Na tropach Jana Amosa Komeńskiego

Zwiedzając Żaclerz i Rychory nie sposób nie wpaść na sporządzone w kilku językach, w tym polskim, tablice ścieżki dydaktycznej śladami Jana Amosa Komeńskiego (oryg. Po stopách Jana Ámose Komenského). Dowiemy się z nich m.in. o tym, że Komeński był filozofem i prekursorem nowożytnej, oświeconej pedagogiki. Pominięto inne wątki bogatego życiorysu tej postaci. Na przykład to, że parał się mistycyzmem, wspierał pierwszy w historii projekt rozbioru Polski, był szwedzkim, a może i angielskim agentem oraz epigonem rewolucji światowej w pochodzie zmierzającym ku bezwzględnej równości wszystkich ludzi. Rewolucjonistą, na którego dziełach wzorowała się pierwsza loża masońska w Londynie, która ogłosiła światu swoje powstanie pół wieku później. Komeński ma z Żaclerzem wspólnego tyle, że uciekał tędy z Czech na Śląsk w roku 1628 przed cesarskimi siłami reakcji, dla których był po prostu zbyt progresywny. Uznawał bowiem papiestwo za instytucję antychrysta, zaś cesarstwo za poplecznika tegoż. Dużo tego, źródeł całkiem sporo, bo dorobek Komeńskiego i jego międzynarodowa aktywność jest olbrzymia (większość można sobie „wyguglać” po czesku, angielsku i oczywiście łacinie). Wszystkie wątki w niniejszej opowieści się nie zmieszczą – jest ona jedynie przyczynkiem do dyskusji.  Ale po kolei. Komeński, „mąż najuczeńszy i znamienity”, jak pisali o nim współcześni poplecznicy, edukację rozpoczął w dopiero 16-tym roku życia – początkowo była to szkoła jednoty – braci czeskich w Strażnicy. „Spodobała” się mu ona na tyle, że postanowił potem gruntownie zreformować edukację. W roku 1605 Strażnicę splądrowały wojska siedmiogrodzkie. Komeński, jak zobaczymy, urazy do najeźdźców, w przeciwieństwie do papizmu, jednak nie chował. Rok wcześniej umarli mu rodzice, w tym ojciec – znaczący duchowny jednoty braci czeskich.

Bracia czescy wywodzili się z husytyzmu, a w zasadzie z jednego ze skrajnych odłamów taborytów, dążącego do stworzenia swoistych komun. Nie znajdującego swego miejsca w głównym, umiarkowanym nurcie, który zatriumfował ostatecznie w husyckiej rebelii. W roku 1467, pod opieką „króla-husyty” Jerzego z Podiebradów, odbył się pierwszy zjazd gmin sekty, podczas którego wybrano starszego zgromadzenia Matiasa z Kunvaldu. Tegoż wprowadził w funkcję Michał z Żamberka, sympatyzujący wcześniej z waldensami. Na szczytne ideały braci nie dał się nabrać Madziar król Maciej Korwin, który za swego panowania wygnał ich z Węgier precz na Multany i próbował, przy wsparciu papieskim, przeprowadzić krucjatę w Czechach. Za panowania tolerancyjnych albo, inaczej patrząc, beztroskich, Jagiellonów, bracia czescy odzyskali jednak teren w Czechach i na Morawach, a pod koniec XV stulecia liczyli już 1000 zborów skupiających około 100 000 wiernych. Było to jak się wydaje za dużo na możliwości zgromadzenia i wkrótce doszło do rozłamu, przy czym przewagę zyskali zwolennicy odejścia od radykalnych ideałów młodości ruchu. W XVI wieku, w miarę, gdy tzw. reformacja nabierała rozpędu, bracia czescy znaleźli wspólny język ze zwolennikami Jana Kalwina. Odrzucali m.in.  chrzest dzieci, spowiedź indywidualną, wiarę w przeistoczenie i Tradycję Kościoła. Po edykcie cesarza Ferdynanda Habsburga z roku 1548 udali się na emigrację, głównie do nazbyt wówczas otwartej, czego dowiodą dalsze losy naszego bohatera, Rzeczypospolitej, gdzie znaleźli protekcję możnych rodów Leszczyńskich i Ostrorogów. W roku 1609 edykt cesarza Rudolfa II przywrócił jednocie możliwość wyznania w Czechach i na Śląsku. 9 lat później stanowili główną siłę antycesarskiego powstania. Po defenestracji praskiej poparli króla zimowego Fryderyka na tron czeski przeciw Habsburgom.

W listopadzie 1620 roku klęska strony protestanckiej pod Białą Górą przywróciła przewagę cesarstwa w Czechach. Komeński był wówczas po kalwińskich studiach teologicznych w Herbornie, gdzie znajdował się pod opieką Jana Alsteda, mającego skłonność do pseudo-mistycyzmu. Następnie studiował w Heidelbergu, gdzie uczył go Dawid Pareusz – pomysłodawca unii wszystkich denominacji protestanckich. W roku 1614 wrócił na Morawy, gdzie zajął się wpajaniem egalitaryzmu i innych ideałów jednoty wśród młodzieży. Od roku 1616 pełnił funkcje kaznodziejskie, przyjmując drugie imię Amos – od starotestamentowego proroka gniewu i zniszczenia. W roku 1617 napisał rozprawę „Retunk proti Antikristu„, w której typował na Wielkiego Antikrista i zwodziciela świata, papieża rzymskiego, ostrzegając przed nim mieszkańców ziemi. Nic zatem dziwnego, że gdy w roku 1621 wspomagające w Habsburgów wojska neopolitańskie zajęły miasteczko Fulnek, Komeński zdecydował się z niego wynieść, a w maju roku 1623 kapucyni z tej miejscowości postanowili użyć dzieł Komeńskiego jako podpałki. Habsburgowie zdecydowali się jednak na wygnanie braci czeskich dopiero w roku 1627. Komeński frapował się właśnie wtedy kometą, która pojawiła się nad Sudetami, oraz proroctwami 17-letniej epileptyczki Krystyny Poniatowskiej.

Musiał się bardzo przejąć jej losem, bo gdy na początku kolejnego roku przebył przez Żaclerz i Lubawkę Sudety, wziął ze sobą młodą Krystynę. W Lesznie Komeński znalazł ciepłe przyjęcie w u Leszczyńskich, którzy zaoferowali mu kierownictwo miejscowego gimnazjum oraz ze strony miejscowych współbraci, w tym lokalnego starszego z rodziny Giertychów (co ciekawe właśnie potomek tej rodziny Jędrzej Giertych napisał w l. 60-tych XX wieku w Londynie historyczną rozprawę „U źródeł katastrofy dziejowej Polski”, w której uznał Komeńskiego za prekursora masonerii i  jednego ze sprawców potopu szwedzkiego, nie bez pewnych podstaw zresztą). Od 1632 Komeński objął również funkcję biskupa wspólnoty. W spokojnym Lesznie Komeński w tzw. międzyczasie mógł się wreszcie zabrać za to, z czego głównie dzisiaj jest znany w Polsce (patronując rozmaitym akcjom i stowarzyszeniom pedagogicznym). Za reformę edukacji, która miała prowadzić do stworzenia molocha przyszłości: pampedii – równego dla wszystkich, powszechnego systemu edukacyjnego, który, z precyzją drukarni (takiego porównania używał z lubością Komeński w swoim dziele), miał produkować wykształconą odpowiednio młodzież. Całość swoich spisanych w Lesznie założeń reformy Komeński wydał w roku 1657 w Amsterdamie. W „Wielkiej dydaktyce” opowiedział się za powszechnym nauczaniem w sposób szybki, gruntowny i przyjemny (cito, tuto, iucunde), nie widząc w powyższym sprzeczności. Było to również prawdopodobnie pierwsze dzieło pedagogiczne, które winą za niepowodzenia procesu dydaktycznego obciążało niekompetentnych nauczycieli. Podkreślano w nim konieczność rezygnacji z nudnej teorii na rzecz zajęć praktycznych z aktywnym udziałem uczniów, połączenia nauki z zabawą, a także przełamywania barier między uczniami. Miało być krócej i przyjemniej – teatrzyki, występy, konkursy z nagrodami na zadany temat. Wszelkie przeszkody miano z drogi uczniów usunąć i przygotować ich umysły do przyjęcia wiedzy. Współczesne i nowoczesne, prawda?

Pampedia – powszechny, obowiązkowy system oświatowy miał być wedle Komeńskiego elementem szerszej układanki, środkiem do celu – panzofii, powszechnej mądrości, oświeconego społeczeństwa. Oczywiście strategicznym celem była likwidacja Babilonu, czyli wiadomo. Jak pisze Ł. Kurdybacha „Z winy niewłaściwego nauczania powstał — w świetle wywodów Komeńskiego — niebezpieczny podział ówczesnej Europy na zwalczające się obozy. Szkoły bowiem zamiast szerzyć „jedną prawdę”, a więc wpajać młodzieży jednolity pogląd na świat, karmiły ją fałszywymi wyobrażeniami i przesądami, te zaś pociągały za sobą rozbicie świata (…) Nie możemy się dziwić, że uczony austriacki baron (baron renegat – przyp. autora bloga), Jan Wolzogen, jeden z łączników siatki emisariuszy protestanckiej rewolucji po zapoznaniu się z jego dorobkiem w Lesznie dowodził, że może on doprowadzić do obalenia w świecie jezuickiego monopolu wychowawczego i przekazania go w ręce postępowych pedagogów protestanckich. Plan ten był niewątpliwie cichym marzeniem Komeńskiego i jego angielskich przyjaciół. Tylko bowiem w razie zniszczenia starego szkolnictwa jezuickiego i zorganizowania na ruinach kolegiów jezuickich nowych szkół, opartych na programie Komeńskiego, można było spodziewać się jedności świata” (Ł. Kurdybacha: Rola Komeńskiego w Europie w XVII w., 1957).

„Postępowy” Komeński w swojej „Wielkiej Dydaktyce” nie ustrzegł się jednak budowania, w opozycji do znienawidzonego papizmu, reformowanego obskurantyzmu, wskazując iż „w szkołach chrześcijańskich nie powinno się słyszeć ani Plautusa, ani Terencjusza, ani Owidiusza, ani Arystotelesa, lecz Mojżesza, Dawida, Chrystusa”, zaś poezję nazywając „napojem czarodziejskim szatana”. Poza tym było jednak nowocześnie. Szkoła elementarna miała uczyć podstaw w języku ojczystym, gimnazjum – kształcić także w łacinie, grece i hebrajskim. Pierwszą szkołą, w której zastosowano system Komeńskiego było gimnazjum Opalińskich w Sierakowie, otwarte w roku 1650. Fundatorem szkoły został znany z kart sienkiewiczowskiego „Potopu” satyryk Krzysztof Opaliński, jaśnie oświecony tępiciel ciemnoty duchowieństwa, który za swój punkt honoru obrał utworzenie szkoły niezależnej od mrocznych jezuitów, w której wykładaliby świeccy to jest protestanci. Praktycznie stosowane założenia Komeńskiego obejmowały usunięcie znienawidzonej gramatyki i skupienie się na edukacji przez zabawę, ot taka XVII-wieczna Akademia pana Kleksa. Trzy klasy gimnazjum robiło się w pięć lat. Ostatni rok skupiał się na przygotowania do życia w społeczeństwie, to jest w kontrze kulturowej do ciemnogrodu i fanatyzmu jezuickiego.

Osoba Opalińskiego wplata nam do działań edukacyjnych Komeńskiego, będących wszakże elementem znacznie szerszej wizji społeczeństwa, wątek polityczny. Opaliński, wojewoda poznański, dobroczyńca szkoły, utrzymuje następnie kontakty z Hieronimem Radziejowskim – od roku 1652 banitą na wygnaniu w Sztokholmie. W roku 1655 zawiera przy udziale tegoż ugodę kapitulacyjną pod Ujściem. Pod Ujściem, jako dowódca wojskowy, znajdzie się także inny lesznianin Johann Schliting, który w kwietniu 1650 roku pisze z Leszna do księcia Rakoczego (http://archive.org/stream/korrespondencel02kvagoog#page/n155/mode/2up, p. 147), rając mu tron polski i zawiadamiając go o tym, że wybiera się do Siedmiogrodu mąż czcigodny i najbardziej uczony przyjaciel prawdziwy i najmilszy Comenius („vir reverendus et doctissimus amicus vero meus dilectissimus dominus Comenius„), o czym szerzej poniżej.

Komeński, mimo nominalnie „oświeconego programu”, nie tracił zainteresowania okultyzmem i proroctwami. W roku 1625 wracając do Leszna ze zjazdu braci czeskich w Dubrawicy, spotkał się w Szprotawie z miejscowym wieszczem Christofem Kotterem. W wizjach tegoż przejawiał się motyw zwycięskiego lwa protestantyzmu. Wreszcie zainteresowali się nimi Habsburgowie i Kotter, po karze chłosty, został wygnany ze Śląska oraz Łużyc. Komeński w roku 1632 opublikował wizje Kottera razem z przepowiedniami opisywanej wyżej Krystyny Poniatowskiej. Ponownie wydał powyższe proroctwa w roku 1657, w Amsterdamie, w zbiorze Lux in Tenebris (Światło w ciemności). Do kompletu dołożył w nim przepowiednie Mikołaja Drabika (Drabiciusa), kolegi Komeńskiego jeszcze ze szkolnej ławy w Strażnicy. Wśród braci czeskich, zwłaszcza po niezadowalającym efekcie rozróby jaka przez 30 lat pustoszyła kraje Rzeszy, przepowiednie te były  niezwykle popularne. Jednym z ich motywów była wojna, która miała wybuchnąć w roku 1657, a w której decydujący cios papiestwo otrzyma na ziemiach polskich. Powstaje zasadnicze pytanie czy wizje owe traktowano serio, czy jako element akcji propagandowej? Może to i przypadek, ale traktat w Radnot zapowiadający rozbiór Rzeczypospolitej podpisano, tuż przed początkiem wynikającego z wizji roku, pod koniec roku 1656.

We wrześniu roku 1641, w przededniu kromwelowskiej rewolucji w Anglii, Komeński, na zaproszenie byłego elblążanina Samuela Hartlieba, odwiedził ten kraj. W roku 1637 Hartlieb bez uzgodnienia z Komeńskim wydrukował w Cambridge jego dziełko dotyczące panzofii. Uzyskało ono pozytywny odzew i dwa lata później, już za zgodą autora, odbył się dodruk. Anglia stanowiła wówczas teren ostatecznej rozgrywki protestantyzmu z katolicyzującymi Stuartami. Kolejny front wojny ideologicznej, obok tej toczonej równolegle – dogasającej trzydziestoletniej. Podróż Komeńskiego była planowana do kilku lat. Jej celem, z punktu widzenia Komeńskiego, było nawiązanie kontaktów na dworze angielskim oraz uzyskanie pomocy finansowej dla kolonii braci czeskiej w Lesznie (por. J.V. Polisensky, F. Snider: War and Society in Europe 1618-1648, p. 169). We wspomnianym roku 1641 Jan Amos Komeński stworzył w Anglii dziełko Via Lucis o duchowym świetle rozumu, wedle którego panzofia – powszechna mądrość miała być drogą do zjednoczenia ludzkości. Cel bardzo szczytny. Jak pisał Komeński: „wszyscy ludzie mają się uczyć wszystkiego, co jest ludzkie, ponieważ są ludźmi”. Oczywiście, głównymi przeszkodami na drodze do powszechnego szczęścia ludzkości było dla Komeńskiego papiestwo i cesarstwo, dwa filary reakcji. Co ciekawe, związany zarówno z Sudetami, jak i ezoteryką, Will Peuckert w swojej książce o różokrzyżowcach (Die Rozenkreutzer. Zur Gesichte einer Reformation) odrębny rozdział poświęcił właśnie panzofii, twierdząc, iż stanowiła ona rozwinięcie nauk Paracelsusa, swoistą synkretyczną parareligię, a u jej źródeł leżały między innymi gnoza, neoplatonizm i kabała. Peuckert pisał także o prowadzonej po ucieczce Komeńskiego z Czech korespondencji Jana Amosa z Johanem Valentinem Andreae, inicjatorem ruchu różokrzyżowców. D. Dickson w swojej pracy „The Tessera of Antilia: Utopian Brotherhoods and Secret Societies in the Early Seventeenth Century” (p. 162) cytuje późniejsze pisma Komeńskiego (Clamores Eliae): „Da miły Bóg aby to wielkie światło świata u nas się roznieciło i stąd wyszło (skupiając się najpierw na Collegium Lucis) aby powstał nowy prawdziwie powszechny braterski kościół (as fundandam Ecclesiam novam vere Catholicam Philadelphicam) – czyż nie było by to zwierciadłem mądrości bożej, którego zapowiedzią półwiecze temu było bractwo różokrzyżowe? Którego pierwsze spełnienie miało miejsce w Jednocie braci czeskich”. Dickson wskazuje, że w wydanych później w Amsterdamie Opera Didactica Omnia Komeński wymienił Andreae’go obok Bacona i Campanelli jako mentorów, którzy mieli wpływ na propagowaną przez niego ideologię. Potwierdzałoby to wskazane wyżej tezy Peuckerta.

W marcu roku 1642 Hartlieb, Komeński i kolejny elblążanin John Dury (z łacińska Durus) podpisali porozumienie o braterskiej więzi, podnoszące konieczność zachowania pokoju religijnego między dysydentami (co oznaczało dążenie do swoistego „ekumenizmu” w ramach protestantyzmu w celu skutecznego wojowania z papizmem), edukację młodzieży oraz odnowę zasad zgłębiania prawdziwej mądrości (panzofia). Dury i Hartlieb, utopiści i naprawiacze świata, zajmowali się drukiem oraz rozpowszechnianiem mądrości wszelakiej proweniencji, w tym twórczości m.in. portugalskiego żyda Menasseha ben Izraela optującego za kolonizacją przez żydów Nowego Świata, stosownie do tezy, że jego mieszkańcy pochodzą od plemion Izraela. Rosnące napięcie w Anglii, w której miała wkrótce wybuchnąć rewolucja, spowodowało że  w czerwcu roku 1642 Komeński wraz z Piotrem Figulusem, w porozumieniu ze swymi angielskimi współpracownikami (por. J.V. Polisensky, F. Snider: War and Society in Europe 1618-1648, p. 171) popłynął do Amsterdamu, skąd, na specjalne zaproszenie, udał się do Szwecji.

Krajem tym rządził wówczas wszechmocny kanclerz Axel Oxenstierna, członek „Palmenorden” – protestanckiego Zakonu Palmy czy też Towarzystwa Owocodajnego. Z owym, formalnie promującym literaturę towarzystwem, do którego należeli czołowi dowódcy strony protestanckiej XVII wieku, miał być związany także Komeński podczas późniejszego pobytu w Amsterdamie, po szwedzkiej awanturze w Polsce. Protektorem naszego bohatera w Szwecji był niderlandzki magnat finansowy, protestant Louis de Geer, który zbił fortunę na dostawach broni dla armii Gustawa Adolfa podczas wojny trzydziestoletniej oraz szwedzkich dzierżawach i w roku 1640 uzyskał miejscowy indygenat. Dwa lata po przybyciu Komeńskiego do Szwecji de Geer miał zasłynąć wystawieniem Szwedom floty złożonej z 32 uzbrojonych okrętów podczas wojny z Danią. De Geer ściśle współpracował z Axelem Oxenstierną aż do śmierci w roku 1652. Oficjalnie Komeński miał zająć się reformą szwedzkiego systemu edukacji, a powyższego dokonać miał… z polskiego Elbląga. Pisanie podręczników dla szwedzkich dzieci jednak Komeńskiemu nie szło zbyt dobrze – w Elblągu powstało natomiast w roku 1643 „De rerum humanorum emendatione consultatio catholica” („Ogólna rozprawa o naprawie rzeczy ludzkich”)

W roku 1648 Komeński wrócił do Leszna, gdzie pochował drugą żonę i ożenił się z niewiastą trzecią, o trzydzieści lat młodszą. Był to rok wybuchu powstania Chmielnickiego oraz traktatów westfalskich, którymi Komeński był rozczarowany: rewolucja antypapieska i antycesarska utknęła w miejscu, zaś Czechy pozostały pod rządami papistów. Karol Gustaw X, po obiecującym Gustawie Adolfie, miał się okazać nową nadzieją sił postępowych. W roku 1651 Komeński jako znany reformator oświatowy udał się na dwór księcia Rakoczego do Siedmiogrodu, gdzie m.in. uczył w kolegium Sarospatak wydał kolejne dziełko dotyczące proroctw zwiastujących koniec Babilonu (Rzymu) i… przyjmował szwedzkiego posła Bengta Skytta. Jak się wskazuje w pracy B. Gordona i P. Marshalla: The Place of the Dead: Death and Remembrance in Late Medieval and Early Modern Europe (p. 217), szczególne nadzieje Komeński pokładał w młodszym bracie księcia Jerzego – Zygmuncie, którego dotyczyły przepowiednie wspomnianego wyżej Mikołaja Drabika. Zygmunt był w nich przedstawiany jako wyzwoliciel krajów europejskich, w tym Rzeczypospolitej, spod opresji katolickiej. W czerwcu roku 1651 Komeński przewodniczył w ceremonii zaślubin Zygmunta z córką „króla zimowego”, palatyna reńskiego – Fryderyka (który również sam kiedyś odbył „symboliczne” dla architektów wojny trzydziestoletniej zaślubiny – por.) Marią Henriettą. Komeński zwrócił się do Zygmunta jako do Dawida, który ocali ciemiężony, protestancki Izrael  w dziełku „Tajemna przemowa Natana do Dawida”. Według jego treści Zygmunt miał zanieść oświecenie z Siedmiogrodu do pogrążonych w mroku Moraw, Czech i Polski, wybawiając te kraje z jarzma papieskiego Antychrysta. Wizje Drabika i oczekiwania Komeńskiego zderzyły się z rzeczywistością – już we wrześniu roku 1651 zmarła Maria Henrietta, zaś w roku następnym sam Zygmunt. Pokładane w nim oczekiwana Komeński musiał przenieść na księcia Jerzego II. W roku 1653 wrócił do Rzeczypospolitej.

Rok 1654 zastał Komeńskiego w Lesznie, gdzie prowadził korespondencję z Anglią w celu uzyskania poparcia Cromwella dla sprawy czeskiej. Rok później Polskę zajęły wojska Karola Gustawa X, które Komeński entuzjastycznie witał, drukując we Wrocławiu „Panegyricus Carlo Gustavo„, określający szwedzkiego monarchę jako Gedeona walczącego z papieskimi Madianitami (jedno z plemion Starego Testamentu skazanych na zagładę) oraz wzywający Polaków do wyrzeczenia się katolicyzmu i dotychczasowego władcy. Czy Komeński, który wcześniej pozostawał na służbie szwedzkiej i rozpowszechniał proroctwa zwiastujące sukcesy Szwedów, miał udział w przygotowaniu powyższego najazdu?  Jest bardzo prawdopodobne, że brał co najmniej udział w tajnej korespondencji inwazję poprzedzającej. Jak wskazuje Z. Wójcik (Rzeczpospolita na arenie międzynarodowej w XVII wieku. Wybrane zagadnienia dyskusyjne w: Pamiętnik X Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Lublinie 9—13 września 1969 r., t. I, Warszawa 1968, s. 237-238): „rola protestantów, zwłaszcza braci czeskich i arian w okresie najazdu szwedzkiego i siedmiogrodzkiego była całkowicie jednoznaczna – szkodliwa dla Polski i skierowana przeciw całości państwa. Szczególną rolę odegrali tu bracia czescy z Leszna, a przede wszystkim ich przywódca Jan Amos Komensky (…) Spośród katolików polskich jedynie Radziejowskiego można postawić w jednym szeregu z takimi wrogami państwa jak Janusz i Bogusław Radziwiłłowie, Komensky czy wreszcie arianie Władysław Lubieniecki i Samuel Grądzki, współtwórcy traktatu w Radnot. Istota zagadnienia polega więc przede wszystkim na tym, że protestanci polscy w poważnym stopniu przyczynili się do zorganizowania agresji szwedzkiej, a potem siedmiogrodzkiej na Polskę.”

W listopadzie roku 1654 zięć Komeńskiego Piotr Figulus donosił z Gdańska pozostającemu w Anglii Hartliebowi  o wieściach ze Szwecji (http://archive.org/stream/korrespondencel02kvagoog#page/n203/mode/2up, p. 194). Korespondencja utrzymana w tonie półtajnym jest dosyć ciekawa. Figulus nie ujawnia swojego informatora, wspominając jedynie, że jest to zaufany przyjaciel, dobrze znany Mr. Dury’emu. List zaczyna się od wzniosłych słów o pracy na rzecz pokoju. Wspomina następnie szwedzkiego reformowanego biskupa Strangnas Johanna Matthiasa Gothusa, zwolennika tez Komenskego, oraz pisane przez niego listy do ówczesnego księcia, potem króla Szwecji, Karola Gustawa. Pismo wyraża nadzieję, że Karol Gustaw posłucha wszystkich dobrych rad biskupa i będzie podążał drogą Prawdy i Pokoju. W liście wspomniana jest także tajna korespondencja (odczytywana nad ogniem z węgla) kierowana z Leszna przez Berlin do Hartlieba oraz za pośrednictwem wspomnianego biskupa Gothusa do króla Szwecji oraz posługiwanie się przez spiskowców tajnymi sekretarzykami ze skrytką zawierającą informacje. List zapowiadał, iż wspomniany książę (tj. Karol Gustaw) przyłączy się do konfederatów aby przeprowadzić dzieło zemsty Boga na jego wrogach i oswobodzić prześladowany, znękany lud w ucisku, nawet za cenę własnej życia i krwi. Pismo kończyło się wzmianką o „będącym w porę” planie Wenzla barona Sadowskiego, znanego z „Potopu” Czecha w służbie szwedzkiej (znajomość z rodziną Sadowskiego Komeński zawarł jeszcze w latach 20-tych przed wyjazdem z Czech do Polski), oraz wzmianką o nieciekawej sytuacji w Polsce i na Litwie („Radzivilius cum Universa Lithuania in extremas angustias redacti sunt: neque uspiam apparet Consilíum aut Auxilium”), o czym donosi kolejny dobrze poinformowany życzliwy z Torunia.

Wniosek z powyższej korespondencji może być tylko jeden – istnienie w Polsce siatki mieżdunarodnych protestanckich agentów skupionych na linii cromwellowska Anglia (z grupą „elblążan” Durym i Hartliebem) – Brandenburgia – grupa Komeńskiego w Polsce – Szwecja. Zimą 1655 roku do Figulusa pisał rozżalony Komeński, że sprawy idą źle i wiadomości od Hartlieba nie napawają optymizmem. Ponownie pojawiła się kwestia misji Sadowskiego polegającej przypuszczalnie na wciągnięciu państw ościennych (cromwellowskiej Anglii?) do kolejnej wojny,  co może rzutować na sprawę czeską. Dalej następowały biadolenia na szalejącego Antychrysta i zaprzepaszczone przygotowania przeciwko Babilonowi. W podobnym tonie utrzymany był, pisany mniej więcej w tym samym okresie, list Komeńskiego do Dury’ego, który ten przekazał dalej Hartliebowi (http://archive.org/stream/korrespondencel02kvagoog#page/n203/mode/2up, p. 195-196). W liście Komeński wyraża żal, że Cromwell nie spełnia pokładanych w nim nadziei, co przyczynia się do powstawania nowych przeciwieństw ze strony Antychrysta.

W lipcu 1655 roku nastąpił jednak najazd Karola Gustawa, a wielkopolscy protestanci pod Ujściem zgłosili akces do obozu szwedzkiego protestanckiego. Komeński i bracia czescy cieszyli się z przejścia przybranej ojczyzny na właściwą stronę – z obozu Antychrysta i Babilonu. Komeński korespondował z Siedmiogrodem, interesował się także układami króla szwedzkiego z elektorem brandenburskim (http://archive.org/stream/korrespondencel00kvagoog#page/n68/mode/2up, p. 203). Te zabiegi dyplomatyczne zaowocowały na jesieni roku 1656 układem w Radnot. Po niepowodzeniu Szwedów, pomoc Rakoczego, Bogusława Radziwiłła, Chmielnickiego oraz wsparcie „Wielkiego Elektora” – Fryderyka Wilhelma I miały zapewnić ostateczny sukces sprawy protestanckiej.

Gdy w kwietniu 1656 stronnicy Jana Kazimierza zdobywali Leszno (podczas pożaru miasta spłonęła biblioteka jednoty), Komeński wzywał ponoć szwedzki garnizon do stawiania oporu. W efekcie szwedzkiej awantury musiał uchodzić z Polski w trybie pilnym i nigdy nie wrócił do kraju, który przez ćwierć wieku był jego przybranym domem. Dalej prowadził korespondencję związaną ze sprawami bieżącej polityki. Traktat rozbiorowy w Radnot podpisano w dzień świętego Mikołaja roku 1656. Północna Polska i Litwa dla Szwecji, Wielkopolska i Warmia dla Brandenburgii, Ukraina dla Chmielnickiego, Małopolska, Mazowsze i Wołyń dla byłego patrona Komeńskiego – Rakoczego. Pod koniec tego samego miesiąca przedstawiciel Rakoczego pisał do Komeńskiego: „mój łaskawy Pan i Władca, Książę Siedmiogrodu jest już w marszu ze swoją doborową, 40-tysięczną armią, do której ma dołączyć 20 tysięcy Kozaków (o ile to już nie nastąpiło) (…) Wysłał on [Rakoczy] jedynie posłańca do cesarza z zapewnieniami, że będzie oszczędzał jego ziemie tak długo jak on [cesarz] będzie się zachowywał właściwie wobec  niego [Rakoczego], jego wojsk i ludu” (http://archive.org/stream/korrespondencel00kvagoog#page/n68/mode/2up, p. 212-213). Powyższe oznaczało potwierdzenie skierowania najazdu przeciw Polsce, bez wciągnięcia cesarza w konflikt z Rakoczym.

Pierwszy rozbiór Polski nie doszedł jednak ostatecznie do skutku, choć poniosła ona większe straty niż podczas II wojny światowej, a i upadek papiestwa trzeba było przesunąć. Nie na długo, gdyż już w roku 1664 w Londynie wyszła publikacja o przydługim tytule „Proroctwa Krzysztofa Kotterusa, Krystyny Poniatovia i Mikołaja Drabiciusa, trzech słynnych niemieckich proroków, przepowiadających czterdzieści lat temu dzisiejszą inwazję Turków na niemieckie Cesarstwo oraz zdarzenia jakie nastąpią. Cudowne nawrócenie wielkiego Turka oraz tłumaczenie Biblii na język turecki. Przepowiednie dotyczące papieża, cesarza, króla Francji oraz nagłego zniszczenia papistowskiej religii w roku 1666. Przewidujące także zjednoczenie wszystkich religii w jeden widoczny kościół, który będzie zarządzany przez biskupów. Wiele z tych proroctw było bardzo pożądanych przez ostatniego Króla Czech i zostały mu przedstawione przez uczonego i znakomitego protestanckiego kaznodzieję Comeniusa i przez niego zostało udostępnione. Przetłumaczone z łaciny przez R.C. Genta” (podkr. wł.).

Komeński udał się z Rzeczypospolitej… do domu Wawrzyńca de Geera syna sponsora szwedzkich najazdów, mieszkającego w Amsterdamie. W tymże mieście spędził ostatnie czternaście lat  życia, wydając kolejne dzieła propagujące oświeceniowe idee takie jak równość, jedność ludów, wspólna edukacja i język. W Unum necessarium Komeński przeprowadził swoistą apoteozę człowieka. Jak pisał „po pierwsze, człowiek winien znać samego siebie, by wiedział, że nie jest tylko stworzeniem (jak niebo, ziemia, słońce, drzewo, słoń itp.), lecz że jest czymś pośrednim między Stwórcą a stworzeniami, jakby wizerunkiem swojego Stwórcy, pomocnikiem i sługą, stworzeń zaś zarządcą i panem; małym światem i małym Bogiem. Po drugie, winien umieć władać samym sobą jako mały Bóg swoim małym światem. Stąd owa mądra wypowiedź mędrca: »Jeśli chcesz być królem, dam ci królestwo: króluj samemu sobie«” Powstały również dzieła Panegersia (Powszechne przebudzenie) i Panaugia (Powszechny świt) – pierwsze z nich wymienia się w encyklopediach masonerii jako dzieło stanowiące podwalinę konstytucji loży londyńskiej. Komeński umarł w roku 1670, nie doczekując upadku papiestwa, ani nawet inwazji Turków na Wiedeń. Nie doczekał też jutrzenki nowej ery – oświeceniowej rewolucji. Z uwagi na jego bogaty życiorys, którego istotnym elementem była współpraca ze Szwecją i Siedmiogrodem w jednym z najtragiczniejszych okresów w dziejach Polski, dziwi tak chętne obieranie go w naszym kraju za patrona przez różnego rodzaju fundacje wspierania edukacji nieświadomych niczego dzieci.

Zob. podobne

I jeszcze post scriptum pokazujące jaką, można powiedzieć antypolską, propagandą bywają pozycje dotyczące chlubnej roli Komeńskiego dla pedagogiki, pomijające w sposób wręcz kuriozalny, mroczne, opisane wyżej strony jego życiorysu. W książce A History of English Language Teaching (Wydawnictwo Oxford, rok 2004) znalazł się na s. 53 następujący passus (tłum. własne): „Comenius opuścił Saros Patak w roku 1653, zanim Orbis zostało ukończone, i wrócił do Leszna, jednak polityczne nadzieje (sic!), które go tam z powrotem przywiodły, jak zwykle, rozwiały się a, kilka lat później, w roku 1656 miasteczko zostało spalone podczas napaści ze strony katolików (sic!), zaś wiele z jego papierów spłonęło.”

Katolicy napadli biedne, spokojne Leszno. O wcześniejszej napaści Szwedów na Polskę ukrytej pod eufemistycznym określeniem „politycznych nadziei” ani słowa.

Reklamy