Szopka wąska kolebką została,

jałowcami mościli sen tobie,

wiatr nowinę radosną podawał,

oddawali ci hołd prostaczkowie

Tatry ze stropu kościółka w Trybszu

Trzej królowie przybyli w te strony,

przez Tatr śniegi przebrnęli z ochotą

i przynieśli ci w darze korony

z cud materii cenniejszej niż złoto

Trzy Korony w porannych mgłach

Przed Tatarem do zamku uciekłeś,

łoże wiły tam jastrząb i sokół,

potem ciszę tych gór przyoblekłeś,

Jan – pustelnik cię ochrzcił w potoku

I ruszyłeś na szlak swój pielgrzymi,

tam, na sosną zwieńczonej skale,

gdzie świat cały pod stopy legł twymi,

pełzł w dole wąż bystry Dunajec

Na Sokolicy

Nauczałeś, że wielka gorczycę

i słuchałeś codziennych problemów,

choć spór wiedli o twoje granice

skalni mnisi z wyniosłych eremów

Ludzie zawsze tu byli ci mili,

do twych ramion się kornie garnęli,

w twoje słowo ni gwoździa nie wbili

i kochali cię tak jak umieli

Kościółek w Grywałdzie

I skończyłeś jak żyłeś – z prostotą,

dając pomoc będącym w potrzebie,

głowa zwisła na burcie potoku,

i zostałeś, bo byłeś u siebie

————————————————-

Noc rozsnuła kojące ramiona

i obległa miesiąc w Czorsztynie,

śpi otwarta Przymierza strona,

skąd głos Słowa głęboki wciąż płynie

Zmierzch nad Czorsztynem i Tatrami