Jak zwykle o tej porze roku w Karkonoszach inwersja. Do tego wiatr w podmuchach powyżej 50 km/h (średnia ok. 40 km/h), więc chmurki efektownie przewalały się przez Czarny Grzbiet.

Na Kowarskim wisiały niemal cały czas, w końcu, już w drodze powrotnej, Skalny Stół się wyłonił.
A Czechy jak zwykle spały pod białą pierzynką, sięgającą czubków dalekich Gór Orlickich.
A w Karkonoszach podchodzących pod samą Studniczną Górę i Śnieżkę, a zatem na jakieś 1500 m n.p.m.
Oczywiście tam chmury stały, gdzie indziej szukały ujścia.
Wszystkie widoczne przełęcze były przez nie okupowane, także na wschodzie.
Przebyciu ciężkiej drogi przez góry chmury spadały w dół, nie sięgając Kotliny Jeleniogórskiej.
Najbardziej kłębiasto było nad Upą.
Tu też sytuacja była dynamiczna.
I najbardziej postrzępiona w odróżnieniu od zwartej waty w głębi Czech.
Na Śnieżce względnie mało turystów jak na dzień świąteczny.
Czesi nawet nie uruchomili kolei liniowej, a może wiatr przeszkadzał.
Po godzinie na wietrznym szczycie przyszła pora na drogę powrotną.
Droga Jubileuszowa w miarę puściutka.
W końcu trzeba było zniknąć w chmurach by dotrzeć do parkingu na Okraju.
Reklamy