Rosenau, Rosenau – z czymś mi się ta nazwa kojarzyła i bynajmniej nie były to Góry Opawskie. No, właśnie, zabytkowa rezydencja w Austrii – znana skądinąd to jest z muzeum masonerii. A jednak Rosenau okazało się bliżej niż myślałem. Jak podała regionalna telewizja popolska w Pokrzywnej ruszyła budowa i tutaj sięgnę po dokładny cytat: „Interdyscyplinarnego Parku Atrakcji i Edukacji – Zaginione Miasto Rosenau”. Jak się podaje w artykule: „Według planów, przedsięwzięcie każdego roku ma przyjąć nawet 200 tysięcy osób (…) Nazwa parku „Zaginione Miasto Rosenau”, została zaczerpnięta z prudnickiej legendy o zaginionym i ukrytym na tych terenach skarbie (…) Pieniądze na inwestycje udało się pozyskać dzięki wsparciu z Unii Europejskiej. Park powstanie w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego”.

Więcej informacji o przedsięwzięciu przekazuje „Tygodnik Prudnicki„m cytując wywiad z inwestorem z magazynu magazynatrakcje.pl.: „Właściciel kompleksu turystycznego w Pokrzywnej przygotowuje się do budowy pierwszego w południowej części województwa opolskiego parku tematycznego, który w ciągu kilku lat może okazać się największą atrakcją Gór Opawskich. Temat wiodący może być zaskakujący. To wypromowane przed laty przez prudniczan, twórców strony „Góry Opawskie – miejsca tajemne” Przemysława Galerta i Andrzeja Derenia – zaginione miasto Rosenau.” Na pytanie „skąd pomysł na nazwę „Rosenau – Zaginione Miasto?” pan Marian Gorzelanny odpowiada „Kochamy  Opolszczyznę, szanujemy jej tradycję oraz historię i chcemy żeby stała się bardziej znana turystom mieszkającym w innych rejonach Polski. „Roseau – Zaginione Miasto” – nazwa powstała na kanwie legendy o zaginionym w okolicy mieście Rosenau i ukrytym w nim skarbie. Uważam, że sama nazwa jest tajemnicza i przyciąga uwagę potencjalnych gości do obejrzenia takiego parku”.

Opowiada dalej o planach inwestycyjnych „na terenie parku znajdować się będzie: Park Żywiołów z interaktywnymi eksperymentami na wolnym powietrzu, Niezwykła Stara Sztolnia ze skarbem Rosenau, do której dostępu bronić będzie straszny potwór wyłaniający się z głębin jeziora. Dla poszukiwaczy skarbów przygotowaliśmy Kopalnię Złota. Ponadto projekt parku zawiera: Interaktywny Ogród Wody, Kamienny Krąg – Polski Stonehenge i wykopaliska archeologiczne miasta Rosenau (…) do dyspozycji wszystkich gości będą 2 hotele, w tym nowy hotel Rosenau ze SPA, istniejący hotel „Carina”, kąpielisko, wypożyczalnia sprzętu wodnego, minigolf, korty tenisowe, tawerna i 2 restauracje. Tak więc nawet najbardziej wyrafinowany turysta nudził się nie będzie i na pewno w Pokrzywnej będzie chciał spędzić co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście dni”

No, dobrze, ale co z samą legendą miejsca, wypromowaną, jak wskazano wyżej na stronie „Góry Opawskie – miejsca tajemne„. Strona ta odsyła z kolei do przewodnika Marka Sitki „Góry Opawskie”, który m.in. wg autorów zebrał niemieckie legendy dotyczące Gór Opawskich. Jedna z tych legend dotyczy Rosenau właśnie. W dużym skrócie, podanie odnosi się do osady jaka miała istnieć u podnóży Gór Opawskich dawno, dawno temu – pod wzgórzem Św. Rocha, w dolinie Zameckiego Potoku. Założyli ją ponoć (jakżeżby inaczej) pogańscy Germanie uciekający przed cywilizacją chrześcijańską, przy pradawnym trakcie handlowym. Mieszkańcy osady mieli odprawiać nocami krwawe, pogańskie rytuały, wbijając na pale schwytanych chrześcijan. W dzień Rosenau stanowiło lokalną „Sodomę i Gomorę”, tj. miejscowe centrum hedonizmu. Zostało zniszczone ogniem z nieba tj. deszczem i piorunami. Na późniejszych mapach śląskich na jego miejscu widniało jezioro. Miejsce to nazywano też Złotą Jamą, bo jeden z pastuszków miał znaleźć tu tajemnicze złoto.

Samą nazwę Rosenau (czy też Roseneu – Nowa Róża) wiąże się (i to już historycznie) z czeskim rodem rycerzy – Rosenbergami (Rożemberkami). W 2-giej połowie XIII stulecia rycerz Wok z Rożmberku wzniósł w Prudniku kamienną warownię, której wieża przetrwała do dziś. Wok wzniósł również późniejszą rodową siedzibę swoich potomków – zamek w Rożmberku, w południowych Czechach. Herbem rodu była oczywiście róża. W 2 połowie XVI wieku panem na Rożmberku, który stracił już wówczas swoje znaczenie był Vilem (Wilhelm) – burgrabia praski, wielmoża i dyplomata. Postać jeszcze bardziej tajemnicza niż pod-prudnicka „legenda”, z Sudetami związany poprzez dobra srebrnogórskie i złotostockie, które posiadał.

Wilhelm z Rożmberka (Rosenbergu) odwiedzał często ówczesną Rzeczpospolitą, najpierw jako poseł Maksymiliana Habsburga, który miał przekonywać za jego obraniem na tron polski opróżniony po śmierci ostatniego z Jagiellonów – Zygmunta Augusta w roku 1572. W następnych latach Wilhelm, kierując się życiowym mottem Festina lente (śpiesz się powoli),  zbierał w Polsce sprzymierzeńców, organizując od roku 1574 (słusznie spodziewał się końca krótkiego panowania Henryka Walezego) poparcie dla własnej kandydatury. Do sprzymierzeńców tych należeli m.in. sekretarz królewski i późniejszy marszałek Sejmu, promotor kalwinizmu Andrzej Firlej, kolejni możni „kalwini” – wojewoda poznański Stanisław Górka, wojewoda lubelski – Jan Tarło, kasztelan biecki, późniejszy wojewoda sandomierski i krakowski – Stanisław Szafraniec,  jeden z tłumaczy kalwińskiej Biblii Brzeskiej – Andrzej Trzecieski, ariański poeta Erazm Otwinowski oraz ród Zborowskich (zwłaszcza Jan, znany ze swego skierowanego do Walezego: Si non iurabis, non regnabis). Pośrednikami w rozmowach byli dworzanie Rożmberka Jan Netolicky i Zdenek Kavka, stosowano przekupstwo i… szyfry. Rożemburk deklarował wprawdzie, w linii ze swymi habsburskimi protektorami, katolicyzm, lecz nie wahał się przejmować klasztorne majątki.Innym magnatem związanym z Rożemburkiem stał się awanturnik i okultysta, a zarazem senator Rzeczypospolitej, wielbiciel Elżbiety I – Olbracht Łaski, który niedługo wcześniej, bo w roku 1569 zadeklarował zmianę wyznania z kalwińskiego na katolickie. Do elekcji Rożemberka nie doszło (wybrany został wówczas Stefan Batory), m.in. wskutek denuncjacji jego działań przez innego habsburskiego agenta – węgierskiego arianina Andrzeja Dudycza, który uzyskał polski indygenat i opuścił Rzeczpospolitę po przegranej opcji habsburskiej podczas elekcji Batorego, przenosząc się do Wrocławia (zob. np. H. Gmiterek: Andrzej Dudycz a kandydatura Wilhelma z Rożemberka do tronu polskiego (1573-75) w: Res Historica nr 7, 1999).

Habsburgowie, być może wskutek konieczności utrzymania w protestanckiej czeskiej układance ważnego sprzymierzeńca (rok 1575 to rok koronacji cesarza – alchemika Rudolfa II na króla Czech oraz ogłoszenia tzw. konfesji czeskiej – wspólnego wyznania wiary luteran, neo-utrakwistów oraz braci czeskich),  nie pogniewali się za przygody Wilhelma w Rzeczypospolitej. Zdobył on wielkie znaczenie i majątek (m.in., jak wyżej wspomniano należały do niego, od roku 1581, obecny Złoty Stok i znajdująca się tam mennica – monety bite przez Rożemberka można sobie pobrać po wklepaniu w google „Coins and medals of the last Rosenbergs” oraz Srebrna Góra). Przez kolejne małżeństwa koligacił się z rodem von Braunschweig, Hohenzollernami oraz rodziną von Baden.  W roku 1585, za panowania cesarza Rudolfa II, otrzymał w Pradze zatwierdzony przez króla Filipa II Order Złotego Runa. W roku 1586 został ponownie wysłany do Polski przez Rudolfa II w celu promocji wyboru arcyksięcia Maksymiliana, a po przegranej przez tegoż bitwie pod Byczyną w latach późniejszych (1589), negocjował w imieniu cesarskim warunki traktatu kończącego konflikt, odwiedzając po drodze do Polski Złoty Stok. Jak podaje czeska wikipedia była to jego ostatnia misja dyplomatyczna. zmarł trzy lata później w wieku 57 lat bezdzietnie, pozostawiając bratu majątek razem z długami. Tuż przed śmiercią stał się gorliwym katolikiem, wspierającym zakon jezuitów.

Najbardziej tajemniczym elementem życiorysu Wilhelma z Rożmberka był jednak mecenat jaki roztoczył nad „importowaną” z elżbietańskiej Anglii przez Olbrachta Łaskiego dwójką Anglików – Johnem Dee i Edwardem Kellym. Kursowali oni od roku 1584 między dworem krakowskim Batorego a cesarskim, praskim Rudolfa II, by wreszcie znaleźć przystań w Trzeboniu (Trebonie), w dobrach Rożemberka. Dee był wcześniej osobą z najbliższego kręgu zaufania zarówno Marii Tudor, jak i Elżbiety – jako jej doradca i astrolog (ponoć on ukuł pojęcie British Empire), Kelly służył mu jako medium. Obaj parali się alchemią i okultyzmem (był to okres rozkwitu tego typu „hermetycznych” nauk, m.in. żydowskiej kabały, którą w Czechach reprezentuje, urodzony i działający wcześniej w Poznaniu, Jehuda Loew ben Bekalel zwany Maharalem, a w Rzeczypospolitej – również pochodzący z Poznania Salomon Luria, zwany Maharszalem), a wizje jakie miał Kelly dotyczyły m.in. przyszłości Łaskiego, Batorego i Rudolfa. Szczególne powodzenie przepowiadał duet Łaskiemu, którego skontaktowali z Dee podczas wizyty na Wyspie faworyci Elżbiety – hrabia Leicester, Dudley oraz sir Philip Sidney, a ów szczególny związek i podróż do Europy Środkowej w roku 1584 pobłogosławiła sama królowa. Wizytę Łaskiego w Anglii uświetnił również występ na jego cześć byłego dominikanina, wolnomyśliciela Giordano Bruno, który przebywał na Wyspach w l. 1583-86, podejrzewanego przez niektórych (por. książki J. Bossyego) o współpracę z elżbietańskim wywiadem w sprawie „królowej Szkotów” Marii Tudor.

Dee w Czechach przebywał pod protekcją Wilhelma do roku 1589, kiedy wreszcie wrócił do Anglii. W międzyczasie pisał regularnie listy do sir Francisa Walsinghama – szefa elżbietańskiego „wywiadu”, przekazywane przez kursujących z Londynu do Europy Środkowej kurierów, . Kelly pozostał w Czechach dłużej – zginął w niejasnych okolicznościach kilka lat później. Dzieła Dee (zwłaszcza Monas hieroglyphica) stały się, jak pisze Francis Yates w swojej pracy Rosicrucian Enlightment, podstawą tajemnego ruchu różokrzyżowców, który wykształcił się na początku następnego stulecia. Jak wskazuje się  w The Rosicrucian Enlightment Revisited (red. R. White, p. 90) z powołaniem na kronikę Waclawa Breżana, Wilhelm z Rożmberka posiadał laboratoria alchemiczne w Trzeboniu, Krumlowie i Złotym Stoku (Reichensteinie), a pod jego opieką pozostawało co najmniej kilkunastu alchemików i okultystów. Sam brat i dziedzic Wilhelma – Peter Vok (który również miał w swoim życiu epizod „angielski” – w roku 1563 odwiedził dwór Elżbiety) stał się natomiast zaufanym głównego protestanckiego stratega w Rzeszy – Chrystiana z Anhaltu z reńskiego Palatynatu, jednego z architektów wojny trzydziestoletniej.

Czy zatem nazwisko rodowe Rosenberg (Rożmberk) ma jakiś związek późniejszym o kilkanaście lat „różokrzyżem” (Rosenkreutz), które to pojęcie pojawiło się w rozpowszechnianej w Europie „bibule” z początku XVII stulecia? (między innymi w wydanym w Strasburgu w roku 1616 dziełku „Alchemiczne zaślubiny Chrystiana Rosenkreutza” z symbolem „monas”, którego autorem był Dee, w treści). Można twierdzić, iż „róża na górze”, „pentagramalna” róża herbowa Rożmberków (którą Rosenbergowie umieścili również w ówczesnym herbie Złotego Stoku) wpisała się w „różany krzyż „, jednak połączenie róży z krzyżem przecież można znaleźć np. już w pochodzącej z końca lat 20-tych XVI wieku róży Lutra (skąd przywędrowało, jak się wskazuje, w postaci zestawienia z krzyżem św. Andrzeja na ukuty w okresie reformacji herb pierwszego ideologa „różokrzyża” – eks-studenta luterańskiej teologii Jana Walentego Andreae). A samą pięciopłatkową różę odnajdziemy jeszcze wcześniej np. na różach angielskich Yorków i Lancastrów, połączonych w różę Tudorów. Jak było, teorie są różne, w każdym razie, hermetyczne tendencje różokrzyżowe przejmowała potem organizująca się masoneria – i tak wróciliśmy do punktu wyjścia przydługich „różanych” dygresji.

Reklamy