poprzednia część

Białe Miasto

Wyruszywszy z Polski przez Wrocław Jan z Kapistranu kierował się ku ostatecznemu i chyba największemu zadaniu swego życia. Upadek Konstantynopola wywołał wstrząs w świecie chrześcijańskim, szczególnie w krajach cesarskich. Fryderyk III Habsburg przy wsparciu biskupa Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, późniejszego papieża Piusa II, rozpoczął działania w celu przygotowania gruntu pod antyturecką krucjatę. Cesarz chciał to jednak uczynić jak najmniejszym kosztem własnym, w szczególności bez wzmacniania Węgier, na których tron miał zakusy. Obawiał się zbytniej samodzielności niedawnego regenta Władysława Pogrobowca Jana Hunyadiego. Oporów takich nie miał, dostrzegający wagę zagrożenia tureckiego, biskup Piccolomini. Listem wysłanym do Jana Kapistrana w lipcu 1454 roku wzywał go na sejm Rzeszy, który miał się odbyć w dzień św. Michała Archanioła we Frankfurcie, aby tam, razem z nim, przemawiał i zagrzał niechętnych mieszkańców krajów cesarskich do wsparcia krucjaty, która miałaby odeprzeć zagrożenie tureckie wobec Europy. Jan z Kapistranu zgadzał się z Piccolominim, że bez wsparcia zewnętrznego Węgry, które poprzednie starcie z islamem pod Warną w roku 1444, przegrały, a które po upadku Bizancjum znalazły się na przedmurzu chrześcijaństwa, mają nikłe szanse się utrzymać. W październiku 1454 Jan z Kapistranu pisał do papieża Mikołaja V o powadze sytuacji – w razie podporządkowania Węgier Turkom, lub choćby rozejmu, do którego Węgrzy mogą się skłonić w braku wsparcia, sułtan Mehmed może zwrócić się bezpośrednio przeciwko Italii. Sam Kapistran zamierzał błagać cesarza o wystawienie armii liczącej 40 tysięcy zbrojnych, która przekonałaby Węgrów o realności pomocy. Jan Kapistran uważał również, że Stolica Apostolska powinna bardziej energicznie zaangażować się, także finansowo, w organizację krucjaty.

W marcu 1455 papież Mikołaj V zmarł, a jego następca przyjął imię Kaliksta III. W czerwcu 1455, już z Węgier, Kapistran pisał do papieża, przedstawiając plan omówiony z węgierskim wodzem Janem Hunyadim na zjeździe w Raab. Zakładał on, że przy zebraniu chrześcijańskiej armii w liczbie 100 000 zbrojnych z różnych krajów Europy
(co w praktyce było nierealne) Hunyadi będzie w stanie nie tylko obronić Węgry, ale również odbić Konstantynopol i pomyśleć o odzyskaniu Jerozolimy, pod warunkiem że byliby to żołnierze, a nie niedoświadczeni ochotnicy. Na Węgrzech – w Siedmiogrodzie Jan Kapistran spędził resztę roku 1455. Co ciekawe, w swoich działaniach przedłożył obronę chrześcijaństwa ponad interes wspólnoty obserwantów, przeciwko której autonomii znów występowali franciszkanie konwentualni. 14 lutego roku 1456 zakonnik znalazł się w Budzie, gdzie otrzymał z rąk legata papieskiego krzyż pobłogosławiony przez papieża Kaliksta III z oficjalnym zadaniem zbierania krzyżowców. Pora była najwyższa, bo tymczasem około stutysięczną armię, która, jak wszystko na to wskazywało miała runąć na Węgry,  gromadził sułtan Mehmed.

24 marca Jan Kapistran pisał z Budy do Kaliksta o licznych krzyżowcach – ochotnikach, pochodzących z całego przekroju ówczesnego społeczeństwa, choć, jak pisał potem bernardyn w liście do papieża, w większości biednych i nie zaprawionych w boju. W kwietniu osmańska machina wojenna ruszyła na północny zachód. W maju Jan Kapistran udał się do Pecsu na zaproszenie diecezjalnego biskupa, gdzie wkrótce zebrały się takie tłumy, że groziło to brakiem jedzenia. Na początku czerwca legat papieski pisał do Jana Kapistrana, radząc by udał się do Wiednia i spróbował przekonać przebywającego tam młodego króla Władysława (który wyjechał z kraju pod pozorem wyruszenia na łowy) oraz cesarza Fryderyka III do większego zaangażowania. Legat wskazywał, że Węgrzy w obliczu zagrożenia tureckiego sami staną do broni, a zachodzi potrzeba nakłonienia tych, którzy położeni dalej takiej groźby nad sobą nie czują. Jak wynika z listu Jana Kapistrana wysłanego już spod Belgradu do biskupa Asyżu Francesco Oddiego, był on rozżalony na szlachtę czeską i węgierską, wskazując że jeśli przebywający wówczas w Wiedniu młody król Władysław i jego baronowie nie pragną wizyty ze strony Turków, niech lepiej wezmą się za ocalenie zagrożonego miasta. We wzmiankowanym przez Normana Housleya współczesnym liście dziekan katedry św. Szczepana w Wiedniu wskazywał, że cały porządek społeczny został przewrócony – duchowni i pracujący poszli walczyć, zaś rycerze w tym czasie modlili się i pracowali. Warto zauważyć, że szlachta węgierska była wówczas podzielona odnośnie następstwa tronu – ścierały się stronnictwa habsburskie, jagiellońskie i wspierające lokalnych magnatów takich jak wspomniany Hunyadi – do roku 1453 regent małoletniego króla Władysława Pogrobowca, czy, po jego śmierci, syn Hunyadiego – Maciej Korwin. Przykład możnych oddziaływał na mniej zamożną szlachtę, która zwykle organizowała się w chorągwiach pod ich przywództwem.

Mimo wspomnianego listu legata papieskiego, na prośbę Hunyadiego Kapistran został na Węgrzech i z zebranymi ochotnikami znalazł się 2 lipca pod Belgradem, gdzie tymczasem podchodziły już wojska tureckie. Ich przemarsz zwiastowały zauważone w czerwcu na niebie komety. Krzyżowcy maszerowali pod Belgrad pod sztandarami świętych – m.in. św. Bernardyna ze Sieny, św. Franciszka z Asyżu, św. Antoniego Padewskiego. Ich zawołaniem stało się „święte i straszliwe Imię Jezus”. Rozłożyli się obozem na prawym brzegu Dunaju, jednak później przenieśli się na lewy brzeg Sawy. Siły krzyżowców składały się głównie z Węgrów, choć byli też ochotnicy z innych krajów – Chorwacji, Polski i Austrii. Według współczesnych biografów Jana Kapistrana miał on w drodze pod Belgrad wizję zwycięstwa nad Turkami, dlatego nie wątpił o wyniku przedsięwzięcia. Krzyżowcom, obok bitewnego doświadczenia, brakowało artylerii, jazdy i ciężkozbrojnej piechoty. Jan Hunyadi zebrał bardzo niewielkie siły własne i mógł liczyć jedynie, obok ochotników zgromadzonych przez Kapistrana, na niewielki garnizon belgradzki pod wodzą swojego szwagra – Michała Szilagyego oraz same mury Belgradu.

Turcy rozpoczęli tymczasem ciężki ostrzał tychże ze swoich 300 dział, a przy użyciu liczącej 200 okrętów rzecznej flotylli podjęli blokadę Dunaju, odcinając główną drogę zaopatrzenia z północy. Blokada została przerwana dopiero wraz z przybyciem flotylli węgierskiej 14 lipca, kiedy okręty Hunyadiego zatopiły lub przejęły 7 dużych jednostek i 20 mniejszych. W międzyczasie pogorszyła znacznie warunki w obozie chrześcijańskim, przyczyniając się do wybuchu zarazy. Hunyadi zalecał ostrożność w zmaganiach z liczniejszymi Turkami, wątpiąc w zdolności bojowe niedostatecznie uzbrojonych i niezaprawionych w boju gromad Kapistrana.  Jan Kapistran miał odpowiedzieć mu, żeby się nie obawiał, bo Bóg da zwycięstwo. Według współczesnych relacji 21 lipca Hunyadi radził rezygnację z obrony miasta i odwrót, a podczas decydujących starć tego i następnego dnia pozostał na statku na rzece Sawa, o co krzyżowcy mieli później do wodza duże pretensje do Hunyadiego.

Dnia 21 lipca o zachodzie słońca rozpoczął się generalny szturm turecki na miasto i trwał całą noc. Turcy wdarli się do miasta i rozpoczęli uderzenie na twierdzę. Po ciężkich walkach zostali odparci, między innymi wskutek przygotowanych przez obrońców materiałów, które następnie podpalono. Rozstrzygający bój poza murami miasta 22 lipca miał miejsce wbrew rozkazom Hunyadiego i rozpoczął się od potyczki przed pozycjami wojsk Mehmeda, po czym oddziały krzyżowców uderzyły na linie tureckie. Sam Jan Kapistran poprowadził część krzyżowców przez rzekę Sawę na tyły przeciwnika, w końcu do walki przyłączyła się także załoga Belgradu. Bój ten zakończył się bezładnym odwrotem Turków, samego sułtana ranionego strzałą zniesiono z pola walki. Hunyadi zabronił ścigania przeciwnika, być może w obawie przed zasadzką. Pościg byłby zresztą utrudniony z powodu braku jazdy po stronie krzyżowców. Już po zwycięstwie, 29 lipca z Budy przybył kolejny, 5-tysięczny oddział krzyżowców prowadzony przez legata papieskiego, w tym nieco konnych. Kolejne oddziały ściągały do Budy Jeszcze wcześniej legat donosił o licznych ochotnikach w krajach niemieckich, którym jednak brakowało przywódcy. Co interesujące, także z samego Wrocławia, na wezwanie do krucjaty  800 ochotników wyruszyło na południe. Nie mieli jednak szans dotrzeć na czas na pole bitwy. Krzyżowcy zbierali się w Wiedniu i Rzymie, w oczekiwaniu na dyspozycje. Śmierć Hunyadiego w wyniku zarazy 11 sierpnia 1456 nie była powodem rezygnacji z kontynuowania krucjaty. Zwolnił niezwłocznie po bitwie belgradzkiej pierwotnych ochotników, licząc na zapowiadane przybycie kolejnych sił oraz rozładowanie napięć między Hunyadim a krzyżowcami, obwiniającymi go o defetyzm i brak wsparcia w belgradzkiej potrzebie.  Problemem było jednak wyniszczenie okolic Belgradu przez wojnę i brak żniw, co potęgowało głód i zarazę.

W listopadzie pod Belgrad w towarzystwie wojsk własnych i krzyżowców przybył sam król Władysław Pogrobowiec. Śmierć 70-letniego Jana Kapistrana 23 października 1456 roku spowodowała jednak brak przywódcy duchowego, który jednoczył i prowadził osoby z różnych narodów. Według zapisków współczesnych biografów, towarzyszy Jana Kapistrana – odchodząc, czuł smutek że umiera spokojnie w łożu, zamiast zginąć jako męczennik. W obozie krzyżowców wybuchły znowu waśnie wewnętrzne – w marcu 1457 został stracony jeden z synów Hunyadiego – Władysław, drugi, późniejszy król Maciej Korwin został uwięziony. Sam król Pogrobowiec zmarł bezdzietnie na jesieni tegoż roku. Krucjata nie przerodziła się, zgodnie z nadziejami Kapistrana, w marsz na Konstantynopol, jednak pochód islamski na Węgry został skutecznie powstrzymany na 65 lat – Turcy skupili się tymczasem na zabezpieczaniu posiadłości w Bośni i Serbii.

Post mortem

Z roku 1468, to jest okresu zajęcia Moraw przez króla Węgier Macieja Korwina, pochodzi fresk na chórze kościoła klasztornego bernardynów w Ołomuńcu. Przedstawia on Jana Kapistrana w Belgradzie trzymającego Biblię i obrazek z przedstawieniem Chrystusa Boleściwego (Viri Dolorum),czuwającego nad przebiegiem bitwy. Już w roku 1514 papież Leon X wydał zezwolenie na lokalną cześć wobec osoby Jana Kapistrana we Włoszech. W bernardyńskich klasztorach Europy środkowej w wieku XVII sławiono cnoty zakonnika następującą antyfoną:

„O Lumen Italiae, Stella Bohemorum,
Nova Lux Germaniae, Pavor Barbarorum,
Clara Fax Hungariae, Decus Polonorum,
Joannes cuncta attrahens corda peccatorum,
Signis & miraculis ad Regna Coelorum,
Audi preces Supplicum ad Te devotorum.
V. Ora pro nobis Cristi miles inclite,
R. Ut Tua intercessione consequamur gaudia vitae”
(za M. Ebel: Kult sv. Jana Kapistrána v českých zemích w: ACTA UNIVERSITATIS PALACKIANAE OLOMUCENSIS
FACULTAS PHILOSOPHICA PHILOSOPHICA – AESTHETICA 16 HISTORIA ARTIUM II)

Na kanonizację Jana Kapistrana trzeba było jednak czekać do roku 1690 – za pontyfikatu papieża Aleksandra VIII. Paradoksalnie, jak pisze Norman Housley, zwycięstwo belgradzkie nie pomogło Janowi Kapistranowi. Zarzucano mu wręcz nadmierną popędliwość, którą objawił, biorąc udział w uderzeniu na Turków poza murami miasta 22 lipca i próżność, z powodu przypisywania sobie głównej roli w odniesionej wiktorii. Co znamienne, kanonizacja miała miejsce w czasie wojny Świętej Ligi z Imperium Osmańskim, w czasie której Cesarstwo odzyskało na Porcie po prawie 200 latach całe Węgry, a która miała swój początek w innym głośnym wydarzeniu to jest odsieczy wiedeńskiej, której bohaterami byli – od strony wojskowej król Jan III Sobieski, od strony duchowej – inny zakonnik Marek z Aviano.

IMG_2936

Dawny zespół klasztorny O. bernardynów we Wrocławiu (ob. Muzeum Architektury)