Dawno, dawno, dawno, lat temu tysiąc i pięćset ponad, na wysokich wyżynach, zwanych przez potomnych Podhalem skalnym i mniej skalnym, pojawili się posępni wojownicy, pomykający chyżo ze wschodu na zachód. Uciekali przez Attylą Hunem i jego pobratymcami. Nie na tyle jednak śpieszno, by nie zdołali się osiedlić tu i ówdzie. Powstały wtedy dumne osady Schorstein, Durstein, Friedman czy Falstein, rozciągnięte w dolinach rzecznych między górami. Przybysze, którzy zasiedlili jaki pierwsi te dzikie kraje, parali się wyrobem spinek do okryć wierzchnich w kształcie parzenic. Nazywano ich Ostrymi Gotami, bo język mieli cięty, a wejrzenie ostre, nie cierpiące oszustwa w wydaniu bliźnich. Budowali kształtne domy z drzewnych bali o stromych, spadzistych dachach. I mimo, że na wspomniane tereny napłynęły wkrótce, nie wiadomo skąd, barbarzyńskie hordy słowiańskie, a ich rdzenni mieszkańcy, krótko i brzydko mówiąc się skrewili, pozostała w nich po szlachetnych przodkach bardziej błękitna krew oraz szczątki dawnej mowy, najlepiej zachowane w formie zwyczajowego trzyliterowego pozdrowienia. Koniec końców pod koniec ciepłego lata 1939 roku, wyżyny karpackie zamieszkiwał dzielny, bohaterski naród, pogardliwie spoglądający na Polaków z nizin. Górale.

Tak się zastanawiam czy zwolennicy stanowczej tezy, iż Polacy tym się różnią od innych, pośledniejszych nacji, że nie wydali swojego Quislinga, nie popierają, oczywiście nieświadomie, streszczonych powyżej „uczonych” ustaleń niemieckich badaczy, którzy w samym środku Europy i w środku XX wieku niemalże, odkryli na nowo zaginiony naród góralski. A może zwolennicy tej tezy uznali, że kudy Goralenfurstowi z jakiejś zakopanej pod górami (jedynymi porządnymi w całym nizinnym kraju) mieściny do powszechnie znanego przedstawiciela Skandynawów. Tych od łososi oczywiście. Rola Wacława Krzeptowskiego jest zresztą dziś spychana na margines. Podobnie jak cały epizod Goralenvolku. Taka zabawa z okupantami, w dobrej wierze niby. Przypisuje się wręcz niekiedy Krzeptowskiemu pewne ograniczenie umysłowe i brak zrozumienia przytłaczającego go bagażu wydarzeń, napędzanych przez halnego historii (co innego np. Kuraś – bandyta). Bo przychodzi taki wiatr, że nie ma rady i ludzie się wieszają. Nawzajem.


Ulicówka w Chochołowie

Czy Wacław Krzeptowski, człek w sile wieku, tuż po czterdziestce, cieszący się sporym powodzeniem, zwłaszcza u płci przeciwnej, znany i szanowany działacz ruchu ludowego, ba – obrońca samego Wincentego Witosa przed przewracającym konstytucyjny rzeczy porządek marszałkiem Piłsudskim, naprawdę nie rozumiał co się wokół niego dzieje? Czy nie wiedział, że za narobione długi ciążyła na nim egzekucja komornicza, którą wstrzymał jedynie wybuch wojny? Czy nie wiedział, iż zorganizowana wycieczka góralska, jaka w październiku 1939 roku udała się na Jasną Górę, aby pokazać, że Czarna Madonna nie ucierpiała z rąk Brunatnych Koszul, miała charakter typowej akcji pokazowej? Dlaczego pędził by odwiedzić generalnego gubernatora Hansa Franka, nim ten jeszcze na dobre nie wprowadził się na Wawel? Czemu służyły chleb i sól oraz złota ciupaga? Czy wszystko można wytłumaczyć obawą przed Słowakami, Niemcami i chęcią zapewnienia lepszego losu swoim pobratymcom? Czy dlatego powstał projekt, dziś powiedzielibyśmy, etniczny, stanowiący ewenement na skalę polską?

Dziwna rzecz, że Wacław Krzeptowski, góral z krwi i kości, zdecydowany przeciwnik sanacji i budowy kolejki na Kasprowy Wierch, która jego zdaniem wyzuwała miejscowych z przynależnych im hal i łąk, skumał się z byłym legionistą, działaczem BBWR i OZON oraz entuzjastą inwestycji w turystyczną infrastrukturę Zakopanego, w tym wspomnianą kolej linową, Henrykiem Szatkowskim. Ten ostatni – doktor praw, urzędnik ministerialny II Rzeczypospolitej, poliglota był jednocześnie Ostrogotem-amatorem, który podczas wojny organizował tzw. podbudowę ideologiczną pod księstwo góralskie. Studia odbywał w Berlinie i Wrocławiu, choć to na Uniwersytecie Jagiellońskim opracował ochronę z zakresu prawa ochrony przyrody. W Zakopanem pojawił się w latach 30-tych jako ceper-góralofil, żeniąc się z rodowitą Podhalanką. Był wiceprezesem Polskiego Związku Narciarskiego i wspierał organizację mistrzostw FIS w Zakopanem. Naturalnym i niedoścignionym wzorem w tym zakresie wydawały się mu oczywiście imprezy w krajach niemieckojęzycznych. Co nie dziwi i dziś nas, podziwiających konkursy w Obersdorfie czy Ga-Pa.

Stare Kościeliska

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym – to było wydarzenie! W ogóle Zakopane lat 30-tych starało się przyciągać gości – powstały kolej na Kasprowy i „ceprostrada” między Morskim Okiem a Doliną Pięciu Stawów, schroniska na Polanie Chochołowskiej, Polanie Pisanej, w Dolinie Pięciu Stawów, a także hotel górski na Kalatówkach. Ten ostatni zbudowano na potrzeby wspomnianych mistrzostw FIS w zimie 1939. Odbywających się tu po raz drugi, bo już w roku 1929 Zakopane gościło narciarzy klasycznych z całego świata. Podczas mistrzostw w lutym 1939 r., Niemcy w Zakopanem święcili pierwsze triumfy. Na razie, na Wielkiej Krokwi. Postawiono wtedy świerkową bramę, która ozdobiona następnie niespodzianymi krzyżykami o proweniencji góralsko-germańskiej będzie pełniła ważną rolę w tej historii.

Gdzie sport i międzynarodowe igrzyska, tam okazja do wymiany poglądów i kontaktów, nie tylko towarzyskich. Kapitan Witalis Wieder – oficjalnie prezes Związku Oficerów Rezerwy w Zakopanem, z racji swej funkcji współorganizator wielu wydarzeń o charakterze patriotycznym. Prywatnie i nieoficjalnie agent niemieckiego wywiadu wojskowego – Abwehry. Podczas wojny jeden z pierwszych subskrybentów volkslisty i współpracownik Krzeptowskiego. Ilu oprócz niego kooperowało z sąsiadami zza Warty – nie wiadomo. Nikt również nie wie dokładnie jak wyglądał. Jako profesjonalista nie lubił się fotografować.

Witkiewiczówka

Hans Frank docenił wagę Krzeptowskiego jako gościa i niezwłocznie, po niecałym tygodniu przybył do Zakopanego z kurtuazyjną rewizytą. Przyjęto go niezwykle serdecznie, niemal jak bogatego turystę, przy wspomnianej świerkowej bramie. W ruch poszły hasła o bliskich związkach ludu germańskiego i góralskiego, a nawet portret Fuehrera. Frank bywał następnie w Zakopanem dość często, ćwicząc m.in. kroki narciarskie na Kalatówkach. I mimo, że rzucone hasło góralskich oddziałów SS nie przyniosło w górskim powietrzu żadnego echa, współpraca rozwijała się dobrze. 29 listopada 1939 roku Krzeptowski zwołał zebranie Związku Górali, organizacji z tradycjami, działającej jeszcze za starego, dobrego Franza Jozefa, przedstawiając koncepcję Goralenvolk. Góralskiego ludu wybranego. Związek kontynuował działalność jako Goralenverein – Towarzystwo Góralskie. Oczywiście, z Krzeptowskim na czele.

A Zakopane? Zakopane stało się wkrótce cenionym miejscem odpoczynku niemieckich weteranów, a także oficjeli. Ze znamienitszych gości, obok wspomnianego Franka gościł tu m.in. w 1940 Reichsfuhrer Heinrich Himmler. Nie był to jednak kurort „Nur fuer Deutsche”, choć Polaków w nim nie przyjmowano.

W dniu 20 lutego 1940 roku w Zakopanem, w willi „Pan Tadeusz” położonej przy drodze wiodącej ku dolinie Białego odbyła się międzynarodowa konferencja, trzecia już z cyklu wspólnych przedsięwzięć aparatu bezpieczeństwa sąsiadujących mocarstw, rozpoczętego w listopadzie 1939 roku. Delegacje z obu stron liczyły po kilkadziesiąt wysoko postawionych osób – ze strony niemieckiej pojawili się m.in. Adolf Eichman – ówczesny kierownik referatu do spraw przesiedleń i emigracji w RSHA, oficerowie SS – Zimmermann z Radomia oraz Spiekler z Krakowa, a ze strony radzieckiej – syn byłego komisarza spraw zagranicznych Grigorij Litwinow oraz gubernatorzy Archipelagu Gułag – Rita Zimmerman i Eichmans. Rozmowy trwały 6 tygodni, podczas których w ramach szeregu paneli uczestnicy wymieniali się doświadczeniami w zakresie utrzymania bezpieczeństwa i porządku na świeżo zajętych w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow terenach, w tym metodyki prewencji i zwalczania zakonspirowanych grup bandyckich. Odnotowano zachęcające wyniki przyjętej przez oba zaprzyjaźnione państwa metody budzenia lokalnej świadomości – odpowiednio narodowej i proletariackiej oraz przeciwstawiania jej dawnemu uciskowi pod rządami Polaków.

Dolina Białego

Reklamy