor jasnogórski oraz rycerze polscy – Dobko Puchała i Piotr, zwany Polakiem. Liczebność wojsk husyckich mogła wynosić nawet około 20 tysięcy wojaków. Szlak rejzy nie był przypadkowy – wiódł przez terytoria potencjalnych sprzymierzeńców. Minięto Opawę i skłoniono księcia głubczyckiego Wacława do przyjęcia czterech artykułów praskich, a następnie zawarto przymierze z panem na Głogówku – księciem Bolkiem V zwanym Wołoszkiem. Ten przyjęcie husytyzmu wykorzystał do przejęcia całości majątków kościelnych na swojej ziemi i wygnania kapłanów katolickich. Sojusz z Prokopem dawał mu również bezpieczeństwo przed łupieżczymi apetytami Czechów. Na taki sam krok zdecydował się wkrótce władca Niemodlina Bernard oraz Bolko opolski. Spod Głogówka rozpuszczono zagony pod Krapkowice i Prudnik, które to miasta złupiono bez większych przeszkód. Główne siły Prokopa pomaszerowały na biskupią Nysę, gdzie czoło postanowił im stawić biskup Konrad ze zgromadzonymi oddziałami. Siły obu stron były mniej więcej równe: szacuje się je na niecałe 10 tysięcy żołnierzy, ale husyci dysponowali dwoma rodzajami Wunderwaffe – wozami bojowymi oraz postrachem. Podczas starcia, do którego doszło 18 marca 1428 pod murami Nysy, część wojsk biskupich po prostu z placu boju uciekła, zaś jazda śląska poniosła spore straty. Nysy husyci nie zdołali zdobyć, splądrowali więc jej przedmieścia. Tego samego dnia zostały spustoszone Głuchołazy i Paczków, zaś Prokop pociągnął doliną Nysy pod Kamieniec. 20 marca zniszczono klasztory cysterskie w Kamieńcu i Henrykowie.

Druga fala husytów uderzyła tymczasem z dwóch stron – od bramy międzyleskiej i kudowskiej na ziemię kłodzką. Zajęto i splądrowano Międzylesie, Lewin oraz Duszniki, zaś po oblężeniu – zamek Homole, który swoją siedzibą uczynił Piotr Polak. Zniszczono zamki Szczerba i Karpień. Obroniło się natomiast samo Kłodzko, gdzie mieszczan do obrony zagrzewał przeor kanoników regularnych Henryk. Jeszcze przed Wielkanocą łupem husytów padły Ząbkowice Śląskie, gdzie grupa spod Kłodzka połączyła się z tą idącą spod Nysy. Wszędzie w ramach „wspaniałej jazdy” dochodziło do bezczeszczenia kościołów i zabijania księży oraz zakonników. W Ząbkowicach w klasztorze dominikanów pozostali superior Mikołaj Karpentariusz, ojciec Jan Buda oraz diakon Andrzej Cantoris. Zginęli oni z rąk husytów – ojca Jana uderzono maczugą, a następnie rozsiekano. Ojca Mikołaja spalono na stosie z wyniesionych z kościoła obrazów, rzeźb, szat i nakryć liturgicznych. Diakon próbował wymknąć się z miasta, ale schwytano go, przywiązano do Bramy Wrocławskiej – zginął od strzał z łuku lub rzuconej włóczni. Wszystkich zakonników przed śmiercią oskalpowano, wyszydzając w ten sposób noszoną przez kapłanów tonsurę. Straszny los spotkał również pozostałych w mieście ząbkowiczan, którym nie udało schronić się w zamku. Inny zagon husycki podszedł i zajął Brzeg. W międzyczasie padł Otmuchów (obronił się miejscowy zamek), zaś 1 kwietnia główne siły Prokopa znalazły się pod Strzelinem. Stąd rozlały się po okolicach przez Sobótkę i Kąty po Środę Śląską. Husyci opanowali Dzierżoniów, a także zamek na Ślęży, gdzie osiadł watażka Jan Kolda. Mijając Wrocław Prokop zapuścił aż po Chojnów, Lubin i Ścinawę. Dwa ostatnie miasta ocalały. Na wieść natomiast o losie Chojnowa, gdzie wycięto mieszkańców, ludność Bolesławca uciekła do okolicznych lasów i podpaliła miasto. Na początku maja husyci znaleźli się ponownie pod Wrocławiem, gdzie spustoszyli przedmieście mikołajskie oraz okoliczne wsi. W połowie maja jeden z zagonów dotarł do Złotoryi, gdzie mordowano mieszkańców, księży i zakonników franciszkańskich. Opata Tomasza spalono w beczce przy Bramie Legnickiej. Ponownie jedynym ocalałym obiektem był kościół Najświętszej Marii Panny, który dysponował na takie wypadki m.in. własną studnią i piekarnią. Przypuszczalnie ta sama grupa próbowała potem bezskutecznie zdobyć Jelenią Górę i podeszła aż do pozbawionego umocnień Wlenia, próbując zaskoczyć zamek Lenno. To właśnie z tego epizodu zmagań pochodzi opowieść o fortelu jakim miała się posłużyć załoga by przekonać napastników, że ma wody pod dostatkiem – wylewano ją ponoć po podgrzaniu na głowy oblegających. Husyci Lenna nie zdobyli, za to spustoszyli Bystrzycę, Sokołowiec i Świerzawę. Pod Lwówkiem Śląskim musieli jednak zawrócić.

W maju i czerwcu 1428 roku inne grupy husyckie plądrowały Górny Palatynat i Austrię. W lipcu kilkutysięczny oddział pojawił się pod Bolkowem. Po półtoramiesięcznym oblężeniu 29 sierpnia zdobyto szturmem miasto, wycinając większość ludności w pień i niszcząc zabudowania. Zamek się obronił. Podczas wydarzeń uderzał bezwład książąt śląskich, z których część w zamian za obietnicę nie niepokojenia przeszła na stronę husycką i przyjęła artykuły praskie, albo unikała starcia, zamykając w większych miastach oraz zamkach. Na wieść o pustoszących Śląsk husytach, z miejscowych Piastów szydził sam Jagiełło, pisząc w liście z dnia 1 kwietnia 1424 roku (za: R. Primke, M. W. Szerepa: Wojny husyckie na Śląsku, Łużycach i Pomorzu):dziwię się bardzo waszym ludziom, a zwłaszcza rycerstwu, która jak wojenna i do wojny przysposobiona oraz śmiała wszędzie w świecie słynęła, jakim sposobem w obronie ich panów i poszerzeniu swej sławy tak gnuśnymi się okazali”. W grudniu 1428 husyci kontrolowali część Śląska ze zdobytych zamków, zaś pod Kłodzkiem gromadziła się kolejna grupa, niszcząc m.in. kościół w Starym Wielisławiu. Na umocniony obóz naszły o zmierzchu 27 grudnia nadciągające oddziały księcia Ziębickiego Jana. Wywiązała się walka. Atak śląskiej jazdy załamał się pod ostrzałem z broni palnej, a na osłabionych rycerzy Jana uderzyli taboryci. Podczas ucieczki, na mokradłach w dolinie Bystrzycy Dusznickiej zginął ostatni Piast ziębicki (miejsce jego śmierci znaczy kaplica na północny wschód od wsi). Idąc za ciosem husyci zajęli Radków, Międzylesie, Bystrzycę Kłodzką (to wtedy miała miejsce podkop, który zburzył wieżę kościoła farnego pozostającego w ciągu murów miejskich) i Nową Rudę, pustosząc je niemiłosiernie, a w styczniu roku 1429 przez Ziębice i Brzeg doszli aż do Oławy, którą również zdobyli. 17 stycznia, w dzień świętego opata Antoniego, wojska wrocławskie wyparły husytów, którzy wycofali się na Strzelin i Henryków, grabiąc co się da. Kolejne uderzenie taboryckie poszło na Niemczę, z której uczyniono dogodną bazę wypadową, a pod koniec stycznia oddziały husyckie liczące prawie 10 tysięcy żołnierzy i kilkaset bojowych wozów stanęły pod Świdnicą. Miasto próbowano wziąć z marszu szturmem, liczono na współpracę z sojusznikami wewnątrz murów – dwóch szpiegów ujęto, o czym pisał miejscowy starosta, zaś wobec dobrego zaopatrzenie Świdnicy w broń palną taboryci musieli odstąpić. Rejza zakończyła się pod koniec lutego 1429 roku, jednak już w kwietniu jakiś zagon pojawił się aż pod Bolesławcem, paląc przedmieścia miasta.

W czerwcu 1429 roku husyci najechali Górne Łużyce i księstwo żagańskie, niszcząc m.in. miasto Frydlant. Książę żagański Jan musiał zapłacić okup, splądrowano natomiast miejscowy klasztor augustianów. 18 czerwca taboryci stanęli ponownie pod Bolesławcem – tym razem taktyka V kolumny się powiodła. Mieszkający w mieście smolarz podpalił tzw. górną bramę, przez którą husyci wdarli się do miasta. Mieszkańcy, którzy schronili się w klasztorze dominikanów zostali wymordowani, splądrowano kościoły miejskie i ratusz, proboszcza ścięto, zaś burmistrzowi rozbito głowę dyszlem od wozu. Duchownych i miejscowych zakonników zapędzono do kościoła św. Jadwigi i spalono, wreszcie podpalono część miasta. Z pozostałymi przy życiu mieszczanami uzgodniono okup, a w celu zabezpieczenia jego wypłaty wzięto zakładników. W braku wpłaty w uzgodnionym terminie husyci zapowiedzieli powrót, spalenie całego miasta i wymordowanie jego mieszkańców.

Pożar u polskich granic czyli Jagiełłowe dylematy

Wobec kolejnych łupieżczych najazdów husyckich na Śląsku, część książąt poprosiła o opiekę Królestwo Polskie. Władysław Jagiełło wysłał na pomoc książętom głogowskim oddziały Piotra Szafrańca. Mimo tego, że główne siły husyckie opuściły Śląsk, w zajętych zamkach takich jak Niemcza czy warownia ślężańska pozostały gromady, które napadały okoliczne dobra oraz kupieckie szlaki. Jednym z watażków, działającym na pograniczu Moraw w oparciu o sprzymierzone z husytami księstwa Śląska opolskiego był Dobko Puchała. Mimo nakazu powrotu Jagiełły pozostał na Śląsku opawskim, gdzie współdziałał z Zygmuntem Korybutowiczem. Na Śląsku działali też miejscowi rycerze o inklinacjach rabunkowych np. pan na Sokolcu i Niesytnie Hans von Czirne – którzy przeszli na stronę husytów.

Jesienią roku 1429 następna „wspaniała jazda” przyniosła kolejne zniszczenia na Łużycach – ocalały Budziszyn i Zgorzelec, ale taboryci dotarli aż do Gubina, który spalili. Wracając splądrowano ponownie Lubań. Kolejnymi celami były ziemie saksońskie i frankońskie. Śląsk nie cieszył się jednak długo spokojem – w marcu 1430 roku rejza Jakuba Kromieszyna przeszła przez Śląsk dolny, kierując się na Gliwice, Bytom i Kluczbork, na które spadła w kwietniu. Czechów wspierali Zygmunt Korybutowicz, który uparcie próbował wykroić dla siebie jakieś władztwo, Dobko Puchała i książę Bolko Wołoszek. Wraz z „sierotkami” Biedrzycha w wyprawie wziął udział zwolennik Wiklefa, wygnaniec z Anglii Piotr Payne, który od roku 1417 przebywał w Czechach i przystał do taborytów. Awantura husycka przesuwała się coraz bliżej polskich granic, czego rezultatem był napad poczyniony w okresie akcji na Śląsku górnym na klasztor jasnogórski w kwietniu 1430 roku zorganizowany przez notorycznego husytę kniazia Fedora Ostrogskiego. W tym samym czasie na Śląsku dolnym doszło do wyprawy husyckiej na Legnicę. Po drodze husyci spustoszyli rejon Bolkowa i Strzegomia, a 20 czerwca próbowali bezskutecznie z zaskoczenia wziąć Legnicę.

Kontrakcje wobec pozostałych na dolnym Śląsku husytów były prowadzone z miast, które obroniły się przed „wspaniałymi jazdami”. 8 września 1430 roku wojska wrocławskie i nyskie zdobyły Ziębice, prowadzono również działania przeciw konwojom zaopatrzeniowym przeciwnika. Nie udało się natomiast zdobyć mimo próby w październiku Niemczy. W listopadzie – dowódca załogi zamku Otmuchów Mikołaj Altzenau przekazał taborytom warownię wraz ze zgromadzonym tam mieniem biskupa Konrada. Nie miał wiele szczęścia – wkrótce został pochwycony i po procesie ścięty w kwietniu roku następnego we Wrocławiu. Z Niemczy i Otmuchowa w listopadzie husyci przeprowadzili uderzenie odwetowe na Kluczbork, po czym pustoszyli ziemie między Kaczawą a Nysą Szaloną. W okresie Bożego Narodzenia roku 1430 ponownie wkroczyły na Śląsk przez bramę lubawską główne siły taboryckie pod wodzą Prokopa Gołego, idąc doliną Bobru w stronę Górnych Łużyc. Zebrane pospiesznie oddziały śląskie nie zdołałby przeszkodzić temu marszowi i husyci dotarli aż pod Budziszyn. Kolejny rajd na Łużyce przeprowadził w marcu roku 1431 Jan Czapek z sierotkami, zniszczono ponownie Lubań i spalono Leśną.

Marzec roku 1431 był świadkiem ważnych międzynarodowych wydarzeń. Otóż, mimo napadu na klasztor jasnogórski, w którym brali udział aktywni uczestnicy działań wojen husyckich, i zbliżenia tych wojen do samych granic Królestwa Polskiego, wreszcie mimo oczekiwań ze strony Rzymu, Jagiełło nie zdecydował się przystąpić do obozu antyhusyckiego. Jedną z przyczyn takiego działania było traktowanie husytów przez część panów polskich jako czynnika neutralizującego Zygmunta Luksemburczyka i uniemożliwiającego jego ewentualne współdziałanie z Zakonem Krzyżackim przeciw Polsce. Do powyższego doszedł zamęt w ramach trzeszczącej unii polsko-litewskiej. W roku 1429 pojawiła się bowiem koncepcja koronacji Witolda na króla Litwy. Sam Jagiełło początkowo się jej nie sprzeciwiał, traktując ją jako element przetargowy w rozmowach ze szlachtą polską co do następstwa tronu w Krakowie. W marcu roku 1430 na zjeździe w Jedlnie Jagiełło porozumiał się jednak z Polakami w zamian za przywileje szlachecnie (m.in. zasadę neminem captivabimus nisi iure victim), uzyskując obietnicę elekcji na tron swojego syna. W tej sytuacji plany Witolda były przez króla postrzegane jako zagrożenie polsko-litewskiej unii. Wskutek akcji polskiej i sprzeciwu papieża Marcina V do planowanej wrzesień roku 1430 koronacji Witolda, który porozumiał się w tej kwestii z Luksemburczykiem ostatecznie nie doszło. Zmierzające z listami od Zygmunta poselstwo przechwycił podkomorzy poznański Jan Czarnkowski, kolejne poselstwo – już z koroną zostało na wieść o poczynionych przez Polaków krokach zapobiegawczych wstrzymane. Sam Witold zmarł 27 październiku tego samego roku. Wkrótce doszło do na Litwie do konfliktu ze Świdrygiełłą, który sam chciał sięgnąć po czapkę wielkoksiążęcą i uwięził podstępnie Jagiełłę na jesieni roku 1430.

Interweniował w tej sprawie nawet papież Marcin V, pisząc do Świdrygiełły by uwolnił monarchę i do Luksemburczyka by podjął działania w celu takiego uwolnienia. Zacytujmy za Długoszem fragment papieskiego listu do tego ostatniego: „Doszła nas świeżo wiadomość, że najmilszy w Chrystusie Syn nasz Władysław, dostojny król Polski, w Litwie zatrzymany jest i uwięziony. Nie podoba nam się ten gwałt wyrządzony tak wielkiemu królowi, i twej Królewskiej Miłości podobać się także nie może. Obawiamy się bowiem, aby z niego nie wyniknęły zawieruchy wojenne, klęski prawowiernych synów kościoła i rozlew krwi chrześcijańskiej. Nie wątpimy przy tym, że i Czescy kacerze w takim zawichrzeniu snadno podnieśliby głowę i na większe ośmielili się bezprawia. Prosimy zatem twojej Wysokości, abyś zważywszy, jak wielkie szkody i niebezpieczeństwa dla ludów chrześcijańskich wyniknąć by z tego źródła mogły, starał się poróżnionych przywieść do zgody i przymierza braterskiej miłości i pokoju, a rzeczonego króla, którego zawsze tak w mowie jako i piśmie nazywałeś swoim bratem, uwolnić z więzów. Chociażby bowiem był twoim nieprzyjacielem, dla samej godności majestatu królewskiego powinieneś go w tym przypadku ratować, ty, który jesteś ze wszystkich królów najpierwszym, ani należy ci dopuszczać, aby niżsi ośmielali się podnosić ręce na królów, których godność tak jest wysoka, że wszelka jej obraza uważaną być może za świętokradztwo.” Ostatecznie Świdrygiełło uwolnił polskiego króla.

W sytuacji powyższego zamętu dwór krakowski utrzymywał wobec husytów stosunek neutralny. W marcu roku 1431 zmarł papież Marcin V, który nie doczekał się postulowanej współpracy polskiej z cesarstwem przeciw husytom. W drugiej połowie tegoż miesiąca odbyła się w Krakowie debata teologiczna z husytami, na którą przyjechali m.in. Zygmunt Korybutowicz i Prokop Goły. W czasie rozmów krakowskich doszło do dwóch istotnych wydarzeń. Po pierwsze, husyci z terenu Górnego Śląska uderzyli aż na Spisz, na polsko-węgierskie pogranicze, niszcząc klasztor kartuzów w Pieninach (Czerwony Klasztor nad Dunajcem). Oddajmy głos ponownie Długoszowi: „król zaś Władysław, mając z dawna pozwolenie od Stolicy Apostolskiej i udzielone na piśmie upoważnienie od Zygmunta króla Rzymskiego, Węgierskiego i Czeskiego, do podejmowania z Czechami we względzie wiary świętej katolickiej wszelkich godziwych układów i sporów, i nakłaniania ich stosownymi środkami do jedności i posłuszeństwa kościołowi powszechnemu, zezwolił, aby do Krakowa na Niedzielę piątą postu przybyli, gdzie mieli otrzymać posłuchanie u króla, a z wszechnicą naukową Krakowską rozprawić się w rzeczach wiary. Tym celem zawiadomił mistrzów rzeczonej wszechnicy, ‚aby się sposobili do rozprawy z Czeskimi kacerzami i obrony wiary katolickiej.’ Tymczasem gdy się to dzieje, lud zbrojny książęcia Zygmunta, już-to Polacy, już Czesi, między którymi za przedniejszych uchodzili Wierzbie ta z Przyszowa, i Zawisza Wrzaszowski Wojinczek, wypadłszy z Gliwic, z dziką srogością najechali klasztor Kartuzów w technicy, inaczej Doliną Ś. Antoniego zwanej, nad Dunajcom, na pograniczu Węgier i Polski, w mniemaniu, że tani zachowane były wielkie skarby. Złupili najpierwej klasztor z kościołem, z których pozabierali naczynia święto, ubiory, ozdoby i księgi kościelne A przypatrzywszy się polem swej zdobyczy, i poznawszy, że podjęte tak wielkie trudy i niebezpieczeństwa zbyt małą i lichą przyniosły im korzyść, tem większą zapalili się wściekłością, i mnichów rzeczonego klasztoru jednych pozabijali, drugich umęczyli kalectwem i chłostą. Przeora zaś, starca zgrzybiałego, na którym spodziewali się wymóc zeznanie o ukrytych skarbach, związali i z sobą, uprowadzili. Skoro o tym gruchnęły wieści, padł wielki strach na wszystkich, którzy o takowym słyszeli wypadku, jak zwykło przesadzonym w opowiadaniu.” Granica Polski zaczynała płonąć także od południa.

Tymczasem, wykorzystując zaangażowanie taborytów na Górnych Węgrzech oraz nieobecność Zygmunta Korybutowicza, książę Koźla – Konrad zwany Białym zajął w środę po Wielkanocy Gliwice, urządzając, jak pisze Długosz, rzeź husytów. Według kronikarza będąca odpłatą za zniewagę Boga wyrządzoną przez dotychczasowego pana miasta. Co ciekawe, podobnie jak część husyckich sukcesów na Śląsku, Konrad Biały zdobycie Gliwic zawdzięczał zdradzie jednego z jego mieszkańców. Samą, wspomnianą wyżej, debatę krakowską Długosz relacjonuje tak: „z Nowego miasta Korczyna Władysław król Polski przybył na Niedzielę piątą postu w towarzystwie wielu prałatów i panów do Krakowa, dokąd też pod zasłoną królewskiej straży zjechał książę Zygmunt Korybut i calniejsi z Czeskich kacerzy, jako to Prokop odstępca, mnich zakonu franciszkańskiego, Piotr Anglik, Biedrzych, Wilhelm Kostka, i wielu innych. W obecności Władysława królu, prałatów i panów Polskich, w Poniedziałek po Niedzieli piątej postu, odbywała się, w zamku krakowskim, w sali wielkiej murowanej, z oknami wychodzącemi na domy kanoników, rozprawa uczona doktorów. szkoły krakowskiej z czeskimi odszczepieńcami. Ci doktorowie byli to mistrze, w Boskim i ludzkiem prawie biegli, jako to: Stanisław z Skarbimierza, Mikołaj z Kozłowa. Jędrzej z Kokorzyna, Franciszek Krejszwic, z Brzegu, Jan Elgot, Benedykt Hesse z Krakowa, Jakub z Paradyżu, Eliasz z Wąwelnicy, dziekan sandomierski i wielu innych. Trwała zaś ta dysputa przez dni kilka, a wszystkie niemal wywody i odpowiedzi były w języku polskim. A lubo za sprawą Ducha Świętego, który wiernym swoim dodawał siły i prawdy, kacerze czescy, zdaniem obecnych nie tylko duchownych ale i świeckich słuchaczów, zupełnie byli pokonani, nic chcieli jednak uznać się za pokonanych.” Długosz przywołuje następnie mowę króla Władysława, który miał powiedzieć między innymi: „otóż i ja sam, który z rodu mojego byłem poganinem, głosom prałatów i panów polskich powołany do odrodzenia się w wierze, niechaj wam na sobie przykład stawię, że od kilku Czechów, mistrzów w Boskiem i ludzkiem prawie biegłych, którzy do mego dworu przybyli, początkową naukę wiary, jak nowy katolik, czerpałem i oni zalecili mi tę, którą wyznaję, a nie inną wiarę. Tę i wy, zaklinam was na miłosierdzie Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chciejcie wyznawać, i przyjąć od Kościoła katolickiego i jego Głowy objaśnieniu co do tych części wiary, których nierozważnie i upornie bronicie. Bo jeżeli wszyscy ubolewać powinni nad waszem odstępstwem, umie jednak i królestwu memu staje się to odstępstwo nierównie dotkliwszym z przyczyny sąsiedztwa wzajemnego naszych królestw i wspólności języków.” Jak pisze Długosz „wzruszyła ta mowa wszystkich obecnych prawej wiary wyznawców: ale twarde i nieużyte sercu Czechów zmiękczyć się nie dały. Twierdzili oni, że idą prawą drogą Ewangelii i Ojców świętych, dawniej nieznaną, teraz, dopiero odkrytą, i że jej bynajmniej nie opuszczą, chyba, gdyby na soborze powszechnym, gdzie by im dozwolono bronić swojej nauki, uznali się sami za pokonanych i zwyciężonych.” A tak strony sporne, nic nie zdziaławszy, zaprzestały rozprawy”

Obecność ekskomunikowanych husytów w Krakowie tworzyła problem praktyczny. Mianowicie miasto, gdzie przebywali „kacerze”, obłożone było interdyktem to jest zakazem sprawowania nabożeństw i sakramentów, a okres był przed-wielkanocny. Długosz opisuje jak rozwiązano tę kwestię: „Czesi zatrzymali się jeszcze w Krakowie przez dni kilka, a pod ich obecność pozamykano wszystkie kościoły. Zbigniew biskup dla święcenia krzyżma i rozgrzeszenia pokutników jeździł aż do mogilskiego klasztoru, zaleciwszy, aby w Krakowie jak najściślej zachowano interdykt. A lubo niektórzy z świeckich radzili, aby w obecności Czechów odprawiano nabożeństwa, przez które snadnie by nawrócić ich można, rzeczony jednak Zbigniew biskup z całym duchowieństwem najmocniej się temu oparł, a stałość jego wszystkie usiłowania przeciwne pokonała. Aby zaś miasto tak znakomite nie było pozbawiono nabożeństwa w czasie nadchodzących świąt Wielkanocnych, Władysław król przymuszony był Czeskich kacerzów wyprowadzić na Kazimierz, nie bez wielkiej dla nich ohydy i sromoty. Mieszczanie zaś Krakowscy pozawierali wszystkie bramy miejskie, i strzegli ich pilnie, aby Czesi potajemnie do miasta nic weszli.”

Śląsk w ruinie

Wobec kolejnych rejz na Śląsk, Łużyce, Austrię, Bawarię i Saksonię oraz apelu nowego papieża Eugeniusza IV latem roku 1431 zebrała się w Bawarii następna wyprawa krzyżowa przeciw husytom. Jej wodzem został elektor brandenburski Fryderyk Hohenzollern. Wyprawa ruszyła jednak dopiero na początku sierpnia 1431. Zebrano w sumie, jak się szacuje, nawet ponad 30 tysięcy uczestników z różnych krajów Rzeszy. Gdy rozpoczęto oblężenie miasta Domażalice naprzeciw krzyżowcom ruszyła licząca około 20 tysięcy zbrojnych armia dowodzona przez Prokopa Gołego. Ruchy husyckie wywołały popłoch wśród przeciwników, rozpoczęła się masowa ucieczka i rzeź. Klęska pod Domażalicami wpłynęła również na sytuację na Śląsku – odparto kolejną próbę zdobycia pozostającej w rękach taboryckich Niemczy, tym razem przez księcia opawskiego Przemka. W roku 1432 husyci zorganizowali wyprawę odwetową na Brandenburgię, a jedna z kolumn przeszła przez Śląsk. Na początku czerwca wojska miast śląskich zajęły Strzelin, planując ponowną próbę zdobycia Niemczy. W połowie czerwca pod Strzelin dotarła odsiecz husycka, a 16/ czerwca taboryci po ciężkich walkach odbili miasto. Prokop Goły pociągnął następnie na północ, paląc cysterskie kościoły oraz klasztory w Lubiążu i Trzebnicy, dochodząc aż do Milicza, to jest kilka kilometrów od polskich granic. To ostatnie miasto również spalono, zaś na początku lipca husyci w drodze powrotnej podeszli pod Oleśnicę. Wieść o ich zbliżaniu się przypominała reakcje sprzed dwóch stulecia na najazd Mongołów: miejscowy książę Konrad nakazał opuszczenie zamku i miasta oraz podpalenie zabudowań. W połowie lipca 1432 przez Kłodzko husyci wrócili do Czech, wzmacniając po drodze załogę Niemczy, nad którą komendę powierzono Piotrowi Polakowi.

Sytuacja na Śląsku uległa wyciszeniu wobec kolejnej fazy konfliktu polsko-krzyżackiego, w którym Jagiełło, mając na głowie także problem na Litwie ze Świdrygiełłą, postanowił zaangażować po swojej stronie zarówno część książąt śląskich, jak i nieprzewidywalny czynnik husycki. W lipcu 1432 prowadzono rozmowy w Pabianicach, jako pretekstu ze strony polskiej użyto fakt trwania od roku 1431 soboru w Bazylei, na którym rozważano załatwienie kwestii husyckiej w sposób koncyliacyjny. Jak pisze Długosz o lipcowych pertraktacjach z husytami „miłym było Władysławowi królowi i panom radnym to poselstwo. Gdy bowiem król wybierał się w przyszłym roku na wyprawę przeciw Prusakom, wszyscy cieszyli się, że w sam czas potrzebne uzyska posiłki, które nie mniej przydatnymi być miały, jak sam o nich rozgłos w świecie, który sąsiednie kraje napełnił i nieprzyjaciół strachem przeraził, zwłaszcza kiedy zwykle posiłki Litwinów, Wołochów i Tatarów, z przyczyny wyłamania się z posłuszeństwa książęcia Świdrygiełły, nie dopisały. Podejmowano zatem rzeczonych posłów Czeskich nader wspaniałe i hojnie. Aby zaś pod żadnym względom czci ich nie ubliżyć, odprawiano nawet w ich obecności nabożeństwa i przypuszczono ich do uczestnictwa w slużbie Bożej i ofiarach; a oni nadymali się zuchwale, że sobór Bazylejski nie wyłączył ich posłów z społeczeństwa wiernych. A nie było to pewnie dla błahej przyczyny: albowiem Wojciech Jastrzębiec arcybiskup Gnieźnieński, Jan Szafraniec Włocławski, Stanisław Ciołek Poznański i Jan Chełmski, biskupi, którzy na ów czas byli na dworze królewskim obecni, tak uradzili, uchwalili i postanowili na piśmie, nie wiem jakiem powodowani sumieniem i przekonaniem.” Doszło nawet do konfliktu z biskupem Zbigniewem Oleśnickim wywołanego wjazdem posłów czeskich do Krakowa, w odpowiedzi na co Oleśnicki przy wsparciu teologów z Akademii Krakowskiej zastosował interdykt, czym delegacja czeska poczuła się „oburzona”. W relacji Długosza niemal storpedowało to porozumienie z husytami, zaś jego zwolennicy mieli nawet nastawać na życie krakowskiego biskupa.

Rozmowy z husytami zaowocowały wystąpieniem sierotek i taborytów przeciw Zakonowi, najpierw słownemu – listem do wielkiego mistrza wysłanym we wrześniu tegoż roku, a potem zbrojną wyprawą. Husyci nie zapomnieli obrazy doznanej, według nich, na terenie ziemi krakowskiej. W kwietniu roku 1433 Biedrzych ze Strażnicy ponownie najechał Górne Węgry, przechodząc przez tę ziemię. Jak pisał pan na Koźlu Konrad Biały do mistrza krzyżackiego: „spalili królowi jeden klasztor i splądrowali miasta Skawinę, Sławków i inne.” Spustoszono zatem ziemie pod samym Krakowem. Kraków musiał wydać Bożym bojownikom zaopatrzenie. Długosz z kolei opisuje to zdarzenie tak: „Około (…)świąt Wielkanocnych, lud zbrojny Czechów Taborytów, których dowódcą był Biedrzych kapłan, odstępca, wypadłszy z Śląska, w celu łupiestwa i rozboju, przez Myślenice i inne miasta Polskie wtargnął do Węgier, pod nieobecność króla Zygmunta, który był wtedy do Włoch po koronę cesarską odjechał. Z rozkazu króla i radców królestwa Polskiego pościnano drzewa i zawalono drogi; chciał bowiem Władysław król wzbronić rzeczonym Czechom przejścia do Węgier, i ile możności nie dopuszczać im zniszczenia tego kraju. Ale Czesi wiedząc, że król Władysław i Polacy zajęci byli wojną domową, bynajmniej nie zrazili się tymi zawałami i przeszkodami po drogach; toporem i ogniem otwierali sobie przejście, którego im nikt nie bronił. (…) Czesi przeto wpadłszy do ziemi Spiskiej, opanowali miasto Kieżmark ogołocono z wszelkiej obrony (…); znalezione w nim wielkie bogactwa, długich czasów zbiory, złupili, a stąd rozszerzyli grabieże po okolicznych miasteczkach i włościach; a pojmawszy starostę Spiskiego, imieniem Jerzego, który odprowadzony do Pragi wkrótce tam życia dokonał, i spustoszywszy powiat Turek, z wielką zdobyczą i bez żadnej przeszkody przez góry wrócili do swego kraju.”

W maju 1433 roku ruszyła jednak główna ekspedycja husytów (których traktowano jak widać, jak później Kozaków zaporoskich – jako żywioł niebezpieczny, który lepiej skierować na swoich wrogów) przeciw Krzyżakom. Husytów w liczbie około 8000 zbrojnych, głównie piechoty z wozami bojowymi, wiódł przeciw Krzyżakom Jan Capek. Przez księstwo głogowskie jego oddziały przeszły na teren Nowej Marchii, którą pustoszono przez niemal cały czerwiec. W tym samym czasie prowadzone równolegle działania wojsk polskich doprowadziły do zajęcia 12 miast w tym regionie. Na początku lipca siły sprzymierzeńców obległy bezskutecznie Chojnice by ruszyć następnie w stronę Gdańska. Po drodze poddał się Tczew. Czesi spalili klasztor w Pelplinie, zaś Capek rozkazał spalić pojmanych najemników czeskich w szeregach oddziałów Zakonu. Gdańska nie udało się zdobyć, spłonął natomiast kolejny klasztor – oliwski. 13 września zawarto rozejm z Krzyżakami. Czesi z łupami ruszyli na południe.

Zaangażowanie husytów na Pomorzu wykorzystali książęta śląscy. Jeszcze w maju 1433 roku książę raciborski Mikołaj pokonał wojska Bolka V Wołoszka pod Trzebnicą, przystąpiono także do próby zdobycia bronionej przez Piotra Polaka Niemczy oraz zamku ślężańskiego, gdzie siedział Jan Kolda. Po odparciu ataku na Niemczę Piotr ruszył z odsieczą pod Ślężę, jego oddział został jednak rozbity, zaś 16 maja nad Bystrzycą między wsiami Pożarzysko a Golą Świdnicką on sam dostał się do niewoli. Pozbawiony pomocy Kolda zdecydował się na poddanie zamku na Ślęży na honorowych warunkach. Następnie bezpiecznie dotarł wraz z towarzyszami do Czech, gdzie obsadził warownie Homole i Nachod. Na północ od Odry Dobko Puchała zdecydował się odstąpić za pieniądze księciu brzeskiemu i niemodlińskiemu trzymany przez siebie Kluczbork. Husyci z ważniejszych twierdz zachowali jeszcze Niemczę i Otmuchów. W marcu 1434 roku pod nieobecność właściciela – rycerza von Kluex ich grupa pod wodzą pana von Czirne zaskoczyła i zdobyła zamek Czocha, ale wkrótce został on odbity przez von Kluexa oraz pana na Gryfie – Schoff Gotscha.

Wróćmy teraz do soboru w Bazylei, na którym w styczniu 1433 roku pojawiła się delegacja husycka z udziałem m.in. Prokopa Gołego i wspomnianego wcześniej angielskiego wiklefisty Piotra Payne. Możliwość porozumienia z Rzymem pogłębiła podział i przyspieszyła rozłam między taborytami a kalisznikami. Ci ostatni obawiali się radykalizmu tych pierwszych. Mieli też dość trwającego kilkanaście lat okresu wojen i grabieży w Czechach oraz okolicznych krajach, nie mającego nic wspólnego z hasłem „Bożego bojownictwa”. Konflikt powstał również między samymi taborytami Prokopa Gołego a przywódcą sierotek Janem Czapkiem, który zbiegł do Polski. W bitwie pod Lipanami 30 maja roku 1434 zwycięstwo odnieśli zwolennicy ugody z Kościołem i Zygmuntem Luksemburczykiem. Prokop Goły padł na placu boju. W sierpniu tego samego roku Hans von Czirne – wcześniej zwolennik husytów, czując powiew nowych czasów, pochwycił na zamku Sokolec dwóch przywódców taboryckich – Biedrzycha ze Strażnicy i Michałka, który po Piotrze Polaku objął komendę w Niemczy. Biedrzych siedział następnie w świdnickich lochach, a w roku 1436 uznał wreszcie Zygmunta Luksemburczyka za króla Czech.

Pokłosie

Na soborze bazylejskim w roku 1436 wyrażono zgodę na oparte na artykułach praskich kompaktaty zezwalające Czechom na przyjmowanie Komunii pod dwiema postaciami, autonomię Kościoła w Czechach, w tym wybór arcybiskupa praskiego przez czeski Sejm i liturgię w języku czeskim, a także pozostawienie majątków kościelnych jedynie w zarządzie księży. W roku 1460, po kolejnej schizmie zachodniej – tym razem związanej z soborem bazylejskim oraz niepowodzeniu, głównie wobec upadku Konstantynopola, unii florenckiej papież Pius II – wcześniej kardynał Piccolomini, obserwator i komentator wydarzeń w Czechach, bullą Exercabilis potępił koncyliaryzm, to jest pogląd o wyższości soboru nad papieżem. W roku 1462, występując przeciw Jerzemu z Podiebradów, którego znał z okresu przebywania w roli dyplomaty na dworze praskim, ogłosił, że nie uznaje jako papież warunków z Bazylei.

Rola Jerzego z Podiebradów, który pod Lipanami walczył jako młodzik, wzrosła na fali zamętu jaki powstał w Czechach po śmierci w roku 1439 Albrechta Habsburga. Należał do grupy proponującej koronę czeską Kazimierzowi Jagiellończykowi. W roku 1448, już w imieniu własnym, zbrojnie zajął Pragę, a trzy lata później stronnictwo husyckie ogłosiło go regentem. Królem został koronowany w roku 1453 syn Albrechta – Władysław zwany Pogrobowcem, który urodził się w lutym roku 1440. W roku 1457 młody Władysław zmarł nagle, a Podiebrada, który na tej sytuacji najbardziej skorzystał, oskarżano o jego otrucie. Po koronacji Jerzy napotkał na silny opór, zwłaszcza na Śląsku, gdzie przeciwstawiał mu się Wrocław i szereg miast, szukając wsparcia m.in. u papieża Piusa II. Jak pisał I. Pogonowski o Podiebradzie „Jerzy Podiebradzki, opierając się o wyniki wojen husyckich, starał się realizować ich cele, posługując się z zapałem wszystkimi swymi zdolnościami, dzięki którym, przewyższając znacznie ogół, został królem, acz nie pochodził z dynastii”. W roku 1461 Jerzy wystąpił z inicjatywą budowy związku władców europejskich bez udziału papieża, w którym upatruje się czasami… poprzednika dzisiejszego ONZ. Projekt, którego szczegóły opracował poseł Ludwika XI francuskiego Antoine Marini, był nastawiony na osłabienie znaczenia papiestwa. Finansowanie działań związku miałoby się opierać m.in. na nałożeniu świeckich dziesięcin na poddanych.

Zamęt po wojnach husyckich utrzymywał się na Śląsku. Watażkowie okresu wojen tacy jak na przykład Hynko Kruszyna czy Hans von Czirne oficjalnie przeszli na stronę Luksemburczyka, ale nie zaprzestali przynoszącej łupy działalności rozbójniczej. Von Czirne już przypuszczalnie w roku 1432 stracił zamek Niesytno koło Bolkowa, a jak wspomniano wyżej w roku 1434, po Lipanach zgłosił akces do zwycięskiej strony, wydając na Krzyżnej Górze Biedrzycha. Po pożarze zamku Sokolec, jaki wówczas nastąpił, Czirne z bratem przeniósł się na Wzgórza Strzelińskie, gdzie znajdował się, wzniesiony jeszcze w okresie największych sukcesów „wspaniałych jazd” na Śląsku, zamek na Gromniku. Z tego zamku, już po wygaśnięciu wojen, napadano kupców na pobliskich gościńcach oraz dobra kościelne. Zamek został wprawdzie zburzony przez wyprawę wojsk wrocławskich pod egidą biskupa Konrada, jednak Czirne nie zaprzestał zbójeckiej działalności, gromadząc na tyle pokaźny majątek, że w roku 1445, w zamian za pożyczkę na rzecz śląskich książątek, otrzymał w zastaw Strzelin i mógł odbudować warownię na Gromniku.

Hinko Kruszyna był panem ziemi kłodzkiej oraz zamków Homole, Karpień i Chałupki (koło Złotego Stoku). Po przejściu na stronę Zygmunta Luksemburczyka stał się jednym z najbardziej znamienitych wielmożów Królestwa Czech. W roku 1437 uczestniczył w koronacji żony Zygmunta – Barbary na królową Czech, a w roku 1438 niósł miecz przy koronacji Zygmuntowej syna – Albrechta II. Jako rozbójnik operował na tzw. Solnej Drodze i gościńcu w dolinie Nysy Kłodzkiej, plądrując wozy kupieckie, ale i dopuszczając się m.in. porwania w celu okupu księcia opawskiego Wilhelma. Podobnie jak Czirne, zgromadził spory majątek, pozwalający mu na wykupienie ziemi kłodzkiej, ząbkowickiej i ziębickiej. W roku 1440 próbował przejąć drogą mariażu schedę po księciu Janie oświęcimskim. Aby uzyskać unieważnienie małżeństwa córki swojej żony – wdowy po wspomnianym księciu, postanowił wywrzeć nacisk na biskupa wrocławskiego Konrada, najeżdżając jego dobra nyskie. W maju roku 1442, powtarzając wydarzenia okresu rejz, napadł na dobra henrykowskich cystersów. Próbował również zbrojnie zająć Ziębice, które nie chciały go do siebie wpuścić. W odpowiedzi miasta śląskie wraz z biskupem Konradem poparły Wilhelma opawskiego na księstwo ziębickie oraz zorganizowały w czerwcu roku następnego ekspedycję zbrojną na zamki Karpień i Chałupki, na której czele stanął wspomniany, mający z Kruszyną porachunki – Wilhelm opawski. Oba gniazda Kruszyny zostały zniszczone. Hinko przeniósł się wówczas na zamek Homole, pozostawiając na nim załogę, która inkasowała „myto” za przejazd przez przełęcz Polskie Wrota. Kruszyna dzierżył Homole aż do śmierci w roku 1454, kiedy to zamek przejął Jerzy z Podiebradów.

Stająca się kartą jagiellońskiej polityki dynastycznej Polska okazała sie po Lipanach schronieniem części husytów. Po śmierci króla Władysława Jagiełły przeciw stronnictwu kardynała Zbigniewa Oleśnickiego wystąpiła grupa skupiona wokół Spytka z Melsztyna, od dawna otwartego zwolennika Taboru i uczestnika wypraw husyckich na księstewka śląskie. Spytek, popierany przez Dzierżsława z Rytwian, szermował wpadającym w szlacheckie ucho hasłem ograniczenia dziesięcin i duchownych przywilejów. Klęska Świrdygiełły i Krzyżaków pod Wiłkomierzem we wrześniu roku 1435 i zawarcie pokoju brzeskiego z Zakonem Krzyżackim, który wieczystym okazał się aż do wybuchu w 19 lat później wojny trzynastoletniej, usunęła zewnętrzne podstawy działania husyckich stronników. Jednakże tak jak rycerze rabusie wpływali na życie Śląska lat 30-tych XV wieku, tak i ich polscy odpowiednicy wychowani na łupach kolejnych rejz, postanowili nie dać za wygraną. Rozpoczęły się napady na dobra zakonne – nie oszczędzono choćby w roku 1437 podkrakowskiego Tyńca. W tym samym roku zmarł Zygmunt Luksemburski i ponownie korona czeska ofiarowana przez husytów – tym razem Kazimierzowi Jagiellończykowi, stała się atutem Spytkowych stronników. Na zjeździe w Korczynie w kwietniu roku 1438, wbrew Oleśnickiemu, postanowiono ją przyjąć. Oleśnicki odpowiedział zawiązaniem konfederacji, która miała zadbać o pokój w Królestwie Polskim i zapobiec rozprzestrzenianiu się husytyzmu. Do Czech tymczasem wyruszyła wparta przez Spytka wyprawa po tron, do którego rywalem był Albrecht Habsburg. Nie przyniosła ona powodzenia i w lutym roku 1439 zawarto, wbrew panu na Melsztynie, rozejm w Namysłowie. Spytek postanowił rzucić wszystko na jedną szalę i, zbierając pod swoje sztandary przeciwników biskupa krakowskiego, 3 maja tegoż roku uderzył na klasztor w Nowym Mieście Korczynie, gdzie miał rzekomo przebywać Oleśnicki. Zawiązał też własną konfederację. Do jej członków należeli Dzierżsław z Rytwian, Jan Kuropatwa – znany z napadu w roku 1430 na klasztor jasnogórski, uczestnik wojen husyckich na Śląsku – watażka Piotr Polak oraz… syn Zawiszy Czarnego – Marcin z Garbowa. Do stronników Spytka przystąpili także ci ze szlachty, którzy wprawdzie z husytyzmem nie mieli nic wspólnego, ale nie podobał im się zbyt duży wpływ Oleśnickiego na młodego króla Władysława III. Oleśnicki podjął niezwłocznie zdecydowaną akcję przeciw konfederatom – zarówno zbrojną, jak i polityczną, w wyniku, której znaczna część zwolenników opuściła obóz Spytkowy. Już dzień po zawiązaniu konfederacji, 4 maja doszło do bitwy pod Grotnikami, podczas której opuszczony przez większość sprzymierzeńców Spytko poległ. Stronnictwo husyckie w Polsce uległo rozproszeniu.

CZĘŚĆ I

CZĘŚĆ II