Historia i zabytki. W roku 1278 książę wrocławski Henryk IV Probus wyraził zgodę na założenie w Lubomierzu, na Pogórzu Izerskim, klasztoru benedyktynek oraz budowę tu kościoła. Pierwszą przełożoną miejscowego zgromadzenia została wdowa po rycerzu w służbie księcia Bolesława Rogatki – Jutta. Jej mąż, w połowie XIII stuleciu wzniósł na wzgórzu w ówczesnym Liebenthal (dosł. Miłosna, takiej też nazwy miasta używano w l. 1945-1947) zameczek wraz z kościółkiem. Jutta po jego śmierci postanowiła przekazać je benedyktynkom, a świecka siedziba rodu przeniosła się do niedalekich Milęcic (wówczas Geppersdorf). Kościół  i klasztorek lubomierski był początkowo skromny. Przy klasztorze rozwinęła się należąca do niego osada, która już w roku 1291 została obdarowana przez księcia Bolka I Surowego prawami miejskimi. W XV wieku na miejscu pierwotnego kościoła postawiono nowy, murowany. Okres 1-szej połowy XV wieku przyniósł czasy niepokojów. Dochodziło do napadów rabunkowych, np. w roku 1421, a następnie na Śląsk i Łużyce pociągnęły rejzy husyckie. W drugiej połowie stulecia było na Śląsku równie niespokojnie, wobec rywalizacji o tron czeski. XVI wiek przyniósł stabilizację, zaś Lubomierz stał się ośrodkiem handlowym – sprzedawano głównie wytwarzaną na Pogórzu Izerskim przędzę – do miast zachodniej Europy.

W centrum Lubomierza

Wiek XVII to okres wojny trzydziestoletniej, podczas której kościół i klasztor były pustoszone trzy razy. XV-wieczny kościół spłonął ostatecznie podczas pożaru w roku 1723. Z wykorzystaniem pozostałych fragmentów w latach 1727-30 benedyktynki wzniosły obecną barokową budowlę. Jest to konstrukcja trójnawowa, bezwieżowa, nieorientowana – fasada wejściowa znajduje się od wschodu, od strony centrum miasta. W roku 1810 państwo pruskie ogłosiło likwidację działających na jego terenie zakonów i przejęcie ich majątku. W roku 1845 opiekę nad kościołem przejęło zgromadzenie urszulanek. Od końca II wojny światowej kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Maternusa jest kościołem parafialnym. Wewnątrz zachowały się barokowe, XVIII-wieczne freski autorstwa Neunhertza przedstawiające sceny z Nowego Testamentu – w nawie głównej są to: Przemienienie Pańskie, Wniebowstąpienie, a także Chrystus w chwale Ojca. Sklepienie prezbiterium zdobią płaskorzeźby przedstawiające Apostołów i Ojców Kościoła. Barokowy charakter mają ołtarz główny poświęcony Wniebowzięciu Najświętszej Marii Panny z towarzyszącymi figurami św. Wacława, św. Maternusa, św. Benedykta, św. Scholastyki, św. Floriana, św. Bernarda, św. Jadwigi i św. Barbary oraz ołtarze boczne z wizerunkami św. Benedykta i św. Karola Boromeusza. W ołtarzu głównym znajdują się relikwiarze męczenników Benignusa i Wiktora. Ambonę z przedstawieniami Ewangelistów, św. Piotra i św. Pawła, aniołów i świętych oraz symbolicznym pelikanem na baldachimie wykonano w roku 1764. Zachował się prospekt z organami z roku 1797. W rokokowej kaplicy za ołtarzem głównym znajdują się rzeźbione stalle z końca XVIII wieku. Gotycki charakter ma zakrystia i krużganki klasztorne. W dawnym klasztorze mieści się, jak to często dziś bywa, muzeum. W mieście napotkamy też dwa inne kościoły – św. Krzyża z XVII-XVIII w. oraz św. Anny z XVII-XIX w., a także liczne krzyże i figury sakralne. Malowniczy jest małomiasteczkowy rynek ze skromnym ratuszem (w obecnej postaci z lat 30-tych XIX wieku) i kamieniczkami z XVI-XIX w.

Kościół Wniebowzięcia NMP i św. Maternusa

Warto wspomnieć o lubomierskich skarbach – czy to ukrytych przez usunięte w roku 1810 przez rząd pruski benedyktynki, czy też tych schowanych przez byłych mieszkańców miasteczka po zakończeniu II wojny światowej. Opowieści o nich nie są jedynie legendarne czy półlegendarne. Na jesieni roku 2016 prasa podała że w Lubomierzu, pojawili się tajemniczy Niemcy z mapą, którzy usiłowali wykopać skrytkę w rejonie kościółka św. Krzyża, w której odnaleziono stare monety, zegarki i biżuterię. Jeszcze okazalsze znalezisko odkryto przypadkowo w roku 1972, koło tego samego kościółka – garniec ze złotymi monetami, które w znacznej części następnie się „rozeszły”. Można powiedzieć opowieść banalna i typowa, dla powojennego zagospodarowania tzw. Ziem Odzyskanych, które w Lubomierzu ma zresztą szczególny swój pomnik – muzeum Kargula i Pawlaka z filmu „Sami swoi”, który w kulturowej rywalizacji twórczości z czasu „odwilży” 1967 o społeczną świadomość zbiorową, zdecydowanie wygrał z „Dziadami” Dejmka. Zarys filmu powstał jako radiowe słuchowisko dwa lata wcześniej – scenariusz w obu wypadkach napisał brat Romana „Bratnego”: Arkadiusz Mularczyk. Wyemitowano je pod tytułem „I było święto” na… 1 maja roku 1965, a Pawlaka zagrał Wojciech Siemion. Scenariusz umiejętnie łączył urokliwą  kresową gwarę (do czego w filmie dołączyło aktorstwo, np. Wacława Kowalskiego), humor oraz poprawnie politycznie aspekty, podkreślając kwestię polskości i rozwoju cywilizacyjnego na Ziemiach Odzyskanych (dom murowany, podpiwniczony, kryty dachówką). Uwzględniał też elementy religijne życia Polaków. Pamiętamy zatem i niemieckiego księdza, i „niemiecką spowiedź”, przez którą „choćby mama czyśćca dostąpiła”. Eksponowano zatem „niemieckość” kleru na ziemiach zachodnich.

Barokowa kolumna maryjna na rynku

Ks. Pyclik – proboszcz z Lubomierza. Można tu zapytać jak się miało powyższe do historycznych realiów? Mamy tu interesujący przykład z samego Lubomierza, którego niemiecką nazwę przetłumaczono w roku 1945 na Miłosną. Już pod koniec 1945 miasteczko miało polskiego kapłana – ks. Bernarda Pyclika, który, w uzgodnieniu z niemieckim proboszczem, podjął duszpasterstwo dla ludności polskiej. Urodzony w roku 1896 ks. Pyclik był żywieckim góralem, podczas I wojny światowej był w szeregach Legionów Polskich. Już po wojnie ukończył gimnazjum i złożył maturę w… Wadowicach. W roku 1920 brał udział w wojnie Polski z Rosją sowiecką, podczas której uzyskał stopień plutonowego, następnie studiował we Lwowie. W roku 1927 przyjął święcenia kapłańskie, a od roku 1932 był proboszczem parafii świętych Piotra i Pawła  w Połowcach koło Tarnopola, na Kresach. Już kilka dni po uderzeniu wojsk niemieckich na Związek Sowiecki, doszło w Połowcach do pierwszego aktu terroru ze strony Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. W nocy z 6 na 7 lipca 1941 lokalni OUN-owcy zamordowali 15 polskich mieszkańców wsi, m.in. 85-letni starzec, cztery kobiety i roczne dziecko. Kolejnych 14 mieszkańców Połowców odniosło rany – jednej z osób odrąbano nawet prawą rękę. W roku 1941 proboszcz Pyclik wstąpił do Armii Krajowej i pełnił funkcję kapelana obwodu Czortków.  Kolejny napad bojówek OUN-UPA na Połowce miał miejsce w okresie wielkiej fali zbrodni na Polakach, na terenach Wołynia i Podola, w grudniu 1943 roku. Zabito 9 osób. Ks. Pyclik, który nocował wówczas na poddaszu kościoła, ocalał.

Lubomierski ratusz

Miesiąc później, w środku zimy, w nocy z 16 na 17 stycznia 1944 roku oddziały OUN-UPA napadły ponownie na Połowce – wytypowane przez Ukraińców osoby,  w łącznej liczbie 27, wiązano przygotowanymi sznurami i układano na saniach, a następnie wywieziono w nieznane. Zagrody i plebanię w Połowcach splądrowano. Ks. Pyclik zdołał wówczas schronić 13 mieszkańców osady na wspomnianym już strychu. Cztery dni później, w rejonie pobliskiej Jagielnicy, Niemcy natknęli się na świeżą mogiłę dwudziestu sześciu, odartych z odzienia, zwłok, noszących ślady licznych, okrutnych tortur. Jak się okazało, byli to porwani mieszkańcy Połowców, w tym dwie siostry zakonne: jedna z nich była organistką, a druga prowadziła ochronkę dla dzieci. Zwłok jednej osoby – kościelnego, nie znaleziono. Mieszkańcy wsi, którzy ocaleli wraz z ks. Pyclikiem, schronili się we wsi Słobódka Dżuryńska. Przygarnęli ich miejscowi Polacy z ks. Wacławem Szetelnickim na czele. Tam też odbył się pogrzeb ofiar z Połowców. W kwietniu 1944 roku mieszkańcy Słobódki, a z nimi ks. Pyclik, zostali ze wsi ewakuowani. Wrócili po zajęciu tego terenu przez Sowietów. W sierpniu 1944 roku ks. Pyclik obsadził parafię w Jazłowcu, skąd właśnie trafił w grudniu roku następnego na Dolny Śląsk, do obecnego Lubomierza.

Lubomierskie kamieniczki, na wprost: siedziba Muzeum Kargula i Pawlaka

W styczniu 1946 ks. Pyclik otrzymał nominację na wikariusza kooperatora do spraw ludności polskiej. Wkrótce potem ks. Pyclik, wskutek donosu, znalazł się na celowniku miejscowego UB. Na przesłuchaniu ks. Pyclik przyznał się do mówienia iż „Sowieci zabrali nam wschodnie ziemie, a dali nam zachodnie – wcześniej wyszabrowali fabryki i wywieźli do Rosji (…) W 1939 r. nasi oswobodziciele oswobodzili nas ze wszystkiego (…) Zapytajcie się tych, którzy wracają z Rosji, to będziecie wiedzieć jak tam jest”. W nocy z 13 na 14 lipca 1946 roku został aresztowany i przewieziony do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lwówku Śląskim, a następnie do aresztu przy wrocławskim WUPB. Zarzucano mu wrogość do ustroju Polski ludowej i Związku Radzieckiego. Już we Wrocławiu tak opisywał swój stosunek do komunizmu i Sowietów „nastawienie moje względem Związku Radzieckiego jest wrogie, a właściwie ściśle biorąc, to jestem tylko wrogiem ustroju komunistycznego jaki jest w Związku Radzieckim, a wrogość ta datuje się już u mnie od 1939 r., gdy sam na własne oczy widziałem stopę życiową Rosji i ich stosunek do naszej wiary, kołchozy i cały system gospodarczy jaki jest obecnie w Związku Radzieckim, a najbardziej wrogość do religii katolickiej i zniesienie własności prywatnej (…) W 1941 r., gdy wojska rosyjskie opuszczały Kresy wschodnie, a wkraczały wojska niemieckie, (…) odkryto na podwórzu więziennym w Czortkowie (…) około dwustu trupów mężczyzn i kobiet, którzy mieli związane drutami od tyłu ręce. Przy tem kobiety miały powtykane w narządy płciowe kołki drewniane, a mężczyźni narządy płciowe poucinane. Leżały tam także trupy dominikanów zabitych od kul. Te wszystkie fakty wpłynęły na kształtowanie się moich przekonań” [cyt. za: S.A. Bogaczewicz: Kapłańska droga  ks. Bernarda Pyclika, Nasz Dziennik 2006].  W październiku 1946 wydano wobec ks. Pyclika wyrok uznający go winnym „nawoływania do czynów skierowanych przeciw jedności sojuszniczej Państwa Polskiego ze Związkiem Radzieckim”. Odstąpiono od wykonania kary, powołując się na opinię medyczną stwierdzającą u kapłana urojenia.

Nawa główna dawnego kościoła klasztornego

Powrót do Lubomierza nie oznaczały zaprzestania inwigilacji ks. Pyclika, którego otoczono informatorami. Relacjonowali on UB treść kazań i wypowiedzi oraz kontakty kapłana. Ujawniono m.in. słuchanie audycji zachodnich rozgłośni radiowych oraz kontakty lubomierskiego proboszcza z osobami z Kresów, które działały obecnie w ramach WiN. Ks. Pyclik ułatwiał im ukrywanie się. W samym Lubomierzu zyskał wielką popularność. Jak donosił informator o pseudonimie „Zygmunt” o swojej wizycie w Lubomierzu: ” Już w drodze z dworca do domu można było się zorientować, że cieszy się on ogromną popularnością wśród swoich parafian. Każdego przechodnia zagadnął i z każdym w przejściu porozmawiał” [cyt. za: S.A. Bogaczewicz: op. cit.]. W roku 1954 władze do rozgrywki z ks. Pyclikiem postanowiły wykorzystać „księdza patriotę”- ks. Kazimierza Lagosza. W roku 1949 trafił on na kilka miesięcy do więzienia, pod zarzutem przywłaszczenia sobie mienia poniemieckiego, tam też przypuszczalnie został skłoniony do współpracy z władzami. W styczniu roku 1951, po aresztowaniu administratora apostolskiego archidiecezji wrocławskiej ks. Karola Milika, Lagosz został na polecenie tychże władz „wybrany” wikariuszem kapituły wrocławskiej. Łudząc się możliwością porozumienia z komunistami, prymas Stefan Wyszyński zaaprobował udzielenie Lagoszowi jurysdykcji. Promując Lagosza, władze komunistyczne wspomagały odbudowę przez niego zniszczonej w roku 1945 katedry wrocławskiej. Równolegle, jak wskazywał następnie abp Kominek w swoim „raporcie otwarcia”, rozbierano na Dolnym Śląsku kościoły, które łatwo można było wyremontować i handlowano ich wyposażeniem. W roku 1953 doszło do ostrych posunięć władz przeciw Kościołowi – w styczniu rozpoczął się tzw. proces Kurii krakowskiej, zaś we wrześniu – został aresztowany prymas Wyszyński, co spotkało się z publiczną aprobatą Lagosza. W roku 1955 Lagosz próbował zwołać na własną rękę lokalny synod diecezjalny, wskutek czego popadł w otwarty konflikt z Rzymem i został odwołany w roku następnym. Zanim to nastąpiło, w roku 1954 przeniósł on ks. Pyclika, wobec którego dalej prowadzono rozpracowanie pod kryptonimem „Orkan”, z Lubomierza do położonego tuż pod okiem WUBP we Wrocławiu – Mrozowa. Ks. Pyclik zmarł we wrześniu roku 1964, w tej miejscowości.

Kościół w Lubomierzu – malowidła na sklepieniu

MAPA

GALERIA DODATKOWA

Fasada dawnego kościoła klasztornego

 

Ołtarz główny / Ambona

Lubomierskie figury

Advertisements