Doczekał się tymczasem rządca Łukomski na habsburskie wojsko – dwie kompanie żołnierzy rozłożyły się w Milówce, Kamesznicy i na ostatek Wieprzu, gdzie siedział sam Łukomski, drżąc z obawy przed Proćpakową zemstą. Prowadzeni przez leśnych strażników wojacy wyruszyli na poszukiwania zbójników. Widziano ich przy jednej z bacówek na Hali Szczotków, na Suchej Górze nad Rajczą, gdzie po jedzenie zaszli. Zaraz też zwołano obławę, która na wspomnianą halę hen, tyralierą poszła. Znalazła tam świeże ślady legowiska oraz ukrywającego się nieudolnie w pniu drzewa zbójnika, który indagowany przyznał, że nocował tu z towarzyszami samosześć, ale gdzie poszli pozostali po śniadaniu, nie ma pojęcia. Gończy nie ustawali jednak w poszukiwaniach i niedługo potem odnaleziono kolejnych trzech zbójników. Dwóch w skalnych rumowiskach, gdzie udawali zastygłe kamienie. Trzeci wdrapał się na drzewo, aż zirytowane niechcianym sąsiadem ptaki wzbiły się w powietrze i tak długo krążyły nad czubkiem drzewa, aż harnicy zbójnika nakryli. Spętano wszystkich i sprowadzono do Milówki, a potem powiedziono do Wieprza. Śledztwo okazało się nad wyraz skuteczne, gdyż wyszło na jaw, że z Proćpakową kompanią współpracuje aktywnie wielu miejscowych. Tych wnet aresztowano, wśród nich Proćpakową żonę, dzieci i ojca oraz Bogu ducha winną rodzinę z Milówki. Szykanowano ich, próbując uzyskać wiadomości o kryjówkach Proćpaka. Podejrzanych dla przykładu wychłostano, a kilkadziesiąt osób wysłano do wiśnickich lochów.

Barania Góra – widok od południa

Hrabia Ludwik de Laveaux, dziedzic Rycerki i Poddębia był miłośnikiem natury. Lubił jej piękno i lubił pisać. Pisał tedy pod przybranym imieniem Władysław do swej przybranej wybranki Celestyny listy otwarte, w drukarni krakowskiej wydawane. Dziełko owe było płci pięknej poświęcone, w celu zachęcenia teyże do nauki dziejów przyrodzenia. W sumie jednak nic pikantnego, chodziło bowiem o piękność natury i przyrodzenie sensu largo. Hrabia Ludwik popełnił również inną publikację, to jest „Górali Bieskidzkich”, w której oczywiście wątek Proćpaka rozwinął. W jego romantyczno-awanturniczej wersji Proćpak, nie wiedzieć czemu, miał urgofiński akcent, zaś Kamesznica była jedynie legowiskiem jego bandy. Przyczyną upadku Proćpaka miała być piękność z natury. Tym razem sensu stricto, bo chodziło o pannę z dworku, w której Proćpak się rozmiłował. Miał wtargnąć nawet, cham jeden, na zabawę szlachecką by z ukochaną tańczyć i flirtować. Oburzyło to inną piękność sensu stricto, a mianowicie chłopkę, którą również Proćpak pasjami i okazjonalnie miłował. Nie chciała docenić, iż Proćpak dzieli do niej to wzniosłe uczucie, choćby z innymi pięknościami pospołu, no i wydała z zazdrości Juraja władzy. Jednak zbyt tkliwa ta opowieść i uczuciowa by miała być prawdziwa. Nie wierzmy zatem hrabii Ludwikowi vel Władysławowi, który nawet swojej Celestyny do przyrodzenia przekonać nie mógł i przyjmijmy, że główną przyczyną Proćpakowej zguby był inny, jeszcze silniej niż kobiety rządzący światem czynnik. Bo wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o dutki smalone. A dobrzy towarzysze i sąsiedzi, bracia od kielicha, potrafią raczej przypominać arendarskich żydów, gdy przychodzi do spraw natury finansowej. Chociaż, jak w każdej legendzie i ta Ludwikowa kryje ździebełko prawdy, bo i baba w tym wszystkim uczestniczyła. Zdradzono tedy Juraja i mimo, że szczęśliwa Austria zaprzestała już w tym czasie z zasady karania swych poddanych głową, to jednak Proćpak wraz z kamratami jako przeciwko cesarskiemu porządkowi buntownik na szubienicę się załapał.

Okolice Jeleśni – widok na Pilsko, szlak zbójników żywieckich na Orawę

A było to tak. Po niesławnej obławie milóweckiej Proćpak błąkał się po całej Żywiecczyźnie, wpadając od czasu do czasu do Kamesznicy. Miał tam frajerkę, niejaką Barbarę Sołtyskę, u której spędzał w ciepłych pieleszach zimę, której darowywał piękne stroje i u której, głupi, ukrywał łupy. Brata, który miał nieuzasadnione pretensje pod adresem związku siostry z harnasiem, Proćpak po prostu ubił. Nie wpłynęło to jednak istotnie na uczucie pomiędzy nim a Barbarą. Żyli sobie spokojnie, aż poźną jesienią Roku Pańskiego 1795 Barbara udała się do Milówki na chrzciny, gdzie miała pełnić czcigodną rolę chrzestnej matki. Wracała do domu z kumem – gospodarzem z Kamesznicy, który wylewał w drodze żale nad losem Proćpakowych bliskich, w tym ojca Juraja, pobitego przez śledczych. Zarzucał też, choć z umiarem, Proćpakowi, że ten powinien ogłosić wszem i wobec, iż zerwał kontakty z rodziną, co ulżyłoby ich niedoli. Dzień był ciepły, a wczorajsza gorzałka jeszcze nie wyparowała Sołtysce z głowy, przeciwnie – zaległa w oczekiwaniu na słońce. A, że miała dobre serce powiedziała kumowi, że przekaże to Proćpakowi, jak tylko będzie miała się okazję z nim widzieć. Uśmiechała się przy tym zaś tak błogo, że kamesznicki gospodarz doszedł do wniosku, iż okazja ta niedługo się nadarzy i będzie dosyć szczęśliwa. Powiedział jej tedy, że sakwy na chrzcinach zapomniał i w te pędy do Milówki się wrócił. Wojsko powiadomił, że Proćpaka znalazł a o znaleźne się upomniał. Nad rankiem oddział żołnierzy w asyście dwóch gajowych otoczył chałupę Barbary, znajdując w środku jednak jeno spore łoże, a w nim rozgrzaną, rozgrzebaną pościel. Już żołnierze zrezygnowali mieli obejście opuszczać, gdy jeden z gajowych w poszukiwaniu jedzenia by głód poranny zwalczyć natrafił na Proćpaka schowanego za drzwiami.

Widok z Pilska na kolejne schronienie zbójnickie – lasy babiogórskie

Przy zbójniku znaleziono złote dukaty, a w pobliskiej piwniczce dwa zdobione pistolety i fuzję. Proćpaka z Barbarą i służącą Hanką rzucono na wóz i przewieziono do leśnictwa w Milówce, śląc pomyślną wieść do kwatery głównej operacji Juraj w Wieprzu. Wkrótce też pojmano pozostałych kamratów Juraja – Smyraka z Rycerki, którego zgarnięto, zaraz potem jak z dziewczyną na hali się migdalił. Bulkę i brata Juraja wydał baca z Przysłopu, co wcześniej zgodził się, że ich za pieniądze ukryje. Nieszczęsną Barbarę wypuszczono. Gdy poszła odwiedzić kochanka w areszcie okazał jej niewdzięczność, próbując udusić ją łańcuchem. Standrecht wzmocniony urzędnikami z Białej, Kęt i Cieszyna obradował w Milówce, Wieprzu i Żywcu. Na śledztwie Juraj miał opisać swój związek z Barbarą i chcąc się zemścić zasugerował, że brała od niego pieniądze za przechowanie. Zbójnicy oskarżyli też organistę z Zawoi, że współdziałał z nimi przy napadzie na plebanię. Został skazany i dopiero proboszcz z Jeleśni, ksiądz Pawluszkiewicz, narażając się na ujawnienie tajemnicy spowiedzi, wstawił się za nieszczęśnikiem.

Kapliczka w Śląskim Beskidzie

Wreszcie dwóch zbójników przed egzekucją targnęło sumienie i odwołali oskarżenia. Nie zdradził natomiast Juraj miejsca ukrycia swych łupów. Opowiadają, że do dziś na Pietraszonce, między Kamesznicą a Baranią Górą leży kociołek z Proćpakowymi skarbami. Inni zaś mówią o piwnicach w Muńcole nad Rajczą wypełnionych zrabowanym złotem. Zbójnicka familia Proćpaka okazała się liczna. W wyniku obrad sądu skazano około sto pięćdziesiąt osób, w tym dwadzieścia osiem na powieszenie, siedemdziesiąt na wiśnickie więzienie, resztę na chłostę, zaś dezerterów na odesłanie do jednostek. Egzekucje trwały kilka dni, zakończyło je powieszenie Proćpaka w rodzinnej Kamesznicydnia 26 stycznia 1796 roku. Opowiadają, że Proćpak, idąc na szubienicę spojrzał na góry i rzekł: Zawdyk mierził wysoko, niekze wysoko skońcem. A górale, którzy przypatrywali się kaźni odpowiedzieli nań pieśnią: Jyncom góry, jyncom, jak Proćpoka myncom. Zaś na pamiątkę zdrady lub co najmniej karygodnej lekkomyślności Proćpakowej frajerki dodawali: Śćtyry lata go szukali mało po prożnicy, A go naszli u baby we wsi Kamesznicy. Bo takie już są te baby, że do zguby prowadzą.

Widok z Cienkowa Wyżniego na Baranią Górę

Reklamy